Nasze projekty

Liban. Ziemia świętych męczenników

Ziemia libańska to niezwykłe miejsce. Legenda mówi, że po wygnaniu z raju Adam osiadł właśnie na terenach dzisiejszego Libanu.

Reklama

Według innej opowieści Bóg własnoręcznie zasadził tutaj słynne cedry. Z pewnością jednak tu właśnie nauczał Chrystus (w Tyrze i Sydonie), a tradycje chrześcijaństwa sięgają kilkunastu stuleci – pierwsi wyznawcy Chrystusa obrządku maronickiego chronili się w górach Libanu u schyłku V wieku. W ich liturgii przetrwało wiele wpływów semickich pierwszego kościoła judeochrześcijańskiego, nabożeństwa są sprawowane w języku aramejskim, a wierni do tej pory śpiewają pieśni ułożone przez św. Efrema Syryjczyka (IV w.) czy Jakuba z Sarug (V wiek).

W Europie znamy zaledwie kilkoro świętych maronickich, a jednak ta ziemia, naznaczona burzliwą historią, wydała także wielu bezimiennych świętych męczenników. Także dziś wyznawcom Chrystusa (różnych obrządków) nie jest tam łatwo. Jeszcze 80 lat temu stanowili oni większość mieszkańców tego kraju, obecnie – mniej niż połowę. Islamizacja Libanu postępuje bardzo szybko, jednak, jak twierdzi Maroun Mazzawi, Libańczyk mieszkający w Polsce i szerzący tutaj kult swoich świętych rodaków, „Liban zawsze będzie krajem chrześcijańskim, nawet jeśli zostanie tam tylko 1% chrześcijan”. Przedstawiamy dzisiaj czworo świętych libańskich.

Święty od uzdrowień

Reklama
Reklama

„Jeśli chcesz być zakonnikiem, masz zostać świętym. Jeśli nie – wcale tam nie idź!” – taki warunek od własnej matki usłyszał pewien młody człowiek, wybierający się do klasztoru. Cóż było robić? „Zostanę nim” – odparł.

Józef  Makhlouf  jest dziś na całym świecie czczony jako św. Charbel. Niezwykle skromny pustelnik, człowiek modlitwy i głębokiej wiary. Dla siebie surowy, stosujący zapomniane już dziś praktyki pokutne – dla wspólnoty braci swoisty katalizator, wprowadzający pokój pomiędzy  pustelnikami o niełatwych charakterach. Obecnie w sanktuarium świętego w Annaya znajduje się dokumentacja zawierająca ponad sześć tysięcy cudów, które wydarzyły się po jego śmierci za jego wstawiennictwem. Często są to uzdrowienia osób, którym medycyna nie dawała już najmniejszych szans. Jednak jego pragnieniem – jak powiedział do Nouhad Al-Chami, której w cudowny sposób zoperował tętnice – jest to, aby ludzie, widząc to, wracali do Boga.

 

Reklama
Reklama

 

 

 

Reklama

 

 

 

 

 

 

Zakonnica o ciepłych, piwnych oczach

„Czemu nie nawiedzasz mnie cierpieniem?” – pyta Ukrzyżowanego zakonnica o ciepłych, piwnych oczach. Pan odpowiada na jej prośbę. Ciesząca się doskonałym zdrowiem pięćdziesięcioletnia s. Rafka (Pietra Choboq Ar-Rayes) traci wzrok i zostaje sparaliżowana, otrzymuje również stygmat rany, która odcisnęła się na plecach Pana Jezusa podczas niesienia Krzyża. Jak jednak zapewniają jej współsiostry, mimo niemal 30 lat cierpienia nie opuściły jej radość i wdzięczność. W trakcie choroby modli się: „Naucz mnie przemieniać ból w drogę światła i chwały dla Boga”. Swoje cierpienia wykorzystuje, by ofiarować je w przynoszonych jej intencjach. Kanonizowana w 2001 r., jest patronką osób cierpiących, szczególnie na choroby nowotworowe.

 

 

 

 

 

 

 

Dobroduszny brodacz

Par la lumière de dieu blogspot — https://lalumierededieu.blogspot.com/2016/06/bienheureux-estephen-nehme.html, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=76196764

„Bóg mnie widzi” – mawiał dobroduszny brodacz, brat Stefan (Józef Nehme), obecnie błogosławiony Kościoła maronickiego. Pochodził z wielodzietnej rodziny. Został ochrzczony w dniu 15 marca 1889 roku jako Józef. W 1905 roku rozpoczął nowicjat w zakonie maronickim, a w dniu 23 sierpnia 1907 złożył śluby zakonne przyjmując imię Stefan.

To jeden z tych, do których idealnie pasuje określenie „święty uśmiechnięty”. Wspomagał pracujących na roli, a gdy byli zmęczeni, zrywał dla nich winogrona. Podczas I wojny światowej, gdy wokół klasztoru panował głód, przyprowadzał do klasztoru dzieci, by dać im mleko i chleb. Zwyczajny, bardzo rozmodlony, często widziany na kolanach. Umiera w wieku zaledwie 49 lat, wracając z misji, której celem było pogodzenie wieśniaków zwaśnionych z władzami klasztoru. Jego ciało po śmierci nie ulega rozkładowi, a beatyfikację w 2010 r. przyspiesza cud uzdrowienia za jego wstawiennictwem osoby chorej na raka kości.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pociągnąć innych do Boga

I wreszcie czwarty święty, Nimatullah al-Hardini, ojciec duchowy św. Charbela. Na obrazach przedstawiany na kolanach z wzniesionymi do góry rękami – bo też każdą wolną chwilę spędza na modlitwie. A nie ma na nią zbyt wiele czasu, będąc wykładowcą w  klasztorze św. Cypriana i św. Justyny w Kfifan i prowadząc jednocześnie bezpłatną szkołę dla ubogiej młodzieży z okolicy. Kiedy w latach 1840, 1845 i 1860 ziemia libańska jest targana wojnami domowymi, co pociąga za sobą prześladowania chrześcijan, nie chce opuszczać miejscowych, choć jako cenionego duchownego namawiano go do ucieczki. Twierdzi, że budując wspólnotę, będzie miał większą zasługę. Już za życia zasłynął z daru czynienia cudów – uzdrowień fizycznych, proroctwa. Jednak mówi się o nim, że jego największe cuda to nawrócenia i pociąganie innych do bycia blisko Boga.

Czego mogą nauczyć święci żyjący w tak odległym miejscu i czasie? Przede wszystkim tego, że żywa relacja z Panem pomaga przekraczać samego siebie. Dlatego też Libańczycy, szczególnie maronici, chętnie nadają dzieciom imiona świętych. Przypomina im to, że od Boga mają czerpać siły do mierzenia się z przeciwnościami.

 

 

 

 

 



Partnerem wydania „Szlakiem świętych” jest biuro pielgrzymkowe Misja Travel


 

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę