W RCA nie chodzi o religię

Republika Środkowoafrykańska, ten kraj leżący w centrum Czarnego Kontynentu, ma w narodowym języku sango o wiele ciekawszą, uroczą nazwę: Be-Afrika – Serce Afryki. Od dwudziestu lat nasłuchuję rytmu bicia tego chorego serca – oto mój kardiogram.

Robert Wieczorek OFMCap
Robert
Wieczorek OFMCap
zobacz artykuly tego autora >

To zapomniane państwo po raz drugi w historii wyszło ze swego politycznego niebytu na pierwsze strony światowych informacji. Kiedyś już okazji dostarczył bufon – cesarz Bokassa, a dziś – wojna domowa. Smutna to sława.

W obiegu krąży wiele krzywdzących stereotypów gmatwających dodatkowo zrozumienie dla tutejszej sytuacji. Niektóre z nich to wręcz medialne gnioty.

Czy w RCA trwa wojna religijna?

W TV ukazują się reportaże o podobnym schemacie: ekipa telewizyjna z jaśnie oświeconej Europy przyjeżdża do Bangui z założeniem nakręcenia dokumentu, potwierdzającego promowaną powszechnie tezę, że w afrykańskim jądrze ciemności chrześcijanie i muzułmanie mordują się wzajemnie. Prezydent Francji bowiem w swym interview uwierzytelniającym operację wojsk francuskich Sangaris, jako pierwszy element podał konflikt międzyreligijny, a dopiero potem wyliczył rozkład aparatu państwowego, kryzys ekonomiczno-polityczny, brak bezpieczeństwa. Zaś wcześniej jego minister Fabius na arenie międzynarodowej młotkował apel: „Kraj leży na krawędzi ludobójstwa”. Dziennikarze odwiedzają parę miejsc w Bangui, nasłuchując skarg płynących z różnych stron, by w połowie dokumentu dotarło do ich świadomości, iż sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana, niż to, co otrzymali gotowe w politycznie poprawnej instrukcji.

Ich problem leży w tym, że podchodzą do problemu od ogona – biorąc skutki za przyczyny. To najpierw konflikt ekonomiczno-polityczny.

Mądry jest ten sarkazm: „Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. Poprzedni prezydent Bozize upadł w identyczny sposób, jak sam dopchał się do władzy – drogą rebelii. Upadł, bo pozwolił sobie na niecierpliwość, gdy 1.12.2012 r. podczas święta Niepodległości ogłosił, że w kraju zapanował spokój, więc w Birao można zacząć eksploatację ropy naftowej w kooperacji z Chińczykami. Tą samowolką naraził się siłom zagranicznym, uzurpującym sobie faktyczne prawo do tak ważkiej decyzji. Wszyscy podobno wiedzą, do kogo w praktyce należą podziemne bogactwa Afryki Centralnej, nikt natomiast nie chce wymienić ich imion na głos.

W RCA nie chodzi o religię

A owo roponośne Birao jest na północno-wschodnich rubieżach RCA. Właśnie stamtąd, z tej prowincji o większości rdzennych muzułmanów, w 10 dni później ruszyła rebelia. Koalicja Seleka zawiązała się już parę miesięcy wcześniej – spiskowcy czekali jedynie na odpowiedni sygnał. Bozize wybrał zły moment i niewłaściwych inwestorów zagranicznych, co kosztowało go utratę złotego rogu.

W RCA zrobić przewrót zbrojny jest tak łatwo, że większość pretendentów do władzy wybierała tę drogę zamiast żmudnej i niepewnej kampanii wyborczej. Sam samozwańczy prezydent, Djotodia, w swej karierze politycznej nie był nawet w stanie wypromować się na deputowanego ze swej rodzimej prefektury. To dzięki rebelii wdrapał się na najwyższy stołek, a jego koalicjanci dostali najbardziej intratne ministerstwa. Nuraddin Adam, nr 2 w seleka, niby odpowiedzialny za sprawy wewnętrzne, w rzeczywistości interesował się Bria i tamtejszymi diamentami.

Obecni w RCA przez ostatnie lata żołnierze z RPA (nota bene jedyni, którzy próbowali bronić Bangui przed rebeliantami, bo FACA – armia narodowa, nawet nie ruszyła palcem), nie pałali bynajmniej jakąś specjalną miłością do reżimu Bozize. Po prostu, inwestorzy z Afryki Południowej zbyt wiele zainwestowali w środkowoafrykańskie diamenty i uran…

Ale pchajmy się dalej i zostawmy polityków.

90% seleka stanowili muzułmańscy najemnicy (w większości z Czadu i nieco z Darfuru). A tam, na tych pustynnych terenach, wiadomo: bieda, aż piszczy, więc od wieków hołduje się praktyce razzi, jako metodzie na podreperowanie funduszy. „Zdobędziecie kraj dla mnie, a co znajdziecie po drodze, to wasze!”- obiecywał im Djotodia. Powiedzmy sobie jasno: Nie była to rebelia sensu stricte, a raczej najazd obcokrajowców z okupacją w konsekwencji. Bariery ściągające haracz z przechodniów i samowolka pozostawionych samopas żołnierzy.

Wobec takiego stylu rządów, nigdy nie wierzyłem, żeby seleka poważnie brali pod uwagę zachowanie władzy i pozostanie na miejscu. Raczej tylko krótkoterminowo: napchać kieszenie i do domu! A to, że podobnie jak kiedyś ludzie Kmicica, kmiotków poturbują, parę chałup z dymem puszczą, czy też pofolgują sobie z dziewkami, w czym problem?

Nie trzeba też mieć jakiegoś wyolbrzymionego wyobrażenia o wojnie w RCA. To konflikt w nowoczesnym stylu – jak najtańszy, a skuteczny – guerilla z domieszką Dzikiego Zachodu. Wzajemne podchody niewielkich band zbrojnych. Więcej tu huku i stresu, niż faktycznych zbrodni. Ale to i tak wystarczy, by setkom tysięcy ludzi skutecznie obrzydzić życie, bo wzięcie w zakład całej populacji cywilnej jest świadomie obraną taktyką.

O pieniądze też chodzi samym anti-balaka. To oni są zwycięzcy, więc im się też należy. Kolumna seleka próbuje przedrzeć się przez Bouar, będące już pod kontrolą anti-balaka. W pukawce między nimi, która stawia na nogi całe miasto i każe ludziom po raz kolejny, nocą, chronić się na misjach katolickich, nie chodzi o wojnę, a tylko o zadrę. Anti-balaka bowiem mają swym przeciwnikom za złe, że ci obłowili się po uszy, ale teraz nie chcą się z nimi podzielić…

A prości ludzie? Dla ich części każde kolejne „wyzwolenie” to okazja na rabunek sklepów, czy u sąsiada. Ale nie bądźmy zbyt surowi. Jedenaste przykazanie: „jak masz okazję to kradnij” jest głęboko wpisane w serca niektórych ludzi, i to bez względu na szerokość geograficzną. Jeden z mych braci w zakonie wspominał z dzieciństwa, że w czasie gdy robotnicy w jego rodzinnym mieście walczyli z komuną o ideały demokracji i doszło do starć z milicją, on sam, wówczas podrostek, wpadł sobie do zdemolowanego sklepu na „darmową” czekoladę…

W RCA nie chodzi o religię

Seleka, wczorajsi rządcy RCA wycofują się, to fakt. Ale zanim całe terytorium oczyści się z ich obecności, potrzeba dużo czasu. Samo się to nie zrobi. Międzynarodowych sił rozjemczych za mało, a żołnierze z FACA to nicponie. „Generał” anti-balaka w Bouar zapowiedział wychodzącym z ukrycia wojskowym, że nie mają prawa wrócić do koszarów, bo są tchórzami bez honoru. I ma dużo racji. Tymczasem cała „oczyszczona” prowincja to raj dla bandytów i szabrowników. W takim okresie nic gorszego dla cywilów, jak wałęsający się maruderzy.

Na misji w Bossemtele siostry otrzymują od „wyzwolicieli” anti-balaka ultimatum: „Zorganizować do jutra 350.000 fcfa (około 500 euro), albo wchodzimy do waszej szkoły i robimy porządek z muzułmanami, których tam ukrywacie!”. Życie ludzkie ma śmiesznie niską cenę.

Z całym szacunkiem do każdej przelanej kropli ludzkiej krwi, do tych 2000 zaprzepaszczonych ludzkich istnień. Nie można jednak mówić o ludobójstwie w RCA, pałającej żądzy krwi i powszechnym zdziczeniu, bo to byłaby krzywdząca przesada. To ekstremalne przeżycia pchają nieraz ludzi do nieludzkich zachowań. Ale mieszkańcy Centrum Afryki wcale nie są bardziej krwiożerczy niż my. Nie róbmy sobie wypominków.

A po naćpanych najemnikach żyjących w ciągłym poczuciu osaczenia, czegoż dobrego można się spodziewać? Niewiele trzeba by iskra padła na proch. Przykład z wczoraj: 6 samochodów seleka (setka ludzi) zabłądziła do Ndim – pomylili drogę. Zanim zawrócą, któryś z nich daje tysiąca (7 zł) chłopakowi stojącemu na poboczu i prosi o zakup „działki”. Ten bierze pieniądze i – rozpływa się w naturze. Po chwili, wojak połapawszy się, że został zrobiony w balona, z miejsca grozi podpaleniem najbliższego domu. Na szczęście znalazł się ktoś roztropny, kto mu natychmiast oddał pieniądze z własnej kieszeni. I pojechali. Zaraz potem cała grupa młodych puszcza się pędem za owym cwaniakiem, by mu dokopać. I bardzo dobrze.

Czy seleka i anti-balaka to milicje religijne?

To medialnie wygodne, ale nieprawdziwe uproszczenie.

Arcybiskup stolicy RCA, Dieudonné Nzapalainga powtarza gdzie tylko może: „Nie wszyscy muzułmanie to Seleka i nie wszyscy Seleka to muzułmanie. Strzeżmy się odpowiedzialności zbiorowej! Opłakujemy tworzenie zlepów niespójnych informacji na temat anti-balaka i przypisywanie im nazwy ruchów chrześcijańskich. W rzeczywistości anti-balaka są wybuchem poczucia przebranej miary w części społeczeństwa wobec nie mających końca aktów zdzierstwa i przemocy ze strony rebeliantów seleka. Dlatego też nie ustajemy w tłumaczeniu, że wszyscy anti-balaka nie są chrześcijanami i że wszyscy chrześcijanie nie są anti-balaka”.

Jego „bliźniaczy brat” Omar Kobine Layama, imam wielkiego meczetu w Bangui, który w ostatnich dwu miesiącach znalazł schronienie w domu Arcybiskupa, wtóruje: „Mówi się, że muzułmanie i chrześcijanie wzajemnie się zabijają. Lecz to nie jest kryzys religijny, ale polityczny. Politycy chcą się ukryć za tą gmatwaniną przeinaczanych faktów, aby ciążącą na nich odpowiedzialność za nieudolne rządzenie krajem zrzucić na karby religii. Potępiamy wszystkie morderstwa popełnione przez tych, którzy się określają jako muzułmanie, czy też przez tych, co się reklamują być chrześcijanami. Autentyczny muzułmanin, podobnie jak prawdziwy chrześcijanin nie może być autorem morderstw, ale jest aktorem pokoju. Godnym ubolewania jest fakt, że w ostatnich miesiącach zaistniała dogłębna konfuzja między seleka a strukturami islamu w RCA. Tymczasem tak nie jest – seleka grupuje w sobie zarówno z chrześcijan jaki i muzułmanów”.

Ten tandem środkowoafrykańskich przywódców religijnych odbył ostatnio drugą podróż po Europie, by tym, co chcą ich słuchać tłumaczyć złożoność sytuacji i bronić dobrego imienia religii. Byli między innymi we francuskim Parlamencie.

W RCA nie chodzi o religię

Słowa seleka na próżno szukać w słowniku sango. Pod hasłem „porozumienie” znajduje się: mbuki, ndika. To musi być francuskie selection przerobione na sango. Ten język stale się tworzy, więc łatwo asymiluje to, co słyszy u innych. Tak więc semantycznie, seleka to tacy "doborowi” albo „dobrani". W praktyce to heterogenna unia zwaśnionych z sobą wcześniej ugrupowań lokalnych, z góry skazana na niepowodzenie, bo zawiązana jedynie w negatywnym celu zwalczania wspólnego wroga. Trzon stanowią muzułmanie, ale nie brak wśród nich i chrześcijan. Wczoraj ludzie z Ndim rozpoznali wśród przejeżdżających w konwoju seleka czterech znanych im pobratymców, a więc na pewno nie muzułmanów. Bo też nie przynależność religijna jest faktyczną linią demarkacyjną. Ci przypadkowi sojusznicy nigdy nie posiadali pozytywnego projektu na przyszłość kraju. Nieszczęściem wielu muzułmanów z RCA było związanie z seleka nadziei na prosperitę i ochronę. Teraz, pozostawieni na pastwę losu, płacą ciężki haracz za ten błąd dziejowy.

Dziennikarze bezwiednie powtarzają jeden za drugim głupawe tłumaczenie terminu anti-balaka, jako anty – maczety. W praktycznym sango, czyli tym używanym faktycznie przez ludzi na co dzień, maczeta to francuskie "machette" albo najwyżej opisowe "kota zembe" (duży nóż). Słownik uniwersytecki podaje nadto: ba, kangbara i nzenze. Skąd się wzięło owo: balaka? Nie ważne. Może gdzieś jednak tego słowa się używa? Natomiast istotniejsze dla nas, że sam sens tego propagowanego wszędzie tłumaczenia nie trzyma się kupy. Bo co to znaczy: „anty (przeciw) maczetom” skoro rzucają się na dobrze uzbrojonych? Gdyby się nazwali np. „balaka-anti-ngombe” to byłoby logiczne: „z maczetami na karabiny” (takie nasze: „z motyką na księżyc”) dla oddania ich heroizmu czy nierównego rozkładu sił.

Tymczasem tu chodzi o: „anti – balle AK", skrót pełnego zdania po francusku "blendé anti-balles d'automat Kalachnikow 47", czyli na polski: "odporny na kule AK". Bo też takie bzdurne obietnice dają czarownicy bojownikom idącym do buszu z byle jakim uzbrojeniem, ale za to obwieszonym talizmanami, jak choinka świecidełkami. Te same zresztą praktyki są po obu stronach. Czy to nominalny muzułmanin walczący po stronie seleka, czy to nazywający się chrześcijaninem jego przeciwnik, obydwaj wyobwijani są waraka (z arabskiego – amulety zawierające wersety Koranu), czy też gri-gri pogańskimi, by się ich "kule nie imały”. Ale ci nietykalni i tak padają, mimo domniemanej ochrony…

Takie osłanianie się amuletami to praktyki czysto pogańskie, nie mające nic wspólnego z ortodoksyjnie pojętym chrześcijaństwem, ani islamem. Ale ten fenomen jest zakorzeniony w najgłębszych warstwach duszy afrykańskiej. Gdy w 1927-29 w całej Francuskiej Afryce Równikowej szerzyło się powstanie nazwane Kongo-Wara (efekt nieludzkich kontrybucji nałożonych na tubylców w związku z przymusowym zbieraniem kauczuku i budową kolei do Brazzaville), ludzie szli naprzeciw karabinom strzelców senegalskich, bo Karnou, ich prorok obiecywał, że kule zamienią się w wodę zanim ich dosięgną… Ale i dzisiaj intrygujące jest posłuchać, jak ktoś niby po studiach, a całkiem na serio utrzymuje, że są dostępne magiczne środki zapewniające ci taką nietykalność. Kule wystrzelone w twym kierunku zmienią tor lotu, a strzały wypuszczone z łuku wrócą do kołczanu! Ukłony w stronę balistyki…

U mnie we wsi w ostatnich dniach uformowała się samoobrona. Myślicie, że mieli jakieś ćwiczenia? Robili sobie nacięcia na rękach i do sznytów zasypywali jakiś proszek „na odwagę”. Jeżeli w tym brataniu się krwią cokolwiek sobie zaszczepili, to chyba HIV-a, bo przy 15% średniej krajowej AIDS, było tam wśród nich z pewnością kilku nosicieli, a żyletka przecież jedna…

Bojownicy z RJ – inna odmiana lokalnej samoobrony, deklarująca swą determinację w zwalczaniu seleka  – noszą na szyi muzułmańskie różańce i nic im się to jakoś nie gryzie. Po prostu ta wojna wykwitła pomieszaniem z poplątaniem.

W RCA nie chodzi o religię

Słysząc o tego typu rzeczach nie ma się co zbytnio dziwić. Mamy tu do czynienia z reakcją neo-pogańską, która jest normalnym procesem dziejowym. Odsyłam do czasów Mieszka II, albo do analogicznych sytuacji z historii ewangelizacji Europy we wczesnym średniowieczu. Chrześcijaństwo w RCA istnieje zaledwie od 2-3 pokoleń i nie dziwota, że jest takie powierzchowne. Szybko przyszedł na nasz Kościół czas próby i zdawania pierwszego egzaminu ze świadectwa wiary. W tak ekstremalnych warunkach wychodzi na jaw, co najbardziej ludziom w duszy gra. A najwymowniejszym znakiem powrotu do pogaństwa jest zbyt często goszczące na ustach słowo: zemsta. Dlatego jako antidotum głosimy w kościołach rozbrojenie serca.

Wielką krzywdą dla prawdy jest bezwiedne powtarzanie: milicje chrześcijańskie. Anti-balaka mają bowiem tyle wspólnego z chrześcijaństwem, co kiedyś Banderowcy z Cerkwią Unicką… Podobnie i seleka – do końca zdeprecjonowali imię islamu w oczach Środkowoafrykańczyków. Ci bowiem już od czasów przed-kolonialnych noszą w sercach endemiczną niechęć do tej religii, przechowywaną w tragicznych wspomnieniach o muzułmańskich łowcach niewolników. Cały ubiegły rok zdaje się tylko utwierdzać ich w przekonaniu, że nic się w tej dziedzinie nie zmieniło.

Owszem napięcia na płaszczyźnie religijnej mają swoje miejsce na arenie wydarzeń w RCA, ale są one drugorzędne produktem długotrwałej degrengolady życia społeczeństwa i karygodnych błędów elit politycznych. Wbrew temu, co próbuje się wciskać ludziom w Europie, nie da się sztucznie wypreparować religii ze sfery publicznej, bo te obie płaszczyzny wzajemnie się przenikają w każdej osobie ludzkiej.

Jaka najbliższa perspektywa?

Obawiam się, że nie czas na wkładanie seleka do lamusa. Dadzą o sobie jeszcze nieraz znać, uprzykrzając życie rządowi tymczasowemu, ale i prostym ludziom. Część z nich wprawdzie złożyła broń w Czadzie, ale ci co pozostali na terytorium RCA wcale nie myślą się poddać. Główkowaliśmy, że owe dwa konwoje, które ostatnio przejechały z Bang przez Ndim w stronę Paoua, są już w Gore, po drugiej stronie granicy. Tymczasem oni przemieszczają się wzdłuż północnej granicy RCA, by prawdopodobnie na wschodzie dołączyć do tych, co wymknęli się z koszar w Bangui i przez parę dni okupowali Sibut. Ich determinację z pewnością spotęgują ostatnie wieści o towarzyszach broni, którzy w Czadzie zostali zneutralizowani i mają być sądzeni za najemnictwo.

Są powody do obaw, bo to duże zgrupowanie seleka pozostawione na północy zdaje się podejmować realizację irracjonalnego wydawałoby się projektu, jakim po dymisji Djotodia szantażował jego były doradca, Babakar Sabone. Groził on secesją północy RCA, gdzie muzułmanie mieliby stworzyć swoje własne państwo. Wprawdzie potem się z tych słów wycofał, ale co zasiał, to pozostało. Zresztą ludzie są przekonani, że ten polityk nie wyrwał się jedynie z jego osobistym przekonaniem, ale wyraził to, co faktycznie zamyśla wielu środkowoafrykańskich muzułmanów. Seleka w Sibut wieszali już jakąś czerwoną flagę i próbowali stawiać rządowi warunki, póki ich Misca – Sangaris nie pognali dalej na północ.

Oprócz jawnego zamachu na konstytucyjnie gwarantowaną integralność terytorialną kraju, za którą z pewnością murem staną siły międzynarodowe, co to znaczy „muzułmańska północ”? Ja sam mieszkam na północnym krańcu RCA, ale u nas muzułmanów jak na lekarstwo. Jedynie północy-wschód z prefekturą Wakaga może się określić, że większość tego półpustynnego terytorium jest zamieszkana przez ludność, która w XIX wieku poddała się islamizacji, by odwrócić od siebie apetyt handlarzy niewolników z Darfuru i Kordofanu.

Co więc, oprócz Birao, chcieliby odłączyć od RCA? Diamentowe Bria? Ndele – byłą stolicę sułtana Rahaba? Byłem tam kiedyś osobiście i widziałem. Owszem, w mieście sporo muzułmanów, ale większość ludzi na prowincji to poganie lub chrześcijanie.

Sprawa tak beznadziejna do zrealizowania, jak nieregularne jest rozmieszczenie ludności pod względem wyznaniowym. Przypomina to układ z Polski przedwojennej. Podobnie jak u nas kiedyś Żydzi, tutaj muzułmanie, w zdecydowanej większości przyjezdni z zagranicy, pousadzali się głównie w miastach lub tam, gdzie oprócz handlu i transportu jest jakiś inny interes, np. diamenty czy złoto. I tak paradoksalnie, na południu jest ich więcej, niż na północy. Takie gadanie nie ma więc większego sensu, no chyba, że ktoś myśli realnie o kolejnym exodusie i segregacji wyznaniowej ludności – niech Pan Bóg broni! Mam nadzieję, że ten kolejny rozdział zamknie się jedynie w sferze politycznych negocjacji.

W RCA nie chodzi o religię

A co mi osobiście leży na sercu?

Bogu dziękować, że do dziś cała moja parafia przetrwała bez specjalnego uszczerbku. Ale do czasu. Zaraz w sąsiedztwie, wieś Nzakoun przedwczoraj w nocy została zrabowana przez bandę przybyłą bezkarnie z Czadu, i co gorsza, zabili przy tym 22 osoby. I to mnie martwi. Gdy resztki seleka ulotnią się stąd niebawem, cały ten przygraniczny region zostanie wydany na pastwę losu. Nie trzeba w ogóle strzelać, by ludzie umierali. Wystarczy, że wkrótce zabraknie nam podstawowych lekarstw. Granice są zamknięte. Handel praktycznie zamarł. Nikt tu nie przyjeżdża na targowisko. Ceny lokalnych produktów spadły o połowę, gdy tymczasem wszystko to, co przywozi się z Kamerunu, a więc mydło, mąka, sól, olej, paliwo, podrożało dwa razy. I będzie coraz gorzej.

Ludziom na wsi łatwiej jest przeżyć trudne czasy. Znajdą w buszu coś na ząb, a na polach szopy, by ukryć się przed deszczem. Są dzielni, więc poradzą sobie. Groby porosną trawą, a popalone domy ludzie odbudują szybko na nowo, bo te błotno-słomiane chatki mają się nijak do europejskich gmachów. Ziemi wystarczy dla każdego, a woda spadnie z nieba wraz z nową porą deszczową. Ale ziarna pod zasiew braknie, gdy ludzie będą zmuszeni zjeść i tą ostatnią rezerwę.

Mówi się o powietrznym moście humanitarnym Duala – Bangui. I dobrze. Konieczne jest pomóc mieszkańcom stolicy, bo dość się ucierpieli. Ale moi ludzie, tu w całym północno-zachodnim regionie nie potrzebują nic więcej oprócz zapewnienia minimum bezpieczeństwa i otwartej granicy z Kamerunem, by móc godnie sprzedać swoje płody ziemi i kupić mydło.

Jeden posterunek Misca, kontrolujący newralgiczne skrzyżowanie w Bang, stałby się płucem dla całego regionu. O jedyne 10 km dalej, na granicy nad rzeką Mbere, stoją kameruńscy żołnierze, a za nimi sparaliżowane targowisko w Mbaiboum, bo granica zamknięta…

Osobiście wiem, w co tu wdepnąłem. Znam tego konsekwencje i nie oczekuję niczego dla mnie. Nikt się nie będzie przecież rozmieniał na drobne dla kilku białych, usidlonych gdzieś tam w afrykańskim buszu. Ale gdyby jednak zmienić perspektywę i popatrzeć, że tu chodzi o otwarcie głównej drogi zaopatrzenia dla najbardziej zaludnionej prefektury RCA l’Ouham-Pende z ponad pół milionem ludzi, to nasze wołanie o pomoc dla nich może mieć swój ciężar?


Chronologia


  • sierpień 2012 – Spotkanie we Francji szefów pięciu ugrupowań rebelianckich, dające początek koalicji Seleka.
  • 10.12.2012 – Początek działań zbrojnych na północnym-wschodzie RCA. W ciągu miesiąca Seleka przejmuje kontrolę nad miastami: Bamingui, Ndélé, Mbré, Sam Ouandja, Ouada, Bria, Kabo, Alindao, Kouango, co stanowi cały wschodni obszar RCA.
  • 11.01.2013 – Podpisanie w Libreville (Gabon) porozumienia gwarantującego zawieszenie broni i wspólne utworzenie rządu jedności narodowej.
  • 20.01.2013 – wygaśnięcie ultimatum ze strony Seleka i początek nowej ofensywy.
  • 24.01.2013 – Rebelianci opanowują stolicę kraju, Bangui. Prezydent François Bozizé chroni się w Kamerunie, a Michel Djotodia ogłasza się szefem Państwa.
  • 25.03.2013 – Unia Afrykańska zawiesza członkostwo RCA.
  • 1.07.2013 – Początek operacji rozbrajania byłych kombatantów Seleka przez Siły Międzynarodowe w Afryce Centralej (FOMAC), obecne na miejscu już od czasów mediacji z rządem Bozizé.
  • 18.08.2013 – Początek 18-miesięcznej fazy przejściowej do kolejnych wyborów i zaprzysiężenie Michela Djotodia jako prezydenta tymczasowego.
  • 8-9.09.2013 – Początek systematycznych starć między tworzącą się zbrojną opozycją a nowymi władzami (100 zabitych).
  • 13.09.2013 – Ostateczne rozwiązanie Seleka.
  • 5.12.2013 – Bangui zaatakowane przez milicje samoobrony anti-balaka (138 zabitych). Tego samego dnia, Rezolucja ONZ zezwalająca na użycie sił wojskowych Misji Międzynarodowej Wsparcia dla RCA (MISCA) na okres jednego roku.
  • 5-6.12.2013 – Początek francuskiej operacji wojskowej "Sangaris" dla zapewnienia bezpieczeństwa w RCA.
  • 10.01.2014 – Pod presją CEEMAC w Ndjamenie i opinii międzynarodowej dymisja Michela Djotodia. Dwa tygodnie później wybór Catherine Samba–Panza na prezydenta w okresie przejściowym do następnych wyborów planowanych na początek 2015 roku.

Wesprzyj nas
Robert Wieczorek OFMCap

Robert Wieczorek OFMCap

Zobacz inne artykuły tego autora >
Robert Wieczorek OFMCap
Robert
Wieczorek OFMCap
zobacz artykuly tego autora >

Putin: obrona wartości podstawą stosunków z Watykanem

Ogólnoludzkie wartości humanitarne, których bronią Stolica Apostolska i Rosyjski Kościół Prawosławny leżą u podstaw stosunków katolicko-prawosławnych i między Rosją jako państwem a Watykanem. Taki pogląd wyraził prezydent Władimir Putin podczas spotkania z sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolinem. Przyjął go 23 sierpnia w swej letniej rezydencji Boczarow Ruczej na przedmieściach Soczi, gdzie przebywa obecnie na urlopie.

“Wiem, że eminencja rozmawiał z patriarchą Cyrylem. Witamy z zadowoleniem ten dialog, jaki rozpoczął się bezpośrednio między Patriarchatem Moskiewskim a Stolicą Apostolską” – powiedział prezydent. Podkreślił znaczenie wartości ogólnoludzkich, bronionych przez oba Kościoły, jako podstawy stosunków zarówno między nimi, jak i między państwem rosyjskim a Stolicą Apostolską.

 

Putin zapowiedział ponadto, że jego kraj jest gotów otworzyć w 2018 r. w Watykanie wystawę rosyjskiej sztuki duchowej pt. “Od pisania ikon do awangardy”. Byłby to rewanż za wystawę arcydzieł sztuki chrześcijańskiej z Muzeów Watykańskich, która na przełomie ubiegłego i bieżącego roku odbyła się w moskiewskiej Galerii Tretjakowskiej, ciesząc się ogromnym zainteresowaniem. Prezydent wyraził za to “szczególną wdzięczność w imieniu chrześcijan Rosji” – swemu gościowi i papieżowi Franciszkowi.

 

Ze swej strony kard. Parolin oświadczył, że widzi “w stosunkach między obu Kościołami nową dynamikę, która pojawiła się w ostatnich miesiącach i latach”. Wyraził nadzieję, że “wszyscy uczestnicy [tego procesu] będą nadal działać w tym samym kierunku, aby nasze współdziałanie było jeszcze szersze i bliższe”. A gdy chodzi o stosunki między Stolicą Apostolską a Federacją Rosyjską, to “bardzo się cieszymy i jesteśmy zadowoleni z tego, jak one się rozwijają, z różnych inicjatyw, kontaktów i spotkań” – dodał watykański sekretarz stanu. Przypomniał i podkreślił, że w przededniu obecnego spotkania podpisano porozumienie o “ruchu bezwizowym dla dyplomatów obu stron”.

 

Dzisiejsze spotkanie z W. Putinem jest ostatnim punktem czterodniowej wizyty kard. Parolina w Rosji. Jutro z rana powróci on do Rzymu.

 


kg (KAI/I-R) / Moskwa

Katolicka Agencja Informacyjna

Selfie, znaczek i banknot dla Maryi – projekt wykonany!

Prezentacja okolicznościowego znaczka Poczty Polskiej i kolekcjonerskiego banknotu NBP na jubileusz 300-lecia koronacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej odbyły się dziś na Jasnej Górze. Pokazana została też wyjątkowa mozaika jasnogórskiego wizerunku wykonana z 14 tys. „selfie dla Maryi”. W sanktuarium trwają wielkie przygotowania do sobotnich głównych uroczystości jubileuszowych.

Selfie było kolejną zachętą paulinów do włączenia się w inicjatywę „Żywa korona Maryi” przez przesyłanie internetem zdjęć i składanie duchowych darów. Wyjątkowa mozaika o wymiarach prawie 6 metrów na 4, już znajduje się na jasnogórskich wałach a specjalny program do wyszukiwania fotografii ruszy w sobotę 26 sierpnia o godz. 7.00 na www.koronamaryi.pl. Wtedy każdy kto podał swój adres mailowy za pomocą specjalnego programu będzie mógł odnaleźć swoje zdjęcie w obliczu Maryi.

 

Celem inicjatyw duszpasterskich Jubileuszu 300-lecia Koronacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej była zachęta Polaków (i nie tylko) do tego, by, przez staranie o nawrócenie, stawali się Żywą Koroną Maryi. Paulini zapraszali do składania Maryi duchowych darów. Poprzez inicjatywę „Żywa Korona Maryi” na Jasną Górę do dziś wpłynęło 20 259 zdjęć rodzinnych, indywidualnych, szkolnych, wspólnotowych. Za każdą z tych fotografii kryje się konkretny duchowy dar dla Maryi. Równoległą inicjatywą było „Selfie dla Maryi” – pielgrzymi przez Internet nadsyłali swoje zdjęcia rodzinne, czy indywidualne i duchowe dary – w sumie wpłynęło ich 14 tys. Ze zdjęć nadesłanych drogą elektroniczną powstała mozaika obrazu Matki Bożej.

Duchowych darów w aplikacji „Diament z Korony” zostało złożonych 30 tys.

 

Zarówno znaczek, jak i 20 zł. banknot w grafice przypominają, że Najświętsza Maryja Panna od dawna ma w polskim narodzie specjalny status i jest czczona, jako Matka, Obrończyni i Królowa. Znaczek przedstawia obraz Matki Bożej Częstochowskiej na białym tle. Wizerunek zdobią nowe korony, będące repliką tych, które podarował papież Klemens XI oraz pochodząca z XVIII wieku suknia brylantowa. Korony znajdują się także na przedniej stronie banknotu. Z jego drugiej strony umieszczono rycinę wydaną w Rzymie w 1717 r., przedstawiającą koronację obrazu. Taka scena znajduje się też na specjalnej kopercie Poczty Polskiej, która wraz z datownikiem wejdzie do obiegu 26 sierpnia.

 

Znaczek w formacie 31,25 x 51 mm wydano na papieże fluorescencyjnym w nakładzie 240 tys. sztuk. Ma wartość 2,60 zł. Autorką projektu jest Marzanna Dąbrowska. Można go nabyć w wyznaczonych placówkach Poczty Polskiej i sklepie internetowym: www.filatelistyka.poczta-polska.pl.

 

Banknot kolekcjonerski o wartości nominalnej 20 zł Narodowy Bank Polski wprowadził do obiegu już 21 sierpnia. To dziewiąty banknot kolekcjonerski wyemitowany przez NBP. Jednym z jego zabezpieczeń, tzw. recto-verso jest monogram maryjny. Znakiem wodnym jest herb pauliński przedstawiający kruka z bochenkiem chleba w dziobie oraz dwa lwy wspierające się o pień palmy. Został wyemitowany w nakładzie do 55 tys. sztuk i można go kupić w cenie 60 zł w Oddziałach Okręgowych NBP i sklepie internetowym Kolekcjoner.

 

Paulini zauważają, że zarówno banknot, jak i znaczek mają wyjątkową wartość, bo są przypomnieniem o roli Matki Bożej z Jasnej Góry w dziejach naszego narodu i podkreśleniem nierozerwalności historii Sanktuarium z historią Polski.

 


It / Jasna Góra

Katolicka Agencja Informacyjna

Caritas: 40 tys. złotych dla dzieci i młodzieży z Ukrainy

Caritas Polska przekazała 42 tys. 845 zł na pomoc dzieciom i młodzieży na Ukrainie. Kwota ta została przeznaczona na stypendia dla 4 uczniów z rodzinnego domu dziecka nr 1 w Pnikucie w obwodzie lwowskim i letni wypoczynek dla 141 dzieci w ukraińskich Zamłyniu i Żytomierzu

W roku szkolnym 2016/2017 Caritas Polska sfinansowała stypendia dla 4 uczniów z rodzinnego domu dziecka nr 1 w Pnikucie, uczęszczających do szkół ponadgimnazjalnych w Pszczelej Woli w województwie lubelskim. Osoby te pochodzą z rodzin dysfunkcyjnych i dlatego też zostały oddane do rodzinnych domów dziecka. Dzięki pracowitości, zaangażowaniu i otwartości udało się im uporać z przeszłością i zmienić życie. Samodzielnie nauczyli się języka polskiego, następnie uczęszczali do polskiej szkoły w Mościskach, aż wreszcie wyrazili chęć uczenia się w Polsce. Młodzi ludzie chętnie angażują się w życie parafii w Pnikucie i w różnego rodzaju akcje organizowane przez lwowską Caritas.

 

Caritas Polska wsparła także zakończone niedawno turnusy wakacyjne w miejscowości Zamłynie na Wołyniu i w Żytomierzu. W Centrum Integracji w Zamłyniu należącym do Caritas-Spes Diecezji Łuckiej zorganizowano trzy 6-dniowe turnusy połączone z warsztatami integracyjno-terapeutycznymi, w których łącznie uczestniczyło 141 dzieci z domu dziecka z Łucka, dzieci-półsieroty, które straciły jednego z rodziców podczas działań wojennych w strefie ATO oraz dzieci osób przesiedlonych z terenów objętych działaniami zbrojnymi z Doniecka i Ługańska. Zajęcia miały na celu pomóc dzieciom, które doświadczyły traumatycznych przeżyć na skutek wydarzeń losowych i działań wojennych. Były to zajęcia edukacyjne ze studentami Uniwersytetu Wołyńskiego; zajęcia z terapii artystycznej; spotkania z psychologiem; hipoterapia, która pozytywnie wpływała na wyciszenie negatywnych emocji u dzieci; zajęcia sportowe prowadzone przez wolontariuszy – byłych uczestników ATO (piłka nożna, siatkówka, badminton). Były także wycieczki rowerowe, gry i zabawy w grupach, ognisko, dyskoteka oraz projekcja filmów.

 

W domu parafialnym parafii Bożego Miłosierdzia w Żytomierzu odbyły się dwie tury półkolonii, łącznie 20 dni, w których uczestniczyło 140 dzieci w wieku 5-12 lat. Były to dzieci z ubogich rodzin pochodzenia polskiego, z rodzin prawosławnych, a także niewierzących. Bliscy niektórych dzieci biorą udział w działaniach zbrojnych na wschodzie Ukrainy.

Udział w półkoloniach umożliwił integrację między dziećmi różnych wyznań i o różnym światopoglądzie, co było dla nich bardzo ważnym doświadczeniem tolerancji i wzajemnego szacunku. Ponadto miały możliwość nauczyć się wielu ciekawych i pożytecznych rzeczy oraz rozwinąć własne talenty – informuje Caritas Polska.


Caritas Polska / abd / Warszawa

Katolicka Agencja Informacyjna

Wenezuela: prezydent N. Maduro stwierdził, że modli się za i do papieża Franciszka

Prezydent Wenezueli Nicolás Maduro na konferencji prasowej 22 sierpnia w Pałacu Miraflores w Caracas zapewnił, że jest katolikiem, dodając, że modli się za i do Franciszka. Była to odpowiedź głowy państwa na pytanie o jego kontakty z papieżem w kontekście roli Watykanu w rozmowach między rządem a opozycją, Maduro wyjaśnił, że odznaczają się one najwyższym szacunkiem a on sam codziennie modli się za niego.

Franciszek „poprosił mnie o to w roku 2013, podczas pierwszej audiencji. Powiedział mi wówczas: «Módl się za mnie, Maduro»”, a potem powtórzył to, gdy spotkaliśmy się ponownie w ubiegłym roku” – oświadczył prezydent. „Dlatego ja w swoich modlitwach proszę Franciszka, aby mi pomógł jako papież z Argentyny. Ja jestem ofiarą propagandy uprawianej przeciwko mnie przez argentyńskiego prezydenta Macriego oraz przez rządy niektórych innych krajów” – zaznaczył szef państwa wenezuelskiego. Dodał, że „nawet w tej chwili, podczas tego spotkania z prasą, wołam i modlę się publicznie, by mi pomógł w niebezpieczeństwie, kiedy Wenezueli grozi zbrojna agresja Stanów Zjednoczonych. Proszę papieża, by nie pozwolił na to”.

 

Maduro stwierdził następnie, że „inaczej rzecz się przedstawia, gdy chodzi o państwo watykańskie i Konferencję Episkopatu Wenezueli”. Oświadczył, że nie zamierza się wypowiadać na ich temat, podkreślając, że powinni ich osądzić miejscowi katolicy. „Wenezuelski naród katolicki już wyraził swój stosunek do swych biskupów i Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej, masowo uczestnicząc w referendum do Konstytuanty i popierając rządowe plany” – stwierdził Nicolás Maduro.

 

Episkopat Wenezueli surowo ocenia jego prezydenturę i rządy oraz sytuację w kraju, a watykański Sekretariat Stanu w liście podpisanym przez jego szefa kard. Pietro Parolina potępił używanie siły w stosunku do pokojowych marszów opozycji.

 

Kardynał, który w latach 2009-13 był nuncjuszem apostolskim w Wenezueli, dwa lata temu zaproponował szefowi państwa pośrednictwo między rządem a opozycją. Zorganizowano wówczas tzw. ”stół dialogu”, przy którym przez ponad rok spotykali się przedstawiciele obu stron, ale nie przyniosło to jakichkolwiek skutków. Doprowadziło natomiast do protestów ulicznych, które z inicjatywy opozycji trwały od kwietnia do połowy sierpnia br., a ich skutkiem jest co najmniej 137 zabitych i ponad 700 rannych.

 

W lipcu br. rząd wenezuelski rozwiązał parlament, zwołując tzw. Konstytuante, która ma uchwalić nową konstytucje według potrzeb i życzeń – jak twierdzi opozycja – prezydenta.

 

Niedawno, komentując sytuację w tym latynoskim kraju, prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump powiedział, że „ludzie tam cierpią i umierają”. Oznajmił, że jego rząd ma „wiele opcji wobec Wenezueli, w tym także zbrojną, jeśli okaże się konieczna”. Jego wypowiedź odbiła się głośnym echem w Caracas, a wenezuelski minister obrony gen. Vladimir Padrino określił ją jako „akt szaleństwa”. I właśnie do tych słów nawiązał Maduro, mówiąc, że modli się „do papieża”, aby wpłynął na sytuację, w której on sam jako prezydent jest ofiarą.

 

 


jzd (KAI Caracas) / Caracas

Katolicka Agencja Informacyjna

kard. P. Parolin przypomniał Rosji, że bezprawnie okupuje Krym

Sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin powiedział 22 sierpnia na konferencji prasowej w Moskwie, że w rozmowie z szefem dyplomacji rosyjskiej Siergiejem Ławrowem zwrócił uwagę, iż Rosja bezprawnie okupuje Krym. Poinformowała o tym ukraińska gazeta katolicka "Katołyćkyj ohladacz" (Obserwator katolicki), powołując się na włoską agencję misyjną AsiaNews.

W czasie wspólnej konferencji prasowej z udziałem gościa z Watykanu i ministra spraw zagranicznych Rosji kardynał przypomniał władzom Federacji Rosyjskiej, że jej postępowanie wobec Krymu nie odpowiada prawu międzynarodowemu. Wezwał Rosję, aby przestała łamać prawo międzynarodowe i aby szukała takiego wyjścia z obecnej sytuacji, które zadowoliłoby sąsiednie kraje i całą wspólnotę międzynarodową.

 


kg (KAI/RISU) / Kijów

Katolicka Agencja Informacyjna

Z KRAJU

Zatrzymano złodzieja figury z muzeum w Gnieźnie

Policja zatrzymała sprawcę ubiegłotygodniowej kradzieży figury św. Franciszka z Muzeum Archidiecezji Gnieźnieńskiej. Jak się okazało, nie był to jedyny eksponat sakralny, który złodziej sobie przywłaszczył

Do kradzieży doszło 18 sierpnia. Jak poinformowało w specjalnym oświadczeniu Muzeum Archidiecezji Gnieźnieńskiej, złodziej podszył się pod turystę i z biletem wszedł na wystawę. Monitoring muzealny zarejestrował jego wizerunek. O zdarzeniu natychmiast została powiadomiona Policja. Jeszcze tego samego dnia na miejscu pracowali funkcjonariusze z Komendy Miejskiej w Gnieźnie oraz Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu.

 

Skradziona figura to rzeźba, postać św. Franciszka z XVIII wieku, której wartość szacowana jest na 5 tys. zł. Stanowiła ona uzupełnienie ekspozycji. Stała obok zabezpieczonej gabloty, w której prezentowany jest cenny komplet naczyń liturgicznych należących niegdyś do kard. Mieczysława Ledóchowskiego. Jak poinformował rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Poznaniu mł. insp. Andrzej Borowiak, figura została odnaleziona i niebawem wróci na swoje miejsce.

 

„Policjanci z Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu, którzy zajmują się odzyskiwaniem skradzionych dzieł sztuki, a także funkcjonariusze z Gniezna, zatrzymali 22 sierpnia mężczyznę, który jest odpowiedzialny za kradzież figury św. Franciszka z Muzeum Archidiecezji Gnieźnieńskiej. Mężczyzna ma 51 lat i jest mieszkańcem powiatu krotoszyńskiego. Podczas przeszukania jego miejsca zamieszkania, funkcjonariusze odkryli dużą liczbę eksponatów sakralnych. Zidentyfikowali m.in. obraz «Jezus z pielgrzymem», który został skradziony dwa lata temu z gnieźnieńskiej fary. W tej chwili trwa zabezpieczanie znalezionych eksponatów. Podejrzewamy, że część z nich została skradziona z różnych kościołów w Wielkopolsce. Sam zatrzymany jest w dyspozycji policji oraz prokuratury gnieźnieńskiej” – powiedział w rozmowie z dziennikarzami mł. insp. Andrzej Borowiak.

 

Dyrektor Muzeum Archidiecezji Gnieźnieńskiej ks. Jarosław Bogacz zapewnia, że placówka jest dobrze zabezpieczona. Najcenniejsze eksponaty znajdują się w szczególnie chronionych gablotach. Niemniej, idąc za sugestią Policji, w muzeum wprowadzone zostały dodatkowe, zaostrzone rygory, dotyczące wnoszenia bagażu oraz ubioru turystów zwiedzających wystawę.


bgk / Gniezno

Katolicka Agencja Informacyjna

Rzymski proboszcz: bazylika to nie plaża

Proboszcz rzymskiej bazyliki Matki Bożej Anielskiej i Męczenników w pobliżu dworca Termini postanowił położyć kres praktyce odwiedzania świątyni przez skąpo ubranych wiernych i turystów. „To miejsce święte, a nie plaża” - powiedział ksiądz Franco Cutrone, ustawiając w kruchcie stolik z chustami dla kobiet, wchodzących do bazyliki z odkrytymi ramionami

Na stoliku umieszczono również koszyczek na ofiary za tę nadzwyczajną usługę, a zebrane pieniądze dzielą między sobą uchodźcy i bezdomni. „Tutaj przychodzi się, aby się modlić, a nie robić selfie. Kto chce zwiedzić kościół, nawet jeżeli jest półnagi, może to uczynić, wypożyczając chustę, którą ma do dyspozycji” – wyjaśnia jeden z ochotników, stojących w drzwiach bazyliki wzniesionej według projektu Michała Anioła na ruinach dawnych term Dioklecjana. Prasa obawia się, że będzie ona omijana przez zagranicznych turystów.


sal (KAI Rzym) / Rzym

Katolicka Agencja Informacyjna

“Fatima. Ostatnia tajemnica” – tańsze bilety w Multikinie

Odbierz kupon rabatowy do MULTIKINA na film „Fatima. Ostatnia tajemnica”!

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Cena biletu z kuponem odpowiada cenie biletu grupowego obowiązującego w dniu wymiany kuponu rabatowego.

Kupon można zrealizować w sieci kin Multikino, w czasie gdy grany jest film „Fatima. Ostatnia tajemnica”.


Pobierz kupon rabatowy

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Poszukiwania zaginionego w Alpach ks. Grzywocza zakończone

Bp Andrzej Czaja, diecezjalny biskup opolski poinformował na swoim kanale na Twitterze o zakończeniu poszukiwań zaginionego w ubiegły czwartek w okolicach alpejskiego szczytu Bortelhorn na pograniczu szwajcarsko-włoskim ks. Krzysztofa Grzywocza. "Nadzieja umiera ostatnia - nie traćmy jej" - dodał jednak biskup

 

Ks. Krzysztof Grzywocz jest duchownym diecezji opolskiej. Jest to ceniony rekolekcjonista, kierownik duchowy, terapeuta i autor. Komunikat o jego zaginięciu stwierdza, że w czwartek 17 sierpnia 54-letni kapłan odprawił poranną Mszę św. w miejscowości Betten i po zakończeniu liturgii wyjechał w nieznanym kierunku swoim autem marki Renault z polskimi znakami OP 320OC, które już odnaleziono.

 

Rzecznik kurii opolskiej ks. Joachim Kobienia przyjechał w sobotę do Szwajcarii wraz z bratem ks. Grzywocza. Obaj wzięli już udział w spotkaniu z komisarzem miejscowej policji, który koordynuje akcję poszukiwawczą, oraz z szefem ekipy ratowniczej.

 

21 sierpnia ks. Kobienia podkreślił w rozmowie z KAI wielką determinację i zaangażowanie Szwajcarów w odnalezienie opolskiego kapłana.

„Są to ludzie bardzo zaangażowani w całą akcję. Przedstawili nam okoliczności zaginięcia ks. Krzysztofa i przebieg dotychczasowych poszukiwań. To niesamowite, jak bardzo głównemu ratownikowi zależy na odnalezieniu zaginionego. Znamienne było jedno wypowiedziane przez niego zdanie: ‘Szukamy żywego człowieka! To jest dla mnie najważniejsze!’” – relacjonuje w rozmowie z KAI ks. Joachim Kobienia.

 

Całą sytuacją przejęta jest także miejscowa społeczność, m.in. przewodniczący rady gminnej, który towarzyszył w poszukiwaniach. Przybysze z Polski otoczeni są opieką. – Jest ogromna życzliwość i zatroskanie, z którymi spotykamy się na każdym kroku – zapewniał ks. Kobienia.

 

Bortelhorn (3194 m n.p.m.), zwany też Punta del Rebbio, to szczyt w Alpach Lepontyńskich, części Alp Zachodnich. Leży na pograniczu szwajcarsko-włoskim, na terenie kantonu Valais. Najbliższą jednostką administracyjną i zarazem osadą jest gmina Brig.

 

Ks. Grzywacz regularnie przyjeżdżał do wspólnoty w alpejskim regionie Valais na kilka tygodni w miesiącach letnich. W duszpasterstwie w Betten należącym do parafii Bettmeralp od ośmiu lat zastępował jednego z kapłanów podczas jego urlopu. – Ponieważ miał też chwile wolne, to chętnie chodził po górach, to była jego pasja. Czuł się tam blisko Pana Boga. Myślę, że stamtąd też płynęła cenna inspiracja dla jego duszpasterskich przemyśleń – powiedział KAI rzecznik kurii opolskiej.

 

Zdaniem ks. Kobieni, ks. Grzywocz nie planował zdobywać szczytu Bortelhorn. Wybrał się raczej niedługą górską przechadzkę. W pobliskim schronisku zostawił wiadomość, że wróci ok. godz. 17.00. Niemożliwe, by z własnej woli słowa nie dotrzymał, gdyż – zapewnia ks. Kobienia – był zawsze niezwykle sumiennym człowiekiem.

Ratownicy rozmawiali z kilkoma osobami, które rozpoznały ks. Grzywocza za schroniskiem na ścieżce w kierunku szczytu Bortelhorn. Kapłan na szlaku miał je pozdrowić w języku niemieckim i włoskim.

Rodzina kapłana bardzo boleśnie przeżywa poszukiwania. – Trudno mówić o uczuciach innych osób, ale można spróbować postawić się w sytuacji kogoś, kogo najbliższy zaginął, a jego poszukiwania od kilku dni są bezskuteczne – przyznał ks. Kobienia.

Zaapelował też o gorącą modlitwę w intencji odnalezienia ks. Krzysztofa Grzywocza. Taka modlitwa trwa w całej diecezji opolskiej.


Stacja7.pl / lk (KAI) / Brig

Katolicka Agencja Informacyjna

“Będziemy naprawdę szczęśliwi i płakać będziemy z radości”

Ojciec Święty w środowej katechezie podkreślił, iż wiara chrześcijańska oznacza, że dostrzegamy obecność Boga, pomimo doświadczania zła, ale jesteśmy przekonani, że On nas prowadzi do wielkiego „przybytku” Boga z ludźmi. Dziać się tak będzie „aż do dnia, kiedy wszystko się wypełni, w ranek kiedy nie będzie już więcej łez, w tej chwili, kiedy sam Bóg wypowie swoje ostatnie słowo błogosławieństwa: «Oto czynię wszystko nowe»

Słów papieża, w auli Pawła VI wysłuchało dziś około 8 tys. wiernych uczestniczących w audiencji ogólnej.

„Nadzieja chrześcijańska opiera się na wierze w Boga, który zawsze stwarza nowość w życiu człowieka, w historii i we wszechświecie. Nowość i niespodzianki” – powiedział Ojciec Święty w 31-szej środowej katechezie poświęconej nadziei.

 

Nawiązując do 21 rozdziału Księgi Apokalipsy (ww. 5-7) Franciszek zaznaczył, że fragment ten ukazuje ostateczną perspektywę życia człowieka wierzącego, którym jest niebieskie Jeruzalem – „przybytek Boga z ludźmi”. Autor natchniony zapowiada, że Bóg otrze wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie i stwierdza „Oto czynię wszystko nowe” (21,3 – 5). Papież zaznaczył, że pomimo wielu ludzkich tragedii, wojen, dramatów uchodźców, wiemy, że jest Ojciec, który na nas czeka, aby nas pocieszyć, bo zna nasze cierpienia i przygotował dla nas inną przyszłość. „To jest wspaniała wizja nadziei chrześcijańskiej, która poszerza się na wszystkie dni naszego życia i chce nas pocieszyć” – powiedział Ojciec Święty. Zapewnił, że Bóg chce jedynie ludzkiego szczęścia.

 

Następnie Franciszek podkreślił, że wiara chrześcijańska oznacza spojrzenie pełne nadziei, przekonanie, że śmierć i nienawiść nie są ostatnimi słowami w procesie ludzkiej egzystencji. „Wierzymy, że nasze najpiękniejsze dni są jeszcze przed nami. Jesteśmy bardziej ludźmi wiosny niż jesieni: dostrzegamy raczej zalążki nowego świata niż pożółkłe liście na gałęziach. Nie poddajemy się nostalgiom, żalom i narzekaniom: wiemy, że Bóg chce, byśmy byli dziedzicami obietnicy i niestrudzonymi miłośnikami marzeń” – powiedział papież.

 

Ojciec Święty podkreślił, iż wiara chrześcijańska oznacza, że dostrzegamy obecność Boga, pomimo doświadczania zła, ale jesteśmy przekonani, że On nas prowadzi do wielkiego „przybytku” Boga z ludźmi. Dziać się tak będzie „aż do dnia, kiedy wszystko się wypełni, w ranek kiedy nie będzie już więcej łez, w tej chwili, kiedy sam Bóg wypowie swoje ostatnie słowo błogosławieństwa: «Oto czynię wszystko nowe» (w. 5). Tak, nasz Ojciec jest Bogiem nowości i niespodzianek. I tego dnia będziemy naprawdę szczęśliwi i płakać będziemy z radości” – powiedział Franciszek na zakończenie swojej katechezy.


st (KAI) / Watykan

Katolicka Agencja Informacyjna

Kard. Parolin spotka się dzisiaj z Władimirem Putinem

W trzecim dniu swej wizyty w Rosji sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin poleci do Soczi na spotkanie z prezydentem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem. Podczas rozmowy „planują oni omówić kluczowe aspekty rosyjsko-watykańskich relacji międzypaństwowych, w tym na obszarze politycznym i kulturalno-humanitarnym” - poinformowała służba prasowa szefa rosyjskiego państwa

Według niej, przewiduje się także wymianę poglądów o aktualnych wydarzeniach międzynarodowych, przede wszystkim o położeniu chrześcijan w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, sytuacji w Syrii i na Ukrainie.

 

Sekretarz Episkopatu Rosji: Prawa Kościoła katolickiego w Rosji są ograniczane

Odwołuję swe słowa, wypowiedziane kilka dni wcześniej o poprawie stosunku do Kościoła katolickiego ze strony władz Rosji – głosi oświadczenie ks. Igora Kowalewskiego, sekretarza generalnego Konferencji Biskupów Katolickich Rosji, z 22 sierpnia. Dotyczy ono nastawienia władz Moskwy do miejscowej parafii św. Piotra i Pawła, która – mimo korzystnego dla niej wyroku Sądu Arbitrażowego – od kilku lat nie może odzyskać swej własności: zespołu czterech budynków w stolicy, w którego skład wchodzi m.in. dawna świątynia.

 

Na wstępie swego dokumentu kapłan, będący jednocześnie proboszczem wspomnianej parafii, nie mającej własnego kościoła, nawiązał do rozpoczętej dzień wcześniej wizyty watykańskiego sekretarza stanu kard. Pietro Parolina, podkreślając jej doniosłość z religijnego i politycznego punktu widzenia. Zapewnił, że wspólnota katolicka Rosji „z entuzjazmem odbiera” przyjazd wysłannika papieskiego, wiążąc z tym nadzieje „na poprawę sytuacji katolików, mieszkających w Rosji, z których większość to obywatele tego kraju”.

 

W tym kontekście stwierdza z ubolewaniem, że „rzeczywista sytuacja wspólnoty katolickiej w Rosji pozwala mówić jeśli nie o bezpośrednich prześladowaniach, to co najmniej o lekceważeniu i pomniejszaniu [jej] praw, do których niekiedy dochodzi”. Kapłan wyjaśnił, że przede wszystkim chodzi tu o stolicę kraju – Moskwę.

 

Przypomniał, że 26 maja br. stołeczny Sąd Arbitrażowy orzekł, iż katolickiej archidiecezji Matki Bożej w Moskwie należą się 4 budynki na Milutińskim Pierieułku, tworzące parafię św. Apostołów Piotra i Pawła. Kompleks ten sąd uznał za majątek o charakterze religijnym. Sekretarz generalny episkopatu zauważył przy okazji, że społeczność katolicka poczuła się zmuszona bronić przed sądem swych praw własnościowych do wspomnianych obiektów wskutek wieloletnich odmów ze strony rządu Moskwy i działającego w jej imieniu Wydziału Spraw Majątkowych. Korzystne dla katolików orzeczenie Sądu sprawiło, że porozumieli się oni z władzami stolicy co do polubownego załatwienia całej sprawy i o odłożeniu wyznaczonej na 28 sierpnia kolejnej rozprawy sądowej.

 

Tymczasem już w kilka dni później pozwany, czyli rząd Moskwy, niespodziewanie zmienił zdanie i społeczność katolicka ma „poważne obawy, że władze stołeczne celowo wprowadzają w błąd archidiecezję rzymskokatolicką, aby w toku postępowania sądowego dokonać wywłaszczenia części spornego mienia” – głosi oświadczenie sekretarza episkopatu.

 

Za swój obowiązek uznał on podkreślenie, iż „w tej sytuacji chodzi nie o trywialny spór majątkowy, ale o planową politykę władz moskiewskich, zmierzającą do uszczuplenia praw katolików”. Ks. Kowalewski zaznaczył, iż część parafian uważa, że działania władz zawierają w sobie „elementy przestępstwa karnego i zwrócili się w tej sprawie do Komitetu ds. Narodowości Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej i bezpośrednio do prezydenta Rosji W. Putina”.

 

„W związku z tym cofam wszystko, co powiedziałem w czasie konferencji prasowej w agencji «Rosja dzisiaj» 17 sierpnia 2017 o poprawie stosunków państwowo-kościelnych w Rosji” – napisał duchowny katolicki. Za swój obowiązek uznał poinformowanie o lekceważącym stosunku [władz] do katolików rosyjskich. Jednocześnie wyraził nadzieję, że „władze swymi rzeczywistymi działaniami udowodnią, iż są zainteresowane pokojem między narodami i wyznaniami oraz przestrzeganiem słusznych praw obywateli, niezależnie od ich przynależności narodowej i religijnej”.

 

Sporny kompleks wzniesiono w połowie XIX wieku w Milutińskim Pierieułku na działce, zakupionej przez Kościół rzymskokatolicki. To sami wierni sfinansowali budowę świątyni i czterech innych budynków wokół niego, w których mieściły się dom starców, przytułek, szkoła dla dziewcząt, biblioteka i stowarzyszenie dobroczynne. W czasach sowieckich wszystkie te obiekty zostały skonfiskowane i zamienione na różne cele świeckie. Wszystkie dokumenty, dotyczące kupna, budowy i zainwestowanych środków, zachowały się w archiwach i przekazano je władzom Moskwy w 2013, gdy archidiecezja Matki Bożej po raz pierwszy poprosiła je o zwrot całego kompleksu.

 

Patriarcha Cyryl na spotkaniu z kard. Parolinem: nowy etap relacji z Kościołem katolickim

Rosyjski Kościół Prawosławny i Kościół katolicki podniosły swe relacje na nowy poziom – powiedział patriarcha Cyryl podczas spotkania z kard. Pietro Parolinem w Moskwie.
– Zaczął się nowy etap w rozwoju naszych stosunków, pełen bardzo ważnych wydarzeń. Było to możliwe, ponieważ w Hawanie skoordynowaliśmy nasze stanowiska wobec bardzo ważnych problemów dnia dzisiejszego – stwierdził zwierzchnik Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, wspominając swe spotkanie z papieżem Franciszkiem w stolicy Kuby w ub.r.

 

Zdaniem patriarchy moskiewskiego i Całej Rusi wspólne stanowisko pozwala obu stronom przygotowywać odpowiednie plany i wypełniać je realną treścią. Za najbardziej znaczące wydarzenie po spotkaniu w Hawanie uznał on pielgrzymkę relikwii św. Mikołaja z Bari do Rosji.

Zgodził się z nim kard. Parolin, podkreślając, że spotkanie w stolicy Kuby nadało nowy impuls związkom między obu Kościołami. Ma on nadzieję, że jego wizyta w Rosji stanie się „maleńką cegiełką” w budowie nowych relacji.

 

Podczas spotkania patriarchy z sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej mowa była o „konflikcie na Ukrainie”. Zdaniem Cyryla Kościół może stać się ważnym czynnikiem w uregulowaniu sytuacji w tym kraju, jeśli będzie zajmował pozycję sprzyjającą pokojowi. Według niego, stanowisko Kościoła katolickiego jest w tej sprawie zbliżone. – Kościół nie może odgrywać innej roli oprócz budowania pokoju, kiedy ludzie znajdują się we wzajemnym konflikcie. Konflikty nie trwają wiecznie, kiedyś się kończą – wskazał zwierzchnik RKP.

Podczas spotkania mówiono także o sytuacji chrześcijan w Syrii i na całym Bliskim Wschodzie. Cyryl wyraził opinię, że wymagają oni szerszego wsparcia światowej wspólnoty chrześcijańskiej i że wspólne ich wspieranie przez katolików i prawosławnych byłoby „bardzo istotnym czynnikiem jednoczącym” oba Kościoły.

 

Metropolita Hilarion, kierujący Wydziałem Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego zaprzeczył, jakoby podczas spotkania kard. Parolina z patriarchą omawiano możliwość kolejnego spotkania Cyryla z papieżem Franciszkiem. Dodał, że takie propozycje nie padły z ani z jednej, ani z drugiej strony, i że na razie są do wypełnienia ważniejsze zadania, które zostały wyznaczone na spotkaniu w Hawanie.


pb (KAI/Interfax), kg (KAI) / Moskwa

Katolicka Agencja Informacyjna

7 wskazówek jak pięknie żyć

Ile czasu poświęcasz na odpoczynek? Na regenerację? Jak często decydujesz się na późniejszy autobus do pracy na rzecz spokojnego poranka? Kiedy ostatnio poświęciłaś swój cenny czas nie obowiązkom, ale sobie lub bliskim?

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Ile czasu poświęcasz na odpoczynek? Na regenerację? Jak często decydujesz się na późniejszy autobus do pracy na rzecz spokojnego poranka? Kiedy ostatnio poświęciłaś swój cenny czas nie obowiązkom, ale sobie lub bliskim?

 

Zachwycamy pięknem, zaradnością, samodzielnością, wrażliwością. Ale czy możemy zachwycać słabością, ograniczeniami? Codziennie odnosimy sukcesy, realizujemy plany i listy zadań. Boimy się zatrzymać, bo wtedy wychodzi z nas zmęczenie, niezadowolenie, tęsknota za ciepłem i spokojem. Zatrzymaj się. W tej chwili. Przemebluj swoje życie od podstaw – pisze Shauna Niequist w swojej najnowszej książce Piękne Życie.

 

Mam nadzieję, że wiedziesz życie z którego jesteś dumna. Ale jeśli uważasz, że tak nie jest, mam nadzieję, że zdołasz zacząć wszystko od nowa.


“Piękne Życie” – kup tę książkę online!


Większość z nas musi zwolnić, aby docenić swoje życie. Aby je zauważyć, przeżyć, zmienić. Bardzo łatwo wpaść w wir działania. Trudno zauważyć, że się w nim jest. Jeszcze trudniej przyznać się do tego. Ale to i tak nic, w porównaniu z podjęciem decyzji o zwolnieniu tempa. Miłość do własnej pracy to dar. Ale miłość do pracy sprawia, że ogromnie łatwo zaniedbać inne aspekty życia.- stwierdza autorka. Dodaje, że: Ludzie zmieniają się dopiero wtedy, gdy ból staje się nie do zniesienia. Nie warto czekać na ten moment.

 

Przepis na piękne życie, znajdziemy w książce Shauny Niequist.

 

7 wskazówek:

  1. “Zatrzymaj się. W tej chwili. Przemebluj swoje życie od podstaw”
  2. “Istnieje różnica między zaniedbywaniem przyjaźni czy więzi rodzinnych a mówieniem prawdy na temat własnych ograniczeń”
  3. “Najlepsze, co mogę dać światu, to nie moja siła czy energia, ale wypielęgnowany charakter, mądra i odważna dusza”
  4. “Może Bóg właśnie wzywa mnie do wielkiej przerwy i daje szansę na nowe życie”
  5. “Nie musi się rujnować swojego ciała i duszy ani ukochanych ludzi, żeby zrobić coś, co naszym zdaniem należy”
  6. “Ze wszystkim sobie poradziłam! Pokazałam im! Ale kim są “oni”? Kogo to obchodzi?”
  7. “Powracam do ciszy, by powrócić do miłości.”

     

“Wszyscy zostaliśmy wychowani, by budować, budować i jeszcze raz budować. Im większe tym lepsze. Więcej znaczy lepiej, szybciej znaczy lepiej. Nie zdajemy sobie sprawy, że ktoś może celowo tworzyć coś małego albo z założenia robić coś powoli.”

 

Czasami narzekamy, że niezależnie od nas przybywa nam zajęć, obowiązków, tematów, ludzi, których “musimy” zadowolić. I tak każdego dnia sami dostawiamy kolejne krzesła, aż przychodzi taki moment, w którym zaczynamy dostrzegać brak miejsca dla nas, dla rodziny, dla modlitwy, dla naszych potrzeb. To moment na uświadomienie sobie, że przyszedł czas, by złożyć kilka z nich. Jak to zrobić?

 

Metoda składania krzeseł:

  1. Jeśli pracuję tak intensywnie, że nie mam już siły na zaangażowanie w małżeństwo, muszę złożyć parę krzeseł
  2. Jeśli godzę się na tak wiele spraw zawodowych, że moje dzieci widzą wyłącznie zmęczoną mamę, muszę złożyć parę krzeseł
  3. Jeśli zapomniałam o urodzinach mojego taty, muszę złożyć parę krzeseł
  4. Jeśli rezygnuję ze swoich zainteresowań i pasji, muszę złożyć parę krzeseł
  5. Jeśli piję 8 kawę i nadal czuję się zmęczona, muszę złożyć parę krzeseł
  6. Jeśli zaniedbuję siebie, muszę złożyć parę krzeseł
  7. Jeśli nie mam czasu na modlitwę, koniecznie muszę złożyć parę krzeseł

     

A Ty? Zaczęłaś już składać niepotrzebnie dostawione krzesła? Może pora zacząć już dziś?

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Dyrektor i redaktor naczelna Stacji7.pl, z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >