Ofiara molestowania staje w obronie kard. Dziwisza [WYWIAD]

"Kardynał Dziwisz, pierwsze co zrobił, to powiedział, że napisałem dramatyczne słowa, że bardzo mi współczuje, oraz że chciałby zrobić co w jego mocy, by mi pomóc" – wspomina Adam, który był seksualnie wykorzystywany przez księdza, a zgłosił ten fakt metropolicie krakowskiemu po 20 latach milczenia.

Paulina Guzik
Paulina
Guzik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Historia Adama jest historią nie tylko bólu, ale także powrotu do Kościoła i przebaczenia. Jak powiedział w wywiadzie, kard. Dziwisz natychmiast poinformował go o prawnych krokach, jakie należy podjąć, a niebawem podjęto kościelne dochodzenie. Kapłan – sprawca nadużyć, został skazany na życie w odosobnieniu.

Publikujemy treść wywiadu, który ukazał się w dzisiejszym programie “Między ziemią a niebem”.


Paulina Guzik: Dziękuję, że zgodził się Pan na tę rozmowę. Zacznijmy od trudnego tematu. Co się wydarzyło na początku lat 90-tych w parafii św. Klemensa w Wieliczce?

Adam: Przyszedł do nas ksiądz katecheta, który przygotowywał nas do bierzmowania. Imponował nam, ponieważ jak na tamte czasy miał w domu świetny komputer, wideo i był osobą bardzo otwartą dla młodego człowieka, który ma 14-15 lat. No i zaczął nas do siebie zapraszać. Podczas tych pierwszych spotkań było granie na komputerze, oglądanie jakiś fajnych filmów wideo zza oceanu, które były wtedy jeszcze rarytasem.

Jednego dnia powiedział: „A, słuchaj mam taki film dla dorosłych, może byś chciał obejrzeć”. W pierwszym momencie człowiek nie wiedział co to jest „film dla dorosłych”. Rzeczy o treściach seksualnych nie były wtedy tak dostępne jak są teraz, więc film dla dorosłych bardziej się kojarzył ze scenami bardziej sensacyjnymi. Nie kojarzyło się to natomiast ze strefą intymną, a okazało się, że o taką strefę te filmy zahaczały. Ksiądz miał taki sposób, że jak widział, że człowiek się krępuje patrząc, to, mówił: „A chodź może na kolana, wiesz ja cię przytulę, nie będziesz się krępował”. I wtedy jego ręce wędrowały w strefy zarezerwowane może dla lekarza, dla siebie samego, na pewno nie dla duchownego. Człowiek sobie z tego nie zdawał sprawy, następowała bardzo silna blokada, wręcz strach przed tym, żeby komuś o tym powiedzieć.

No i to tkwiło we mnie i zostało do pewnego momentu. Do momentu takiego, że…

 

Wróciło to do Pana?

Tak.

 

Krzywdy przyprószył kurz. Spotkał pan kobietę swojego życia, założyli państwo rodzinę i nagle 22 lata po tej krzywdzie wraca to do pana, dlaczego?

Byłem na giełdzie elektronicznej, znanej krakowskiej giełdzie, a że ten ksiądz bardzo lubił nowinki techniczne – też jeździł na tę giełdę. Popatrzyłem na niego i sobie myślę: to chyba on. Nawet podszedłem i zapytałem: czy on to on, czy mnie pamięta. Mówi, że nie, nie pamięta mnie. Tyle lat…, wszystkiego dobrego i poszedł. Ja już wtedy miałem dzieci, ale to wszystko wróci. Pomyślałem: no, ale przecież coś takiego może wrócić, tacy są ludzie. I on sobie tak chodzi, tak po prostu… Może ma do czynienia z innymi dzieciakami, może w tym momencie krzywdzi kogoś innego. I pomyślałem sobie: tak nie może być, trzeba coś z tym zrobić. Opisałem więc wszystko w liście do księdza kardynała Dziwisza. Byłem z tym pogodzony, ale chciałem po prostu napisać, żeby ten człowiek nie krzywdził innych. Napisałem list i wysłałem.

 

Czyli jest rok 2013, pisze Pan list do kard. Stanisława Dziwisza, który wówczas był arcybiskupem metropolitą krakowskim.

Bardzo szybko dostałem odpowiedź z kurii. Telefon u mnie zadzwonił po dwóch tygodniach. Zaprosił mnie sekretarz kardynała do kurii na rozmowę. Poszedłem. Nie wiedziałem, jak to będzie wyglądać. Kościół, po tym co się stało, stał się dla mnie obcy. Nie szukałem z nim żadnego kontaktu. On tam sobie gdzieś był, moje życie się toczyło w miarę normalnie, w miarę spokojnie i w zasadzie niespecjalnie mi go brakowało, a na pewno już nie kontaktu z księżmi. Nie szukałem kontaktu z nimi.

A ksiądz kardynał pierwsze co zrobił – powiedział, że napisałem dramatyczne słowa, że to są dramatyczne przeżycia, że bardzo mi współczuje, że chciałby zrobić co w jego mocy, żeby mi pomóc. Spotkanie z nim i te słowa były dla mnie zdziwieniem. Szczerze powiedziawszy myślałem, że zostanie to „zamiecione pod dywan”. Tak jak się teraz przekazuje wszystkim, że zamiatano pod dywan. A tu nagle słowa pokrzepienia. I widziałem w tym człowieku autentyczną troskę. I takie zaniepokojenie, że do tego doszło.

Drugą rzeczą taką, której nie przewidziałbym w żadnym scenariuszu, było to, że jak już opowiedziałem co się stało, jakby na potwierdzenie tych swoich słów w liście, kardynał zapytał: czy pan zna wszystkie możliwości prawne jakie panu przysługują? Czy potrzebuje pan pomocy? Czy będzie pan sprawę zgłaszał w sądzie cywilnym? Jeżeli będzie pan podejmował jakieś kroki, to czy ma kto się tym zająć, czy też będzie pan chciał wsparcia w procesie cywilnym?

Poinformował mnie także, że zostaną podjęte kroki prawne przez Kościół. Zapytał mnie, czy będę mógł złożyć zeznanie przed prawnikami kościelnymi, aby rozpocząć cały proces. Dał mi czas do namysłu, abym sobie przemyślał, żebym nie dawał odpowiedzi od razu i zaprosił mnie na kolejne spotkanie. W pierwszym momencie naprawdę otrzymałem garść konkretnych informacji, konkretnych propozycji, które mogłem sobie przemyśleć, poukładać w głowie i zadecydować sam. Nikt mnie do niczego nie nakłaniał, nikt mi niczego nie sugerował. Tylko to były moje, osobiste, dojrzałe decyzje.

I stwierdziłem, że jeżeli ksiądz kardynał będzie nad tym trzymał pieczę, to idziemy w stronę procesu kościelnego, zgodnie z prawem kanonicznym. Zostałem dwukrotnie zaproszony na przesłuchania do kurii. Był zespół księży prawników, który mi przedstawiono, którzy z należytą pieczołowitością wypytywali mnie o wszystkie szczegóły. Były to przesłuchania – bardziej wysłuchania mnie, niż przesłuchania – zrobione z najwyższą starannością i z dbałością o to, aby rzeczy, o których opowiadam, sprawiały mi jak najmniej bólu. By wspomnienia, o których opowiadam, nie raniły mnie na nowo.

 

Pan Bóg pomógł?

Córka akurat przygotowywała się do komunii. Ja, tak jak mówiłem – nieszczególnie z Kościołem chciałem mieć coś wspólnego, ale córka chciała iść do komunii. I ja siedząc z nią na tych spotkaniach różańcowych modliłem się. Myślę sobie – jestem, pomodlę się. Nie wiedziałem, o co. Żeby było, żeby się działo, że tak w zasadzie to Pan Bóg wie, czego mi potrzeba.

I proszę sobie wyobrazić, że wszystko się potoczyło tak, jak należy, że zostałem jakąś łaską obdarowany. Potem poszedłem do konfesjonału. Nie byłem u spowiedzi przez 20 lat i ksiądz w konfesjonale mi powiedział, że po takim czasie ludzie na ogół nie wracają. Mówił, że albo ktoś się za mnie bardzo modli, albo dostałem łaskę. Ja też się poczułem w tym wszystkim jakoś wyjątkowo, i też zacząłem się modlić. Modlę się do dzisiaj. Nie o coś konkretnego. Bo Bóg wie, co jest mi potrzebne.

Myślę, że wcześniej nie byłem na to gotowy i dlatego te wspomnienia trochę przykrył kurz. A w momencie, kiedy świadomie wiedziałem, co się stało, sam zostałem ojcem. Miałem moc Ducha Świętego, która pozwoliła mi stanąć w obronie własnych i innych dzieci. I powiedzieć: Nie! Tak nie może być! Musimy to załatwić od początku do końca. A jak? Pan Bóg wiedział, jak. On powiedział „ty masz tylko napisać list, a ja już się resztą zajmę”.

I byli ludzie, którzy się zajęli tym i zrobili to jak potrzeba, od początku do końca.

 

Czy świadomość, że człowiek, który Pana skrzywdził, jest ukarany, żyje w odosobnieniu i nikogo już nie skrzywdzi, dała Panu wewnętrznie spokój sumienia?

Dała spokój i jest to spokój wewnętrzny, który daje moc mówienia o tym. Dziś mogę śmiało o tym mówić bez skrępowania i opowiadać, że był taki epizod w moim życiu, że to się wydarzyło, że to była niegodziwość ze strony tego człowieka, że to było zło, wyrządzone mi bezpośrednio. Ale mogę też mówić o tym, że znaleźli się ludzie, którzy rozumieli to zło, rozumieli to, co się działo i umieli to naprawić, bardzo się przy tym starając, żeby mnie dodatkowo to nie obciążało. Byli bardzo delikatni i ważyli każde słowo, żeby mi przypadkiem na nowo nie otworzyć tej rany. I to wszystko, to zaopiekowanie pomogło mi też wybaczyć sprawcy. Modlę się za tego człowieka, który jest tam w odosobnieniu. Wiem, że ma czyściec na ziemi i myślę, że to jest bardzo dotkliwa kara dla niego. To jest bardziej dotkliwe, niż gdyby tego człowieka wyrzucono z kapłaństwa i żyłby normalnie w społeczeństwie i był obok nas.

 

Czy czuje Pan, czy widzi Pan, że zmienia się klimat w Kościele, chociażby odnośnie do naprawiania takich krzywd, do mówienia o tym?

Oczywiście. Zostałem zaproszony przez arcybiskupa Gądeckiego do Warszawy. Ksiądz arcybiskup, przewodniczący Episkopatu, rozmawiał z osobami poszkodowanymi, co można by było zrobić, żeby do takich sytuacji nie dochodziło. Rozmowa była też o tym, jak to się zaczęło, żeby wiedzieć, kiedy reagować i na co zwracać uwagę; żeby przełożeni na każdym szczeblu, począwszy od księdza, który przychodzi do parafii, a skończywszy na wysokim hierarsze kościelnym, wiedzieli, co się dzieje, żeby zrozumieć mechanizm tego, co się dzieje. Szczerze rozmawialiśmy na ten temat. Sam ten fakt dowodzi, że jest to sprawa bardzo ważna dla Kościoła i dla hierarchów.

 

Co miałby im Pan do powiedzenia osobom skrzywdzonym, które dotąd nie zgłosiły tego faktu?

Trzeba zaufać, powiedzieć „Bądź wola Twoja”. Ja nie miałem nic do stracenia, nie miałem też nic do zyskania. Okazało się, że zyskałem wszystko, bo jestem na nowo w Kościele, moje życie ułożyło się na nowo, jestem wolny od nałogów, jeżdżę po świecie, prowadzę ciekawe życie. A zaczęło się to właśnie w momencie, kiedy zacząłem się modlić na różańcu: „Niech się dzieje, jak Ty chcesz, ja nie wiem, o co mam się modlić, bo przychodzę do Ciebie po 20 latach, więc właściwie trochę Cię nie znam, nie wiem, czego mogę od Ciebie wymagać, czego oczekiwać. Nie wiem, po prostu niech będzie, jak chcesz”. Wtedy, wydaje mi się, że Pan Bóg powiedział: „Aha, jesteś. No witaj, a to Ja cię teraz pokieruję” i myślę, że tak trzeba zrobić, żeby zaufać i pozwolić się dać pokierować, bo wtedy momentalnie człowiek wskakuje na drogę, której sam bez Pana Boga nie wykombinowałby, nie ma takiej opcji. Trzeba zaufać i powiedzieć “jestem”.

Dziękuję za tę rozmowę, za poświęcony czas i za to niesamowite świadectwo.

 

KAI

 

Paulina Guzik

Paulina Guzik

Dziennikarka telewizyjna, prowadząca program Między Ziemią a Niebem TVP1, o życiu Kościoła pisze m.in. dla wydawanego w Watykanie serwisu Crux. Doktor nauk o mediach, wykładowca akademicki na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Podczas ŚDM 2016 w Krakowie była szefową Biura Mediów Zagranicznych. Autorka (wraz z Cecilią O’Reilly) książki “WYD 2016 – the Largest European Event of the 21st Century”. Prywatnie żona Bartka, mama Jaśka i Helenki.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Paulina Guzik
Paulina
Guzik
zobacz artykuly tego autora >
ROZMOWY

Hobbici i prawdy wiary, czyli “Teologia Tolkiena”. “To lektura, która prowokuje ciekawe dyskusje”

"To nie jest książka o Tolkienie, ani o jego literaturze, ale raczej o teologii, o pewnych pojęciach teologicznych, z którymi stykamy się na co dzień w naszej wierze. Wolna wola, łaska Boża, Opatrzność – przykłady z dzieł Tolkiena znakomicie nadają się do wyjaśniania tych zagadnień". O swojej najnowszej książce opowiada ks. dr hab. Stanisław Adamiak.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

SPRAWDŹ: Przedsprzedaż książki Teologia Tolkiena

 

Anna Druś: „Teologia Tolkiena” – to tytuł serii podcastów, które wkrótce będą miały ciekawą kontynuację. Co to będzie?

Ks. dr hab. Stanisław Adamiak: Będzie to książka, która jest uporządkowanym i rozszerzonym zapisem podcastu, który znają czytelnicy i słuchacze Stacji7 od 2 lat. Podcast dotyczył właśnie teologii i Tolkiena – dokładnie w tej kolejności – i taka też będzie książka. Nie będzie to więc książka „o Tolkienie”, ale raczej o teologii. Dokładniej mówiąc – o pewnych pojęciach spotykanych w naszej wierze katolickiej, które staram się wyjaśniać korzystając z przykładów pochodzących z dzieł Tolkiena.

 

Jakie to są pojęcia?

Na przykład łaska, grzech, zbawienie, pokusa, sumienie, miłosierdzie, opatrzność, życie wieczne, aniołowie i demony. To wszystko, o czym słyszymy, ale czasem nie do końca jesteśmy pewni, czym jest.

 

Dlaczego Tolkien jest dobry do wyjaśniania teologii? Był przecież pisarzem, tworzył literaturę…

Ale również przez całe życie był głęboko wierzącym i praktykującym katolikiem. Oczywiście samo to by jeszcze o niczym nie przesądzało, jednak on tę swoją katolicką, głęboko ugruntowaną i zrozumianą wiarę niezwykle mocno eksponował w swojej twórczości. Stworzony w jego wyobraźni świat nie był wprost alegorią Ewangelii – mocno się przed tym wzbraniał – ale był przesycony ewangelicznym systemem wartości. I nie tyle jest to moja, czy teologów interpretacja, ile sam Tolkien wprost o tym wspomina, przede wszystkim w swoich listach.

 

 

Ale chyba nie trzeba koniecznie czytać Tolkiena, żeby zrozumieć pewne prawdy wiary?

Oczywiście, że nie trzeba czytać Tolkiena, trzeba czytać Ewangelię! O tym pisał także sam Tolkien. To nie jest tak, że ja chciałbym przy pomocy Tolkiena kogoś nawracać, albo nawracać na Tolkiena. Po jego książki ludzie sięgają zupełnie niezależnie od wiary, bo to jest po prostu dobra literatura. Jest jednak tak, że dobra literatura, czy raczej szerzej: dobra sztuka w ogóle pomagają nam zrozumieć pewne prawdy wiary, ukazują nam lepiej Pana Boga. Tolkien też tak uważał, opisał to w swoim mało znanym dziełku „Drzewo i liść”, zachęcam żeby po to sięgnąć.

Dobra literatura, czy raczej szerzej: dobra sztuka w ogóle pomagają nam zrozumieć pewne prawdy wiary, ukazują nam lepiej Pana Boga. Tolkien też tak uważał, opisał to w swoim mało znanym dziełku „Drzewo i liść”, zachęcam żeby po to sięgnąć.

 

Czy do zrozumienia przykładów z księdza książki czy wcześniej z podcastów, konieczna jest znajomość dzieł Tolkiena?

Obawiam się, że tak, choć sam „Władca pierścieni” powinien wystarczyć. W zasadzie znajomość filmu też wystarczy, dość wiernie bowiem oddaje treść powieści. Wydaje mi się jednak, że dziś jest to już świat na tyle obecny w pop-kulturze, że większość ludzi wie, kto to są hobbici, elfowie, Gandallf, że oni są ci dobrzy, zaś Sauron – to ten zły. Tyle powinno wystarczyć. Jeśli zaś chodzi o „Silmarilion” czy inne dzieła, do których się odnoszę w swoich przykładach – to staram się wyjaśniać o co chodzi w danych historiach, tak by mogli je zrozumieć również ci, którzy ich nie czytali. Mam jednak nadzieję, że moja książka czy podcasty zachęcą kogoś do lektury tego dzieła.

 

Czy jest taki temat teologiczny, przy którego wyjaśnieniu Tolkien jest niezwykle przydatny?

Jest kilka takich tematów, ale najbardziej chyba łaska i wolna wola. To temat niezwykle żywo dyskutowany w niektórych okresach historii Kościoła, zwłaszcza w czasach św. Augustyna a później w okresie Reformacji. To temat trudny, ponieważ w jego wyjaśnianiu doktryna katolicka idzie taką „granią” pomiędzy dwoma skrajnościami, czyli przekonaniem, że ludzie mogą osiągnąć zbawienie swoimi wysiłkami (np. dobrymi uczynkami), a przekonaniem, że ludzkie wysiłki są niepotrzebne, bo i tak wszystko zależy wyłącznie od łaski Bożej. To jeden z głównych tematów tej opowieści, przewijający się przez całą historię, a tłumaczony przez Gandalfa w jednym z pierwszych rozdziałów słowami: „nie do nas należy wybór czasów w których żyjemy, ale do nas należy decyzja co zrobimy z tym czasem, który został nam dany”.

 

Jak to się ma do tematu zbawienia przez uczynki albo zbawienia z łaski Bożej?

Wyjaśnienie widać w wielu historiach, ale zwłaszcza w wątku Froda i Sama. Z jednej strony to nie Frodo znalazł pierścień, nie on z własnej woli został wciągnięty w tę historię – zrobił to tajemniczy Ktoś, w którym możemy rozpoznać opisywanego w „Silmarilionie” Jedynego Boga i Jego Opatrzność. Jednak z drugiej strony to od wolnych decyzji Froda zależą losy tej historii. To on zgłasza się na powiernika Pierścienia, on sam podejmuje misję zniszczenia go. On nieustannie znajduje w sobie determinację, by mimo przeciwności i pokus pierścień nieść do Mordoru. Jego decyzje – jak choćby ta o oszczędzeniu życia Golluma – przynoszą skutek, zmieniają bieg historii. W tym i wielu innych wątkach widać bardzo katolickie podejście Tolkiena do połączenia łaski i wolnej woli. Tolkien tworzy świat, w którym bohaterowie z jednej strony są prowadzeni przez Opatrzność, ale z drugiej strony jest miejsce na ich wolne wybory. I to dotyczy zarówno dobrych bohaterów, jak i złych. U Tolkiena nikt nie jest przeznaczony na to, by zginąć.

Tolkien tworzy świat, w którym bohaterowie z jednej strony są prowadzeni przez Opatrzność, ale z drugiej strony jest miejsce na ich wolne wybory. I to dotyczy zarówno dobrych bohaterów, jak i złych. U Tolkiena nikt nie jest przeznaczony na to by zginąć.

 

Tych wątków i interpretacji teologicznych może być bardzo dużo. Byłam kiedyś na czuwaniu przed Zesłaniem Ducha Św. u warszawskich dominikanów na Freta i tam ludzie z DA mieli pomysł, by za pomocą opisu stwarzania świata i Muzyki Ainurów z początku „Silmarilionu” Tolkiena pokazać działanie Ducha Świętego, tej Bożej harmonii w różnorodności…

Ciekawy pomysł, choć mnie raczej Muzyka Ainurów kojarzy się z wątkiem buntu aniołów, który znamy z teologii, zaś w samej Biblii brakuje takiego opisu wprost. Tolkien jest tu zresztą do bólu ortodoksyjny ortodoksją katolicką. Z punktu widzenia tego, co teologia uczy o buncie Szatana, to opis z Muzyki Ainurów jest idealny i przy tym niezwykle poetycki. Jeden z Ainurów – przypomnę, że to jakby aniołowie, razem z którymi Iluvatar stwarza świat przy pomocy Muzyki – Melkor zaczyna tworzyć własne muzyczne wątki, niezgodne z zamysłem Jedynego i niewspółgrające z innymi wątkami. Tolkien pięknie wyjaśnia, dlaczego tak się działo. Pisze, że Melkora „paliła żądza stwarzania Bytów własnego pomysłu” i „wydawało mu się, że Iluvatar nie ma żadnych planów co do Pustki i niecierpliwie pragnął ją po swojemu wypełnić”. Przecież to niezwykle piękne i trafne opowiedzenie o buncie Szatana.

 

Chciałabym spytać Księdza również o najnowszy podcast poświęcony C.S. Lewisowi. Czy to jest kontynuacja „Teologii Tolkiena”?

W pewnym sensie kontynuacja, a w pewnym coś nowego. Kontynuacja o tyle, że dalej będę zajmował się wątkami teologicznymi w dziele literackim, ale teraz tym dziełem będzie twórczość przyjaciela Tolkiena – Clave Staplesa Lewisa, znanego głównie z siedmiotomowej serii „Opowieści z Narnii”. Koncepcja jest jednak o tyle inna, niż w przypadku serii tolkienowskiej, że tu będziemy iść nie pojęciami teologicznymi, a tytułami kolejnych części „Opowieści z Narnii”. Będę starał się pokazać, co jest motywem wiodącym danej książki, ale ze zwróceniem też uwagi na mniej oczywiste aluzje. I co ważne, postaram się również zwracać uwagę słuchaczy na inne dzieła CS Lewisa, tak by może zachęcić do rozszerzenia znajomości jego literatury. Innymi słowy chciałbym pokazać, że chrześcijaństwo Lewisa to „nie tylko Narnia”. Ciągle mniej są znane jego różne inne dzieła, gdzie tematy związane z grzechem pierworodnym, z łaską, wolną wolą są właściwie poruszane wprost.

 

 

Jakie tytuły tu ksiądz poleci?

Na przykład mało znane dzieło Lewisa pt. „Trylogia kosmiczna”, tłumaczona czasem na polski jako „Trylogia międzyplanetarna”, gdzie świetnie on wyjaśnia pojęcie grzechu pierworodnego. No bo jak wytłumaczyć, czym był grzech pierworodny? Biblia opisuje świat, w którym ten grzech już się dokonał. Tymczasem w literaturze science fiction można pokazać świat, w którym go nie było lub w którym ma się dopiero dokonać. Lewis w „Trylogii kosmicznej” nie tyle tłumaczy kwestię, dlaczego dzisiejsi „my” cierpimy konsekwencje grzechu popełnionego przez pierwszych ludzi, ile przedstawia naturę ich grzechu. Pokazuje, jaką straszną rzeczą jest sprzeciwienie się Bogu i dlaczego ma to skutki także dla innych.

ZOBACZ: “Nie tylko Narnia”. Nowy podcast Stacji7

 

Na koniec chciałabym zapytać o to, jak to się w ogóle stało, że ksiądz-historyk zafascynował się Tolkienem, Lewisem i teologicznymi pojęciami w literaturze?

Po prostu lubię historie. Nie tyle samą „historię”, ile właśnie historie – opowieści o dawnych dziejach, a to w wszystko jest zarówno w tej prawdziwej historii, jak i historiach wymyślanyh przez twórców literackich. Jeszcze jako nastolatka, obdarowanego przez wychowawczynię książką „Władca Pierścieni” pociągnęła mnie u Tolkiena właśnie fascynująca historia. Dopiero później, gdy byłem już klerykiem i studiowałem teologię, zacząłem dostrzegać również to, co się za tym przedstawionym tam światem i historią kryje. I wraz z wiedzą teologiczną zaczęła też przychodzić świadomość, jak bardzo Tolkien nadaje się do wyjaśniania pewnych trudnych teologicznych pojęć. Przecież gdy tłumaczymy tak abstrakcyjne często zagadnienia potrzebujemy przykładów. Sam Pan Jezus to robił, opierając swoją naukę na przypowieściach. Także tu, wymyślona przez Tolkiena historia może świetnie się nadawać w pracy duszpasterskiej. Ja sobie to uświadomiłem mocno w momencie, gdy dzięki ekranizacji „Władcy pierścieni” ta historia stawała się bardzo popularna, ludzie nią żyli. Jako młody ksiądz zacząłem więc często wykorzystywać przykłady z Tolkiena w pracy duszpasterskiej. Bardzo często korzystałem z nich gdy prowadziłem rekolekcje oazowe II stopnia, poświęcone wolności. Potem miałem okazję, wspólnie z ks. Janem Dohnalikiem głosić wykłady o teologii Tolkiena w duszpasterstwie akademickim przy kościele św. Anny w Warszawie. To notatki z tych wykładów posłużyły mi potem do przygotowania podcastów dla Stacji7.

 

Jaki był odbiór tych podcastów? Zdarzały się jakieś dyskusje z księdzem, różnice w interpretacji pewnych wątków?

Oczywiście, zdarzały się! Czasem widziałem je w komentarzach pod kolejnymi odcinkami na YouTube, czasem ktoś mi przysłał maila lub napisał komentarz na Facebooku. Zresztą, niektóre z tych uwag czy głosów uwzględniłem teraz w treści książki. Myślę, że to jest cecha dobrej literatury, której przykładem są dzieła Tolkiena: budzi pole interpretacji, poszerza horyzonty, prowokuje ciekawe dyskusje i przemyślenia. Mam nadzieję, że nasza obecna książka zachęci Czytelników do głębszego zastanowienia się nad tym, co można odnaleźć czytając twórczość tego wybitnego i wybitnie katolickiego – pisarza.

 


 

Ks. Stanisław Adamiak 

Teologia Tolkiena 

Chrześcijańskie prawdy wiary ukryte w losach Śródziemia. Odkrywa je pasjonat literatury, który nie chrystianizuje Tolkiena na siłę, lecz opiera się na jego własnej interpretacji, zawartej w pozostawionych listach.

 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor, w latach 2018-20 odpowiedzialna za sekcję news w Stacji7. Wcześniej pracowała w “Pulsie Biznesu”, “Newsweeku” i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap