video-jav.net

Porażka? Daj sobie czas

Każdą tak zwaną katastrofę kwituj słowami: „Czy za pięć lat to będzie miało jakieś znaczenie?”

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

fragment książki Reginy Brett “Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na najtrudniejsze chwile w życiu”


Przyjrzyj się temu, co dziś nazywasz problemem, katastrofą albo kryzysem, i zadaj sobie następujące pytanie: Czy za pięć lat będzie to miało jakieś znaczenie? Odpowiedź najczęściej brzmi: „nie”.

Przypomnij sobie studia. Mnie zrobienie licencjatu zajęło dwanaście lat. Czy fakt, że trwało to tak długo, ma dziś jakiekolwiek znaczenie? Nie.

Chciałam zostać strażnikiem leśnym i musiałam zaliczyć dwadzieścia pięć godzin chemii. Oblałam pierwsze zajęcia. Potem dostałam słabą ocenę z zoologii i z psychologii dziecięcej. Uznałam to wówczas za porażkę. A potem było jeszcze gorzej. Zaszłam w ciążę i rzuciłam szkołę. Ale kiedy wróciłam na studia sześć lat później, uniwersytet przyjął strategię „amnestii akademickiej”. Wykreślili mi te stopnie z indeksu. Voilà. Natychmiast podskoczyła mi średnia.

Zbyt często zadręczamy się błahostkami. Strasznie boli cię głowa, masz okropne skurcze albo poważne zapalenie zatok, przez które z trudem zwlekasz się z łóżka. Przez całą noc przewracasz się z boku na bok, zastanawiając się, czy z powodu choroby wziąć wolne w pracy. Weź. Jakie znaczenie będzie miało za pięć lat, że zrobiłeś sobie wolny dzień?

Musisz złożyć referat, z którego nie jesteś w stu procentach zadowolony. Przygotowałeś go najlepiej, jak mogłeś, ale nie tak dobrze, jak planowałeś. Zamierzałeś napisać dziesięć stron, a wyszło tylko dziewięć. Wyluzuj się. Czy za pięć lat to będzie miało znaczenie?

Spróbuj tak podejść do rozmów o pracę, randek i stopni w szkole. Czy to będzie miało znaczenie za pięć lat? A za pięć minut? Raczej nie.

 

young-691791_1280

 

A jeśli chodzi o coś poważniejszego? Jeśli gra toczy się o wyższą stawkę? Jeśli od naszej decyzji zależy los innych ludzi? Zasada wciąż obowiązuje. Czasem trzeba się zatrzymać i zadać sobie pytanie: Co w tym zdarzeniu, problemie, incydencie okaże się najważniejsze za pięć lat? Właśnie tak postąpił pewien trener, udzielając swojej drużynie fantastycznej lekcji. Lekcja była trudna, ale jego zawodnicy nie zapomną jej do końca życia.

Kerry Coombs, trener drużyny futbolowej w Liceum Colerain w Cincinnati, poprowadził swój zespół do trzynastu zwycięstw w trzynastu meczach. Jego chłopcy zmiażdżyli poprzedniego przeciwnika 49 do 7. Zawodnicy wkładali w każdy mecz całą duszę i już tylko dni dzieliły ich od mistrzostw stanowych, które dla szkół średnich miały rangę Super Bowl. Gdziekolwiek pojawiał się trener, ludzie gratulowali mu sukcesów. Przez cały weekend myślał tylko o mistrzostwach.

Wszyscy ekscytowali się wielkim sobotnim meczem, dopóki pewien absolwent tej szkoły, oglądając skróty sportowe w telewizji, nie powiedział do matki: Ejże! Chodziłem z tym chłopakiem do ósmej klasy. Ciekawe, co on jeszcze robi w szkole średniej. Matka, pracowniczka szkoły, zadała to samo pytanie szkolnemu psychologowi. Ten sprawdził dokumenty chłopca i okazało się, że zawodnik nie zdał w dziewiątej klasie i piąty rok chodzi do liceum. A to oznaczało, że nie może należeć do drużyny sportowej. Powiadomił o tym trenera, dyrektora i kuratora.

Poza tymi czterema osobami nikt nie wiedział, że chłopiec nie może grać. Nie miało znaczenia, że należał do drużyny futbolowej tylko dwa lata. Ani to, że miał problemy rodzinne i w dziewiątej klasie rzadko pojawiał się w szkole. Nie było ważne, że dawniej dostawał fatalne stopnie, a teraz wreszcie się podciągnął, nawiązał nowe przyjaźnie i starał się zrobić coś ze swoim życiem. Reguły były jasne. Gdyby trener zgłosił to naruszenie przepisów władzom stanu, jego drużyna nie mogłaby zagrać w wielkim meczu.

 

american_football_by_footballz-d2xv5hs

 

Nie była to łatwa decyzja – powiedział mi trener Coombs. – Muszę szczerze przyznać, że chwilami w mojej głowie pojawiała się myśl: „Przecież wiedzą o tym tylko cztery osoby”. Ale ostatecznie nie mógłbym z tym żyć. Byłoby o wiele gorzej, gdyby nasi uczniowie dowiedzieli się, że świadomie zrobiliśmy coś złego, zatajając prawdę. Nie mógłbym już spojrzeć tym dzieciakom w oczy.

Szkoła zgłosiła naruszenie reguł władzom stanu. Potem trener wezwał wszystkich zawodników do audytorium. Wszystkich poza jednym. Drugi trener zawiózł gracza, o którego chodziło, do domu, żeby przekazać mu smutną wiadomość na osobności. Drużyna wiedziała, że sprawa jest poważna, bo trener Coombs poprosił, żeby się pomodlili. Kiedy powiedział zawodnikom, co się stało, w oczach stanęły im łzy. Potem trener zabrał wszystkich na boisko, żeby zakończyć sezon. Stali tam w swoich szkolnych mundurkach, otoczeni pustymi trybunami, i rzucali piłkę.

Zrobił to, co na jego miejscu zrobiłby każdy wielki trener. Zamienił tę sytuację w lekcję. Nikt nie umarł, nikt nie został ranny. Życie toczy się dalej – oświadczył. – Jeszcze nieraz spotka was taka przykrość i rozczarowanie jak dziś. Prawdziwą miarą człowieka jest to, jak po upadku podnosi się z ziemi.

Trener sprawił, że dla drużyny był to zwycięski sezon, który zawodnicy zapamiętali na długo po ukończeniu szkoły. Wiedział, że za pięć lat, kiedy będą na uniwersytecie, stracony sezon futbolowy, który mógł im przynieść mistrzostwo stanu, nie wyda im się katastrofą. Okaże się lekcją uczciwości i szczerości, która przyda im się w życiu dużo bardziej niż jakiekolwiek zwycięstwo na boisku.

 


reginabogzawszePolecamy książkę Reginy Brett – “Bóg zawsze znajdzie ci pracę”

O tej książce autorka napisała tak: “to coś dla tych, którzy przestali kochać to, co robią. I dla tych, którzy kochają swoją pracę, ale pragną odnaleźć głębszy sens także poza pracą – w innych sferach życia. Dla tych, którzy są bezrobotni, wykonują pracę poniżej swoich kwalifikacji albo czują się nieszczęśliwi w życiu zawodowym. Dla tych, którzy kochają swoją pracę tak bardzo, że chcą zainspirować innych i pomóc im odnaleźć życiową pasję.
Dla tych, którzy – jak ja – czuli się kiedyś zagubieni w życiu i kluczyli krętą ścieżką, dopóki ta nie zaprowadziła ich w idealne miejsce. Wierzę, że każdy z nas ma takie miejsce. Musimy je tylko odszukać. Albo odprężyć się i pozwolić, żeby to ono odszukało nas.”

 

>>> Kup teraz <<<

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Nie ma czegoś takiego jak „porażka”

"Moc w słabości się doskonali! Nie ma czegoś takiego jak „porażka”. Są doświadczenia, które nie zawsze przynoszą nam to, co byśmy chcieli, ale są one koniecznie do osiągnięcia sukcesu – zawodowego czy osobistego"

Małgorzata
Prawdzik
zobacz artykuly tego autora >
Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z Małgorzatą Prawdzik, coachem, trenerem biznesu rozmawia Alicja Samolewicz Jeglicka

 

Alicja Samolewicz Jeglicka: Ciężko nam zaakceptować to, że porażki są częścią naszego życia?

Małgorzata Prawdzik: Są dwie grupy ludzi. Jedni, którzy uznają, że ciąży nad nimi fatum i mają całe życie pecha. Oni po prostu przyjmują to i nic z tym nie robią. Ale jest też druga grupa ludzi, która wierzy, że ma wpływ na swoje życie. Dla nich porażki to coś bardzo cennego. Naprawdę! Dzięki nim mogą dowiedzieć się czegoś o sobie. Nie tylko o pozytywnych aspektach swojego działania, ale też o słabościach. Wymyślić nowe, bardziej skuteczne metody działania. I kiedy takie działania podejmują – odnoszą konkretne rezultaty. Za każdym razem podnoszą się na wyższy poziom. Bo porażki uczą. Są cennymi doświadczeniami.

 

Ale jak radzić sobie z porażkami? To wcale nie jest łatwe. Człowiek się załamuje…

Tak, dlatego warto chwilę poczekać, by uspokoić swoje emocje. Porażka zawsze związana jest z mniejszym czy większym bólem. Istotne jest, by wykształcić sobie nowe myślenie.

 

strumien

 

Jakie?

Wszystko, co nas spotyka, jest nowym doświadczeniem. Możemy z tego czerpać naukę. Taka umiejętność nie pojawi się od razu, na to potrzeba czasu. Ale warto zapoznać się z historiami ludzi, którzy osiągnęli sukces. Zauważyć, że zanim pojawił się sukces, były porażki. Takim przykładem może być Henry Ford. Zanim stał się znany i osiągnął ogromny sukces w biznesie, to jego dwie pierwsze firmy zakończyły się fiaskiem. Takich przykładów jest mnóstwo, trzeba tylko się rozejrzeć. Najpierw było kilka porażek, a potem – jeżeli dana osoba umiała wyciągnąć wnioski – to osiągnęła sukces.

 

W takim razie – jak przekuć porażkę w sukces?

Pierwsze to zadać sobie pytanie – czego taka sytuacja nas nauczyła? Mleko się rozlało. Jesteśmy już w jakimś kłopocie. Postarajmy się spojrzeć na sytuację z pewnym dystansem i zadajmy sobie pytania: czego nauczyłem się na przyszłość? Czego nauczyłem się o sobie? I to jest moment, kiedy możemy się spotkać z oporem – nie dość, że poniosłem porażkę, to jeszcze muszę myśleć o sobie.

 

Raczej ciężko się do tego zmobilizować…

Tak, ciężko. Tyle, że to jedyne słuszne działanie, by zauważyć, że nie tylko przyczyny zewnętrzne miały wpływ na nasze niepowodzenie, ale również my sami. Może mój sposób działania nie do końca efektywny, może mój sposób myślenia… może należy zrobić coś w sposób inny niż dotychczas.

 

skok

 

Jak Pani tak to opowiada – można pomyśleć, że porażka jest dla nas… dobra?

Uważam, że nie ma czegoś takiego jak porażka. Są doświadczenia, które nie zawsze przynoszą nam to, co byśmy chcieli. Jednak są konieczne dla osiągnięcia sukcesu. Bardzo dobry i prawdziwy jest cytat z Biblii: „Moc w słabości się doskonali”. Jeżeli chcemy być mocni i silni powinniśmy być wdzięczni Opatrzności za nasze niepowodzenia. One podnoszą nas za każdym razem o poziom wyżej. Jeśli dziś poniosłam porażkę albo potknęłam się – to jutro będę wzmocniona i będę gotowa na większy sukces. Będę zahartowana. Te słowa z Biblii są prawdą, są rzeczywistością. Porażka jest wtedy, kiedy zaprzestajemy działania. Kiedy stwierdzamy, że na nic nie mamy wpływu. To od naszej interpretacji zależy czy to będzie porażka czy… przeszkoda.

 

Z którymi porażkami mamy większy problem? Z zawodowymi czy osobistymi?

One się nawzajem przeplatają. Jeśli mówimy o sukcesie to trudno mówić tylko o tym, że ktoś osiągnął sukces zawodowy albo tylko osobisty. Mamy szansę odnieść sukces na wszystkich polach i żyć harmonijnie.

 

Trochę brzmi jak… bajka.

Faktycznie, może to zabrzmiało trochę jak iluzja i utopia. Ale wierzę głęboko, że tak może być. Musimy zadać sobie pytanie, czym jest dla nas sukces. Potocznie sukces jest rozumiany jako pomyślny wynik jakiegoś przedsięwzięcia. Kiedyś zastanawialiśmy się nad tym w grupie warsztatowej przedsiębiorców. Była burzliwa dyskusja. Jednak zgodnie ustaliliśmy, że sukcesem nie jest jednorazowe osiągnięcie. To kroczenie drogą w której wykorzystuje się swoje zdolności, w której idzie się w kierunku realizacji marzeń, celów i pragnień. Ale nie oznacza to, że po drodze nie ma przeszkód, ani drobnych pochyłości … Nie zawsze jest łatwo. Ale ten główny cel, który zawsze przyświeca mojemu życiu czy biznesowi pozwala mi być na tej właśnie drodze i osiągać sukces.

 

zegarek

 

Skąd brać siły, kiedy cały czas trafiamy na przeszkody?

Może być wiele metod. Jedna z nich to spojrzenie perspektywiczne. W Wielkim Poście pochylamy się nad swoimi słabościami, patrzymy na swój cień. Nie robimy tego po to, by w tym pozostać. Robimy, by potem odczuć i przeżyć radość Zmartwychwstania. Przychodzi mi na myśl św. Paweł, który był szalonym człowiekiem i dokonywał niesamowitych wyzwań i działań. On z jednej strony miał wielką siłę i wiedział, w którym kierunku zmierza, ale potrafił też położyć swoją ufność w Bogu. Weźmy z niego przykład. Poznajmy swoje mocne strony i idźmy w kierunku realizacji marzeń. Ale – by nie popaść w zbytnie zadufanie – pamiętajmy o swoich słabych stronach. Kiedy koncentrujemy się na działaniu – zaufajmy, że będzie dobrze, że ktoś czuwa, że jesteśmy drodzy Bogu…

 

Jak w trzech krokach przemienić porażkę w sukces?

Pierwszy – zastanowić się nad tym, czego się nauczyłam. Drugi – jak mogę to zmienić w przyszłości. A trzeci to po prostu podjęcie kolejnego działania, czyli nie pozostawanie w marazmie. Św. Augustyn powiedział „dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. I nawet jeśli poniesiemy kolejną porażkę, to wiemy, jak z niej wyciągnąć lekcję i dążyć do sukcesu.

 

WKLEJKAULAMELA

Małgorzata Prawdzik

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alicja Samolewicz-Jeglicka

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Reporter, z-ca szefa informacji Radia Plus w Gdańsku. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Małgorzata
Prawdzik
zobacz artykuly tego autora >
Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >