Nasze projekty
Dominika Szczawińska

Mamo! Skąd ten prezent?

W tym roku staramy się naszego oczekiwania nie ubierać w wiarę w Aniołka równą tej, że w Betlejem narodził się Zbawiciel i że czekamy na Niego całym sercem. Z drugiej jednak strony czuję, że również w tym oczekiwaniu na dar od kogoś Innego, posłanego z Nieba jest coś bardzo ważnego.

Reklama

No i wpadłam. Totalnie pomieszałam tradycję z teologią, zabawą i bajką. A powinnam być czujna. Już rok temu pewne znaki mówiły – w tej wigilijnej materii trzeba być czujnym. Inaczej nasze domowe rozmowy o wierze nie wyjdą daleko poza krąg pytań w stylu: Mamo, kto przychodzi w Wigilię, Aniołek czy Dzieciątko? I czy do każdego, czy tylko do grzecznych dzieci?… A było tak: jak tradycja każe w wigilijny wieczór układałam cichaczem pod choinką prezenty od Aniołka – wbrew obyczajom większości sąsiadów, którzy na Śląsku czekają na Dzieciątko. Żeby nie było wątpliwości, że od Aniołka (w końcu Dzieciątko samo w sobie jest Darem) dokoła choinki rozrzuciłam zakupione przezornie błękitne piórka. Anioł był, przyniósł prezenty, a odlatując zgubił garść pierza. Do tego muzyka, dzwoneczki, zapach aromatyzowanych świec – bajka! I faktycznie wszystko zagrało jak trzeba. Wiara w Anioła podparta została doświadczeniem obdarowania i odnalezieniem śladów tajemniczego Gościa. Zadowolona, że tak łatwo udało mi się połączyć prawdziwe przesłanie z uroczą mistyfikacją, zapomniałam, że reszta błękitnego pierza, którego Anioł nie zgubił, leży w woreczku nylonowym w mojej szafie. I oto słyszę w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia piskliwy głos mojej czteroletniej wówczas córki: – Mamo tu są takie same piórka jak pod choinką! – zawołała. No to koniec wiary w Aniołka… – pomyślałam, ale udałam wielkie zdumienie licząc, że Hania nie połączy tych luźnych faktów. – Chyba ty rozsypałaś te pióra – usłyszałam po chwili trzeźwą i pozbawianą emocji ocenę sytuacji. Próbowałam coś tłumaczyć, ale kiedy zobaczyłam, że logiczne rozumowanie córki zatrzymało się tylko na piórkach i nie drąży dalej, wycofałam się…

Pamiętam jak głupio się wtedy czułam, z tą całą moją śliczną teatralną szopką, której celem było krzewienie wiary… A jakże, tyle że w Aniołka. Oczywiście, chciałam to skleić z teologią wcielenia i wychowaniem czterolatki w duchu domowych zwyczajów i tradycji, ale efekt był taki, że bezradnie patrzyłam na woreczek błękitnych piór, jakby mi samej w tym momencie wiara w świat niewidzialnych duchów została zabrana.

Minął rok i chyba nie wiele się zmieniło – w końcu Święta to tradycje, więc znów liczymy na to, że Aniołek coś przyniesie. Równocześnie sami przygotowujemy świąteczne prezenty, więc nawet Hania wie, że pod choinką spotkają się niespodzianki dla babć i dziadków, które sama własnoręcznie przygotowała i paczki od Anioła, który przez cały Adwent towarzyszy jej dobrym postanowieniom i zna jej marzenia i… No właśnie – nagrodzi dobre uczynki, czy po prostu zrobi przyjemność małej dziewczynce?…

Reklama

W tym roku staramy się naszego oczekiwania nie ubierać w wiarę w Aniołka równą tej, że w Betlejem narodził się Zbawiciel i że czekamy na Niego całym sercem. Z drugiej jednak strony czuję, że również w tym oczekiwaniu na dar od kogoś Innego, posłanego z Nieba jest coś bardzo ważnego. Jest pytanie o to, kim ja jestem, jak ważna jestem, czy zasługuję na dar i co z tym darem mam zrobić?…. Podobno niedawno znalazł się w Bawarii list kilkuletniego Josepha Ratzingera, który pisał do Dzieciątka przed Świętami Bożego Narodzenia, co chce dostać. Chciał mszał, zielony ornat i czyste serce. Z tego wyraźnie wynika, że z świątecznymi prezentami nie ma żartów.

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite