video-jav.net

Matka Polka z Bułgarii. Alina Petrowa – Wasilewicz

Przyzwoici ludzie zawsze dobrze wychowują swoje dzieci, według określonych wartości, niezależnie od kraju

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z Aliną Petrową – Wasilewicz, dziennikarką KAI, autorką wielu książek, ostatniej “Kapłanki i Kury”, laureatką tegorocznej nagrody Ślad im. bp. Jana Chrapka, rozmawia Aneta Liberacka

 

Twoje korzenie sięgają Bułgarii. Jak to się stało, że jesteś Polką?

Jestem i Bułgarką, i Polką. W stu procentach jestem Bułgarką i w stu procentach Polką. Łączę dobre rzeczy, które są w moich dwóch narodach, dwóch ojczyznach. No i oczywiście wady także. Po prostu mam taką ojczyznę poszerzoną. Zdarzają się też poczucia obcości. Czasami się czuję obco tutaj, czasami czuję się obco w Bułgarii.

 

W jakich sytuacjach czujesz się obco w Polsce?

Czasem czuję się tutaj obco w relacjach międzyludzkich. Polacy używają inaczej języka niż Bułgarzy. Są dyplomatyczni. Jak to się mówi, owijają w bawełnę. Natomiast Bułgarzy jako naród pochodzący z chłopów, mówią bezpośrednio, otwartym tekstem. Czyli tekst równa się tekstowi i nie ma podtekstu. Dla przykładu powiedzenie komuś, że napisał świetną książkę wzbudza niepokój w Polsce, ponieważ zaczyna się praca: co ona chciała powiedzieć. Ja chciałam powiedzieć: napisałeś świetną książkę. Tylko tyle. I nie ma nic poza tym.

 

alina-petrowa_aneta-liberacka

Alina Petrowa-Wasilewicz i Aneta Liberacka | fot. Marcin Jończyk

 

A świat wartości według których żyjesz jest bardziej z Bułgarii, czy bardziej z Polski, czy tego się nie da oddzielić, zdefiniować?

Mnie się wydaje, że gdyby moi dziadkowie spotkali się z rodzicami Karola Wojtyły czy Józefa Ratzingera, to by się świetnie zrozumieli, mimo że jedni byli z Bałkanów, drudzy z Europy Środkowej, a trzeci z Niemiec. Po prostu, przyzwoici ludzie wychowywali w określony sposób swoje dzieci, według określonych wartości, niezależnie od kraju. Na przykład pracowitość, solidność, punktualność – to wszystko wyniosłam z domu. Jak się zachowywać przy stole, jak okazywać innym szacunek – to był trening i myślę, że naprawdę on był powszechny w całej Europie, i tacy ludzie właśnie mnie wychowywali, więc tu nie było żadnego konfliktu. Trzeba się było nauczyć kultury, historii, geografii i jeździć, żeby to było jeszcze bardziej własne. Ja uważam, że to jest taki los na loterii. Mieć dwie ojczyzny to o wiele więcej niż jedną.

 

Udaje Ci się te wszystkie wartości przenieść przez życie i przekazać dzieciom?

Oj, mam oczywiście nadal problemy z pracowitością na przykład. Z uczciwością nie, ale z pracowitością tak, więc jeszcze nad sobą pracuję.

 

Chodzi o to, że jesteś za bardzo pracowita?

No, nie. Jestem leniwa. Dlatego muszę ciągle pracować.

 

Jaka wartość tu w Polsce jest dla Ciebie ważna?

Istotną rzeczą jest na pewno to, że Polska jest bardzo chrześcijańska. Bułgaria była bardzo zateizowanym krajem i do tej pory nim jest. Ale sprawy wiary “załatwiały” moja babcia i tak dyskretnie również mama. Dla mnie w Polsce chrześcijaństwo i katolicyzm to największy skarb. Jako dorosła osoba poprosiłam o chrzest w Kościele Katolickim. Było to świadome i każdemu powiem, że życie bez Boga to jakiś straszny los, co potwierdza też wiele biografii moich rodaków bułgarskich. Zerwanie z Bogiem to makabra. Na przykład cierpienie bez wiary w Boga, tak jak pisał Sartre, jest absurdem. Czymś niewyobrażalnym. Nie do wytłumaczenia.

 

fresk

Fresk w Cerkwii Świętej Bogurodzicy w Monasterze Rylskim w Bułgarii

 

Czyli chrzest przyjęłaś w momencie, kiedy brałaś ślub? To była przyczyna przyjęcia chrztu?

Nie. Nie wiedziałam, że bardzo szybko potem wyjdę za mąż. Rzeczywiście bardzo szybko “przydał się” ten chrzest. Ale absolutnie to wydarzenie nie było w moim życiu związane ze ślubem.

