W RCA nie chodzi o religię

Republika Środkowoafrykańska, ten kraj leżący w centrum Czarnego Kontynentu, ma w narodowym języku sango o wiele ciekawszą, uroczą nazwę: Be-Afrika – Serce Afryki. Od dwudziestu lat nasłuchuję rytmu bicia tego chorego serca – oto mój kardiogram.

Robert Wieczorek OFMCap
Robert
Wieczorek OFMCap
zobacz artykuly tego autora >

To zapomniane państwo po raz drugi w historii wyszło ze swego politycznego niebytu na pierwsze strony światowych informacji. Kiedyś już okazji dostarczył bufon – cesarz Bokassa, a dziś – wojna domowa. Smutna to sława.

W obiegu krąży wiele krzywdzących stereotypów gmatwających dodatkowo zrozumienie dla tutejszej sytuacji. Niektóre z nich to wręcz medialne gnioty.

Czy w RCA trwa wojna religijna?

W TV ukazują się reportaże o podobnym schemacie: ekipa telewizyjna z jaśnie oświeconej Europy przyjeżdża do Bangui z założeniem nakręcenia dokumentu, potwierdzającego promowaną powszechnie tezę, że w afrykańskim jądrze ciemności chrześcijanie i muzułmanie mordują się wzajemnie. Prezydent Francji bowiem w swym interview uwierzytelniającym operację wojsk francuskich Sangaris, jako pierwszy element podał konflikt międzyreligijny, a dopiero potem wyliczył rozkład aparatu państwowego, kryzys ekonomiczno-polityczny, brak bezpieczeństwa. Zaś wcześniej jego minister Fabius na arenie międzynarodowej młotkował apel: „Kraj leży na krawędzi ludobójstwa”. Dziennikarze odwiedzają parę miejsc w Bangui, nasłuchując skarg płynących z różnych stron, by w połowie dokumentu dotarło do ich świadomości, iż sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana, niż to, co otrzymali gotowe w politycznie poprawnej instrukcji.

Ich problem leży w tym, że podchodzą do problemu od ogona – biorąc skutki za przyczyny. To najpierw konflikt ekonomiczno-polityczny.

Mądry jest ten sarkazm: „Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. Poprzedni prezydent Bozize upadł w identyczny sposób, jak sam dopchał się do władzy – drogą rebelii. Upadł, bo pozwolił sobie na niecierpliwość, gdy 1.12.2012 r. podczas święta Niepodległości ogłosił, że w kraju zapanował spokój, więc w Birao można zacząć eksploatację ropy naftowej w kooperacji z Chińczykami. Tą samowolką naraził się siłom zagranicznym, uzurpującym sobie faktyczne prawo do tak ważkiej decyzji. Wszyscy podobno wiedzą, do kogo w praktyce należą podziemne bogactwa Afryki Centralnej, nikt natomiast nie chce wymienić ich imion na głos.

W RCA nie chodzi o religię

A owo roponośne Birao jest na północno-wschodnich rubieżach RCA. Właśnie stamtąd, z tej prowincji o większości rdzennych muzułmanów, w 10 dni później ruszyła rebelia. Koalicja Seleka zawiązała się już parę miesięcy wcześniej – spiskowcy czekali jedynie na odpowiedni sygnał. Bozize wybrał zły moment i niewłaściwych inwestorów zagranicznych, co kosztowało go utratę złotego rogu.

W RCA zrobić przewrót zbrojny jest tak łatwo, że większość pretendentów do władzy wybierała tę drogę zamiast żmudnej i niepewnej kampanii wyborczej. Sam samozwańczy prezydent, Djotodia, w swej karierze politycznej nie był nawet w stanie wypromować się na deputowanego ze swej rodzimej prefektury. To dzięki rebelii wdrapał się na najwyższy stołek, a jego koalicjanci dostali najbardziej intratne ministerstwa. Nuraddin Adam, nr 2 w seleka, niby odpowiedzialny za sprawy wewnętrzne, w rzeczywistości interesował się Bria i tamtejszymi diamentami.

Obecni w RCA przez ostatnie lata żołnierze z RPA (nota bene jedyni, którzy próbowali bronić Bangui przed rebeliantami, bo FACA – armia narodowa, nawet nie ruszyła palcem), nie pałali bynajmniej jakąś specjalną miłością do reżimu Bozize. Po prostu, inwestorzy z Afryki Południowej zbyt wiele zainwestowali w środkowoafrykańskie diamenty i uran…

Ale pchajmy się dalej i zostawmy polityków.

90% seleka stanowili muzułmańscy najemnicy (w większości z Czadu i nieco z Darfuru). A tam, na tych pustynnych terenach, wiadomo: bieda, aż piszczy, więc od wieków hołduje się praktyce razzi, jako metodzie na podreperowanie funduszy. „Zdobędziecie kraj dla mnie, a co znajdziecie po drodze, to wasze!”- obiecywał im Djotodia. Powiedzmy sobie jasno: Nie była to rebelia sensu stricte, a raczej najazd obcokrajowców z okupacją w konsekwencji. Bariery ściągające haracz z przechodniów i samowolka pozostawionych samopas żołnierzy.

Wobec takiego stylu rządów, nigdy nie wierzyłem, żeby seleka poważnie brali pod uwagę zachowanie władzy i pozostanie na miejscu. Raczej tylko krótkoterminowo: napchać kieszenie i do domu! A to, że podobnie jak kiedyś ludzie Kmicica, kmiotków poturbują, parę chałup z dymem puszczą, czy też pofolgują sobie z dziewkami, w czym problem?

Nie trzeba też mieć jakiegoś wyolbrzymionego wyobrażenia o wojnie w RCA. To konflikt w nowoczesnym stylu – jak najtańszy, a skuteczny – guerilla z domieszką Dzikiego Zachodu. Wzajemne podchody niewielkich band zbrojnych. Więcej tu huku i stresu, niż faktycznych zbrodni. Ale to i tak wystarczy, by setkom tysięcy ludzi skutecznie obrzydzić życie, bo wzięcie w zakład całej populacji cywilnej jest świadomie obraną taktyką.

O pieniądze też chodzi samym anti-balaka. To oni są zwycięzcy, więc im się też należy. Kolumna seleka próbuje przedrzeć się przez Bouar, będące już pod kontrolą anti-balaka. W pukawce między nimi, która stawia na nogi całe miasto i każe ludziom po raz kolejny, nocą, chronić się na misjach katolickich, nie chodzi o wojnę, a tylko o zadrę. Anti-balaka bowiem mają swym przeciwnikom za złe, że ci obłowili się po uszy, ale teraz nie chcą się z nimi podzielić…

A prości ludzie? Dla ich części każde kolejne „wyzwolenie” to okazja na rabunek sklepów, czy u sąsiada. Ale nie bądźmy zbyt surowi. Jedenaste przykazanie: „jak masz okazję to kradnij” jest głęboko wpisane w serca niektórych ludzi, i to bez względu na szerokość geograficzną. Jeden z mych braci w zakonie wspominał z dzieciństwa, że w czasie gdy robotnicy w jego rodzinnym mieście walczyli z komuną o ideały demokracji i doszło do starć z milicją, on sam, wówczas podrostek, wpadł sobie do zdemolowanego sklepu na „darmową” czekoladę…

W RCA nie chodzi o religię

Seleka, wczorajsi rządcy RCA wycofują się, to fakt. Ale zanim całe terytorium oczyści się z ich obecności, potrzeba dużo czasu. Samo się to nie zrobi. Międzynarodowych sił rozjemczych za mało, a żołnierze z FACA to nicponie. „Generał” anti-balaka w Bouar zapowiedział wychodzącym z ukrycia wojskowym, że nie mają prawa wrócić do koszarów, bo są tchórzami bez honoru. I ma dużo racji. Tymczasem cała „oczyszczona” prowincja to raj dla bandytów i szabrowników. W takim okresie nic gorszego dla cywilów, jak wałęsający się maruderzy.

Na misji w Bossemtele siostry otrzymują od „wyzwolicieli” anti-balaka ultimatum: „Zorganizować do jutra 350.000 fcfa (około 500 euro), albo wchodzimy do waszej szkoły i robimy porządek z muzułmanami, których tam ukrywacie!”. Życie ludzkie ma śmiesznie niską cenę.

Z całym szacunkiem do każdej przelanej kropli ludzkiej krwi, do tych 2000 zaprzepaszczonych ludzkich istnień. Nie można jednak mówić o ludobójstwie w RCA, pałającej żądzy krwi i powszechnym zdziczeniu, bo to byłaby krzywdząca przesada. To ekstremalne przeżycia pchają nieraz ludzi do nieludzkich zachowań. Ale mieszkańcy Centrum Afryki wcale nie są bardziej krwiożerczy niż my. Nie róbmy sobie wypominków.

A po naćpanych najemnikach żyjących w ciągłym poczuciu osaczenia, czegoż dobrego można się spodziewać? Niewiele trzeba by iskra padła na proch. Przykład z wczoraj: 6 samochodów seleka (setka ludzi) zabłądziła do Ndim – pomylili drogę. Zanim zawrócą, któryś z nich daje tysiąca (7 zł) chłopakowi stojącemu na poboczu i prosi o zakup „działki”. Ten bierze pieniądze i – rozpływa się w naturze. Po chwili, wojak połapawszy się, że został zrobiony w balona, z miejsca grozi podpaleniem najbliższego domu. Na szczęście znalazł się ktoś roztropny, kto mu natychmiast oddał pieniądze z własnej kieszeni. I pojechali. Zaraz potem cała grupa młodych puszcza się pędem za owym cwaniakiem, by mu dokopać. I bardzo dobrze.

Czy seleka i anti-balaka to milicje religijne?

To medialnie wygodne, ale nieprawdziwe uproszczenie.

Arcybiskup stolicy RCA, Dieudonné Nzapalainga powtarza gdzie tylko może: „Nie wszyscy muzułmanie to Seleka i nie wszyscy Seleka to muzułmanie. Strzeżmy się odpowiedzialności zbiorowej! Opłakujemy tworzenie zlepów niespójnych informacji na temat anti-balaka i przypisywanie im nazwy ruchów chrześcijańskich. W rzeczywistości anti-balaka są wybuchem poczucia przebranej miary w części społeczeństwa wobec nie mających końca aktów zdzierstwa i przemocy ze strony rebeliantów seleka. Dlatego też nie ustajemy w tłumaczeniu, że wszyscy anti-balaka nie są chrześcijanami i że wszyscy chrześcijanie nie są anti-balaka”.

Jego „bliźniaczy brat” Omar Kobine Layama, imam wielkiego meczetu w Bangui, który w ostatnich dwu miesiącach znalazł schronienie w domu Arcybiskupa, wtóruje: „Mówi się, że muzułmanie i chrześcijanie wzajemnie się zabijają. Lecz to nie jest kryzys religijny, ale polityczny. Politycy chcą się ukryć za tą gmatwaniną przeinaczanych faktów, aby ciążącą na nich odpowiedzialność za nieudolne rządzenie krajem zrzucić na karby religii. Potępiamy wszystkie morderstwa popełnione przez tych, którzy się określają jako muzułmanie, czy też przez tych, co się reklamują być chrześcijanami. Autentyczny muzułmanin, podobnie jak prawdziwy chrześcijanin nie może być autorem morderstw, ale jest aktorem pokoju. Godnym ubolewania jest fakt, że w ostatnich miesiącach zaistniała dogłębna konfuzja między seleka a strukturami islamu w RCA. Tymczasem tak nie jest – seleka grupuje w sobie zarówno z chrześcijan jaki i muzułmanów”.

Ten tandem środkowoafrykańskich przywódców religijnych odbył ostatnio drugą podróż po Europie, by tym, co chcą ich słuchać tłumaczyć złożoność sytuacji i bronić dobrego imienia religii. Byli między innymi we francuskim Parlamencie.

W RCA nie chodzi o religię

Słowa seleka na próżno szukać w słowniku sango. Pod hasłem „porozumienie” znajduje się: mbuki, ndika. To musi być francuskie selection przerobione na sango. Ten język stale się tworzy, więc łatwo asymiluje to, co słyszy u innych. Tak więc semantycznie, seleka to tacy "doborowi” albo „dobrani". W praktyce to heterogenna unia zwaśnionych z sobą wcześniej ugrupowań lokalnych, z góry skazana na niepowodzenie, bo zawiązana jedynie w negatywnym celu zwalczania wspólnego wroga. Trzon stanowią muzułmanie, ale nie brak wśród nich i chrześcijan. Wczoraj ludzie z Ndim rozpoznali wśród przejeżdżających w konwoju seleka czterech znanych im pobratymców, a więc na pewno nie muzułmanów. Bo też nie przynależność religijna jest faktyczną linią demarkacyjną. Ci przypadkowi sojusznicy nigdy nie posiadali pozytywnego projektu na przyszłość kraju. Nieszczęściem wielu muzułmanów z RCA było związanie z seleka nadziei na prosperitę i ochronę. Teraz, pozostawieni na pastwę losu, płacą ciężki haracz za ten błąd dziejowy.

Dziennikarze bezwiednie powtarzają jeden za drugim głupawe tłumaczenie terminu anti-balaka, jako anty – maczety. W praktycznym sango, czyli tym używanym faktycznie przez ludzi na co dzień, maczeta to francuskie "machette" albo najwyżej opisowe "kota zembe" (duży nóż). Słownik uniwersytecki podaje nadto: ba, kangbara i nzenze. Skąd się wzięło owo: balaka? Nie ważne. Może gdzieś jednak tego słowa się używa? Natomiast istotniejsze dla nas, że sam sens tego propagowanego wszędzie tłumaczenia nie trzyma się kupy. Bo co to znaczy: „anty (przeciw) maczetom” skoro rzucają się na dobrze uzbrojonych? Gdyby się nazwali np. „balaka-anti-ngombe” to byłoby logiczne: „z maczetami na karabiny” (takie nasze: „z motyką na księżyc”) dla oddania ich heroizmu czy nierównego rozkładu sił.

Tymczasem tu chodzi o: „anti – balle AK", skrót pełnego zdania po francusku "blendé anti-balles d'automat Kalachnikow 47", czyli na polski: "odporny na kule AK". Bo też takie bzdurne obietnice dają czarownicy bojownikom idącym do buszu z byle jakim uzbrojeniem, ale za to obwieszonym talizmanami, jak choinka świecidełkami. Te same zresztą praktyki są po obu stronach. Czy to nominalny muzułmanin walczący po stronie seleka, czy to nazywający się chrześcijaninem jego przeciwnik, obydwaj wyobwijani są waraka (z arabskiego – amulety zawierające wersety Koranu), czy też gri-gri pogańskimi, by się ich "kule nie imały”. Ale ci nietykalni i tak padają, mimo domniemanej ochrony…

Takie osłanianie się amuletami to praktyki czysto pogańskie, nie mające nic wspólnego z ortodoksyjnie pojętym chrześcijaństwem, ani islamem. Ale ten fenomen jest zakorzeniony w najgłębszych warstwach duszy afrykańskiej. Gdy w 1927-29 w całej Francuskiej Afryce Równikowej szerzyło się powstanie nazwane Kongo-Wara (efekt nieludzkich kontrybucji nałożonych na tubylców w związku z przymusowym zbieraniem kauczuku i budową kolei do Brazzaville), ludzie szli naprzeciw karabinom strzelców senegalskich, bo Karnou, ich prorok obiecywał, że kule zamienią się w wodę zanim ich dosięgną… Ale i dzisiaj intrygujące jest posłuchać, jak ktoś niby po studiach, a całkiem na serio utrzymuje, że są dostępne magiczne środki zapewniające ci taką nietykalność. Kule wystrzelone w twym kierunku zmienią tor lotu, a strzały wypuszczone z łuku wrócą do kołczanu! Ukłony w stronę balistyki…

U mnie we wsi w ostatnich dniach uformowała się samoobrona. Myślicie, że mieli jakieś ćwiczenia? Robili sobie nacięcia na rękach i do sznytów zasypywali jakiś proszek „na odwagę”. Jeżeli w tym brataniu się krwią cokolwiek sobie zaszczepili, to chyba HIV-a, bo przy 15% średniej krajowej AIDS, było tam wśród nich z pewnością kilku nosicieli, a żyletka przecież jedna…

Bojownicy z RJ – inna odmiana lokalnej samoobrony, deklarująca swą determinację w zwalczaniu seleka  – noszą na szyi muzułmańskie różańce i nic im się to jakoś nie gryzie. Po prostu ta wojna wykwitła pomieszaniem z poplątaniem.

W RCA nie chodzi o religię

Słysząc o tego typu rzeczach nie ma się co zbytnio dziwić. Mamy tu do czynienia z reakcją neo-pogańską, która jest normalnym procesem dziejowym. Odsyłam do czasów Mieszka II, albo do analogicznych sytuacji z historii ewangelizacji Europy we wczesnym średniowieczu. Chrześcijaństwo w RCA istnieje zaledwie od 2-3 pokoleń i nie dziwota, że jest takie powierzchowne. Szybko przyszedł na nasz Kościół czas próby i zdawania pierwszego egzaminu ze świadectwa wiary. W tak ekstremalnych warunkach wychodzi na jaw, co najbardziej ludziom w duszy gra. A najwymowniejszym znakiem powrotu do pogaństwa jest zbyt często goszczące na ustach słowo: zemsta. Dlatego jako antidotum głosimy w kościołach rozbrojenie serca.

Wielką krzywdą dla prawdy jest bezwiedne powtarzanie: milicje chrześcijańskie. Anti-balaka mają bowiem tyle wspólnego z chrześcijaństwem, co kiedyś Banderowcy z Cerkwią Unicką… Podobnie i seleka – do końca zdeprecjonowali imię islamu w oczach Środkowoafrykańczyków. Ci bowiem już od czasów przed-kolonialnych noszą w sercach endemiczną niechęć do tej religii, przechowywaną w tragicznych wspomnieniach o muzułmańskich łowcach niewolników. Cały ubiegły rok zdaje się tylko utwierdzać ich w przekonaniu, że nic się w tej dziedzinie nie zmieniło.

Owszem napięcia na płaszczyźnie religijnej mają swoje miejsce na arenie wydarzeń w RCA, ale są one drugorzędne produktem długotrwałej degrengolady życia społeczeństwa i karygodnych błędów elit politycznych. Wbrew temu, co próbuje się wciskać ludziom w Europie, nie da się sztucznie wypreparować religii ze sfery publicznej, bo te obie płaszczyzny wzajemnie się przenikają w każdej osobie ludzkiej.

Jaka najbliższa perspektywa?

Obawiam się, że nie czas na wkładanie seleka do lamusa. Dadzą o sobie jeszcze nieraz znać, uprzykrzając życie rządowi tymczasowemu, ale i prostym ludziom. Część z nich wprawdzie złożyła broń w Czadzie, ale ci co pozostali na terytorium RCA wcale nie myślą się poddać. Główkowaliśmy, że owe dwa konwoje, które ostatnio przejechały z Bang przez Ndim w stronę Paoua, są już w Gore, po drugiej stronie granicy. Tymczasem oni przemieszczają się wzdłuż północnej granicy RCA, by prawdopodobnie na wschodzie dołączyć do tych, co wymknęli się z koszar w Bangui i przez parę dni okupowali Sibut. Ich determinację z pewnością spotęgują ostatnie wieści o towarzyszach broni, którzy w Czadzie zostali zneutralizowani i mają być sądzeni za najemnictwo.

Są powody do obaw, bo to duże zgrupowanie seleka pozostawione na północy zdaje się podejmować realizację irracjonalnego wydawałoby się projektu, jakim po dymisji Djotodia szantażował jego były doradca, Babakar Sabone. Groził on secesją północy RCA, gdzie muzułmanie mieliby stworzyć swoje własne państwo. Wprawdzie potem się z tych słów wycofał, ale co zasiał, to pozostało. Zresztą ludzie są przekonani, że ten polityk nie wyrwał się jedynie z jego osobistym przekonaniem, ale wyraził to, co faktycznie zamyśla wielu środkowoafrykańskich muzułmanów. Seleka w Sibut wieszali już jakąś czerwoną flagę i próbowali stawiać rządowi warunki, póki ich Misca – Sangaris nie pognali dalej na północ.

Oprócz jawnego zamachu na konstytucyjnie gwarantowaną integralność terytorialną kraju, za którą z pewnością murem staną siły międzynarodowe, co to znaczy „muzułmańska północ”? Ja sam mieszkam na północnym krańcu RCA, ale u nas muzułmanów jak na lekarstwo. Jedynie północy-wschód z prefekturą Wakaga może się określić, że większość tego półpustynnego terytorium jest zamieszkana przez ludność, która w XIX wieku poddała się islamizacji, by odwrócić od siebie apetyt handlarzy niewolników z Darfuru i Kordofanu.

Co więc, oprócz Birao, chcieliby odłączyć od RCA? Diamentowe Bria? Ndele – byłą stolicę sułtana Rahaba? Byłem tam kiedyś osobiście i widziałem. Owszem, w mieście sporo muzułmanów, ale większość ludzi na prowincji to poganie lub chrześcijanie.

Sprawa tak beznadziejna do zrealizowania, jak nieregularne jest rozmieszczenie ludności pod względem wyznaniowym. Przypomina to układ z Polski przedwojennej. Podobnie jak u nas kiedyś Żydzi, tutaj muzułmanie, w zdecydowanej większości przyjezdni z zagranicy, pousadzali się głównie w miastach lub tam, gdzie oprócz handlu i transportu jest jakiś inny interes, np. diamenty czy złoto. I tak paradoksalnie, na południu jest ich więcej, niż na północy. Takie gadanie nie ma więc większego sensu, no chyba, że ktoś myśli realnie o kolejnym exodusie i segregacji wyznaniowej ludności – niech Pan Bóg broni! Mam nadzieję, że ten kolejny rozdział zamknie się jedynie w sferze politycznych negocjacji.

W RCA nie chodzi o religię

A co mi osobiście leży na sercu?

Bogu dziękować, że do dziś cała moja parafia przetrwała bez specjalnego uszczerbku. Ale do czasu. Zaraz w sąsiedztwie, wieś Nzakoun przedwczoraj w nocy została zrabowana przez bandę przybyłą bezkarnie z Czadu, i co gorsza, zabili przy tym 22 osoby. I to mnie martwi. Gdy resztki seleka ulotnią się stąd niebawem, cały ten przygraniczny region zostanie wydany na pastwę losu. Nie trzeba w ogóle strzelać, by ludzie umierali. Wystarczy, że wkrótce zabraknie nam podstawowych lekarstw. Granice są zamknięte. Handel praktycznie zamarł. Nikt tu nie przyjeżdża na targowisko. Ceny lokalnych produktów spadły o połowę, gdy tymczasem wszystko to, co przywozi się z Kamerunu, a więc mydło, mąka, sól, olej, paliwo, podrożało dwa razy. I będzie coraz gorzej.

Ludziom na wsi łatwiej jest przeżyć trudne czasy. Znajdą w buszu coś na ząb, a na polach szopy, by ukryć się przed deszczem. Są dzielni, więc poradzą sobie. Groby porosną trawą, a popalone domy ludzie odbudują szybko na nowo, bo te błotno-słomiane chatki mają się nijak do europejskich gmachów. Ziemi wystarczy dla każdego, a woda spadnie z nieba wraz z nową porą deszczową. Ale ziarna pod zasiew braknie, gdy ludzie będą zmuszeni zjeść i tą ostatnią rezerwę.

Mówi się o powietrznym moście humanitarnym Duala – Bangui. I dobrze. Konieczne jest pomóc mieszkańcom stolicy, bo dość się ucierpieli. Ale moi ludzie, tu w całym północno-zachodnim regionie nie potrzebują nic więcej oprócz zapewnienia minimum bezpieczeństwa i otwartej granicy z Kamerunem, by móc godnie sprzedać swoje płody ziemi i kupić mydło.

Jeden posterunek Misca, kontrolujący newralgiczne skrzyżowanie w Bang, stałby się płucem dla całego regionu. O jedyne 10 km dalej, na granicy nad rzeką Mbere, stoją kameruńscy żołnierze, a za nimi sparaliżowane targowisko w Mbaiboum, bo granica zamknięta…

Osobiście wiem, w co tu wdepnąłem. Znam tego konsekwencje i nie oczekuję niczego dla mnie. Nikt się nie będzie przecież rozmieniał na drobne dla kilku białych, usidlonych gdzieś tam w afrykańskim buszu. Ale gdyby jednak zmienić perspektywę i popatrzeć, że tu chodzi o otwarcie głównej drogi zaopatrzenia dla najbardziej zaludnionej prefektury RCA l’Ouham-Pende z ponad pół milionem ludzi, to nasze wołanie o pomoc dla nich może mieć swój ciężar?


Chronologia


  • sierpień 2012 – Spotkanie we Francji szefów pięciu ugrupowań rebelianckich, dające początek koalicji Seleka.
  • 10.12.2012 – Początek działań zbrojnych na północnym-wschodzie RCA. W ciągu miesiąca Seleka przejmuje kontrolę nad miastami: Bamingui, Ndélé, Mbré, Sam Ouandja, Ouada, Bria, Kabo, Alindao, Kouango, co stanowi cały wschodni obszar RCA.
  • 11.01.2013 – Podpisanie w Libreville (Gabon) porozumienia gwarantującego zawieszenie broni i wspólne utworzenie rządu jedności narodowej.
  • 20.01.2013 – wygaśnięcie ultimatum ze strony Seleka i początek nowej ofensywy.
  • 24.01.2013 – Rebelianci opanowują stolicę kraju, Bangui. Prezydent François Bozizé chroni się w Kamerunie, a Michel Djotodia ogłasza się szefem Państwa.
  • 25.03.2013 – Unia Afrykańska zawiesza członkostwo RCA.
  • 1.07.2013 – Początek operacji rozbrajania byłych kombatantów Seleka przez Siły Międzynarodowe w Afryce Centralej (FOMAC), obecne na miejscu już od czasów mediacji z rządem Bozizé.
  • 18.08.2013 – Początek 18-miesięcznej fazy przejściowej do kolejnych wyborów i zaprzysiężenie Michela Djotodia jako prezydenta tymczasowego.
  • 8-9.09.2013 – Początek systematycznych starć między tworzącą się zbrojną opozycją a nowymi władzami (100 zabitych).
  • 13.09.2013 – Ostateczne rozwiązanie Seleka.
  • 5.12.2013 – Bangui zaatakowane przez milicje samoobrony anti-balaka (138 zabitych). Tego samego dnia, Rezolucja ONZ zezwalająca na użycie sił wojskowych Misji Międzynarodowej Wsparcia dla RCA (MISCA) na okres jednego roku.
  • 5-6.12.2013 – Początek francuskiej operacji wojskowej "Sangaris" dla zapewnienia bezpieczeństwa w RCA.
  • 10.01.2014 – Pod presją CEEMAC w Ndjamenie i opinii międzynarodowej dymisja Michela Djotodia. Dwa tygodnie później wybór Catherine Samba–Panza na prezydenta w okresie przejściowym do następnych wyborów planowanych na początek 2015 roku.
Robert Wieczorek OFMCap

Robert Wieczorek OFMCap

Zobacz inne artykuły tego autora >
Robert Wieczorek OFMCap
Robert
Wieczorek OFMCap
zobacz artykuly tego autora >
PŁUKANIE SIECI

Tom Hanks dziękuje Polakom za malucha [WIDEO]

Tom Hanks otrzymał od Polaków w prezencie Fiata 126p. Wsparł również szpital pediatryczny w Bielsku-Białej.

Cała akcja rozpoczęła się kilka miesięcy temu, kiedy Tom Hanks, jeden z najpopularniejszych hollywoodzkich aktorów, zrobił sobie kilka zdjęć z “maluchami” w Budapeszcie. Te fotografie odbiły się w Polsce szerokim echem. Mieszkańcy Bielska-Białej, gdzie były produkowane słynne Fiaty 126p, postanowili zebrać pieniądze, żeby sprezentować amerykańskiej gwieździe ten samochód.

I got a new car! Hanx

Post udostępniony przez Tom Hanks (@tomhanks)

Malucha dla Toma kupił jednak sportowiec Rafał Sonik, a wszystkie środki zebrane przez mieszkańców trafiły na konto bielskiego szpitala dziecięcego. Tom Hanks bardzo zaskoczony całą akcją, postanowił podwoić kwotę przekazaną szpitalowi pediatrycznemu w Bielsku-Białej.

Skierował też do uczestników akcji gorące podziękowania:

Dla wszystkich którzy wierzyli 😍😍😍😍😍 dziękuję że jesteście!!!! Uwierzcie że RAZEM MOŻEMY WSZYSTKO!!!!
Na balu padł rekord 82 tys zł 😍 Nadal można dołożyć swoją złotówkę
https://pomagam.pl/maluchdlatoma

Tom Hanks #TomHanks #szpitalpediatryczny #bielskobiala #fiat126p #niewypadaniepomagac

Opublikowany przez Monika Jaskólska na 22 kwietnia 2017

Licealiści zmierzyli się w Konkursie Wiedzy Biblijnej

W całym kraju odbyły się dziś etapy diecezjalne XXI Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Biblijnej. Wzięli w nich udział zwycięzcy wcześniejszych eliminacji. Co roku w konkursie biblijnym organizowanym przez Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” uczestniczy prawie 30 tys. uczniów z 1,5 tys. placówek ponadgimnazjalnych w całej Polsce

W etapach diecezjalnych konkursu biblijnego udział wzięli reprezentanci szkół ponadgimnazjalnych, w których wcześniej, 14 marca br., zostały przeprowadzone etapy szkolne. Na ich podstawie wyłoniono trzech najlepszych przedstawicieli każdej placówki, którzy spotykali się na szczeblach swoich diecezji, by rywalizować o awans do finału i zdobyć indeksy na wyższe uczelnie oraz wyjazd na zagraniczne pielgrzymki będące nagrodami głównymi.

 

Na formułę etapu diecezjalnego składały się część pisemna i ustna. Najpierw uczestnicy przystąpili do testu składającego się z 45 pytań. Zagadnienia dotyczyły tegorocznego zakresu merytorycznego, czyli: Księgi Daniela oraz Apokalipsy św. Jana wraz z wprowadzeniami, przypisami i komentarzami oraz słownikiem. Na rozwiązanie całości młodzi bibliści mieli 45 minut. Arkusz pytań był jednolity dla wszystkich diecezji, podobnie jak system oceny – opracowany wcześniej przez specjalnie powołaną komisję pod kierunkiem biblisty ks. prof. dr. hab. Mirosława Wróbla (KUL).

 

Nad przebiegiem etapów w poszczególnych diecezjach czuwali koordynatorzy z Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”. Ich troską było nie tylko prawidłowe przeprowadzenie eliminacji, ale również zadbanie, by młodzi przy tej okazji mogli doświadczyć spotkania z żywym Słowem, którym jest Chrystus.
Dlatego tej części Konkursu towarzyszyły Msze święte czy nabożeństwa Słowa Bożego.

 

W arch. częstochowskiej etap zainaugurowała Msza św. w kaplicy Wyższego Seminarium Duchownego pod przewodnictwem bp Antoniego Długosza. Witając młodych, biskup przypomniał, że Biblia jest najlepszym przewodnikiem życia. Wyraził radość, że tak wielu młodych sięga do Pisma św. i w tym roku podjęło trudny temat, jakim jest Apokalipsa.

 

Młodzi zauważyli, że Księga Apokalipsy niesie nadzieję. – Dla mnie wielkim odkryciem było to, że z tego tekstu wynika, że dobro zwycięża zło. Choć wydaje się, że zło jest dziś dominujące to widzimy, że dobro choć ciche i niepozorne, wygrywa – powiedziała Karolina Strzelczyk z Technikum w Radomsku.

Etapom diecezjalnym patronują pasterze poszczególnych diecezji, zaś cały konkurs otoczyli swoim błogosławieństwem prymas Polski abp Wojciech Polak i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki.

 

Jedną z form nagród dla trzech najlepszych uczniów z każdej diecezji jest możliwość bezpłatnego udziału, wraz ze swymi katechetami, w dwudniowym X Ogólnopolskim Spotkaniu Młodych z Biblią na Jasnej Górze. Tegoroczny zjazd odbędzie się 11 i 12 maja br.

Finał 21. edycji konkursu biblijnego zaplanowano na 5- 6 czerwca br. w Niepokalanowie. Najlepsi mają szansę na zdobycie indeksów uprawniających do podjęcia studiów w wielu renomowanych uczelniach wyższych, bez egzaminów wstępnych, na kilkunastu kierunkach, takich jak: teologia i filozofia, ale również politologia, dziennikarstwo, socjologia czy italianistyka. Laureaci wraz z katechetami udadzą się także na pielgrzymki do Ziemi Świętej, Rzymu i Wilna.

 

Organizatorem Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Biblijnej jest Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana”.


it / Częstochowa

Katolicka Agencja Informacyjna

Abp Jędraszewski w uroczystość swojego patrona

Abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski przewodniczył dziś uroczystej Mszy św. w kościele św. Marka w Krakowie z okazji święta swojego patrona. W nabożeństwie licznie uczestniczyli kapłani, siostry zakonne oraz mieszkańcy

W homilii abp Jędraszewski przypomniał postać św. Marka Ewangelisty. – Chrystus na cały świat rozsyłał swoich dwunastu i to właśnie posłanie w jakiejś mierze wieńczy Markową Ewangelię ”idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” – mówił arcybiskup, dodając, że to była jedyna i prawdziwa Ewangelia.

 

 

Hierarcha powiedział, że św. Piotr będąc w Rzymie, u podnóża Babilonu, doświadczał mieszkanki kultur, religii i wyznań, ras i narodowości czego wyrazem były świątynie wznoszone różnym bogom. Zdaniem hierarchy to prowadziło do zwątpienia i wątpliwości, który z tych bogów jest najwyższy i najbardziej skuteczny i dodał, że prawdziwą Ewangelią była prawda o Bogu.

 

– Te prawdy, które przekazuje św. Piotr w swoim pierwszym liście, mówią o tym, że w gruncie rzeczy taki jest los chrześcijan, niejako skazanych na to, żeby kroczyć drogami, które wyznaczył Jezus Chrystus, nazywający siebie Drogą – wyjaśniał arcybiskup dodając, że jest to droga paschy, cierpienia, śmierci ale także zmartwychwstania.

 

– Św. Piotr wskazuje na określone postawy, o które trzeba dbać, aby świadectwo Ewangelii było jak najbardziej skuteczne – mówił hierarcha. – Bogu zależy na skuteczności waszego świadczenia o Ewangelii bo ostatecznie to on jest Panem dziejów i historii każdego człowieka. Przerzuciwszy swoje troski na Pana trzeba być przekonanym, że Jemu zależy na nas. Jemu na nas zależy do końca – mówił ap Jędraszewski.

 

– Przerzucając wszystkie troski na Boga, także troski o Kościół i ewangelizację współczesnego świata na Boga, biorąc udział w tej wielkiej historii głoszenia całemu światu prawdy o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym, nie możemy zatracić tego najbardziej fundamentalnego stwierdzenia: Bogu na nas zależy. – powiedział abp Jędraszewski.


led / Kraków

Katolicka Agencja Informacyjna

Papież w sanktuarium nowych męczenników: żywa krew Kościoła

Kościół potrzebuje dziś męczenników i świadków, świętych na co dzień, świętych zwyczajnego i konsekwentnego życia, a także tych, którzy mają odwagę przyjęcia łaski bycia świadkiem aż do końca, aż do śmierci – powiedział Franciszek w Bazylice św. Bartłomieja na Wyspie Tyberyjskiej w Rzymie

Papież wziął udział w modlitewnym czuwaniu. Na wstępie wysłuchał świadectw o trzech męczennikach: niemieckim pastorze, zamordowanym przez nazistów, ks. Jacques’u Hamelu zabitym we Francji przez islamskich terrorystów, a także o działaczu społecznym z Salwadoru, który stracił życie, pomagając członkom młodocianych gangów.

 

Taizé jest potężną przypowieścią o nawróceniu i pojednaniu

„Taizé jest potężną przypowieścią o nawróceniu i pojednaniu, kładącą akcent na życie wewnętrzne, które pozwala nam wejść w misterium jedności” - mówił patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I podczas dzisiejszej modlitwy ekumenicznej w Taizé. Była to pierwsza wizyta duchowego przywódcy prawosławia we francuskiej ekumenicznej wiosce.

Dziękując za zaproszenie, patriarcha Bartłomiej przypomniał, że jego wizyta w Taizé jest urzeczywistnieniem wieloletnich pragnień i kontynuacją relacji budowanych z Patriarchatem Ekumenicznym od 1962 r. Wspomniał przy tej okazji wizytę Brata Rogera u ówczesnego patriarchy ekumenicznego Atenagorasa i przypomniał, że we francuskiej wiosce do dziś znajduje się ikona Matki Bożej podarowana wówczas założycielowi ekumenicznej wspólnoty przez patriarchę.

 

Zwracając się do obecnego przełożonego wspólnoty Brata Aloisa, patriarcha podziękował mu za kontynuowanie tradycji spotkań z Kościołem Prawosławnym. Wspominał m.in. wizytę przeora z Taizé wraz ze współbraćmi w siedzibie patriarchatu w stambulskim Fanarze podczas świąt Bożego Narodzenia 2005 r.

 

– Przy tej okazji mogliśmy dać świadectwo naszego żywego przywiązania do spotkań młodych, które od lat regularnie organizujecie, jak również zaświadczyć, że upływ czasu nieuchronnie zbliża do siebie podzielonych chrześcijan, sprawiając, że postępują wspólnie drogą jedności – mówił patriarcha Bartłomiej. Wyraził też wdzięczność za możliwość kierowania do młodych prawosławnego przesłania z okazji corocznych spotkań organizowanych przez wspólnotę na przełomie grudnia i stycznia.

 

Nawiązując do Kościoła Pojednania w Taizé, w którym odbywała się ekumeniczna modlitwa, duchowy przywódca prawosławia podkreślił, że temat pojednania zajmuje centralne miejsce w chrześcijaństwie i powinien być odczytywany na trzech poziomach.

 

Pierwszym z nich jest pojednanie człowieka z Bogiem. „Dzieło Chrystusa w świecie jest dziełem pojednania, które wznosi się ponad religiami, łącząc wertykalnie i horyzontalnie Stworzyciela i stworzenie. (…) Chrystus jest pojednaniem. (…) Pojednanie jest zgodą, na której powinniśmy budować naszą komunię z Bogiem i jedność w Kościele” – apelował patriarcha.

 

Drugi poziom określił jako „misterium komunii” i wyjaśnił, że jest to działanie na rzecz pojednania i jedności chrześcijan, które należy podjąć. „Jeśli mielibyśmy opisać je jednym obrazem, byłby to obraz uzdrowienia. Pojednać to znaczy uzdrowić bóle historii, blizny czasu, wzajemne niezrozumienia, konflikty pamięci i bratobójcze nienawiści” – mówił. Jak dodał „w dobie ekumenizmu i w czasie poszukiwania jedności, nie można osiągnąć pojednania bez przebaczenia”.

 

Trzeci poziom odczytywania przebaczenia patriarcha określił jako najpowszechniejszy, obejmujący całą ludzkość i pozwalający na wzniesienie się ponad historyczne antagonizmy, społeczne niesprawiedliwości i trwające konflikty. „Pojednanie jest więc powszechnym wyzwaniem dla naszych Kościołów i dla całego świata” – przypominał. Przytoczył także także do paragraf 243. rzymskokatolicko-luterańskiej deklaracji „Od konfliktu do komunii”: „Zaangażowanie ekumeniczne na rzecz jedności Kościoła służy nie tylko Kościołowi, lecz także światu, aby ten uwierzył. Misyjne zadanie ekumenii staje się tym donioślejsze, im bardziej nasze społeczeństwa będą pluralistyczne w kwestiach religijnych. Także tutaj konieczne są zmiana myślenia oraz nawrócenie”.

 

Zwracając się do wszystkich zebranych na ekumenicznej modlitwie, patriarcha Bartłomiej przypomniał także, że dla Kościoła prawosławnego Taizé jest nie tylko wspólnotą w znaczeniu instytucjonalnym, ale też „potężną przypowieścią o nawróceniu i pojednaniu, kładącą akcent na życie wewnętrzne, które pozwala nam wejść w misterium jedności”. Zachęcił też do zgłębiania istoty pojednania poprzez wspólne przeżywanie tajemnicy zmartwychwstania.

 

„W czasie, gdy śpiewamy hymny wielkanocne, wspólnie: jako chrześcijanie Wschodu i Zachodu, kontynuujmy modlitwę, aby światło zmartwychwstania prowadziło nas na drodze jedności i komunii” – zachęcał.

 

Swoje przemówienie zakończył wielkanocnym pozdrowieniem: „Chrystus zmartwychwstał!”

 

Dzisiejsza wizyta patriarchy Konstantynopola Bartłomieja I w Taizé była pierwszą w historii wizytą duchowego przywódcy prawosławia w ekumenicznej wiosce we Francji.


(KAI) abd / Taizé

Rada Kardynałów pracuje nad dalszą reformą Kurii Rzymskiej

Nad możliwością zwiększenia kompetencji Kościołów lokalnych obraduje Rada Kardynałów, utworzona przez Papieża Franciszka, aby mu pomóc w reformie Kurii Rzymskiej. Grupa złożona z 9 purpuratów spotyka się w tym celu pod przewodnictwem Ojca Świętego już po raz 19. od 24 do 26 kwietnia.

Główny temat stanowi określenie wytycznych dla doboru oraz formacji świeckich i duchownych pracowników Stolicy Apostolskiej. Ponadto, hierarchowie dążą do ostatecznego ustalenia odnowionego zakresu obowiązków niektórych kongregacji, np. tej dotyczącej Kościołów Wschodnich czy Ewangelizacji Narodów. Przyjrzą się także możliwości wprowadzenia zmian w watykańskich urzędach sądowniczych.

 

Radę Kardynałów Papież Franciszek ustanowił niedługo po objęciu urzędu 28 września 2013 r. Jest to organ doradczy, a jego utworzenie postulowano już podczas przygotowań do konklawe, które wybrało obecnego Ojca Świętego.


(KAI) RV / Watykan

Papież w Egipcie: duszpasterstwo, ekumenizm i dialog z islamem

Papieska wizyta w Egipcie ma wymiar duszpasterski, ekumeniczny i międzyreligijny. Przed rozpoczynającą się w piątek pielgrzymką wskazuje na to watykański rzecznik prasowy. Podkreśla zarazem, że Franciszek nie obawia się o swe bezpieczeństwo, stąd też zrezygnowano z używania przez Papieża, jak pierwotnie planowano, samochodu opancerzonego.

Jedyna ważna zmiana w programie dotyczy miejsca sprawowania Mszy. Pierwotnie Ojciec Święty miał ją celebrować na stadionie, ostatecznie jednak zrobi to na terenie wojskowej bazy lotniczej, co nie tylko zapewni większe bezpieczeństwo, ale i sprawi, że w liturgii będzie teraz mogło uczestniczyć 25 tys. wiernych, czyli o 7 tysięcy więcej niż wg pierwszego planu.

 

„Papież chce słać pozytywne sygnały. Nie jest naiwny, zna sytuację w Egipcie. Wie o cierpieniu koptyjskich chrześcijan w minionych latach, szczególnie o tym, co wydarzyło się w Niedzielę Palmową, ale mimo to pragnie dać pozytywny znak. Na ile tylko to jest możliwe stawia on na normalność, stąd też będzie jeździł normalnym, zamkniętym samochodem – mówi Radiu Watykańskiemu Greg Burke. – Pojawią się jednak dwa momenty, kiedy skorzysta też z małego samochodu golfowego, by być jak najbliżej ludzi. Dojdzie do tego w trakcie sobotniej Mszy i podczas odwiedzin seminarium.

 

Ważne będzie papieskie wystąpienie na Międzynarodowej Konferencji Pokojowej. Chce on przypomnieć, że ludzie prawdziwie wierzący są zawsze za pokojem. Pragnienie Franciszka stanowi budowanie dialogu. Widać to w trzech wymiarach jego podróży: duszpasterskim – podczas spotkania z maleńką wspólnotą katolików obecnych w Egipcie, ekumenicznym – w dialogu z prawosławnymi Koptami, oraz międzyreligijnym. Papież wciąż powtarza, że trzeba budować mosty”.


(KAI) RV / Watykan

Taizé: historyczna wizyta patriarchy Bartłomieja w ekumenicznej wiosce

- Taizé jest potężną przypowieścią o nawróceniu i pojednaniu, kładącą akcent na życie wewnętrzne, które pozwala nam wejść w misterium jedności - mówił patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I podczas modlitwy w Kościele Pojednania w Taizé. Pierwsza w historii wizyta honorowego przywódcy prawosławia we wspólnocie ekumenicznej z Taizé była zwieńczeniem jego wizyty w Szwajcarii z okazji 50-lecia powstania w Chambésy prawosławnego centrum Patriarchatu Ekumenicznego.

Pierwsza wizyta duchowego przywódcy prawosławia w Taizé była nie tylko okazją do wspólnej modlitwy, ale też przypomnieniem roli, jaką odegrała ekumeniczna wioska w tworzeniu prawosławnego centrum Patriarchatu Ekumenicznego w Chambésy.

 

Głównym punktem programu kilkugodzinnej wizyty patriarchy Bartłomieja była wspólna modlitwa w Kościele Pojednania. Podczas spotkania modlitewnego przeor ekumenicznej Wspólnoty Taizé br. Alois powitał patriarchę Bartłomieja w imieniu gospodarzy i przypomniał historię wieloletnich więzi łączących wspólnotę z Patriarchatem Konstantynopola i Greckim Kościołem Prawosławnym. Przypominał m.in. przyjazne kontakty założyciela ekumenicznej wspólnoty br. Rogera z patriarchą Konstantynopola Atenagorasem, a także swoją wizytę w Konstantynopolu wraz ze stuosobową grupą młodzieży z całej Europy.

 

Z kolei patriarcha podjął refleksję na temat roli Wspólnoty z Taizé w budowaniu więzi pomiędzy poszczególnymi Kościołami chrześcijańskimi. „Taizé jest potężną przypowieścią o nawróceniu i pojednaniu, kładącą akcent na życie wewnętrzne, które pozwala nam wejść w misterium jedności” – mówił Bartłomiej I odwołując się do słów francuskiego teologa Oliviera Clémenta.

 

Po zakończeniu modlitwy jej uczestnicy udali się do kaplicy prawosławnej znajdującej się przy Kościele Pojednania, a następnie przeszli do grobu brata Rogera na cmentarzu w wiosce. Wizytę patriarchy Bartłomieja w Taizé zakończył wspólny obiad.

 

„Jest to ogromna radość dla naszej wspólnoty, jesteśmy poruszeni tym, że patriarcha odwiedził nas po raz pierwszy. To jest potwierdzenie przyjaznych więzi i tego, że przyjaźń Taizé z Kościołem prawosławnym jest ceniona. Dla nas to zachęta, by te więzi wciąż pogłębiać poprzez młodych ludzi ze wspólnot prawosławnych, których od wielu lat tu przyjmujemy” – powiedział KAI br. Marek, pierwszy Polak od lat żyjący we wspólnocie braci.

 

Jak dodał polski zakonnik Taizé jest licznie odwiedzane przez prawosławną młodzież m.in. z Rosji, Rumunii, Ukrainy, Serbii i krajów nadbałtyckich.

 

Pierwszy kontakty pomiędzy Wspólnotą z Taizé a Patriarchatem Konstantynopola nawiązał już w latach 60. XX w., jej założyciel brat Roger (1915-2005). W lutym 1962 roku, odwiedził on w Stambule poprzednika Bartłomieja I, patriarchę Atenagorasa. Potem spotkania odbyły się m. in, z okazji tysiąclecia Góry Athos w Grecji i ponownie w 1970 roku w Stambule. Do tej pory w pokoju Brata Rogera stoi ofiarowana mu przez Atenagorasa ikona Matki Bożej.

 

Na Boże Narodzenie 2005 roku, kilka miesięcy po śmierci brata Rogera, odwiedził Bartłomieja I w jego siedzibie w stambulskim Fanarze nowy przełożony wspólnoty brat Alois wraz z dwoma braćmi. Patriarcha przyjął ich bardzo ciepło i wyraził wielkie zainteresowanie spotkaniami młodzieży w Taizé. Na znak duchowej więzi brat Alois ofiarował patriarsze szalik, który nosił często brat Roger. W 2011 r. Bartłomiej gościł w Stambule brata Aloisa oraz braci i stu młodych ludzi ze wspólnoty.

 

Jak bardzo ceni sobie pracę wspólnoty Bartłomiej I dał wyraz w przesłaniu z 2010 roku z okazji piątej rocznicy śmierci Brata Rogera. “Dzięki Bratu Rogerowi i braciom, którzy podzielają jego wizję, Taizé stało się prawdziwym centrum, miejscem zbliżenia i spotkania. Miejscem pogłębiania wiary w modlitwie, w słuchaniu i w pokorze. Miejscem poszanowania tradycji innych ludzi. Miejscem uznania innego, jego oblicza, a więc jego istoty, niezbędnym przygotowaniem miłości takiej, jak miłość Tego, który umiłował nas bez granic” – napisał honorowy zwierzchnik prawosławia.

 

Taizé we francuskiej Burgundii jest od 1944 r. siedzibą wspólnoty ekumenicznej, założonej przez brata Rogera Schutza. Obecnie należy do niej ok. stu braci z ponad 25 krajów, z różnych wyznań ewangelickich oraz członków Kościoła katolickiego. Obecnie przeorem Wspólnoty jest 62-letni br. Alois Löser, teolog katolicki z niemieckiego Stuttgartu. Od 1978 r. na przełomie starego i nowego roku, każdorazowo w innym mieście naszego kontynentu wspólnota organizuje Europejskie Spotkania Młodych.

 

Przed wizytą w Taizé, w minioną sobotę, Bartłomiej I wziął udział w obchodach 50. rocznicy powstania prawosławnego centrum w Chambésy, w szwajcarskim kantonie Genewa. W poniedziałek odwiedził siedzibę Światowej Rady Kościołów (WCC) w Genewie, gdzie wygłosił wykład na temat Soboru Wszechprawosławnego i jego postanowień, jaki w czerwcu 2016 r. odbył się na Krecie. Następnie udał się do Fryburga Szwajcarskiego aby w katolickiej katedrze pw. św. Mikołaja oddać cześć relikwiom świętego i wygłosił wykład na tamtejszym uniwersytecie.

 

Z Francji Bartłomiej poleci do Kairu. Tam wraz z papieżem Franciszkiem spotkają się z Wielkim Imamem sunnickiego Uniwersytetu Al-Azhar, Ahmedem Mohammedem al-Tayyebem. Wspólnie wezmą udział w Międzynarodowej Konferencji Pokojowej.


abd, tom (KAI) / Taizé

Watykan: Polak nuncjuszem w Tanzanii

Franciszek mianował dotychczasowego nuncjusza apostolskiego w Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie, abp Marka Solczyńskiego swoim przedstawicielem w Tanzanii. Swoją posługę w krajach Kaukazu abp Solczyński pełnił przez 4,5 roku.

Abp Marek Solczyński urodził się w Stawiszynie 7 kwietnia 1961 r. jest doktorem prawa kanonicznego. Święcenia kapłańskie przyjął 28 maja 1987 r. w Warszawie i jest kapłanem archidiecezji warszawskiej. Od 1 kwietnia 1993 r. pracuje w służbach dyplomatycznych Stolicy Apostolskiej.

Swoją posługę pełnił w Paragwaju, Rosji, centrali ONZ w Nowym Jorku, w nuncjaturze w Waszyngtonie, Turcji, Republice Czeskiej i Hiszpanii. 26 listopada 2011 roku Benedykt XVI mianował go swoim przedstawicielem w Gruzji, 15 grudnia 2011 – w Armenii, a 14 kwietnia 2012 roku w Azerbejdżanie. Abp Solczyński mówi po włosku, francusku, angielsku, hiszpańsku i rosyjsku.


st (KAI) / Watykan

 

Trwa Tydzień Miłosierdzia

Trwają obchody Tygodnia Miłosierdzia, zainaugurowanego 23 kwietnia – w Niedzielę Bożego Miłosierdzia. Jest to także święto patronalne Caritas – największej pozarządowej organizacji charytatywnej w Polsce. Dzięki jej programowi "Rodzina rodzinie" pomoc otrzymuje ponad 2 tysiące rodzin w ogarniętej wojną Syrii.

Obchody Tygodnia Miłosierdzia odbywają się przede wszystkim w diecezjach. Zazwyczaj przewodniczy im biskup diecezjalny, a organizują je Caritas diecezjalne. Jest to zawsze okazja do radosnego i świątecznego spotkania tych, którzy na co dzień oddają się pracy charytatywnej, niosąc pomoc bliźnim. Chodzi przede wszystkim o wolontariuszy, zwłaszcza ze Szkolnych Kół Caritas i Parafialnych Zespołów Caritas.

Jest to także święto wszystkich, którzy czują się wewnętrznie wezwani do tego, żeby naśladować Chrystusa jako Dobrego Samarytanina, a dla samej Caritas okazja do wyrażenia wdzięczności wszystkim ofiarodawcom.

Historia obchodów Tygodnia Miłosierdzia sięga 23 lutego 1937 r., kiedy na pierwszym ogólnopolskim zjeździe dyrektorów diecezjalnych Caritas – największej obecnie pozarządowej organizacji charytatywnej w Polsce – podjęto decyzję o zorganizowaniu Dni Miłosierdzia. Przed II wojną światową w ich obchody włączały się oprócz środowisk religijnych także władze państwowe i lokalne oraz media. Po wojnie pomysł podjęto ponownie. Przy okazji tych obchodów zbierano fundusze na pomoc potrzebującym.

Celem Tygodnia Miłosierdzia jest przede wszystkim formacja – budzenie wrażliwości na potrzeby bliźnich: chorych, samotnych, bezrobotnych, bezdomnych i prześladowanych. Obchody są okazją do głębszej refleksji na temat miłosierdzia czynionego na co dzień. Służą także prezentacji pracy, jaką różne organizacje charytatywne wykonują na polu pomocy charytatywnej i są zachętą do aktywnego włączania się w dzieła miłosierdzia.

Caritas – największa pozarządowa organizacji charytatywna w Polsce służy potrzebującym m.in. poprzez 5 tysięcy Parafialnych Zespołów Caritas, 2700 Szkolnych i Akademickich Kół Caritas, w których posługuje blisko 100 tysięcy wolontariuszy.

Ponadto Caritas Polska prowadzi m.in. takie inicjatywy, jak: Wakacyjna Akcja Caritas, Tornister Pełen Uśmiechów, Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom, zbiórki żywności, Jałmużna Wielkopostna.

Od roku organizacja prowadzi program Rodzina Rodzinie, dzięki któremu wspierane są ofiary wojny w Syrii. Obecnie w ramach tego programu ponad 7000 polskich darczyńców wspiera 2225 syryjskich rodzin.

“Każdy z nas ma wciąż możliwość włączenia się do grona pomagających. Niech to szczególne dzieło będzie naszą konkretną odpowiedzią na los rodzin, tak boleśnie dotkniętych dramatem wojny” – napisali biskupi w liście na Niedzielę Miłosierdzia.


tk / Warszawa

 

Różaniec od mamy. Wyjątkowa akcja przed najbliższą Lednicą

Najlepszą modlitwą na drogę jest modlitwa różańcowa, stąd pragniemy, aby każdy uczestnik Spotkania otrzymał różaniec - wyjątkowy, bo od mamy - piszą o swojej akcji organizatorzy Lednicy 2000 prosząc o pomoc w sfinansowaniu różańców dla wszystkich, którzy w czerwcu spotkają się pod Bramą Rybą

Dlaczego różańce w tym roku?

Ten rok jest szczególny – to 300. rocznica koronacji obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, 140. rocznica objawień Matki Bożej Gietrzwałdzkiej i 100. objawień Matki Bożej Fatimskiej. We wszystkich objawieniach Matka Boża nawoływała do odmawiania modlitwy różańcowej: „Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali różaniec.”

 

Dlaczego różańce od Mam?

Chcemy, żeby młodzież otrzymała wyjątkowe różańce – podarowane przez polskie Mamy. Jeśli nie macie własnych dzieci – uczyńcie ten gest z myślą o macierzyństwie duchowym. Czyż to nie piękne włożyć w rękę młodego człowieka różaniec, na którym pomodli się za Was?

 


Wejdź na stronę akcji i przekaż różaniec!


“Ocaleni” – koncert i debata o wolności

Studio Koncertowe Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego będzie we wtorek miejscem wyjątkowego koncertu pt. "Ocaleni" połączonego z debatą na temat wolności od uzależnień. Na scenie pojawią się m.in. Andrzej Krzywy, Tomasz Budzyński i Dariusz Malejonek. Artystom towarzyszyć będzie Seb Stanny Orchestra. Organizatorami wydarzenia są Program 1 Polskiego Radia i Narodowy Instytut Audiowizualny.

Gospodarzem wieczoru (początek o godz. 19.00) będzie Rafał Porzeziński, dyrektor radiowej Jedynki, który poprowadzi koncert i debatę razem z Pawłem Sztompke.

“Poprzez muzykę, teksty, postawę zaproszonych artystów, chcemy dać trochę nadziei wszystkim tym, którzy zmagają się z codziennymi trudnościami, walczą z kryzysami w swoim życiu, tkwią w uzależnieniach i wydaje im się, że nie ma już dla nich ratunku. Zapraszamy również tych wszystkich, którzy chcą cieszyć się wraz z uczestnikami koncertu odzyskaną wolnością, zapraszamy terapeutów i wszystkie osoby, które wyciągają pomocną dłoń do osób potrzebujących” – wyjaśnia Rafał Porzeziński.

W koncercie wezmą udział muzycy – goście audycji „Ocaleni”. Na scenie w studiu koncertowym im. Witolda Lutosławskiego pojawią się Anna Pietrzak, Andrzej Krzywy, Krzysztof „Jary” Jaryczewski, Janusz „Yanina” Iwański, Tomasz „Budzy” Budzyński, Dariusz „Maleo” Malejonek, Lech Dyblik, Adam Krylik, Piotr Strojnowski, Piotr Nagiel, Maciej Sikorski, Adam Szewczyk, Ryszard Styła oraz MSW Skład. Artystom towarzyszyć będzie Seb Stanny Orchestra.

Audycja „Ocaleni”, emitowana od 1 marca ub. roku w radiowej Jedynce, to spotkania z ludźmi, którzy przeszli przez różne trudne doświadczenia życiowe, ale pokonali kryzysy, odzyskali nadzieję i radość życia. O drodze, którą przebyli, opowiadają innym, aby dodać im otuchy, sił i odwagi do walki. Prowadzący audycję Rafał Porzeziński w każdy wtorek o 23.10 słucha niezwykłych historii powrotu ze śmierci moralnej, duchowej, psychicznej do pełni życia.

W trakcie koncertu odbędzie się również debata o wolności, którą poprowadzi Rafał Porzeziński, a w której wezmą udział psycholog ks. dr Marek Dziewiecki, terapeuta uzależnień Jacek Racięcki oraz Felek – jeden z pierwszych członków wspólnoty Anonimowych Alkoholików w Polsce, trwale niepijący.

„Podczas debaty poszukamy odpowiedzi na pytanie, czym jest wolność, za co możemy być wdzięczni alkoholikom i dokąd prowadzi dwanaście kroków” – zapowiada Porzeziński.

Rok 2017 został przez parlament ustanowiony „Rokiem troski o trzeźwość narodu”. “W historii Polski troska o trzeźwość była związana z dążeniem do wolności, do odrodzenia Narodu, a także z obroną godności Polaków” – głosi uchwała przyjęta przez Sejm.

„Trzeźwość to sposób myślenia, który pozwala zachowywać i rozwijać swoją wolność. Być trzeźwym to znaczy być wolnym. Trzeźwość, wolność od alkoholu jest dobrem, które służy życiowej samorealizacji każdego człowieka” – czytamy w przyjętej przez Sejm uchwale.

Na retransmisję koncertu Jedynka zaprasza 26 kwietnia po północy.

Bilety do nabycia w internetowym sklepie Polskiego Radia oraz na godzinę przed koncertem w kasie studia. Organizatorami wydarzenia są Program 1 Polskiego Radia i Narodowy Instytut Audiowizualny.


lk / Warszawa