video-jav.net

100 dni modlitwy za maturzystów

Rusza kolejna inicjatywy Misji Gabriela – 100-dniowa modlitwa o pomyślne zdanie egzaminu maturalnego przez licealistów. W tej intencji mają orędować młodzi święci, którzy będą patronować przyszłemu Sanktuarium na warszawskiej Białołęce

Polub nas na Facebooku!

Na warszawskiej Białołęce powstaje Centrum Młodych Świętych, które ma chronić dzieci i młodzież przed potopem moralnego zepsucia. W tym momencie działa już tzw. mały Domek Młodych, w którym prowadzone są zajęcia dla dzieci i młodzieży. Aktualnie trwa budowa kościoła, a później ma powstać Ośrodek Pomocy i Instytut św. Gabriela.

 

Poza św. Gabrielem Possentim, od którego imienia wzięła nazwę Misja, dziełu będzie patronować kilkoro innych młodych świętych. To właśnie przez ich wstawiennictwo prowadzona będzie 100-dniowa modlitwa o pomyślne zdanie egzaminu maturalnego, która rozpoczyna się z początkiem lutego.

 

Akcję rozpoczyna tydzień modlitw za wszystkich maturzystów przez wstawiennictwo św. Gabriela Possentiego (1-7.02). W kolejnych tygodniach za zdających język polski będzie orędował św. Stanisław Kostka (8-14.02), matematykę – bł. Piotr Jerzy Frassati (15-19.02), język obcy – św. Dominik Savio (28.02-6.03), WOS – bł. Karolina Kózkówna (14-20.03), biologię i geografię – bł. Hiacynta i bł. Franciszek (21-27.03), chemię – św. Gemma Galgani (28.03-3.04), fizykę – bł. Pio Campidelli (4-10.04), historię – św. Maria Goretti (11-17.04).

 

Dodatkowo modlitwą za wstawiennictwem św. Tereski od Dzieciątka Jezus zostaną otoczeni nauczyciele (7-13.03), św. Faustyny – sprawdzający i egzaminujący (18-24.04), św. Teresy z Los Andes – rodziny maturzystów (25.04-4.05) a przez 9 dni będzie też trwała Nowenna do św. Gabriela (19-27.02).

 

W intencji maturzystów modlić się będą wierni parafii św. Mateusza na Białołęce i wszyscy, którzy zgłoszą taką chęć w internecie. „Co tydzień będziemy przesyłać ludziom w internecie modlitwy za wstawiennictwem wspomnianych świętych w intencjach zgodnych z planem” – mówi Michał Osiej odpowiedzialny za akcję.

 

Swoje intencje można zostawiać w komentarzach na stronie www.misjagabriela.pl/100dnimodlitwyzamaturzystow.

 

Patronem Misji Gabriela jest św. Gabriel Possenti, znany we Włoszech jako Święty Uśmiechu. W sanktuarium tego świętego w Isoli gościł kilka lat temu abp Henryk Hoser SAC i zachwycił się tym, jak Gabriel inspiruje włoską młodzież. Hierarcha powierzył proboszczowi parafii św. Mateusza na Białołęce budowę miejsca, które ma pomagać młodym ludziom.


pra / Kraków

 

skalski“Mam odwagę mówić o cudzie”.

Historia lekarza, który o swoich pacjentów walczy do końca

O Adasiu, „cudownie ocalonym dziecku z Polski” pisały media na całym świecie – od Florydy po Singapur. Lekarz, który pomógł Panu Bogu przywrócić chłopca do życia, od wielu lat walczy o każdego młodego pacjenta. W duecie z Panem Bogiem uratował już niejedno dziecięce serce.

 

Prof. Janusz Skalski jest wybitnym kardiochirurgiem i człowiekiem głębokiej wiary. Stawia dobro pacjenta ponad swoje. W 2007 roku oddał własną krew noworodkowi, którego następnie operował przez kilka godzin. Jako pierwszy na świecie przeprowadził zabieg wszczepienia zastawki płucnej serca 5-letniej dziewczynce. Sam doznał zawału w trakcie walki o życie pacjenta. Jego życiorys to ważna lekcja dla każdego z nas – zawsze trzeba walczyć…

 

Porzucony przez uczniów

Ucieczka przyjaciół to coś gorszego niż aresztowanie przez wrogów

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jak zachowalibyśmy się w godzinie próby? Ludzie czasem myślą, że, gdyby przyszło, co do czego, byliby dzielni i postąpiliby godnie, tak jak postąpić należy. A potem jednak ulegają tchórzostwu, konformizmowi, wolą się nie wychylić, bo „tisze jediesz dalsze budiesz”. Z drugiej strony zdarza się też, że ktoś, kto we własnym mniemaniu wcale nie jest materiałem na bohatera, potrafi w godzinie próby wykrzesać z siebie niespotykane pokłady heroizmu.

Apostołowie przeżyli swoje „godziny próby” i zostali skonfrontowani z prawdą o sobie samych, kiedy Jezus został pojmany przez strażników świątyni, przesłuchany przed nieformalnie zwołanym Sanhedrynem, a potem osądzony przez rzymskiego prokuratora i skazany na śmierć. Jezus przewidział, jakie będzie wówczas zachowanie uczniów. Powiedział im przecież, kiedy wyszli w stronę Góry Oliwnej: Wszyscy zwątpicie we Mnie. Jest bowiem napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce. (Mk 14, 26-27; por. Mt 26, 31). Był to cytat z Księgi Zachariasza (Za 13, 7). Jeszcze całkiem niedawno spożywali wieczerzę paschalną. Byli razem i czuli głębokie oddanie oraz więź ze swoim Nauczycielem. A teraz usłyszeli, że wszyscy, co do jednego, zwątpią i będą jak bezrozumne owce, które bez pasterza nie wiedzą dokąd iść. Nie widziałem nigdy owiec bez pasterza, ale wyobrażam sobie, że biegają wówczas chaotycznie i beczą przerażone. A może po prostu stoją w kupie i nic nie robią?

 

ostatnia_wieczerza_pasja

Ostatnia wieczerza. Scena z filmu “Pasja” w reżyserii Mela Gibsona

 

Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie

Trzeba przyznać, że Jezus wielokrotnie przygotowywał ich na to, co ma nastąpić, ale oni tak bardzo byli zapatrzeni w Niego jako Nauczyciela, Uzdrowiciela i Proroka pełnego Bożej mocy, że jakoś nie docierało do nich to, co mówił. Jezus wracał do tego tematu wielokrotnie, mówiąc otwarcie, że Syn Człowieczy będzie zdradzony, wyśmiany, ubiczowany, opluty i zabity tak, jak zapowiedziało Pismo Święte, ale oni nadawali tym słowom sens symboliczny, abstrakcyjny bądź metaforyczny. Niektóre zapowiedzi męki zawierały wiele szczegółów, ukazujących bardzo jasno jej realia: Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie (Mk 10,33-34). Można odnieść wrażenie, że już bardziej wyraźnie mówić się nie dało. Mimo to uczniowie wykazywali zadziwiającą tendencję do ignorowania słów o męce, kierując swoje myśli od razu ku rozważaniu chwały i honorów, jakie przypadną im w Królestwie Jezusa. Sprawiali wrażenie, jakby nie słyszeli tego, co Jezus właśnie powiedział. On im zapowiadał swoją śmierć, po której nastąpi zmartwychwstaniu, a oni pomijali pierwszą część Jego wypowiedzi i zamiast myśleć, jak godnie przeżyć razem z Jezusem Jego mękę, znajdowali ucieczkę od problemu w przedwczesnej myśli o zaszczytnych miejscach przy tronie Jezusa w chwale.

 

Nepotyzm rodziny Zebedeusza

Kiedy synowie Zebedeusza próbowali „załatwić” sobie u Jezusa miejsce po Jego lewicy i prawicy, reszta oburzała się na nich tylko z tego powodu, że robili to za ich plecami (zob. Mk 10,35-41, por. Mt 20, 20-23). A przecież w kontekście zapowiedzi męki, którą Jezus wypowiedział chwilę wcześniej, wiemy, że kiedy mówił o wywyższeniu Syna Człowieczego, miał na myśli swoją śmierć na krzyżu. Zgodnie z naszą wiedzą, o tym, co wydarzyło się później, prośba Jakuba i Jana, aby mogli oni zająć miejsce po Jego prawej i lewej stronie, gdy zostanie już wywyższony, brzmi więc, jak czarny humor (Mk 10, 37). Autor później napisanej Ewangelii Mateusza uznał zresztą cały ten incydent za tak kompromitujący dla obu apostołów, że dla złagodzenia jego wymowy przypisał tę prośbę ich matce (Mt 20, 20).

 

Don’t worry, be happy – podejście Piotra

Znamienna jest także inna scena. Kiedy Piotr w imieniu Dwunastu wyznał, że Jezus jest Mesjaszem (zob. Mk 8,27-30), ich Nauczyciel wyjaśnił, że Mesjasz zostanie poniżony przez mękę: I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa (Mk 8, 31). I co się wtedy stało? Otóż doszło do gwałtownej reakcji Piotra, który w źle pojętej trosce o Jezusa zaczął go odwodzić od takiego myślenia. Piotr bardzo kochał Jezusa i był w swojej miłości bardzo spontaniczny, by nie powiedzieć bezmyślny. Marek zrelacjonował to tak: Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać (Mk 8, 31-32). Tak, tak! Upominać!!! Mateusz pisze o tym w jeszcze bardziej dobitny sposób: A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie (Mt 16, 22). Czy potrafimy to sobie wyobrazić? Piotr, który przed chwilą wyznał: Ty jesteś Mesjasz Syn Boga Żywego (Mt 16, 16),  upomina Jezusa i robi mu wyrzuty w stylu! No, co ty gadasz! Porzuć takie czarne myśli! Po co ten pesymizm! Nigdy tak się nie stanie! To po prostu niemożliwe! Słowa Piotra brzmią niemalże jak refren piosenki Bobby’ego McFerrina: Don’t worry, be happy. Jezus wyjawił im wtedy coś bardzo ważnego, a ten wyskoczył jak Filip z konopi z zapewnieniami, że wszystko będzie dobrze. Piotr oczywiście głęboko wierzył, że Jezus jest Mesjaszem (za co zresztą został wcześniej pochwalony), ale w jego definicji bycia Mesjaszem nie było miejsca na cierpienie i odrzucenie. Mesjasz miał być przecież królem, zwycięzcą, tym, który pokona wszystkich wrogów i który po prostu skazany jest na sukces, chwałę i sławę. Odpowiedzią Jezusa na upominanie i wyrzuty ze strony Piotra, było nazwanie go Szatanem i wytknięcie mu, że myśli po ludzku, a nie po Bożemu (zob. Mk 8,32 n.).

 

piotr_pasja

Święty Piotr w filmie “Pasja” w reżyserii Mela Gibsona

 

Dlaczego Piotr został potraktowany tak ostro? Czym sobie zasłużył na nazwanie go Szatanem?

Jest to dość oczywiste, jeśli przypomnimy sobie, że na pustyni Szatan próbował przekonać Jezusa, aby był właśnie takim Mesjaszem, jakiego spodziewali się ludzie. Takim, który potrafi zamieniać kamienie w chleb, aby rozwiązać problem głodu, który może zeskoczyć ze szczytu świątyni, aby wzbudzić powszechny podziw i któremu podporządkują się wszyscy królowie Ziemi, łącznie z ówczesnym władcą świata, cezarem Tyberiuszem. Jezus, jak pamiętamy, odrzucił ten model mesjanizmu, ale podobny sposób myślenia o Mesjaszu był ciągle obecny w oczekiwaniach i pragnieniach uczniów. Pojawił się także spontanicznie w upomnieniach nieświadomego i prostodusznego Piotra, któremu w głowie się nie mieściło, że Mesjasz mógłby zostać odrzucony i skazany na śmierć przez ukrzyżowanie. Uczniowie nie rozumieli Jezusa, a poczucie niezrozumienia zawsze jest związane z osamotnieniem. Jezus musiał czuć się bardzo samotny.

Mimo ostrej reprymendy Piotr wcale nie zmienił swego myślenia. Nadal nie rozumiał konieczności męki Jezusa, o czym świadczy jego reakcja na kolejne jej zapowiedzi, a także późniejsze wydarzenia.

 

Piękne deklaracje i twarda rzeczywistość

Kiedy Jezus po Ostatniej Wieczerzy powiedział uczniom, że wszyscy w Niego zwątpią, spotkał się ze zdecydowaną deklaracją Piotra, który stwierdził: Choćby wszyscy zwątpili, ale nie ja! (Mk 14, 29); Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię (Mt 22, 33). Tymczasem Jezus powiedział mu, że jeszcze tej nocy zanim kogut dwa razy zapieje, on wyprze się Go, i to aż trzykrotnie. Lecz on tym bardziej zapewniał: Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie”. I wszyscy tak samo mówili (Mk 14, 31; por. Mt 26, 34). Prawdopodobnie naprawdę byli o tym przekonani. Łukasz przytacza nawet słowa Piotra: Panie, z Tobą gotów jestem iść nawet do więzienia i na śmierć (Łk 22, 33). Piotr wyrażał więc gotowość bycia przy swoim Panu do samego końca, bez względu na to, jak zachowają się inni, bez względu na okoliczności. Będę z Tobą na dobre i na złe! Cóż za fantastyczna deklaracja lojalności! Przebywanie blisko Jezusa zapewne było dla niego powodem do dumy. Piotr, wcześniej zarabiający na życie jako zwykły rybak, odkąd poszedł za Jezusem, stał się osobą publiczną i znaną. Był „kimś”. Przebywał bardzo blisko osoby, za którą chodziły tłumy. Znalazł się w ścisłym gronie współpracowników samego Mesjasza, czyli Pomazańca Bożego, tyle tysięcy lat wyglądanego, o którym marzono, którego oczekiwano, o którego przyjście modlono się do Boga. Jezus nazwał go skałą, na której zbuduje swój Kościół i cokolwiek to miało znaczyć, było wielkim wyróżnieniem.

Piotr z pewnością głęboko wierzył, że jest gotów oddać życie za swego Mistrza. Był w tych deklaracjach absolutnie szczery, ale tak naprawdę oddanie życia za Jezusa wydawało mu się jednak pewną abstrakcją, ponieważ, jak wiemy, nie zakładał, że naprawdę może Mu się coś złego przydarzyć. No bo jak mogło coś złego przydarzyć się Mesjaszowi?

 

pasja_uczniowie

Jezus z uczniami podczas Ostatniej Wieczerzy. Scena z filmu “Pasja” w reżyserii Mela Gibsona

 

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, w chwilach kryzysowych. Łatwo być blisko tych, którzy odnoszą sukces i zyskują popularność. Trudniej dochować lojalności, kiedy spotykają ich kłopoty i problemy. Piotr wierzył w siłę własnej wierności wobec Jezusa, ale nie traktował na serio możliwości, że coś mogłoby się Jezusowi nie udać, ponieważ wierzył, że Jezus jest Mesjaszem. Tydzień wcześniej by świadkiem, jak tłum witał Jezusa wjeżdżającego do Jerozolimy, tak jakby było to uroczyste przybycie króla. Widział cuda, których nie mógł uczynić zwykły człowiek. Cuda, jakich nikt nigdy w całej historii narodu wybranego nie czynił. Oczywiście Piotr miał świadomość, że Jezus naraża się elitom i władzom religijnym, a sytuacja robi się niebezpieczna i napięta, ale przecież Mesjasza nie mogło spotkać nic złego! Choćby wszyscy zwątpili, ja nie zwątpię – zapewniał Piotr, a zarazem nie wyobrażał sobie takiej sytuacji, która mogłaby spowodować jego zwątpienie.

 

Wszyscy Go opuścili

Po wyczerpującej i samotnej modlitwie Jezusa, podczas której trzej najbliżsi uczniowie ciągle przysypiali, mimo iż prosił ich, aby czuwali razem z Nim, nadszedł moment próby i egzaminu z deklarowanej wierności. Mateusz zapisał, że kiedy zgraja, która miała pojmać Jezusa, przybyła prowadzona przez Judasza i rzuciła się na Niego, jeden z uczniów mieczem odciął ucho słudze arcykapłana (por. Mt 26, 47-50). Jan, który lubił w takich sytuacjach podawać imiona, wyjawił, że chodziło o Szymona Piotra i niejakiego Malchosa (por. J 18, 10). Piotr postąpił spontanicznie i brawurowo. Nie zastanawiał się, tylko zadziałał pod wpływem impulsu. Użył w obronie Jezusa miecza, ale Jezus wiedział, że również on się Go wyprze, a inni uciekną. Niewinnie napadnięty i brutalnie potraktowany Jezus, okazał swą niezmierną dobroć wobec tych, którzy Go krzywdzili: uzdrowił swego oprawcę, broniąc prawdopodobnie Piotra przed konsekwencjami jego postępku. Piotr usłyszał zaś od Niego, że ci którzy za miecz chwytają, od miecza giną (Mt 26, 52).

 

Mateusz i Marek podkreślają zgodnie, że po tych wydarzeniach WSZYSCY uczniowie opuścili Jezusa, salwując się ucieczką: Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli (Mt 26,56); Wtedy opuścili Go wszyscy i uciekli (Mk 14,50). Ucieczka przyjaciół to coś gorszego niż aresztowanie przez wrogów. W ten sposób spełniło się proroctwo o rozproszeniu owiec. Wspólnota została rozbita, nie tylko Jezus, ale i każdy z uczniów został teraz sam. Łukasz i Jan wydają się być bardziej miłosierni względem uczniów i nie wspominają o ich ucieczce. Choć według Jana Jezus zapowiedział rozproszenie uczniów (Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie – każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego, por. J 16, 32), to jednak nie wspomniał o tym w scenie Ogrójca. Może uznał, że „nie wypadało”, aby Go opuścili. W narracji Janowej to Jezus darowuje im życie i wolność (J 18, 8). Autodeklaracja Jezusa: JA JESTEM wywołuje upadek wrogów i wypuszczenie uczniów na wolność. Jan chciał pokazać, że Jezus dobrowolnie oddał się swoim oprawcom, a swoich uczniów uchronił przed aresztowaniem, a być może nawet śmiercią fizyczną. Jakkolwiek było, Jezus został związany i uprowadzony w ciemnościach nocy przed Sanhedryn. W ten sposób rozstał się z uczniami, których miał ponownie zobaczyć dopiero po swym Zmartwychwstaniu. Teraz był sam…

 

pasja_aresztowanie

Aresztowanie Jezusa. Scena z filmu “Pasja” w reżyserii Mela Gibsona

 

Nie znam tego człowieka!

Trzeba jednak przyznać, że jeden uczeń, ten, który przysiągł wierność aż do śmierci, czyli Piotr, po nieudanej próbie obronienia Nauczyciela, mimo ucieczki swoich towarzyszy, szedł za aresztowanym Jezusem, aczkolwiek ostrożnie i w oddali, zachowując bezpieczny dystans. Według czwartej Ewangelii towarzyszył mu także drugi uczeń (J 18, 15), którym był prawdopodobnie Jan. Razem dotarli do pałacu najwyższego kapłana i Jan, który miał tam jakieś znajomości, umożliwił Piotrowi wejście na dziedziniec. Piotr usiadł między służbą i grzejąc się przy ognisku czekał na dalszy rozwój wypadków (Mt 26, 58). Sprawy jeszcze mogły przecież przybrać pozytywny obrót. Jeszcze wszystko mogło się zdarzyć. Piotr chciał wiedzieć się, co stanie się z Jezusem. Miał ograniczone możliwości, ale on faktycznie nie opuścił jeszcze swego Mistrza. Niestety właśnie na tym dziedzińcu rozegrał się wielki dramat zaparcia się Pana. W Ewangelii czytamy, że jakaś służąca rozpoznała go jako ucznia Jezusa. Słysząc, że podejrzewa go o związek z aresztowanym, Piotr zaczął udawać, że jej nie rozumie i dla bezpieczeństwa wyszedł (Mt 26, 69-71a). Potem wobec większego grona wyparł się Jezusa wprost (Mt 26, 71b-72), a w końcu zupełnie formalnie, publicznie „zaklinając się i przysięgając” (w. 73-74) oznajmił, że „nie zna tego człowieka”. Nie wymówił nawet Jego imienia.

Tak nisko upadł ten, który miał być skałą Kościoła i który deklarował jeszcze kilka godzin wcześniej, że odda za Jezusa życie. Co takiego się stało? Jak pojąć tajemnicę tej nagłej zmiany u mężczyzny, który przed paroma godzinami rzucił się na uzbrojoną zgraję, nie zważając na ich liczebną przewagę? Gdy ujrzał, że chcą pojmać Nauczyciela, tak się wzburzył, że dobył miecza i odciął ucho Malchusowi (por. J 18, 10), a kiedy słyszał bluźnierstwa i szydercze komentarze służących arcykapłana, wtedy się Go wyparł. Nie tylko nie okazał oburzenia, ale powiedział, że Go nie zna, nie wytrzymując groźby ze strony jakiejś tam służącej. Chełpliwy Piotr skapitulował przed służącą! Przed jakąś zwykłą dziewczyną! Jakiż to zdumiewający i spektakularny upadek. Chyba dotarła do niego nagle cała groza sytuacji i sparaliżował go strach. Z rozmów, których był świadkiem, wywnioskował, że sprawa jest znacznie poważniejsza niż początkowo zakładał. Zrozumiał, że aresztowanie Jezusa przez straż świątynną stanowi preludium do czegoś naprawdę strasznego, a on sam jest zbyt „cienkim Bolkiem” wobec tej całej politycznej intrygi. Nagle sytuacja przerosła go. Być może przy ognisku ktoś podzielił się nawet plotką, że pojmany Jezus zostanie przekazany Rzymianom, aby ci skazali Go na śmierć na krzyżu. Najstraszniejszą z możliwych śmierci.

 

piotr_zaparcie

A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra (Łk 22, 61). Moment, kiedy spotkały się ich oczy to moim zdaniem klejnot całej narracji męki Pańskiej”. Scena z filmu “Pasja” Mela Gibsona

 

W narracji Ewangelistów widać to stopniowe narastanie strachu u Piotra. I ten był z Nim – słyszy Piotr od służącej. Potem padają słowa I ty jesteś jednym z nich. Aż w końcu, po upływie godziny ktoś zaczął zawzięcie twierdzić, że Na pewno i ten był z Nim. Jest przecież Galilejczykiem. Ten ostatni zarzut, to uderzenie najcięższe. Skoro Piotr jest Galilejczykiem, co zdradza jego mowa, to pewnie jest także zelotą, zamachowcem, wichrzycielem, którego im prędzej zadenuncjuje się policji, tym lepiej. Piotr czuł, że zamyka się wokół niego sieć. I ostatecznie zaczął przysięgać służącym arcykapłana: Nie znam tego człowieka (por. Mt 26, 72.73). Piotra opanował paraliżujący strach, który stał się bezpośrednią przyczyną wyparcia się Jezusa. Ten strach zniszczył wszystko i pokazał mu, jak wielka była jego zarozumiałość, kiedy składał deklaracje absolutnej i niczym nie zachwianej wierności. Jezus wielokrotnie wzywał swoich uczniów do tego, aby się nie lękali. Przypominają mi się tu słowa z litanii, której Lady Jessica nauczyła Paula Atrydę w „Diunie”: Nie wolno się bać, strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.

Wraz z pianiem koguta Piotr przypomniał sobie słowa Jezusa, że wyprze się Go jeszcze tej nocy. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał – zapisał Mateusz (Mt 26, 75), a Marek napisał, że wybuchnął płaczem (Mk 14,72). Nie miał jednak odwagi płakać jawnie, aby nie zdradzić się swoimi łzami. Łukasz dodał jeszcze jeden element, pisząc o spotkaniu między Piotrem i Jezusem, prowadzonym do lochu: A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra (Łk 22, 61). Moment, kiedy spotkały się ich oczy to moim zdaniem klejnot całej narracji męki Pańskiej.

Piotr jest postacią złożoną, utkaną ze sprzeczności. Z jednej strony zarozumiały, pewny siebie, porywczy, władczy, zalękniony, a z drugiej strony urodzony przywódca, ufny, przekraczający własne ograniczenia. Jezus przyjmował go całego, z jego wszystkimi słabościami i mocnymi punktami, bo widział w nim coś więcej niż on sam, mimo że on sam miał nadmiernie wielkie mniemanie o swej wierności.

 

Nieobecność Apostołów

Nie wiemy gdzie byli pozostali Apostołowie podczas procesu Jezusa i podczas drogi krzyżowej. Wiadomo, że w czwartek, w momencie aresztowania Jezusa przez zgraję z kijami i mieczami, wszyscy uciekli… A co robili w piątek?

Być może stali gdzieś wmieszani w tłum gapiów, co zdają się sugerować słowa Łukasza: wszyscy Jego znajomi stali z daleka (Łk 23, 49). Zazwyczaj przyjmuje się jednak, że Apostołowie nie byli bezpośrednimi świadkami drogi krzyżowej i męki Jezusa na krzyżu. Bardzo prawdopodobne jest, że raczej ukryli się, gdyż woleli nie rzucać się w oczy. Z pewnością byli nadal zaskoczeni i zdezorientowani gwałtownością i pośpiechem, z jakim rozgrywały się te wszystkie wydarzenia. Szybki proces i błyskawiczne skazanie Jezusa na śmierć przez rzymskiego prokuratora były jak uderzenie obuchem. Być może uczniowie zadawali sobie pytanie, czy Jezus naprawdę mógł być Mesjaszem, skoro miał zostać stracony w tak okrutny sposób. Trwali pewnie w poczuciu winy, smutku i rozczarowaniu, zagubieni, zdezorientowani i zaszokowani tym, co się stało. Opuścili Jezusa, choć byli Jego najbliższymi przyjaciółmi. No ale z drugiej strony, co mieli robić? Próbować go odbić? Przeprowadzić spektakularną akcję wydobycia go z więzienia? Sam Jezus kazał przecież Piotrowi schować miecz… W bardzo ciekawy sposób postawę uczniów ukazał Ernest Bryll w poetyckim dramacie „Wieczernik”, nawiązującym do tradycji chrześcijańskich misteriów paschalnych. Według Ernesta Brylla po ukrzyżowaniu Mistrza Wieczernik, który był miejscem Ostatniej Wieczerzy, posłużył także apostołom za doraźne schronienie. Uczniowie Chrystusa ukryli się tam, aby za szczelnie zamkniętymi drzwiami wzajemnie dodawać sobie otuchy w tej trudnej dla nich sytuacji. Roztrząsali swoje postępowanie wobec Jezusa i spekulowali na temat ewentualnych represji, które mogły ich dosięgnąć. Być może tak to właśnie wyglądało.

 

szymon_z_cyreny

Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi. Scena z filmu “Pasja” w reżyserii Mela Gibsona

 

Puste miejsce apostołów podczas drogi krzyżowej zajęli „nowi” uczniowie, do których możemy zaliczyć Szymona z Cyreny, zmuszonego do niesienia krzyża Jezusa; dobrego łotra, ale także oficera rzymskiego, przedstawiciela pogan, który w momencie śmierci Jezusa wyznał: Prawdziwie ten był Synem Bożym ( Mk 15, 39). Należy też wspomnieć o starych przyjaźniach, ludziach nie należących do najbliższego grona uczniów, ale popierających Jezusa, którzy tam byli. Są to niewiasty, które szły za Jezusem od Galilei, Józef z Arymatei, Nikodem.

 

Jedyny uczeń pod krzyżem

Czwarta Ewangelii jako jedyna zawiera krótką wzmiankę, że pod krzyżem znalazł się jednak również jeden Apostoł i to ten najbardziej umiłowany: A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki… ( J 19, 25-26). Wychodzi na to, że tylko św. Jan, który był najmłodszy z grona Apostołów, miał okazję i odwagę podejść pod sam krzyż i widzieć wyraźnie Jego straszliwą agonię i cierpienie. To znaczy, gwoli ścisłości, przypuszczamy, że był to Jan, bo w Ewangelii według św. Jana czytamy, jak już wspominałem, o uczniu, którego Jezus miłował. Jest on utożsamiany przez komentatorów właśnie z Janem Ewangelistą, czyli domniemanym autorem Ewangelii, aczkolwiek nie brakowało także różnych fantastycznych hipotez, na przykład, że był nim… Łazarz, albo że jest to postać całkowicie fikcyjna i symboliczna. W czwartej Ewangelii umiłowany uczeń pojawia się prawie zawsze w związku z osobą Piotra. Jest on wzmiankowany w kontekście powołania Piotra, który został powołany jako drugi, po umiłowanym uczniu (J 1,35-42). Podczas Ostatniej Wieczerzy jest przy boku Jezusa, pełniąc rolę pośrednika między Nim a Piotrem (J 13,23-26). Jest też świadkiem, jak Piotr zaparł się trzykrotnie Jezusa (J 18,15.16). Właściwie tylko jeden raz umiłowany uczeń pojawia się na kartach czwartej Ewangelii bez przywołania przy nim obecności Piotra, czyli właśnie pod krzyżem Jezusa (J 19, 26). Piotr wcześniej zaparł się Jezusa, podczas gdy Jan pozostał przy Jezusie do końca. Nawet gdy wszyscy uczniowie opuścili Jezusa w godzinie męki, on jeden, razem z Maryją i innymi kobietami, stał pod krzyżem (J 19,25-26). Ta mała grupka, składająca się z trzech niewiast i Jana, przedostała się tak blisko prawdopodobnie dlatego, że żołnierze rzymscy zgodzili się przepuścić ich przez kordon. Paradoksalnie Jan zdołał dostać się pod sam krzyż, ponieważ był tylko nastolatkiem towarzyszącym kobietom. Rzymscy żołnierze mogli przymknąć oko na obecność jakiegoś młodego chłopca i płaczących niewiast, bo przecież ktoś taki nie stwarzał żadnego realnego zagrożenia dla sprawnego przebiegu egzekucji. A jednak to ten nastolatek podtrzymywał Matkę Jezusa, aby nie upadła pod krzyżem i to do niego Jezus ostatecznie skierował słowa, aby zaopiekował się Jego Matką, a zarazem oddał umiłowanego ucznia pod Jej opiekę. W ten sposób stał się on symbolem każdego ucznia Jezusa, a nowa więź pomiędzy między nim i Matką Pana posłużyła autorowi czwartej Ewangelii jako obraz miłości między Kościołem a jego dziećmi.

 

jan_maryja_pasja

Apostoł Jan z Maryją pod krzyżem Jezusa. Scena z filmu “Pasja” w reżyserii Mela Gibsona

 

Ewangelie ukazują nam różne postawy uczniów Jezusa. Nie pomijają ich słabości, tchórzostwa i upadku. Wiemy, że w godzinie próby uczniowie rozproszyli się i Mesjasz został sam. Wiemy, że zwątpienie wdarło się w krąg jego najbliższych i najwierniejszych przyjaciół. Wiemy, że w ich serca wniknął strach… Ale wiemy także, co stało się później. Zmartwychwstały Chrystus zrekonstruował swoją rozbitą wspólnotę i pchnął ją na podbój całego świata (Mt 28, 19), a Jego uczniowie znaleźli siłę i odwagę, aby głosić prawdę o Chrystusie, mimo grożących im prześladowań.

 

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >