video-jav.net
STYL ŻYCIA

Habit dla wymagających

Dominikanie od zawsze mieli spory talent do kompilacji i byli wybredni w doborze elementów. Stworzona w ten sposób całość okazała się na tyle atrakcyjna, że do dziś zakon pozostaje jednolity.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Fragment książki “Wierny pies pański” E. Wiater.


Idąc za regułą św. Augustyna, na której swoje życie opierały wszystkie wspólnoty kanonickie, oraz orzeczeniem synodu w Montpellier z 1215 roku, kaznodzieje wybrali życie kleryckie (wszyscy bracia, poza wyznaczonymi do prac fizycznych, mieli otrzymywać święcenia kapłańskie) we wspólnocie i w dobrowolnym ubóstwie.

Strój nawiązywał do habitu kanoników: trzewiki, do nich skarpetki, długa, wkładana przez głowę biała tunika stanowiąca jedno z kapturem, przepasana skórzanym pasem, na to czarna kapa z prostego materiału także z kapturem. Około XV wieku, zgodnie z ówczesną modą, kaptur odłączy się od tuniki i kapy, zyskując pelerynkę. W ten sposób powstanie habit dominikański, który znamy współcześnie.

Habit dominikański nawiązuje do kanonickich korzeni zakonu, choć i tu pojawia się nowy detal, wspólny dominikanom i karmelitom. Jest nim szkaplerz, który bracia zawdzięczają swojej Matce i bł. Reginaldowi z Orleanu. Miał on podczas ciężkiej choroby mieć wizję, w której Maria Panna dała mu szkaplerz jako znak swej szczególnej opieki z poleceniem, by stał się on częścią zakonnego stroju. Można by uznać, że jako zapobiegliwa matka uzupełniła strój o śliniaczek, jednak od strony teologicznej sprawa jest znacznie poważniejsza.

Nakładany przez głowę pas tkaniny (współcześnie na tunikę, a pod kaptur) jest symbolem opieki Najświętszej Marii Panny nad każdym z braci z osobna i zakonem jako całością. To część habitu, która jest specjalnie święcona przed pierwszymi ślubami. Do zakonnych zwyczajów należy także gest całowania szkaplerza przy jego nakładaniu i zdejmowaniu oraz jeśli popełniło się jakieś drobne wykroczenie przeciwko obserwancjom (błąd w śpiewie oficjum, spóźnienie na liturgię i tym podobne). Tak więc jeśli zobaczycie kiedyś dominikanina podnoszącego do ust szkaplerz, to wiedzcie, że ma coś na sumieniu, i to grubszego niż zapomnienie serwetki.

Maryjny aspekt duchowości podkreśla także mocowany do skórzanego pasa różaniec – jego forma, którą znamy współcześnie, ustaliła się około XV wieku. Jako ciekawostkę można dodać, że bracia ruskiej prowincji przez wiele wieków, a polskiej od 1911 roku, mieli przywilej noszenia szerokich czerwonych pasów z tkaniny zamiast skórzanych.

Była to tradycja na tyle „niepomna” (tak dawna, iż nie pamiętano jej powstania), że nie było na nią żadnego potwierdzenia w dokumentach, dopiero post factum bracia się wystarali o uznanie tej odzieżowej ekstrawagancji. Pod względem symbolicznym była ona przypomnieniem o męczennikach z pierwszego pokolenia istnienia Jackowej prowincji. Chodzi o bł. Sadoka i czterdziestu dziewięciu męczenników sandomierskich, zamordowanych przez Tatarów w 1260 roku. Inne jej uzasadnienie podaje o. Woroniecki, wywodząc ją z tego, że pierwsi pracujący na wschodzie bracia często byli legatami papieskimi. Z tego powodu mieli prawo do noszenia czerwonych elementów stroju (takich jak rękawice, peleryna, buty etc.). Bracia ograniczyli się do czerwonych pasów, za to dali prawo do ich noszenia wszystkim, nie tylko legatom. Po II Soborze Watykańskim zrezygnowano z tego przywileju.

 

  ↵

Wiater_Wierny-pies_500pcxPolecamy książkę “Wierny pies pański” – biografię pierwszego polskiego dominikanina, św. Jacka Odrowąża

Powołał do życia Zakon Kaznodziejski w Polsce, nigdy jednak nie był prowincjałem. Zakładał kolejne klasztory, ale nie osiadał w nich na stałe. Wybrał wędrowne kaznodziejstwo. Przemierzył wzdłuż i wszerz Polskę, Ruś i Prusy, głosząc Ewangelię poganom, schizmatykom, wszystkim potrzebującym.

Granice polityczne ani prawa fizyki nie stanowiły dla niego przeszkody. Uzdrawiał, wskrzeszał umarłych, uwalniał opętanych. Zmieniał oblicze Kościoła i całej Europy. Matka Boża obiecała mu, że zawsze go wysłucha, i wielokrotnie to udowadniała.

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Twoje powołanie to być sobą

Nie porównuj swojego życia z życiem innych. Nie masz pojęcia, co przyniósł im los.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Fragment książki “Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na najtrudniejsze chwile w życiu” Reginy Brett.


Kiedy w szkole obchodziliśmy Światowy Dzień Modlitw o Powołania, zawsze kuliłam się w ławce. Dyrektor szkoły Niepokalanego Poczęcia NMP ogłaszał, że ojciec taki-a-taki porozmawia z nami o wyborze powołania. Do wyboru były tylko dwa: zostać zakonnicą albo księdzem. Bałam się tej rozmowy. Ksiądz przechadzał się po sali, szukając ponad naszymi głowami aureoli. Mówił, że niektórzy chłopcy i dziewczęta w tej sali zostali powołani do tego, żeby zrobić ze swoim życiem coś wyjątkowego. Chowałam się za dzieckiem siedzącym przede mną, żeby ksiądz – ani Bóg – mnie nie wybrał.

Wychodziłam z założenia, że jeżeli Bóg mnie nie zauważy, to mnie nie powoła. Nie chciałam nosić habitu ani chować włosów pod tym ustrojstwem, które nosiły na głowie dominikanki, pozostawiając na widoku jedynie twarz. Ostatecznie mieliśmy tylko dwie opcje: wybrać Boga albo świat. A jedyną drogą, by całkowicie oddać się służbie Bogu, było wstąpić do zakonu. Mieliśmy spory wybór: franciszkanie, jezuici albo ojcowie i bracia Maryknoll. Urszulanki, dominikanki albo siostry Wcielonego Słowa. Były nawet foldery, mające przyciągnąć nowych rekrutów, jak w armii.

Z tego co wiem, nikt z mojej klasy nie odkrył w sobie powołania. Dopiero po wielu latach zrozumiałam jego ideę. Każdy z nas je ma, a wybór nie ogranicza się do zakonów. I nie powinniśmy porównywać swoich powołań ani sprawdzać, jak wypadamy na tle innych. Wszyscy przyszliśmy na świat służyć czemuś większemu niż my sami. Każdy z nas ma misję, zadanie, powołanie, które przypadło jemu i tylko jemu. Jak dotąd najlepszy opis powołania znalazłam u pisarza i teologa Fredericka Buechnera. Jego słowa pomogły mi skupić się w życiu na tym, co ważne. Parafrazując Buechnera można powiedzieć, że Bóg wybrał dla nas to miejsce, w którym nasza największa radość spotyka się z największą potrzebą świata.

Przez lata usiłowałam odnaleźć swoje powołanie. Musiało minąć kilkadziesiąt lat, zanim zostałam pisarką i zaczęłam robić to, co kocham. Przedtem rozglądałam się wokół, porównując swoje wewnętrzne rozterki z zewnętrznymi sukcesami innych. Chciałam mieć to, co oni, tylko dlatego, że mi tego brakowało. Im wszystkim jest dużo łatwiej, jęczałam. Chciałam żyć ich życiem. Wyglądało zdecydowanie lepiej niż moje. Przestałam jęczeć w dniu, w którym mój narzeczony mnie zdradził, a ja oddałam mu pierścionek. Wreszcie do mnie dotarło, że mężczyzna to nie plan finansowy. Moja przyszłość zależy ode mnie. Wtedy wróciłam na studia i zaczęłam realizować swoje marzenie o byciu pisarką.

Uwielbiam mówić ludziom, że od 1986 roku właściwie nie pracuję. Dostaję pieniądze za pisanie. Pisanie! Moim powołaniem jest inspirować ludzi poprzez słowo pisane. Właśnie w tym miejscu moja głęboka radość spotyka się z głęboką potrzebą świata. Piszę po to, żeby ludzie czuli się mniej samotni.

A co tobie przynosi głęboką radość? W którym miejscu twoje szczęście spotyka się z potrzebą świata? Czy w ogóle się z nim spotyka? Musisz się tego dowiedzieć. Możesz być, kim zechcesz – lekarzem, prawnikiem, pracownikiem socjalnym, burmistrzem, prezydentem, felietonistą – ale czemu nie sprawdzić, do czego zostałeś powołany? Nieważne, co ci się przytrafia, ważne, jak to wykorzystasz. To wybór, a nie przypadek, decyduje o twoim przeznaczeniu. Sam musisz zdecydować, ile jesteś wart, jaką odgrywasz rolę w świecie i w jaki sposób nadajesz mu sens. Nikt inny nie dysponuje tym, co ty – twoim zestawem talentów, pomysłów, zainteresowań. Jesteś oryginalnym egzemplarzem. Arcydziełem.

Nie staraj się iść w ślady innych. Świat nie potrzebuje kolejnej Matki Teresy, Gandhiego, Martina Luthera Kinga, Michaela Jordana, Mayi Angelou ani Billa Gatesa. Świat chce, żebyś był sobą.

 

bog_nigdy_nie_mruga_IMAGE1_270567_6Polecamy książkę “Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na najtrudniejsze chwile w życiu” autorstwa Reginy Brett.

Pięćdziesiąt felietonów Reginy Brett przeczytali i pokochali czytelnicy na całym świecie. Snując opowieść o własnych przeżyciach, autorka przeplata je z doświadczeniami osób, jakie miała okazję spotkać na swojej drodze.

Z opowieści wyłaniają się wskazówki i inspiracje, w jaki sposób uczynić swoje życie bardziej wartościowym. Zbiór felietonów to kilkadziesiąt lekcji pogody ducha, tak bardzo potrzebnych wszystkim, znajdującym się akurat na życiowych zakrętach.

>>> Kup teraz <<<

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >