Nasze projekty
Aneta Liberacka

Nieszablonowy Jezus

Jedność to niepodzielność, niesprzeczność, zgoda, koherencja. Przeciwieństwem jedności jest wielość

Reklama

Świat to jeden wielki zjazd rodzinny a wszyscy wiemy, że nawet na takim zjeździe czasem trudno o zgodę. Gdy się zastanowić skąd miedzy nami te podziały, dlaczego tak trudno nam dojść do porozumienia, skąd tyle zatargów i konfliktów? Odpowiemy: – bo się różnimy. Każdy z nas jest inny. Każdy ma inną wrażliwość. Każdy inny nastrój (w danym momencie), inne powody swojego nastawienia, inną przeszłość, wychowanie, system wartości, budowę sumienia, inne środowisko, w którym żyje i inne spojrzenie na świat.

Różnimy się od siebie bardzo. I przez tę wielość właśnie, żyjemy w zaprzeczeniu jedności, jednocześnie ciągle do niej dążąc.

Reklama
Reklama

William Ury autor książki „Dochodząc do TAK” spędził prawie czterdzieści lat podróżując po świecie i angażując się w rozwiązywanie konfliktów. Od Jugosławii do Bliskiego Wschodu, od Czeczenii do Wenezueli. Tak podróżując ciągle zadawał pytania: jak radzić sobie z tym, co nas różni? Jak rozwiązywać najgłębsze spory? I odkrył, co jest sekretem pokoju. Odpowiedź jest zaskakująco prosta. Może trudna do wykonania. Prawdopodobnie odkryta setki lat temu ale bardzo prosta: sekretem pokoju jesteśmy my.

Reklama
Reklama

Jak mówi Ury, my wszyscy jesteśmy trzecią stroną. Tą, która powinna słuchać. Powinna łączyć dwie strony konfliktu. Ażeby stanąć po tej trzeciej, należy wznieść się ponad podział, ponad dwie strony problemu i znaleźć trzecie wyjście. Rzeczywiście to dobra recepta. Tam gdzie ludzie chcą dojść do porozumienia, zawsze znajdzie się jakieś trzecie wyjście. Żeby jednak chcieć dojść do zgody, trzeba słuchać siebie z należytym zaangażowaniem, trzeba mieć też wzajemną sympatię i zrozumienie. Widzieć w każdym człowieka, z całą jego złożonością, z całą biedą i problemami, które czasem przykryte są zasłoną arogancji, agresji, zadufania w sobie. Przykryte czasem całym bogactwem tego świata i tym wszystkim, co sobie wypracował, wystarał. Należy w każdym człowieku znaleźć taki punkt, na którym warto się zatrzymać, by poczuć złożoność jego sytuacji i problemów i by zwyczajnie dogadać się.

Od tysięcy lat, wiele takich niedogadań stanowiło zarzewie kolejnych konfliktów. Sytuacji nie do rozwiązania. Kończących się rozlewem krwi, zazwyczaj niewinnych ludzi. I nagle Bóg sięgnął po ostatnią deskę ratunku, po Swojego Syna. Sięgnął po najbardziej nieszablonowe rozwiązanie, trzecią stronę, rozwiązanie które nikomu, żadnemu z rodziców nigdy nie przyszłoby do głowy. Urodził się więc w tym rozedrganym świecie całkowicie nieszablonowy Jezus. Nie przyszedł jak król (chociaż mógł), nie urodził się w bogatej rodzinie, nie żył w przepychu. Rozmawiał z biedakami, trędowatymi, grzesznikami, celnikami, “najgorszym elementem” jaki spotkał, chociaż nie musiał. Nie interesowała Go chwała. A przynajmniej nie taka, jakiej my byśmy oczekiwali. Jakiej oczekiwali ludzie, którzy żyli gdy się narodził.

Reklama

stajnia_Correggio_007
„Narodzenie” Antonio da Correggio, olej na desce, ok. 1515 r., Pinacoteca di Brera, Mediolan, Włochy

Dziwili się wtedy i dziwią teraz. Że w szopie. Że w biedzie. Że bez zwróconych na siebie oczu świata. Że uniżony. Że niestawiający warunków. Całkowicie Nieszablonowy. A przyszedł po to, by pokazać, że w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji – jeśli będzie liczył się człowiek, jeśli zrozumiemy, że w każdym konflikcie jest trzecia strona – możemy stać się jednością. Wszyscy możemy jedno stanowić. Jak On ze swoim Ojcem.

No i co zrobiliśmy wtedy i robimy teraz? Kiedy każdego roku jest okazja, żeby się w nas narodził, znów przegapiamy ten moment. Znów za bardzo jesteśmy skłóceni. Za bardzo na ulicach i w sklepach. Za bardzo rozkrzyczani, by zauważyć, że nie miał się urodzić gdzieś tam, w kościele, w kolędzie, w potrawach, w przygotowaniach ale w Nas. W nas podzielonych, skłóconych, biegnących w różnych kierunkach, bez możliwości złapania tego właściwego.

Rozpędzeni w naszym złym nastawieniu do innych, w niesłuchaniu, zamknięciu, wygodzie, w biedzie ale też w naszym luksusie przegapiamy moment. Moment na to, żeby się w nas Bóg Narodził. W wielości zajęć, obowiązków, priorytetów, dbania o każdy szczegół, przechodzimy obok tych najważniejszych: obok Boga, drugiego człowieka, kolegi myślącego inaczej niż my, sąsiada, który się pogubił a nawet obok naszych dzieci, dla których z tych wszystkich priorytetów liczy się tylko nasza prawdziwa miłość i zainteresowanie.

Niech to będzie (może pierwsze) takie Boże Narodzenie, kiedy zaczniemy myśleć nieszablonowo. Zaczniemy być jak Jezus. Wszędzie tam gdzie rodzą się podziały wprowadzajmy zgodę, wszędzie tam gdzie brakuje miłości, spróbujmy przekazać choć jej skrawek, wszędzie tam gdzie jest bieda podarujmy chociażby swój uśmiech, wszędzie tam gdzie jest cierpienie, zapewnijmy o modlitwie.

Bądźmy jednością. W jedności siła. Jezus znów przychodzi, żeby nam o tym przypomnieć.

Niech to Boże Narodzenie po raz pierwszy będzie nieszablonowe.

Zupełnie tak jak Jezus.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite