video-jav.net

Panie, co z grzesznikami? 800 lat zakonu dominikanów

Zapalać może tylko ten, kto sam płonie. Jako dominikanin muszę umieć uzasadnić to, w co wierzę, mogę głosić tylko Tego, którego znam osobiście

Paweł Kozacki OP
Paweł
Kozacki OP
zobacz artykuly tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O 800 latach zakonu dominikanów na świecie, kobiecych klasztorach, sposobach na dobre kazanie z ojcem Pawłem Kozackim OP, prowincjałem polskich dominikanów rozmawiają Aneta Liberacka i Judyta Syrek

 


 

Ilu dzisiaj jest na świecie dominikanów? I czy więcej jest kobiet czy mężczyzn?

Braci jest między pięć a sześć tysięcy i na pewno jest nas więcej niż sióstr w klasztorach kontemplacyjnych.

 

Pytamy, bo dość oryginalnie zaczyna się historia Waszego zakonu, najpierw św. Dominik założył klasztor dla kobiet.

Święty Dominik nie zaczynał od zakładania klasztoru, ale przede wszystkim od głoszenia Słowa. Zobaczył ludzi, którzy byli ogarnięci różnymi błędnymi naukami – głównie albigensów i waldensów – mówiąc złośliwie, heretyków nieuznających niektórych prawd wiary, mszy św. czy sakramentów. Stwierdził, że musi im pomóc odkryć prawdę.

Pierwszymi osobami, które się nawróciły i zdecydowały odejść od albignesów, były kobiety. W związku z tym św. Dominik widząc ich powrót do jedności z Kościołem postanowił stworzyć dla nich bezpieczne miejsce i wybudował klasztor żeński w Prouille u stóp Pirenejów, około 100 km na południe od Tuluzy. Tam siostry omadlały działalność apostolską braci. Historia naszego zakonu pokazuje, że Dominik nie zaczynał od pomysłu, tylko od potrzeby.

 

Blisko Dominikanów działały mocne kobiety. Wśród nich św. Katarzyna Sieneńska.

Kaśka Sieneńska to wielka postać. Kobieta pełna mocy i Ducha Świętego. Można powiedzieć, że była to taka przebojowa Włoszka, która miała dużo pokory i tupetu, ale nie była jedyna. W naszej historii pojawiła się też Agnieszka z Montepulciano, Zdzisława z Moraw czy Róża z Limy. Mamy trochę pięknych dominikanek.

 

swieta-katarzyna-ze-sieny-patronka-pojednania-photowidget-photo

 

Zaznaczył Ojciec, że kobiety omadlały, czyli można powiedzieć, że bez kobiet ani rusz – to one wypracowały wszystko, co działo się później.

Tak można powiedzieć. Siostry Dominikanki jeszcze dzisiaj zaznaczają nam, że to one wszystko robią, a my przychodzimy na gotowe i zbieramy owoce, które wyproszą. Absolutnie  jestem świadomy, że potencjał modlitwy jest po stronie kobiet. Gałąź żeńska dominikańska to mniszki żyjące w klasztorach klauzurowych. Siostry biorą na siebie kontemplację i modlitwę wstawienniczą – wypraszanie tego, co jest potrzebne w świecie. Gałąź męska jest apostolska. Natomiast są także dominikanki czynne, ale one nie należą ściśle do naszego zakonu.  

 

Zapalać może ten, kto sam płonie

Wasz zakon działa dokładnie tak jak działa cały świat: kobiety zajmują się tym co wrażliwe, a mężczyźni konkretnie i do przodu. Macie wpisane w swój charyzmat trzy zadania:  głoszenie Ewangelii, życie wspólne i szukanie prawdy. Czy dominikanie to pierwszy zakon, który ewangelizował wychodząc w świat do boju – do dużych miast, jako wspólnota kaznodziejska, a nie tylko modlitewna?

Nie byliśmy tak całkiem pierwsi, bo przed nami Europę zewangelizowali mnisi iro-szkoccy. Jeśli zaś chodzi o specyfikę dominikanów, to wypływa ona ze stylu działania św. Dominika, z tego, że był człowiekiem, który potrafił czytać rzeczywistość. Przebywając na południu Francji i spotykając się z albigensami, zobaczył, że musi poszukać odpowiednich środków, by dać dobrą odpowiedź na ich nauczanie. Po pierwsze zauważył radykalizm jakim żyli albigensi – był on większy niż u ludzi Kościoła, ale zahaczał o herezję. Po drugie dostrzegł, że ci ludzie są lepiej wykształceni niż duchowni i w tym znalazł odpowiedź, dlaczego Kościół nie radził sobie z ich nauką. Dominik zauważył, że w tej rzeczywistości są potrzebne dwie rzeczy: życie na wzór apostołów i wykształcenie – dobre przygotowanie do podejmowania dyskusji, umiejętność odpowiadania na wątpliwości, pytania oraz ataki.

Święty Dominik wiedział również, że nie może się posługiwać propagandą, że głoszenie Słowa nie może polegać na uczeniu formułek. Poznając rzeczywistość albigensów wiedział, iż dominikanom potrzebna jest głęboka wiara. Miał takie powiedzenie, że zapalać może ten, kto sam płonie.

W powyższym schemacie są podstawowe elementy dominikańskiego „przepowiadania”, takie jak: kontemplacja, o której mówi św. Tomasz z Akwinu i przekazywanie, tego, co się doświadczyło na modlitwie, czyli contemplare et contemplata aliis tradere. Moje głoszenie musi wypływać z modlitwy, musi wypływać z  osobistego spotkania z Chrystusem. Mogę głosić tylko Tego, którego znam osobiście. Jest jeszcze w naszym charyzmacie trzeci istotny element, Veritas.  Ja, jako dominikanin muszę umieć uzasadnić to, w co wierzę, do tego potrzebne są studia i głoszenie potwierdzone przykładem życia: jedność słów i czynów.

 

Sprawdzacie dzisiaj kandydatów do zakonu pod względem predyspozycje do głoszenia? Jak weryfikujecie? Nie każdy z was urodził się dominikaninem.

Po pierwsze, to powołanie pochodzi od Pana Boga, jest czymś nadprzyrodzonym. Jeśli jest w człowieku autentyczna wiara, samo pójście za głosem Pana Jezusa jest podstawową weryfikacją. Niekoniecznie taki człowiek może umieć doświadczyć wielkiej głębi kontemplacji, ale musi być otwarty na takie doświadczenie. Są różne kryteria weryfikacji.

 

Jakie?

Badanie czy motywacja towarzysząca wstąpieniu do zakonu jest nadprzyrodzona, czy tylko naturalna, czy dany brat potrafi żyć z innymi we wspólnocie, czy ma w sobie adekwatną dojrzałość ludzką, czy jest zdolny do przekraczania siebie, czy ma wystarczające talenty do studiowania…  

 

Fra_Angelico_052

 

Szukajcie języka zrozumiałego dla tych, do których jesteście posłani.

Wróćmy jeszcze do św. Dominika. Zostawił Wam dobre „haki”, którymi trafiacie do ludzi.

Dominik nie tyle miał „haki” ale umiał się wsłuchiwać w rzeczywistość. Dzięki temu wiedział, że pewne sposoby głoszenia, które istniały nie są skuteczne. Przykładem może być orszak biskupi, który wyruszył do albigensów, by ich sprowadzić na drogę Kościoła. Purpurat miał na rękach pierścień, bogaty strój – co w średniowieczu było znakiem wskazującym na rzeczywistość poza ziemską, transcendentną i ukazującym wspaniałość Królestwa Niebieskiego. Albigensi zaś śmiali się z tego. W związku z czym św. Dominik stwierdził, że w Kościele trzeba wrócić do radykalizmu, prostoty, przepowiadania w ubóstwie, że trzeba znowu iść od drzwi do drzwi i głosić Ewangelię. Z jednej strony znał prawdę Ewangelii, z drugiej szukał narzędzi, które będą adekwatne dla danej sytuacji, którymi trafi do ludzi. I nigdy nie powiedział, że wszyscy mają głosić Słowo tak samo jak on. Zasada, którą żył można sformułować tak: szukajcie języka zrozumiałego dla tych, do których jesteście posłani.

Odpowiednie słowo na odpowiedni czas.

Kluczem Dominika nie jest narzucanie wszystkim swoich metod. Dzisiaj Dominik zachowałby się tak samo. Zastanowiłby się jaki jest najlepszy sposób, by dotrzeć do człowieka, który żyje w 2016 roku. Zastanawiałby się, jakie jest najlepszy sposób mówienia do osób, który żyją w danym miejscu, w określonych układach społecznych, politycznych. Myślałby nad optymalnym językiem, dzięki któremu Ewangelia mogłaby się stać bardziej zrozumiała. To jest sposób świętego Dominika. Odpowiednie słowo na odpowiedni czas.

Oczywiście, kwestia wykształcenia, głoszenia tego co się przemodliło w takim języku, by to było zrozumiale, jest wspólne. Ale Dominik nie powiedział, że ma być kontynuowany jeden sposób głoszenia z pomocą jednego narzędzia. Narzędzi może być wiele. Pokazuje to nasza historia. Dominik głosił kazania w swoim stylu, św. Tomasz zabierał głos w dysputach, św. Katarzyna pisała listy do papieża a Fra Angeliko malował. Spektrum służenia może być duże, istotne jest, by trafić ze Słowem do adresata.

Chciałbym jeszcze też zwrócić uwagę, że rewolucja Dominika polegała na tym, że przed nim tylko biskupi mieli prawo nauczania w imieniu Kościoła i wyznaczali pełnomocników. Od chwili założenia dominikanów nastąpił moment przełomowy, już nie tylko biskupi mieli prawo głosić kazania.

 

Najwyższą władzą w naszym zakonie nie jest założyciel czy generał zakonu, którego się wybiera,  tylko kapituła

Mówi się że Dominikanie uczą nas demokracji. Jak to jest z tą demokracją w Waszym zakonie?

Tak. Staramy się żyć demokracją. Dominik tworząc zakon niekoniecznie chciał być szefem. Oczywiście był nim, ale tylko dlatego, że Bracia go o to prosili. Oparł natomiast nasz zakon na takim systemie, że ważne decyzje są podejmowane przez wspólnotę. Dlatego od początku najwyższą władzą w naszym zakonie nie jest założyciel czy generał zakonu, którego się wybiera,  tylko kapituła – zgromadzenie braci. W klasztorze jest kapituła klasztoru, w prowincji kapituła prowincjalna, a na świecie władzę pełni kapituła generalna.

Już za czasów św. Dominika było tak, że kiedy nasz Założyciel zwołał braci z różnych stron świata, by zebrali się na  kapitule generalnej, to podporządkowywał się temu, co ustalili. Najwyższą władzą nie jest przełożony tylko zgromadzenie braci, którzy podejmują decyzje. To jest jeden wymiar  demokracji – decyzje są podejmowane kolegialnie.

Drugi wymiar jest taki, że wszystkie władze, wszystkich przełożonych, których mamy, wybieramy w demokratycznych wyborach. I dotyczy to zarówno funkcji przeora i prowincjała jak i generała. Kolejna rzecz jest taka, że każda funkcja, która polega na sprawowaniu urzędu związanego z władzą, jest zawsze kadencyjna. Przeor wybierany jest na trzy lata, prowincjał na cztery, generał na dziewięć lat.  W normalnym trybie funkcję można sprawować tylko dwie kadencje. Oczywiście po wyborze i zatwierdzeniu danego brata na przełożonego, inni bracia podlegają jego władzy.

Czy uczymy demokracji? Można przytoczyć słynną opowiastkę ojca Jana Andrzeja Kłoczowskiego. Kiedy w 1989 roku powstał Komitet Obywatelski, ludzie nie wiedzieli jak wybrać władze i podobno za sugestią naszego współbrata została zastosowana procedura dominikańska. Ojciec Jan Andrzej patrząc na nieporadność, powiedział: jak wam opowiem, jak się to u nas robi.

Jeśli chodzi o część procedury demokratycznej, to pewnie dołożyliśmy trochę ze swojego dziedzictwa. Inaczej też sprawuje się władzę, gdy ma się ją na długi okres, na przykład do emerytury, a inaczej gdy czas jest ograniczony i człowiek ma świadomość, że wróci do szeregu.

 

qwertyuiop.Still006

 

Czy Wasze życie wspólne różni się od innych zakonów? Czy dominikanie są wyjątkowi?

Oczywiście! My jesteśmy super wyjątkowi.

 

Właśnie to chciałyśmy usłyszeć…. (śmiech)

A tak naprawdę nasza wyjątkowość polega na dominikańskim charyzmacie, co nie oznacza, że jesteśmy lepsi czy gorsi od innych zakonów. Jesteśmy inni, mamy swoją specyfikę.

 

Dominikanie – zakon kaznodziejski. Czy może Ojciec podać zasady dobrego kazania? Czy macie jakiś schemat jak głosić, żeby kazanie było dobre?

Nie mamy żadnej recepty, zbyt demokratyczny zakon (śmiech). Często się wkurzamy, że nie ma gotowych recept. Przemodlenie, wykształcenie – to są nasze zasady. A pierwszą z nich jest słuchanie. Nie da się powiedzieć kazania, nie wsłuchując się w ludzi, do których mam mówić. Dobry kaznodzieja, najpierw słucha, jakim językiem mówi dana społeczność, jaki ma system wartości, co ich boli, czego się boją, o czym marzą. Nasze kaznodziejstwo opiera się na poznaniu drugiego człowieka. Drugi istotny wymiar to słuchanie Boga. Bez kontemplacji trudno głosić Ewangelię. Dla nas bardzo istotna jest kontemplacja jako doświadczenie bliskości i zażyłości z Bogiem.

 

Można więc powiedzieć, że dominikanie uczą nie tylko demokracji, ale  również zasad marketingu. Marketing polega właśnie na tym, że się słucha ludzi, by odpowiedzieć na ich potrzeby. Z tego co Ojciec mówi rysuje się tak naprawdę miłość. Słucha człowieka i słucham Boga – to przykazania miłości.

Kiedy Dominik mówił do albigensów, towarzyszyła mu właśnie taka zasada, że słuchał. I potem starał się działać tak, by oni nie odłączyli się od Chrystusa. To się wyrażało także w czasie modlitwy. Kiedy współbracia podpatrywali św. Dominika w czasie nocnych modlitw, to słyszeli jak wołał: „Panie, co będzie z grzesznikami?”. W nim była troska o człowieka, nie tylko o byt doczesny, ale o jego życie wieczne. Co będzie z tymi, którzy się pogubili i odłączyli od Chrystusa? Wymiar miłości jest taki, że kocham człowieka, który się źle ma, który się pogubił, a z drugiej strony, wiem, że pogubienie, głód, który człowiek w sobie niesie, ma odpowiedź w Ewangelii. Wszystko jest w Chrystusie.

 


 

Paweł Kozacki OP, Aneta Liberacka, Judyta Syrek

Paweł Kozacki OP

Paweł Kozacki OP

Dominikanin, publicysta, blogger, były przeor Konwentu Świętej Trójcy w Krakowie oraz wieloletni redaktor naczelny miesięcznika "W drodze". Od 1 lutego 2014 r. Prowincjał Polskiej Prowincji Dominikanów.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł Kozacki OP
Paweł
Kozacki OP
zobacz artykuly tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Psy Pańskie podpalają świat

Kiedy myślę o sobie, że jestem "psem", to pierwszym skojarzeniem jest wierność

Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >
Diana Golec
Diana
Golec
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O burzliwej historii Dominikanów, inkwizycji, zakonnikach na papieskim tronie i żartach z jezuitów z ojcem Jackiem Szymczakiem OP rozmawia Diana Golec

 

Lubi ojciec psy? Zakładając dominikański habit sam siebie ojciec ochrzcił mianem psa (red: w łacinie Domini canes to właśnie Psy Pańskie). Dlaczego akurat psy wybrał św. Dominik Guzman, założyciel zakonu?

Lubię psy dlatego, ponieważ są wymagające. Pies nie jest zwierzęciem, którym można się nie zajmować, a ono sobie poradzi. Fajne jest też to, że patrząc jak się zachowuje, można dużo powiedzieć o jego właścicielu. My dominikanie nie obrażamy się, jeśli ktoś powie, że jesteśmy “psami”.

Postać psa wzięła się ze snu, który w trakcie ciąży miała Joanna, matka św. Dominika – śniło się jej, że urodzi psa. Ten zaraz po porodzie zaczął biec, chwycił w zęby leżącą na ziemi pochodnię i biegł z nią dalej podpalając cały świat. W zakonie historia została przechowana, bo opowiada o tym, że życie św. Dominika było “podpalaniem całego świata”. Tym ogniem zapalał też innych braci. Trwa to już 800 lat. Joanna jest teraz błogosławioną, syn świętym, a drugi syn, który również został dominikaninem, błogosławionym.

Kiedy myślę o sobie, że jestem “psem”, to pierwszym skojarzeniem jest wierność. Sam psa nigdy nie miałem, ale inni mi mówili, że najważniejsze jest to, żeby pies wiedział kto jest jego panem. To coś bardzo dominikańskiego. Bycie psem, wiernym psem, to ciągłe przypominanie sobie kto jest moim Panem, kto jest moim właścicielem i komu powinienem być wierny. Kardynał Wyszyński o dominikanach powiedział, że są psami, które powinny być wiernymi przyjaciółmi każdego człowieka, a więc towarzyszyć im i oblizywać ich rany.

 

dominikanie_fragment

Dominikanie nawracający heretyków. Fragment fresku Andrea di Bonaiuto w Kościele Santa Maria Novella we Florencji

 

Jakie jest uzasadnienie dla istnienia akurat takiego charyzmatu pośród morza istniejących już formacji zakonnych?

Powołanie każdego z braci i sióstr jest zadaniem. To nie jest coś, co wstępując do zakonu mamy “wypracowane” w 100%. Wydaje się, że całe nasze życie, to odkrywanie dominikańskiego powołania, którego centralnym punktem jest życie we wspólnocie. Wiele osób widzi nas jako tych, którzy głoszą innym, ale św. Dominik mówi: Zanim wyjdziecie do innych, pierwszym miejscem Waszego głoszenia jest Wasza wspólnota, pierwszym obszarem działania jest życie z braćmi w klasztorze. To, co na tym poziomie przeżywamy, wnioski, które jako wspólnota tworzymy, przekazujemy innym. Wydaje się, że jeśli szukamy klucza do dominikańskiego powołania, to ono nie bierze się z aktywności zewnętrznej, ale z tego, co dzieje się w naszych klasztorach.

Nie sztuką jest być cały czas na zewnątrz, objeżdżać pół świata, głosić kazania i rekolekcje. O wiele trudniej jest być we wspólnocie, żyć z konkretnymi braćmi, dbać i martwić się o codzienność. Święty Dominik mówi, żeby innym przekazywać dopiero owoce swojej kontemplacji. Jubileusz naszego zakonu jest takim momentem, kiedy  również i my odkrywamy, że dominikanie to coś więcej niż mój klasztor i prowincja. Patrząc na braci i siostry przeżywające jubileusz na całym świecie mówię: „Mam największą rodzinę na świecie”.

Jeden z naszych braci mówił, że dominikanie w klasztorze są jak nieociosane kamienie w jednym worku. Trzeba nimi potrząsać, a one obijają się o siebie tak, żeby te najbardziej ostre “kanty” każdego z nich wygładzić. Rzeczywiście, nasza wspólnota jest miejscem, w którym odkrywamy jak bardzo jesteśmy różni. Cały czas się nad tym zastanawiamy. Przecież gdybyśmy naszymi kryteriami układali klasztor i cały zakon, to nawet byśmy nie pomyśleli, że mogliby się w nim znaleźć niektórzy z nas. Życie z braćmi to nieustanne zaskakiwanie się tym, że powołanie, które daje Pan Bóg jest większe od naszych ludzkich kalkulacji, takich przyziemnych – “Fajny, niefajny”, “nadaje się, nie nadaje się”. Dla każdego z nas Pan Bóg ma swoją drogę, każdego przyprowadza na inny sposób.

Na początku nie używano słowa “klasztor”, ale „kaznodziejstwo”. Dominik mówił, że najbardziej głosicie ludziom tym, jak żyjecie, czasem nawet nie otwierając ust. Świadectwo Waszego życia jest najmocniejszym głoszeniem Ewangelii.

Klasztor jest takim miejscem, w którym odkrywamy różnorodność i jedność, która nie jest „jednakowatością”. Jedność klasztoru nie polega na tym, że mam jednakowych braci, takich jak ja, bo każdy chciałby mieć swoje klony podzielające jego wrażliwość i poglądy. O tym, jaki jest zakon i cała prowincja, decydują konkretni bracia ze swoimi talentami i charyzmatami. Ta różnorodność jest rzeczą, którą człowiek odkrywa jako dar, a nie zagrożenie. Uczymy się tego od samego początku, od momentu, kiedy rozpoczynamy nowicjat i widzimy, że każdy przychodzi z innego pułapu – jesteśmy w różnym wieku i z różnym doświadczeniem –  ktoś zaraz po maturze, a ktoś inny po doktoracie. Jak można powiedzieć, że to są moi bracia i że jesteśmy wspólnotą?

Kluczem jest zaufanie – są bracia, z którymi mogę się bez problemu dzielić się tym, co się dzieje w mojej duszy, z którymi jest to układ bardziej przyjacielski. W klasztorze pełnym facetów trudno jest “otworzyć swoją duszę”. Zresztą, my nie zawsze musimy gadać: dużo wnosi zrobienie czegoś wspólnie, nawet wyjście na pizzę.

 

dominikanie

fot. Lawrence OP/flickr.com

 

Robiąc czasem zakupy na placu Campo di Fiori w Rzymie, mijam pomnik Giordano Bruno spalonego na stosie za rzekome herezje. Myślę o ciemnym obliczu dominikańskiej historii, która wiąże się z inkwizycją – może ojciec nieco rozjaśnić ten obraz?

My się z niego nie tyle rozliczamy, ile próbujemy ludzi edukować. Inkwizycja nie jest tematem, pod który możemy podciągnąć wszystko. Musimy pamiętać, że istniała inkwizycja państwowa i kościelna. Ta druga działała zupełnie inaczej. Dominikanie byli w nią zaangażowani jako pewnego rodzaju elita intelektualna.

Historia naszego zaangażowania w inkwizycję pokazuje, że zakon się nieustannie odradza i podnosi oraz jak ważnym jest miejscem dla historii świata. Trzeba pamiętać, że z jednej strony mamy kontrowersyjną sprawę inkwizycji, a z drugiej wkład w kształtowanie się praw człowieka, a o tym się kompletnie nie mówi. W czasach odkryć geograficznych dominikanie w homiliach mówili, że tam są ludzie, którzy mają dusze. Nie dla wszystkich to było oczywiste. Dominikana, pierwszy odkryty ląd “Nowego Świata” nazwano na cześć św. Dominika. W tym momencie nasz wkład w historię świata był ogromny. Nasze wspólnoty zarządzane są demokratycznie – urzędy są kadencyjne. Należy też pamiętać, że XIII wiek, w którym zakon powstał, to początek kreowania sposobów zarządzania ludźmi.

Moją odpowiedzią na ciemne karty historii jest właściwe kadrowanie: nie mówmy o fałszywych zarzutach, ale pokażmy właściwą skalę zjawiska, wytłumaczmy jak wyglądał proces i czemu służył, odpowiedzmy, czy rzeczywiście w Europie płonęły stosy z ludźmi, oraz czy w ten sposób działała inkwizycja kościelna, czy państwowa, która tak rozprawiała się z wrogami politycznymi. Kluczem jest zawsze wiedza i poznawanie historii zakonu i świata w danym momencie.

 

inkwizycja

Galileusz przed Inkwizycją w dominikańskim konwencie w Rzymie. Obraz Roberto Francesco Romolo Bellarminiego

 

W tej historii są też jednak powody do dumy – czterech dominikanów zasiadało na Stolicy Piotrowej – Innocenty V, Benedykt XI, św. Pius V i Benedykt XIII. A „Sumę” sławnego Tomasza z Akwinu cytujemy do dzisiaj…

No właśnie – papież w dominikańskim habicie! Kiedy Pius V został papieżem, nadal nosił nasz habit i dlatego Papież do dzisiaj ubrany jest na biało. Żyjemy dziś w czasach papieża jezuity z franciszkańskim imieniem, ale w habicie dominikanina. Kiedy widzieliśmy Franciszka z trudem wchodzącego po schodach do samolotu, bo wiatr zwiewał mu sutannę na głowę, któryś z braci żartował – patrzcie co my przeżywamy na codzień.

To są takie momenty dumy i odpowiedzialności. Zakon to nie tylko ja i bracia, których znam. To pokolenie za pokoleniem, które budowały całą tą wspólnotę – wielu świętych żyjących w zaciszach swoich klasztorów, często nieznanych, którzy również odkrywali w swoim życiu to powołanie, które miał św. Tomasz z Akwinu.

Bardzo mi zależy na tym, żeby wszyscy ludzie również odkrywali zakon jako mozaikę twarzy – nie tylko tych, których jesteśmy w stanie wymienić, bo znamy ich z telewizji lub internetu. Zakon to więcej niż 2-3 nazwiska.

 

IMG_0284_RJ

fot. Mateusz Jacukiewicz OP

 

To nie jedyne Wasze sukcesy. Dominikanie potrafią bardzo skutecznie zarzucać wędkę na połów, czego dowodem są liczne powołania. Ojciec także przez pewien czas pracował w duszpasterstwie, udało się ojcu odkryć tajemnicę tej “skutecznej przynęty”?

Nie chodzi tu o jakąś wymyśloną strategię albo sprawdzone sposoby, które wiemy, że zadziałają. Wydaje mi się, że to jest szczerość i autentyczność. Nie jesteśmy inni na ambonie i przy ołtarzu, a inni w duszpasterstwie, na wyjeździe. Spójność życia – to jest sposób. Wydaje mi się, że to też ma źródło we wspólnocie – bracia bardzo szybko Cię ocenią, jeśli okaże się, że na ambonie mówisz coś sprzecznego z tym, jak żyjesz. Pierwszymi komentatorami Twoich homilii są właśnie bracia. Są najbardziej surowi. Dla mnie nie jest problemem mówienie do tysięcy twarzy znajdujących się przede mną. Najtrudniejsza jest świadomość, że wśród nich znajduje się kilku braci, którzy w swoich żartach potrafią być “bezlitośni”. Wystarczy użyć jakiegoś nieszczęśliwego słowa, a wszyscy Cię nim opisują, wołają nim do Ciebie. Oczywiście to ma w sobie coś niezwykle sympatycznego, bo pokazuje, że ktoś słuchał.

Mamy kilku braci, którzy są medialnie ograni, aktywni, ale większość zakonu to bracia, którzy prowadzą duszpasterstwo w cieniu, o których nazwiskach nie słyszało aż tylu ludzi. Ci najbardziej znani robią bardzo dużo dobrej roboty „frontowej”, w pierwszym kontakcie. Cała sztuka nie polega jednak na tym, aby zatrzymać kogoś na sobie, ale żeby być przezroczystym i pokazywać Chrystusa. Problem rodzi się wtedy, kiedy „ja” staję się celem, a to bardzo łatwe. Znowu wracam do tego wątku ze wspólnotą – dobra wspólnota zawsze takiego brata będzie pilnowała. Kiedy trzeba, powie: „żeby Ci tylko nie odbiło”, „Twoje miejsce jest w klasztorze, a nie tylko nieustanne bycie na zewnątrz”. To pokusa, w którą bardzo łatwo wejść – jeśli jest się chwalonym, oklaskiwanym, patrzą na mnie szeroko otwarte oczy, można łatwo się pogubić. Rzeczywiście, wielu braci, którzy odeszli z zakonu, to były wybitne jednostki, wybitni kaznodzieje. Największą pokusą dominikanina jest to, żeby stać się centrum układu słonecznego, a wszystko powinno kręcić się dookoła.

 

_MG_9482

fot. Maciej Chanaka OP

 

Dominikanie to zakon kaznodziejski, który z zasady dostarcza nam wielu słów. Zresztą, Ojciec też wypełnia Internet: Stacja7.pl, 2ryby.pl, dominikanie.pl, KAI i sama nie wiem co jeszcze… Jak ma mówić dominikanin, żeby nie zagadać, a dotrzeć do ludzi?

Ewangelizacja i kaznodziejstwo ma sens tylko wtedy, gdy doprowadzi do spotkania. To, co robił Dominik, to siadał z drugim i czasem rozmawiał nawet całą noc. Pierwsze wzmianki o tym, co robił Dominik jeszcze przed założeniem zakonu, opisują spotkania z ludźmi, którzy byli w błędzie dotyczącym wiary – byli heretykami. Jednego heretyka, Katara, spotkał w knajpie. Siedzieli przy piwie lub winie całą noc i Dominik mu wszystko wytłumaczył.

Dzisiaj kluczem również jest spotkanie. Mimo mojej obecności w mediach nie uważam, że są dobrym miejscem ewangelizacji – krzywda może stać się wtedy, kiedy użytkownik zostanie sam przed ekranem komputera. Można odpalić setki rekolekcji, filmów, memów i zostać samemu. To oczywiście temat na inną rozmowę, ale trzeba bardzo uważać, żebyśmy “nie strzelili sobie w stopę”, bo możemy wychować w ten sposób ludzi samotnych przed swoimi ekranami. Cała szutka polega na tym, jak wyprowadzić ludzi z „virtualu” do „realu”, bo za chwilę wahadło pójdzie w taką stronę, że będziemy mieć przesyt informacji w internecie i będziemy stamtąd uciekać. Dla mnie czymś innym jest mówienie do ludzi, których widzę przed sobą.

 

Dominican Monk with RosaryLubi ojciec dowcipy na temat dominikanów i jezuitów? To taka miłość przyprawiona odrobiną kąśliwości. Skąd się one biorą? Czy nie jest tak, że każdy z zakonów usiłuje udowodnić wyższość swojej duchowości?

Znam je. Mają swoje wersje w zależności od tego, kto je mówi. Akurat Franciszkanie i Jezuici to wspólnoty, z którymi nam i mnie również najlepiej się współpracuje. Dowcipy biorą się chyba z historii i zazdrości innych zakonów. Mamy kontakty z jezuitami, wiele rzeczy robimy wspólnie, często są to projekty medialne. Wydaje mi się, że podobnie postrzegamy i bierzemy odpowiedzialność za Kościół. Ja nie daję się spychać w żadne kontry. Czasem ktoś reaguje, że jeśli robimy coś z jezuitami, to już za chwilę będzie koniec świata, ale zwykle to folklor zakonny, który niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Kiedyś odbywały się dysputy pomiędzy nami a jezuitami i franciszkanami, ale były to dysputy teologiczne.

Na pewno żarty biorą się z rzeczywistości – jesteśmy w jednym Kościele, ale różnimy się nawet strukturami zakonnymi. Czasem zazdrościmy ich sobie nawzajem: my zazdrościmy jezuitom twardej ręki generała i prowincjała, a oni nam demokratycznych wyborów, kadencyjności urzędów i tego, ile zależy od wspólnoty braci. Wydaje mi się, że jeśli żartujemy wśród „swoich” ludzi znających konteks, takie żarty mają miejsce. Znam jednak sytuacje, w których te żarty były dla kogoś zgorszeniem. Pytał „jesteście w jednym Kościele, a mówicie o sobie takie rzeczy?” Trzeba uważać, bo każdy może mieć inną wrażliwość. Te różnice są dla mnie piękne, bo pokazują na czym polega Kościół, że nie jest jednakowy (co widać nawet po składzie Apostołów). Wśród nich moglibyśmy znaleźć jakąś duszę dominikańską, franciszkańską i jezuicką.

Pontyfikat Papieża Franciszka to moment, w którym odkrywamy, że gramy do jednej bramki. Z tymi wszystkimi różnicami i odmiennymi charyzmatami. Wydaje mi się, że pokolenie młodych braci nie widzi żadnego problemu we współpracy. Warto wiedzieć, że Franciszkanie odprawiają pogrzeby dominikanów i na odwrót. To wynika z przyjaźni św. Dominika i Franciszka. W takich momentach jesteśmy razem.

 

dominik_franciszek

Spotkanie św. Dominika Guzmana i św. Franciszka z Asyżu

 

Jestem bardzo ciekawa tego, kto wśród Apostołów mógłby być dominikaninem. Kogo Ojciec tam widzi?

Chyba świętego Mateusza, bo doznał przebaczenia i miłosierdzia. Wydaje się, że “układem nerwowym” naszego kaznodziejstwa jest właśnie miłosierdzie. Możemy o nim mówić tylko wtedy, kiedy sami je otrzymujemy. To, co uprawniało Mateusza do bycia Apostołem i Ewangelistą, to osobiste doznanie miłosierdzia. On nie był widzem. Jezus po niego przyszedł i go wyciągnął z trudnego momentu w życiu. My jesteśmy w stanie opowiadać o takim Panu Bogu, jakiego doświadczamy w życiu. Jeśli opowiadamy na podstawie książek, jesteśmy ideologami i ludzie natychmiast to wyczuwają.

 

Z jakiego „rozrabiania” wyciągnął Pan Bóg Ojca?

Myślę, że nie wyciągnął mnie z „rozrabiania”. Nie było przeskoku od niegrzecznego chłopca, do ułożonego zakonnika. Zakon dał mi jednak szansę odkrycia, że nie jestem w centrum swojego życia. Obecność braci sprawiła, że nie da się żyć we wspólnocie kiedy w centrum życia jest tylko moje “ja”. Z tego Jezus mnie w zakonie wyrywał i wyrywa cały czas. To jest moja komora celna.

W tym miejscu Chciałbym powiedzieć o siostrach, bo Dominik w pierwszej kolejności założył właśnie wspólnotę sióstr – Dominikanki są starsze niż Dominikanie. I to o 10 lat. Można powiedzieć, że sukces duszpasterski braci to praca i modlitwa naszych sióstr.


Przeczytaj więcej w rozmowie z Pawłem Kozackim OP, prowincjałem dominikanów w Polsce


 

Czyli Dominik najpierw stawiał na kobiety, a mówi się, że kobiety są dyskryminowane w Kościele…

Dominik kobiety, które wyciągał z herezji gromadził razem. Pierwszą wspólnotą, którą stworzył, była wspólnota sióstr. Można powiedzieć, że to takie ukryte silniki: są gdzieś pod wodą, nie widać ich, a są największą siłą. Każdy z braci ma siostrę, która się za niego modli. Wiem, że mam siostry, które za klazurą się za mnie modlą. Na pierwszy rzut oka nic nie robią – nic nie produkują, nie widać ich tłumów, nie ma ich w internecie, mediach, na ambonach. Wystarczy jednak, że coś się nam duchowo “posypie”, a od razu biegniemy do nich. I one wiedzą co się dzieje.

 

Novitiates Sing Christmas Carols

Dominikańskie nowicjuszki

 

Jak się odwdzięczacie?

Zawsze słabo. Zawsze mam poczucie, że zapominamy. One pamiętają, a my nie.

Ten zakon ma taką część, której na pierwszy rzut oka nie widać. Za plecami braci stoją siostry i to tam jest energia. W ich kontemplacji i modlitwie. Jak patrzymy na to, co robią bracia, trzeba mieć perspektywę, że za nimi są siostry. Musimy cały czas odkrywać ich siłę. Ja mam takie doświadczenie, że siostry uczą mnie męstwa i odwagi. Wiem, że głoszę także w ich imieniu. To niezwykle mądre kobiety. To wielkie odkrycie – jak można być zamkniętym, pozbawionym dostępu do bycia on-line, i wiedzieć tak dużo o człowieku, o jego tajemnicy, o potrzebach, o męskiej duszy? Jak mogą go zrozumieć i odpowiedzieć mu na pytania, na które sam nie potrafi sobie odpowiedzieć? Spotkanie z siostrami to dla mnie moment bardzo dużej pokory.

 

Dominik musiał być niezłym strategiem, że najpierw postawił właśnie na dziewczyny, a dopiero potem na swoich chłopaków.

To niesamowite, że można w XIII wieku wymyśleć sposób zarządzania, który trwa do dzisiaj. To model oparty na zaufaniu i oddawaniu władzy. Dominik rozproszył odpowiedzialność – gromadził braci, wychowywał ich przez kilka miesięcy i posyłał dalej.

 

dominikanki

 

Jak Dominikanie chcą świętować jubileusz swój jubileusz ze świeckimi, żeby się z nimi tą odpowiedzialnością dzielić?

Do misji zakonu, tzn. szukania ludzi na krańcach świata, chcemy zaprosić wszystkich. Niekoniecznie chodzi o to, aby ludzie przychodzili i regularnie wypełniali nasze kościoły, ale żeby poszli szukać. Tak jak Jezus, Dobry Pasterz, który szuka tego, co zginęło i przyprowadza do owczarni. Misją zakonu jest cały czas ten moment posłania, a nie zachwycania się tym, że ludzie przychodzą nas lubią i może być “miło i sympatycznie”. Dominik tworzył takie klasztory, które nie były „schroniskiem” dla braci, ale miejscem, z którego ruszają na głoszenie Ewangelii.

Jubileusz to jednak przede wszystkim czas dla braci. Musimy zacząć od odpowiedzi na pytanie „Co zrobić dzisiaj, po tych ośmiuset latach, które są za nami?” Czy rzeczywiście realizujemy marzenie Dominika? Musimy sobie na to pytanie odpowiedzieć.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę!

 

Wiater_Wierny-pies_500pcxPolecamy książkę “Wierny pies pański” – biografię pierwszego polskiego dominikanina, św. Jacka Odrowąża

Powołał do życia Zakon Kaznodziejski w Polsce, nigdy jednak nie był prowincjałem. Zakładał kolejne klasztory, ale nie osiadał w nich na stałe. Wybrał wędrowne kaznodziejstwo. Przemierzył wzdłuż i wszerz Polskę, Ruś i Prusy, głosząc Ewangelię poganom, schizmatykom, wszystkim potrzebującym.

Granice polityczne ani prawa fizyki nie stanowiły dla niego przeszkody. Uzdrawiał, wskrzeszał umarłych, uwalniał opętanych. Zmieniał oblicze Kościoła i całej Europy. Matka Boża obiecała mu, że zawsze go wysłucha, i wielokrotnie to udowadniała.

>>> Kup teraz <<<

Jacek Szymczak OP

Jacek Szymczak OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Diana Golec

Diana Golec

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >
Diana Golec
Diana
Golec
zobacz artykuly tego autora >