Nasze projekty
Dominika Szczawińska

A ja czekam na koniec świata

Nie należę do żadnej sekty. Jestem zdrowa na ciele i na umyśle. Co z emocjami, spełnieniem życiowym, rodziną, karierą? Wszystko jakoś mieści się w normie i mimo to mówię, że koniec świata jest bliski, i że czekam...

Reklama

O końcu świata piszą dziś wszyscy, więc by zabłysnąć erudycją i nie skończyć na wyliczaniu nieaktualnych prognoz, tak jak ci śmiałkowie, którzy wbrew jednoznacznej biblijnej zapowiedzi – że o tym dniu i godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko sam Ojciec (Mt 24,36) – próbowali ustalić konkretną datę Wielkiej Paruzji. Naprawdę mnóstwo ciekawych rzeczy można ostatnio przeczytać o kataklizmach, prawach fizyki, globalnej gospodarce, upadku obyczajów, przemianach społecznych, wierzeniach, zabobonach, wieszczach, prorokach, systemach i rządach.

Wyliczać mogłabym długo, ale nie o to chodzi, by potęgować chaos i podsycać wrażenie, że cała rzeczywistość, nawet gdy ją rozczłonkujemy na maleńkie fragmenciki, przekonuje nas o kresie, do którego zmierza.

 

Reklama
Reklama

Filozoficzne refleksje nie wiele mają wspólnego z tym, za czym tęsknie wyglądam przeczesując kolejne artykuły i książki z apokalipsą w tytule. Szukam kogoś, kto przyznałby się nie tylko do tego, że widzi już znaki zbliżającego się końca, ale że jest w nim niecierpliwość, ekscytacja, nadzieja. I liczę, że mogę znaleźć takie słowa nie tylko w teologicznych traktatach, które zamykają interesującą mnie tematykę w ramy nauki o rzeczach ostatecznych. Dowiedzieć się z eschatologii można nie tylko o końcu czasów i powtórnym przyjściu Pana Jezusa, ale też o tym, co owo przyjście poprzedzi: o biblijnych zapowiedziach, sądzie jaki nastąpi, wreszcie o tym, co owo ostateczne zwycięstwo Jezusa oznaczać będzie dla tych, którzy znajdą się po Jego prawicy. Dziwne, że ten fascynujący dział teologii funkcjonuje jako średnio istotny suplement, czasem wstydliwie ukrywany, bo kto dziś chce straszyć wizją ognia i katastrof, czy prześwietlaniem życiorysów, wreszcie nieuniknioną alternatywą: piekło – niebo, zbawienie – potępienie, życie – śmierć. Natomiast, jeżeli te sprawy nas nie interesują, to chcę zapytać: po co wiara? Po co religijne meblowanie życia i zachowywanie przepisów? Prowokacyjna promocja ateizmu „nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę” daje mi w tej kwestii wiele do myślenia.

Oczywiście, że można uczciwie żyć i nie wierzyć. Ale czy można uczciwie żyć, wierzyć i nie czekać?

 

Reklama
Reklama

 

 

Nie wybiegać myślą i sercem do tego spotkania, które nadchodzi? Nie wyobrażać sobie, że kiedy już się to stanie, to dopiero będzie… W końcu „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało jak wielkie rzeczy przygotował Bóg, tym którzy Go miłują…”(1 Kor 2, 9).

Reklama

 

Eskapizm duchowy, sekciarstwo, dewocja, bzdury – może niepotrzebnie podpowiadam jak zniechęcać wołających niczym chrześcijanie pierwszych wieków:” Pan jest blisko! Marana Tha!”. Tamci w końcu też czekali i to z wiarą o wiele silniejszą i nic się nie stało – świat trwa do dziś. Po co więc to wyglądanie, szykowanie się niczym na rozmowę kwalifikacyjną? Czy  jestem przygotowany, by spędzić tam całą wieczność? Może naprawdę warto tego zapragnąć,  by uwierzyć i nie zadomowić się beztrosko w dobrze wszystkim znanym wierszu Miłosza „Piosenka o końcu świata”. Niewielu poetom tak wierzę, ale w przypadku tego tekstu, mam wrażenie wpadnięcia w niezwykle kuszącą pułapkę życia tylko tym, co dzieje się tu i teraz, nie czekania i nie podsycania nadziei… 

Pamiętam jak ponad dwa lata temu z grupą przyjaciół zaczytywaliśmy się w książce „Uwierzcie w koniec świata. Współczesne proroctwo o powtórnym przyjściu Chrystusa” –  rozmowa Judyty Syrek z ojcem Joachimem Badenim była dla nas właśnie wyczekiwanym głosem, tego który mówi, że staje się już.

Choć nie słyszymy trąb, ziemia pod naszymi stopami jeszcze się nie trzęsie, groza nie ogarnia naszych serc, serio traktuję wezwanie ojca Badeniego do tego, by wierzyć w paruzję, bo tylko w ten sposób możemy poczuć bliskość i moc  Boga.

A Joseph Ratzinger pisał kiedyś w niewielkiej książeczce na Boże Narodzenie, że żyjemy w czasie Adwentu. I nie chodzi o ten krótki okres liturgiczny liczony na palących się na wieńcu świecach, ale o coś, co jest esencją naszego życia i do czego nie wstydzę się przyznać.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite