video-jav.net

Pan Bóg złapał za słowo

Michał Heller - ksiądz i wybitny kosmolog - w wywiadzie-rzece opowiada kilka anegdot o swoim ojcu. Przeczytaj jak przyszły naukowiec został uratowany spod lokomotywy, albo dlaczego dostał imię Archanioła!

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ratunek ojca

 

Z podróży pociągiem masz za to pamiątkę.

Tak, drugą bliznę. Na lewym kolanie. Nie wiedzieliśmy, dokąd nas wiozą, cieszyliśmy się, że na zachód, ale poza tym nie było żadnej informacji. Znów jechaliśmy w wagonach bydlęcych, co jakiś czas pociąg stawał na jakiejś stacji, ale nigdy nie było wiadomo, na jak długo. No i na stacji Omsk, a może Ufa, nie pamiętam już dokładnie, wyskoczyłem razem z innymi i pobiegłem przez tory do toalety. Te toalety na stacjach to był obraz nędzy i rozpaczy,

już lepiej było w polu… No, ale załatwiłem, co miałem załatwić, i biegiem z powrotem. Żeby dojść do naszego pociągu, musiałem przejść przez tor, na którym stał inny pociąg, osobowy. Przechodziłem jakieś kilka metrów przed lokomotywą, kiedy nagle semafor się podniósł. Okazało się, że w tym drugim pociągu zmieniano lokomotywę. Ja przyspieszyłem, potknąłem się i upadłem tak, że rozkwasiłem sobie kolano o szynę. Nie mogłem wstać, bo mnie sparaliżował ból, a tu widzę, że lokomotywa rusza. Pamiętam: taka ładna, nowa maszyna, para bucha na boki – i jedzie wprost na mnie. Szarpnąłem się, tak że ciało zdołałem jeszcze wyrzucić na zewnątrz, ale nogi zostały wewnątrz… I w tym momencie pojawił się ojciec. Porwał mnie na ręce i wyciągnął.

 


Zobacz jak potoczyły się dalsze losy Michała


 

Bóg który chwyta za słowo

 

Wspomniałeś o „mszach” w obozie i o tym, jak po wojnie zacząłeś chodzić do kościoła. Jak wyglądało życie religijne w Twojej rodzinie?

Zarówno mama, jak ojciec byli bardzo religijni, tyle że każde trochę inaczej. Rodzina mamy to była typowa rodzina kresowa, w której dominowała religijność patriotyczno-sienkiewiczowska.

Na przykład moja kuzynka ze Lwowa ma na pierwsze Gryzelda, po żonie księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, o której pisał Sienkiewicz. Ona bardzo tego imienia nie lubi i używa drugiego – Barbara.

Religijność mamy, którą określiłbym jako instynktowną, a jednocześnie niezłomną i bardzo głęboką, była w chwilach trudnych ratunkiem rodziny. Mama zawsze wiedziała, jaką decyzję moralną należy podjąć. I decydowała bezbłędnie. Ojciec był filozofem z natury, który – tak podejrzewam, ale nie wiem tego na pewno – w wieku późnomłodzieńczym przeżył coś w rodzaju nawrócenia. Sądzę, że najpierw wpływ na niego miał pozytywizm wiedeński, a potem szkoła lwowska. W końcu jednak wylądował w twardym, zdecydowanym katolicyzmie, choć jak na owe czasy na pewno otwartym. Zawsze mi mówił, nawet wtedy, kiedy jeszcze o moim pójściu do seminarium mowy nie było, że brak jest księży dla inteligencji. Są księża, którzy potrafią służyć maluczkim, ale dla inteligencji nie ma, nie są do tego przygotowani, nie mają wspólnego języka.

 

Kiedyś  powiedziałeś,  że  ważniejsze  jest,  aby  nawrócić dwóch profesorów niż setkę innych ludzi. Czy to był cytat z ojca?

Nie wiem, czy takie sformułowanie dosłownie padło, ale ojciec uważał, że jaka jest inteligencja dziś, takie będą masy za dwa pokolenia. I dlatego warto pracować nad inteligencją.

 

Niestety, jest odwrotnie: jakie masy dziś, tacy profesorowie za dwa pokolenia.

Nie jestem tego tak całkiem pewien. Ale w XIX wieku ateizm się zaczął od inteligencji, potem się rozszerzał.

 

Ojciec wybrał ci imię?

Tak. Opowiadał mi, że modlił się o syna, bo córek miał już dużo. I postanowił, że da mu na imię Michał – żeby walczył ze złem. Potem zresztą był pewien kłopot, bo kiedy postanowiłem pójść do seminarium, ojciec się sprzeciwił, głównie ze względów rodzinnych. Jestem ostatni z rodu, a ojciec miał bardzo silne poczucie ciągłości.

 

Nazwisko powinno przetrwać.

Tak – i dlatego nie chciał się zgodzić. Nie zabraniał, ale bardzo mnie od tego odwodził. W końcu jednak, widząc mój upór, powiedział: „Dobrze, nie stawiam weta, modliłem się, żeby mieć syna, który będzie walczył ze złem, i Pan Bóg mnie chwycił za słowo”.

 


 Specjalnie dla Ciebie przygotowaliśmy rabat na wywiad-rzekę z ks. prof. Michałem Hellerem. Sprawdź!


http://www.znak.com.pl/s7heller?utm_source=stacja7&utm_medium=Wklejka&utm_content=Kod%20rabatowy%20-%2033%&utm_campaign=Heller

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Luliraj. Leczenie duszy

Co jest z miłości spełnione, nie jest małe - tak pisała święta Siostra Faustyna. Przeczytajcie opowieść, o miejscu, w którym jedni odnajdują spokój a inni z pasją tworzą nowe projekty

Agata Jaruszewska
Agata
Jaruszewska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

LULIRAJ jest malutką agroturystyką na wielkopolskiej wsi. Usytuowany niedaleko od Poznania, pozwala znaleźć wytchnienie tym, co bliżej mieszkają jak i gościom z dalszych zakątków Polski i Europy. LULIRAJ to miejsce, które w swej naturze ciągle powstaje, zmienia się i kształtuje. Tak jak dusza się umacnia, tak to miejsce nabiera piękniejszych kształtów i kolorów z upływającym czasem. Nie wszystko było od razu, ale w tym też tkwi piękno. Z czasem po prostu piękniejemy umacniając się wewnętrznie.

Gdy myślę o LULIRAJ’u, przez bliskich zwanym po prostu luli, jest to miejsce ponad to, co kiedyś jako mała dziewczynka sobie wymarzyłam. Jest nie tyle domem, sposobem na okazywanie i przekazywanie swojej kobiecości, miejscem do spania, piękną agroturystyką, w której dba się o szczegóły i dobre jedzenie, ale w głównej mierze jest miejscem, w którym leczy się duszę. Luli jest wartością. Pozwólcie, że wam o tym opowiem.

 

51m-horz

 

Odkąd tylko pamiętam lubiłam gotować i w ten sposób okazywać innym moją miłość oraz sympatię. Do tego dochodziła dusza artystyczna, odrobinę wyciszona czasami szukająca ciszy i wytchnienia, a momentami nutki wyjątkowego szaleństwa.

Koncepcja luli powstała w jednym z najtrudniejszych i najbardziej traumatycznych momentów w moim życiu. Gdy na studiach w Szwajcarii uczyłam się o przywództwie, byciu liderem, czytałam o osobach, które stojąc na krawędzi swojego życia, w swej niemocy chciały je zmienić. Tak też było i ze mną. Po nagłej śmierci mojego brata, pogrążona w żałobie, szukając siebie i swojej drogi jeździłam do ogrodu mojej mamy, by tam prosić mojego Anioła Stróża o podpowiedź co mam dalej robić w życiu.

W głowie kołatało mi się pytanie: “Jak żyć?”. Codzienne rozpatrywania trudnych pytań, wnikanie w głąb siebie dawały mi ukojenie i pokazywały kierunek działań. Wówczas jeszcze moja wiara nie była ani głęboka ani gorliwa, to było jak oddanie się dziecka i wołanie o pomoc na skraju przepaści. Systematycznie w ciągu tych dwóch tygodni zaczęłam spisywać to co lubię robić, jakie mam talenty, co mogę i chcę dawać innym. Podstawowe pytania, które uświadomiły mi, że ponad tym co namacalne pragnę dawać innym zapomniane wartości. Ciepło domu, rodzinną atmosferę, połączoną z przytulnością wnętrz i dobrym jedzeniem.

 

15m-horz

 

Gdy powstała w mojej głowie, jak i na kilkunastu kartkach, koncepcja agroturystyki, jedną z najtrudniejszych nie formalnych części okazała się właściwa nazwa. Tak jak łatwo przyszło mi rozpisanie tego co chcę dawać poprzez moją pracę, tak brakowało mi pomysłu na nazwę. Do końca życia nie zapomnę momentu, w którym przyszła do mnie nazwa, to było jak olśnienie, moja otrzymana w prezencie eureka.

Pamiętam jak w środku lata chodziłam po Krakowie  – i nie wiem dlaczego, zaczęłam pod nosem nucić kolędę “Gdy śliczna Panna”. Przy refrenie, już wiedziałam, jaka będzie nazwa. LULIRAJ – ten pomysł przyszedł od Matki Bożej, to było tak oczywiste i jasne. Idealnie wpisywało i opisywało to co chciałam dawać innym w oparciu o dobrze znane mi wartości. Ciepło domu, przytulność, skrawek raju na wielkopolskiej wsi, nad którym czuwać będzie najlepsza Opiekunka.

Mam kochanych rodziców, którzy wsparli mnie i podarowali dom, w którym mieści się LULIRAJ. Reszta była już ciężką pracą, w której pojawiały się momenty euforii, ale też mocne upadki. Budowa jest ogromnym przedsięwzięciem, a gdy ma się chęci dawania dobra, to Bury usilnie próbuje pokrzyżować i stłamsić nasze plany.

 

13287882_968084309906095_269911411_o

 

Staram się zostawiać Matce Bożej orędownictwo w tym miejscu. Ona subtelnie i delikatnie okazuje swoją miłość nam wszystkim. Tak jak mama najlepiej i najpiękniej nas kocha, czule dotyka złamanych serc i podupadających na duchu. Nie ma w LULIRAJ’u warsztatów jogi, medytacji i rzeczy, które kłócą się z moją wiarą i wyznawanymi wartościami, ale jest błogosławieństwo dla każdej osoby, która tu przyjeżdża. Za wszystkich moich gości dziękuję.

Z biegiem czasu widzę jak wykonywana praca mnie zmienia, jak zmienia się i dojrzewa moja kobiecość, chęć dawania z siebie więcej. Budzi się we mnie i kształtuje pokora, która jest dużym darem. Dzięki LULIRAJ’owi mam przyjemność poznawać nowe osoby, widzieć jak ich skorupki pękają a serce wyrywa się w szczerości do ciepła, rozmowy i bycia. Cieszę się ponieważ moi goście mówią mi o swoich doświadczeniach, o tym, że bycie tutaj jest dla nich po prostu ucztą dla ducha, swoistego rodzaju przybliżeniem do raju. Tutaj czują się spokojniejsi i najzwyczajniej w świecie gdy wyjadą to tęsknią za luli. Czy może istnieć piękniejsza gratyfikacja dla wykonywanej pracy i pasji? Oczywiście bywają też i trudniejsze momenty, relacje, które dotykają i bolą, ale takich gości staram się oddawać w Najlepsze ręce. LULIRAJ łączy, powstają relacje, znajomości jak i przyjaźnie. W ostatnim czasie odbywają się tutaj “Niebiańskie uczty”, spotkania kolacyjne, podczas których uczestnicy uczty celebrują chwile przy jedzeniu przygotowywanym specjalnie na tą okazję. Pięknie zastawiony stół w sielskiej atmosferze daje wytchnienie, możliwość do otworzenia się na nowe osoby, poznania innych smaków i zakosztowania czegoś co nie jest namacalne. Miłości.

 

Pax et Bonum, pokój i dobro. Tego Wam bardzo życzę!

Do zobaczenia w LULIRAJ’u.

 

Zobacz filmy z cyklu “Ballady i romanse” z udziałem o. Adama Szustaka, które powstały w Luliraju!

Agata Jaruszewska

Agata Jaruszewska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agata Jaruszewska
Agata
Jaruszewska
zobacz artykuly tego autora >