 

A dzieci? Udało się dzieciom przekazać Pana Boga?

Mam nadzieję, choć to jest pewna tajemnica. To nie jest rzecz automatyczna…

 

I nie jednorazowa…

Często pokazuje się nam, wręcz chce nam się wmówić, że człowiek jest taką kulką gliny, którą można dowolnie ulepić, i że to zrobią pedagodzy, albo działacze społeczni, albo media. Nic podobnego. Można urodzić się w stuprocentowo katolickiej rodzinie i zostać zagorzałym lewicowcem, a można, tak jak w moim wypadku – tata był niewierzący i był komunistą – absolutnie iść ku Panu Bogu. Tak się stało w moim życiu. Bóg przemówił do mnie bardzo mocno.

Nie jesteśmy w stanie zaprogramować naszych dzieci. Możemy tylko im budować dobre fundamenty w nadziei, że nawet jeżeli od nich odejdą, to będą miały do czego wrócić, a nie do nicości i do pustki, która jest w przypadku ateizmu.

 

Family Ties concept. Big happy family walking

 

Czy możesz powiedzieć o sobie, że jesteś Matką Polką? Często tak mówi się o kobietach, które mają więcej niż dwoje dzieci. W Polsce ma to znamiona pogardy, jak choćby aktualny atak, że jeśli kobiety dostaną pieniądze z programu 500+ nie będzie im się chciało pracować. Pracę w domu, wychowanie dzieci traktuje się jak brak lepszego pomysłu na życie a nie jak prawdziwe wyzwanie i cel w życiu kobiety. Czujesz się Matką Polką?

Ja się czuję matką Polką i matką Bułgarką, bo bułgarskie matki też miały bardzo ciężko i też udawało im się całe pokolenia dobrze wychować, natomiast uważam, że to jest bardzo cenne być matką Polką. Po prostu to jest wielka wartość.

 

A kto to według Ciebie jest Matka Polka?

Matka Polka to kobieta maryjna. Wydaje mi się, że to jest źródło siły polskich kobiet – ich głęboka maryjność. One były w stanie tyle przetrwać, np. straszne rzeczy w czasie wojny. Znam biografie i losy członków mojej rodziny, na przykład ciotki, która straciła pięciu synów w czasie powstania, męża oraz zięcia. Siedmiu mężczyzn z rodziny zginęło. Dwóch w czasie rzezi Woli, a pięciu jako żołnierze Powstania Warszawskiego. To, że te kobiety przez to wszystko przeszły i potem były w stanie wrócić z jakimś tylko tobołkiem na gruzy, i mimo wszystko tak okaleczone, tak straszliwie zranione odbudowywać życie, żyć sensownie i wychowywać dzieci, dalej ciągnąć wózek, tylko wiarą i wsparciem Maryi można tłumaczyć. Duch maryjny pomagał kobietom w czasach bardzo trudnych, wojennych, okupacyjnych czy w PRL-u, ale również teraz. Spotykam wiele kobiet, które mają głęboką więź z Matką Bożą. I myślę, że stąd jest ten power, który zachwyca cudzoziemców. Oglądałam kiedyś dokument pewnej Węgierki, w którym mówi, że zachwyca się Polkami, bo w nich jest power. Myślę, że ten power Polek bierze się z ich maryjności. Wspaniałą rzeczą jest ta nieprawdopodobna żywotność, i ta nieprawdopodobna zaradność. Nie wiem, kto może zastąpić matkę Polkę, jeżeli chodzi o taki wzorzec. Nie wiem dlaczego jest tak wyszydzana, tak wykpiwana…

 

matka_boska

 

Z tego słyniemy na świecie, że radzimy sobie w każdej sytuacji. Matki Polki to przede wszystkim wielka siła i przedsiębiorczość…

Dokładnie tak. Mam jedną ulubioną historię związaną z moją babcią. Pewnego dnia niosła  dwa litry mleka dla rodziny – w powojennych czasach mleko było ogromnym skarbem. Raptem okazało się, że w aluminiowym garnku jest dziurka. I teraz co zrobić? Straszna rozpacz ją ogarnęła, bo do domu było zbyt daleko, żeby to mleko donieść. Wpadła więc na pomysł: włożyła garnek z mlekiem w śnieg. Było tak zimno, że garnek cały oblepiony śniegiem zamienił się w bryłę i w ten sposób uratowała mleko dla rodziny. To dobrze opisuje kim jest polska kobieta, polska matka. Staje się niesłychanie pomysłowa, niesłychanie kreatywna i po prostu jest w stanie podołać tym wszystkim zadaniom. Niestety, wynika to z tego, że malinowo nie było. I do tej pory jest bardzo ciężko wielu młodym kobietom. Muszą szukać pracy, emigrują, ciężko jest często związać koniec z końcem. To, co je ratuje, to prawdziwa więź z Matką Bożą.

 

Napisałaś też, że kobiety są kapłankami. Co to znaczy być prawdziwą kapłanką dzisiaj? Jak być kapłanką w domu?

Kapłanem i kapłanką się jest – każdy to może osiągnąć w jednej chwili – ofiarowując wszystko Bogu. Trzeba uwierzyć, że każda wersja naszego życia (jeżeli nie jest jakimś złem moralnym) jest sensowna, ponieważ w każdej chwili naszego życia jest Bóg. Nawet smażąc rybę, tak jak święta Teresa z Avilli, można głęboko jednoczyć się z Bogiem. Nie ma gorszych i lepszych prac. Wartością jest tylko to, co buduje i to, co jest przeżywane w jedności z Bogiem. A jeżeli nie jedność z Bogiem (nie wszyscy są wierzący) to przynajmniej Dobro. Świadomość Dobra. Niestety my zatraciliśmy sakralność życia rodzinnego, tego, że jesteśmy kościołem u nas w domu, że mieszka z nami Bóg. Zatraciliśmy to, że kobieta jest przyczółkiem życia. W niej jest życie. Ona chroni to życie. Ona w jakiś sposób jest jego dysponentką.

 

I to chroni w taki sposób, że po prostu też dba o życie wieczne dla dzieci dla całej swojej rodziny…

Tak. I to jest też właśnie to przejście ku życiu wiecznemu. Świadomość, że to gotowanie w garnkach i pieluchy – to, co zostało wyszydzone – te kaszki, i to wszystko, to jest po prostu o krok od Nieba. Kobiety, które w ten sposób przeżywają macierzyństwo – nie dość, że się stają bardziej otwartymi i rozwiniętymi, są po prostu lepszymi ludźmi. Stają się lepsze.

 

mama-dzieci-kuchnia

 

Stają się też bardziej pewne siebie, swojego powołania…

Tak. One stają się też coraz bardziej bogate i hojne, a nie skulone, niepewne. Dobrze przeżyte macierzyństwo rozszerza się na wszystkich. W książce “Kapłanki i kury” opisałam bohaterki, które robią bardzo wiele dobrego dla innych. Na przykład związek dużych rodzin 3+ to przykład tego, że kobiety matki wcale nie zamknęły się egoistycznie w swoich domach, żeby przeżywać macierzyństwo. One pomyślały o innych, o ich problemach i skutecznie zaczęły działać.

 

Kobiety są kapłankami przede wszystkim dlatego, że pokazują ludziom Boga, ale często mówisz też o Ojczyźnie. O tym jak wielką jest wartością. Dlaczego trzeba przekazywać dzieciom miłość i szacunek do Ojczyzny? Dlaczego trzeba się z nią identyfikować? Dlaczego to jest takie ważne?

Dlatego, że jesteśmy dłużnikami. Po prostu. Jest świetna zasada, bardzo stara, odwdzięczenia się za wszystko, co otrzymaliśmy. Jesteśmy częścią większej całości i nasze życie powinno być właśnie takim dziękczynieniem dla ludzi, którzy byli przed nami. Pięknie to pokazał Jan Paweł II, będąc w Wadowicach. Właściwie odmówił wtedy taką litanię wdzięczności, mówiąc: tu wszystko się zaczęło; i życie się zaczęło, i wiara, i kapłaństwo – i wyliczył wszystkich ludzi, którym był wdzięczny. Myślę, że każdy mógłby zrobić w ten sposób. Niestety, zanika trochę to dziękczynienie.

 

Napisałaś ostatnio na Twitterze za Urszulą Ledóchowską, że przyszłość narodu nie tyle jest w rękach polityków, ile spoczywa w rękach matek. Co to znaczy dla nas dzisiaj? Co dzisiaj konkretnie my, matki Polki mamy do zrobienia? Skoro w naszych rękach spoczywa przyszłość tego narodu , to co ja, jako matka, mam robić?

Przede wszystkim uświadomić to sobie. Znać ten cytat z Urszuli Ledóchowskiej. W XIX i XX wieku powstało około pięćdziesięciu wspólnot żeńskich, zgromadzeń żeńskich, i one się przede wszystkim zajmowały wychowaniem kobiety, dlatego że rzeczywiście na kolanach matek się zaczyna wszystko. I w zależności od tego, czy matka będzie swoim dzieckiem kierować – oczywiście w bardzo ścisłej współpracy z mężem, który też jest niezastąpiony; rola ojca jest też niezastąpiona – od tego zależy, jak będzie.

 

Duży wpływ na dziecko ma też środowisko, które je otacza, świat w którym żyją

Tak, często prowadzi w przeciwną stronę. Jest afrykańskie powiedzenie o tym, że cała wioska wychowuje dziecko. W tej chwili matki powinny być świadome, że ta wioska różnie mówi. Jedni mówią tak, a inni mówią inaczej. I przynajmniej do momentu, w którym dziecko nie nauczy się dobrych norm, trzeba być o wiele bardziej czujnym.

 

Brothers and Baby Sisters Relaxing Outside

 

Chyba żadna z nas nie jest w stanie powiedzieć po latach: wykonałam kawał dobrej roboty.

Nie, dlatego że wychowanie opieramy przede wszystkim o wolną wolę naszego dziecka. Nasze dziecko jest wolnym człowiekiem i też trzeba to uszanować. I uszanował to ojciec w Ewangelii św. Mateusza, który pozwolił, aby syn poszedł. Dał mu tę część majątku, powiedział: słuchaj, jesteś już dorosły, rób dalej jak uważasz. Wiemy, jak to się skończyło. Powinniśmy być gotowi na to, że dziecko sobie pójdzie ze swoją częścią majątku.

 

Powiedziałaś na początku naszej rozmowy, że jesteś leniwa, a ja chcę powiedzieć, że jesteś: autorką wielu książek, doświadczoną dziennikarką i to z takim warsztatem, że wielu dziennikarzy chciałoby się u ciebie uczyć, jesteś laureatką tegorocznej nagrody Ślad, pracujesz zawodowo bardzo ciężko i udzielasz się też szeroko społecznie, jesteś mamą, babcią…

Tak. Troje dzieci, pięcioro wnuków.            

 

Wiesz, tylko po tym co wymieniłam ciężko powiedzieć, że jesteś leniwa.

Ale jestem leniwa.

 

Co więc robisz, że Ci się chce? Co jest takim twoim motorem napędowym? Jaka jest metoda, żeby się chciało?

Jestem leniem, który dużo pracuje. Mam wrażenie, że nie mam takiej oświeceniowej wizji świata, w którym zło jest tylko błędem, grzech jest tylko wyborem albo niewiedzą. Mam wizję – może to jest właśnie z powodu bałkańskich korzeni, także prawosławnej tradycji duchowej – że życie, tak jak napisał Kochanowski, jest nieustającym bojowaniem. I mam wrażenie, że jesteśmy właśnie w takiej sytuacji. Mnie najbardziej napędza w tej chwili to, że chciałabym, żeby moje wnuki żyły w normalnym świecie.

 

drzewo

 

I to jest Twój motor?

To jest bardzo mocny bodziec. Oczywiście też Ojciec wpoił mi to, że trzeba pracować. Bułgar, orze swoje ziemie – ja pochodzę z chłopów, tak jak wszyscy Bułgarzy. O Bułgarach mówi się, że zawsze kierpce jego dziadka są na strychu. Nie ma żadnej arystokracji, żadnej szlachty. Po prostu wszyscy jesteśmy chłopami, którzy orali. Ja wiem, gdzie orali moi przodkowie. To jest w tej chwili wieś na terenie dzisiejszej Macedonii, a drudzy tam niedaleko Tyrnowa. I to mam właśnie wpojone, że trzeba pracować. Rzeczywiście bez pracy nie jestem w stanie funkcjonować. Wszyscy się śmieją, że się wybieram na emeryturę…

 

I wybieram, i wybieram, i wybieram…

Nie, ja się wybiorę, ale wiem, ile rzeczy będę robić. Mówię, że chcę napisać trzy książki i że to jest koniec. Potem na horyzoncie znowu się coś pojawia. Tak ciągle ten horyzont się odsuwa.

 

Czyli to, co cię napędza, to poczucie wdzięczności za to, co dostałaś dzięki pracy innych i to, żeby tę wdzięczność okazać w taki sposób, by twoje wnuki też miały jakąś przestrzeń do życia, tak?

Tak. Mówiąc krótko, żeby żyły w normalnym świecie. Żeby na przykład w szkole chłopcu nikt nie wmawiał, że jest kobietą, a dziewczynce, że jest mężczyzną. Po prostu w normalnym świecie.

 

Czyli takim, jakim go Pan Bóg stworzył.

Nie mogę zrozumieć, jak można nie szukać piękna Boga. Przecież to jest absolutne szczęście człowieka, którego nikt i nic nie zastąpi.

 

Czyli piękno tego świata stworzonego przez Pana Boga to jest coś, co każe ci rano wstawać i brać się do pracy. Sama widzisz to piękno i chcesz też, żeby inni to zobaczyli?

Tak, bo ja byłam w wieku około dwudziestu lat bardzo gwałtownie jakby odwrócona. I nie powiem, że się nawróciłam, bo nie jestem nawrócona, ale poczułam bardzo mocne odwrócenie do Pana Boga. I w związku z tym, że przeżyłam to szczęście, nawet kiedy mam bardzo ciężkie chwile, kiepskie dni, doły i tak dalej (a jestem depresyjna) to niezależnie od tego jest ta nieustająca świadomość Pana Boga. I po prostu chciałabym, żeby ci wszyscy ludzie, którzy tak w tej chwili konstruują swoje fałszywe światy, odkryli Go, bo wtedy będą szczęśliwi.

 

alina-petrowa_aneta-liberacka2

Alina Petrowa-Wasilewicz i Aneta Liberacka | fot. Marcin Jończyk

 

I naprawdę wolni.

Tak, tego bym bardzo chciała i dlatego piszę biografie wspaniałych ludzi, świętych, żeby pokazać, jak oni to robili, jakie były owoce ich życia. Stąd te dłuższe, i krótsze formy pisania. Fascynujące jest to, kiedy w czyjeś życie wkracza Bóg. Zaczyna się wtedy jakaś niesamowita przygoda, najwspanialsza z możliwych. I może się to stać gdzieś w prerii, i gdzieś na Syberii – to w ogóle jest bezgraniczne, nie ma adresów.

Czyli chciałabyś po prostu zarażać Panem Bogiem. Tym szczęściem, które pochodzi od Boga.

O, żeby to było możliwe.

 

Ja muszę powiedzieć z własnego doświadczenia, że zarażasz.

Dziękuję bardzo.

 

Dziękuję ci za rozmowę.

Dzięki.

 

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Miłość jest większa niż doktryny

Chrześcijaństwo to najbardziej podzielona religia świata. Czy pomimo tylu różnic możemy się zjednoczyć? Czy Duch Święty może ponad podziałami sprawić, abyśmy byli jedno?

Paweł
Witek
zobacz artykuly tego autora >
Karol Sobczyk
Karol
Sobczyk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

“Głos na Pustyni” to krakowska wspólnota ekumeniczna, której pragnieniem jest “widzieć życie ludzi, którzy tworzą Kościół pełny pasji dla Jezusa oraz chodzą w prowadzeniu i mocy Ducha Świętego”. Jednym z filarów wspólnoty jest jedność chrześcijan.

Z Karolem Sobczykiem – głównym liderem “Głosu”, rozmawia Paweł Witek.

 

W jaki sposób powinien objawiać się szacunek do chrześcijan z innych denominacji?
Na jednym biegunie mamy odrzucenie i zanegowanie ich wiary, z drugiej zaś – bezrefleksyjne przyjęcie ich punktu widzenia jednocześnie niemal zdradzając swoje wartości czy tradycję. Jak nie popaść w skrajności i w innych chrześcijanach realnie dostrzec braci w wierze?

Jako katolicy w tej ranie podziału nie jesteśmy bez winy.

Przede wszystkim musimy mieć świadomość wielkiej zmiany, jaka miała miejsce na Soborze Watykańskim II. Wcześniej jedność chrześcijan była postrzegana jako powrót wszystkich wierzących w Jezusa do Kościoła katolickiego. To był cel: zgromadzić wszystkich w jednej katolickiej, najlepiej rzymskokatolickiej owczarni. Jednak od tamtej pory jedność nie jest widziana jako powrót, ale pojednanie. Potrzebujemy pojednać się z naszymi braćmi w wierze, przebaczyć sobie i prosić o wybaczenie. Jako katolicy w tej ranie podziału nie jesteśmy bez winy. Dopiero wtedy zaczynamy gromadzić ludzi do owczarni Chrystusa, której fundamentem jest miłość i przebaczenie płynące z Krzyża. Czasem mam wrażenie, że statystyczny katolik dużo lepiej odnosi się do niewierzących, niż do swoich braci w Jezusie.

 

Karol Sobczyk Głos

Karol Sobczyk – lider wspólnoty “Głos na Pustyni”

Największe przeszkody w jedności chrześcijan to?

Arogancja i lęk. Postaram się przedstawić często funkcjonujący schemat. Mamy katolika – załóżmy że ma na imię Janek. Ma on głębokie nabożeństwo do Maryi w swoim życiu duchowym, jednocześnie nie mając osobistej i żywej relacji z Jezusem. To jest sytuacja, która nie powinna mieć w ogóle miejsca, jednak często się zdarza. Janek jest mocno związany z Kościołem – uczestniczy nie tylko w Mszach Świętych częściej niż raz w tygodniu, ale też regularnie bywa na dodatkowych nabożeństwach i codziennie odmawia różaniec. Pewnego dnia spotyka protestanta Wojtka, który kilka lat wcześniej odkrył zbawienie dostępne w Jezusie podczas ewangelizacji prowadzonej przez jeden z kościołów ewangelicznych. Wojtek spotkał Prawdę – Jezus jest Prawdą. Jednak nie przyniósł tej Prawdy do swojego Kościoła by go ożywić. Oddzielił się od dotychczasowego Kościoła, co było dla niego bardzo trudnym i bolesnym wydarzeniem. W ten moment zranienia często wkrada się przeciwnik. I tu rodzi się arogancja. „Wszystko” co katolickie zostaje często wrzucone do jednego worka. Towarzyszą temu naprawdę dobre motywacje: aby być czystym dla Boga i naprawdę pójść za Nim.
Arogancja jednak często wylewa dziecko z kąpielą. Kiedy Wojtek spotyka Janka mówi mu, że jego życie jest niewłaściwe: musi odrzucić kult Maryi, przestać się modlić różańcem i zacząć żyć na nowo zostawiając Kościół katolicki, który zwodzi ludzi. Janek boi się Wojtka i ten strach utwierdza go w jego miejscu, zatrzymując go przed nowym życiem w Jezusie. Nazywa Wojtka heretykiem i odstępcą, mówiąc, że tylko w jego Kościele jest prawda (tu rodzi się kolejna arogancja). Wojtek z kolei boi się powrotu do przeszłości i omija Kościół katolicki szerokim łukiem. W ten sposób rodzą się zranienia, które niszczą Kościół.

 

Jakiś czas później Janek spotyka pełnych miłości katolików, którzy jednak żyją inaczej niż on: nie widzi w nich pogardy dla innych kościołów i denominacji. W swoim przeżywaniu wiary mają przestrzeń na szczególny szacunek i uznanie dla Tej, która była pierwszym członkiem Kościoła przynosząc światu Mesjasza, ale ich życie jest chrystocentryczne. Oczekują przyjścia Jezusa, czego Janek zawsze się bał. Rozumieją dlaczego chodzą do Kościoła, potrafią uzasadnić życie sakramentalne Bożym Słowem, a nawet skutecznie modlą się o uzdrowienie. To zmienia Janka: postanawia żyć jak oni – krok w krok za Jezusem. Jakiś czas później spotyka Wojtka i w bezinteresownej miłości – bez ukrytych motywacji przeciągania go na katolicką stronę – przeprasza go za jego arogancję i słowa, które wypowiedział na jego temat: zaczyna widzieć, że decyzja Wojtka wypływała ze szczerego szukania Boga w jego życiu. To rodzi pojednanie i rzuca wyzwanie drugiej stronie.

 

Głos na Pustyni

Zdjęcie pochodzi ze strony fb.com/glosnapustyni

 

To wszystko ukazuje, że tak naprawdę źródłem wszelkiego ekumenizmu jest nawrócenie własnego serca. Wszyscy musimy szukać Ducha Świętego: i katolicy, i protestanci, i prawosławni. A kiedy On ukazuje nam prawdę o naszym sercu i naszej wierze, tak naprawdę każdy z nas staje przed wyzwaniem zmiany. Taka jest natura Ducha Świętego. Duch nie przychodzi i nie mówi jednej grupie, że cały czas miała rację, a tej drugiej, że musi się zmienić. Tak jak w każdym konflikcie między ludźmi. Kiedy szukamy Pana i pytamy jaka jest prawda, widzimy, że nikt tak naprawdę nie miał racji. Nawrócenie naszego serca pozwala nam na budowanie mądrej jedności.

 


Czy Duch Św. może budować jedność mimo tak widocznych podziałów?
Spotkałem się bowiem z opinią, że Duch Święty nie może działać u protestantów, bo tym samym utwierdzałby ich w błędzie, zamiast przyprowadzać do jedynego słusznego Kościoła w domyśle katolickiego. 

Jednolitość nie jest Bożym zamysłem jedności

Podczas Soboru Watykańskiego II w Dekrecie o Ekumenizmie uznano, że Duch Święty działa we wszystkich wspólnotach wiary, także poza Kościołem katolickim. Wcześniej uznawano, że Duch Święty działa w pojedynczych osobach, ale dopiero na Soborze stwierdzono, że Duch Święty działa w innych częściach Ciała Chrystusa. Musimy mieć świadomość tego, że Duch Święty rozprzestrzenia dziś w całym Ciele Chrystusa potężny ruch charyzmatyczny, zapoczątkowany w przebudzeniu zielonoświątkowym przy Azusa Street w Los Angeles. Szacuje się, że 100 lat temu reprezentowało go jakieś milion osób. Dziś jest nas ponad 643 miliony. Kościół katolicki został przez ten ruch ubogacony z rąk protestantów, a jego rozwój trwa do dziś. Papież Franciszek powiedział w tym roku do katolickiej odnowy charyzmatycznej, że jej zadaniem jest rozprzestrzenić ten ruch w całym Kościele. A – co ważne – ruch ten jest ze swej natury ekumeniczny.

 

Moje pokolenie jest pierwszym, które urodziło się w czasach posoborowych. To oznacza, że jesteśmy w przełomowym miejscu, w którym przed naszymi oczami pojawiają się zmiany wypracowane przez poprzednie pokolenia. Jesteśmy świadkami wielkiej odnowy Kościoła katolickiego w tym zakresie. Uczymy się, że jednakowość czy jednolitość nie są Bożym zamysłem jedności.

 

Głos na Pustyni

Zdjęcie pochodzi ze strony fb.com/glosnapustyni

 

Znam więcej niż kilku braci protestantów, którzy kiedy przyprowadzą osobę do przyjęcia Jezusa Panem i Zbawicielem pytają: „Czy jesteś katolikiem? Jeśli tak, musisz znaleźć katolicką wspólnotę i ożywić twój Kościół. Twoi bracia muszą usłyszeć o żywym Jezusie! Jeśli mogę Ci w czymś służyć, daj mi znać, ale wiedz, że Bóg pragnie, abyś był zaczynem przebudzenia w twojej parafii!”. W naszej wspólnocie są osoby, będące owocem takich ewangelizacji. Takie świadectwa łamią nam kamienne serca.

 

Czy jest jakiś owoc wspólnoty “Głos na Pustyni”, który wynika właśnie z jej ekumenizmu, z jedności chrześcijan?

Razem szukamy Boga prosząc Go, aby na nowo uczynił nas jedno.

Owocem jedności we wspólnocie jest przede wszystkim miłość, która jest większa niż nasze doktryny.

Jezus chodząc po Ziemi ponad wszystko cenił prawdę, ale jej brak nie przeszkadzał mu w tym, aby bezgranicznie kochać. Uczył nas, że po tym świat pozna, że naprawdę jesteśmy Jego uczniami, jeśli między nami będzie dostrzegalna prawdziwa miłość. A miłość nie szuka swego. Dopóki nie widać miłości między nami nie tylko nie jesteśmy wiarygodni w ewangelizacji czy świadectwie. Ale po prostu nie widać w nas Boga – On jest miłością. Ludzie muszą zobaczyć w nas miłość Jezusa, inaczej naśladujemy kogoś innego.

 

Drugim aspektem jest zrozumienie i pogłębienie własnej tożsamości.

Może to wydawać się dziwne lub niebezpieczne, ale przy spotkaniu z osobami innych denominacji chrześcijańskich możemy bardzo wzrastać w wierze. Ich objawienie może poszerzyć moje dotychczasowe objawienie. Czasem dokonywać w nim rewolucji. Chodzi o to, aby nasza wiara stała się odnowiona i radykalna. Aby nasze życie naprawdę było święte. Oddzielone dla Boga. Pełne pasji dla Niego. Pełne miłości, która przygarnia i przyprowadza ludzi do Boga. Słowo „radykalny” bierze się z łacińskiego słowa radix, które oznacza korzeń. Jeśli chcemy być naprawdę radykalni, potrzebujemy wrócić do źródła, aby znaleźć powody, dla których tak a nie inaczej wygląda dziś nasze chrześcijaństwo. A takie spotkania bardzo nam w tym pomagają. One rodzą wiele pytań, które często nas konfrontują i wymuszają na nas znalezienie sensownych odpowiedzi. To sprawia, że przestajemy wierzyć w rzeczy, w które ktoś nam kiedyś nakazał ufać, ale zaczynamy robić to w bardzo świadomy i głęboki sposób. Ożywiona wiara ożywia Kościół. Myślę, że jeśli w naszej drodze z Bogiem nie rodzą się pytania, w tym naprawdę trudne pytania, to nasze chrześcijaństwo jest bardzo słabe.

 

Zdjęcie pochodzi ze strony fb.com/glosnapustyni

Zdjęcie pochodzi ze strony fb.com/glosnapustyni

Trzecim jest odkrywanie Słowa Bożego i dziedzictwa w Chrystusie.

Musimy powiedzieć to szczerze: znajomość Pisma Świętego u katolików kulała przez ostatnie wieki. Do czasu Soboru Watykańskiego II nawet na poziomie legislacyjnym dostępność Biblii była dla świeckich bardzo ograniczona. We wspólnocie bardzo duży nacisk kładziemy na Słowo Boże. Cieszy mnie widok tylu katolików, którzy żyją z pasją dla Słowa Bożego. Duch Święty czyni je dla nich żywym i przez Słowo dokonuje w nich wielu, naprawdę znaczących przemian. To od naszych protestanckich braci zaczęliśmy się uczyć znaczenia łaski i usprawiedliwienia – przecież to fundament, o którym nie było mi dane słyszeć na szkolnej katechezie. Pastor Terry Virgo napisał książkę „Łaska”, która otrzymała imprimatur Kościoła katolickiego, a która w znakomity sposób ugruntowuje naszą wiarę. Także od naszych braci zaczęliśmy się uczyć o roli znaków i cudów w ewangelizacji. Dziś regularnie doświadczamy ponadnaturalnych przejawów Bożego działania. Ostatnio usłyszeliśmy świadectwo Gosi, która została uzdrowiona po 10 latach z bezsenności. Tydzień wcześniej Piotr złożył świadectwo o uzdrowieniu z ciężkiej astmy, których symptomy zniknęły podczas modlitwy i do dziś (a minął rok) już nie wróciły.

 

Czwartym jest głód.

Jezus jest jedyną i doskonałą teologią!

Zaliczyłbym go do naprawdę wymiernych owoców. Głód jest łaską, jest przeciwieństwem samozadowolenia. Prowadzi nas do większej zależności od Boga. A On zapewnia w swoim Słowie, że głodnych nasyca dobrami, a bogatych odprawia z niczym. We wspólnocie żyjemy w głodzie jedności. Mamy kilka małżeństw mieszanych, które są proroczym znakiem nachodzącej jedności – o tym mówi inny fragment z Listu do Efezjan, że Bóg pragnie wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie. Ale tę jedność widzimy dopiero w jakieś części. Nie chcemy swoich koncepcji, szukamy Boga i poddajemy się prowadzeniu Ducha Świętego. Wiemy, że jako Jego dzieci nabroiliśmy. Rodzina się podzieliła, w wielu miejscach kontakt urwał się z hukiem. Ciało Chrystusa rozdarliśmy na ponad 40.000 denominacji. Spojrzeliśmy na nasze życie, dostrzegliśmy grzech i stanęliśmy w pokucie. Wyrzekliśmy się pychy, poczucia wyższości i arogancji. I razem szukamy Boga. Prosząc Go – za Jezusem – aby na nowo uczynił nas jedno. To dla nas misja niemożliwa. Ale nie dla Niego.

 

Głos na Pustyni

Zdjęcie pochodzi ze strony fb.com/glosnapustyni

Piątym jest ewangelizacja.

To jest cudowny owoc wspólnej ekumenicznej drogi. Możemy w różnych teologicznych aspektach i niuansach odczuwać dysonanse. Ale kiedy stajemy w miejscu służby, teologia odchodzi na drugi plan. Kiedyś znalazłem zdanie pastora Billa Johnsona, który mówi, że Jezus jest doskonałą teologią. Przy jednej z rozmów z bpem Grzegorzem Rysiem, gdy tylko przytoczyłem to zdanie, zaraz dodał: “I jedyną”. W końcu o Niego tu chodzi! Dlatego razem z braćmi innych wspólnot chrześcijańskich jeździmy na posługi ewangelizacyjne. Modlimy się za siebie o duchowe wyposażenie do podejmowanych misji. Wspólnie modlimy się za ludzi i zachęcamy się w wierze. Dzielimy się Słowem i tym, co Bóg przez nie do nas mówi. Kiedy ludzie widzą jakość relacji między nami pomimo różnic denominacyjnych, to ich naprawdę zastanawia. Świat jest pełen podziałów: politycznych, rasowych, światopoglądowych. Świat tworzy obozy wojenne przeciw sobie, podczas gdy my łączymy siły dla Niego.

 

Szóstym jest rozmiłowanie do Izraela.

Dlaczego? Jest wiele powodów, ale ujmę te, które bezpośrednio wypływają z ekumenicznej drogi. Nasza wiara miała swój początek u Żydów. Jezus był Żydem, Maryja była Żydówką, apostołowie byli Żydami. Oni żyli w tamtej kulturze i w ichniejszych problemach. To tam miały miejsce początki naszej wiary. Wiemy, że z braćmi innych denominacji nie dzieli nas Słowo Boże. Dzieli nas jego interpretacja. Dlatego ukazanie tego, jak Żydzi widzą i przeżywają wiarę, jak oni odczytują Słowo (które zostało napisane dla nich!) odsłania głęboko Boży zamysł i serce. Skoro w tamtym czasie potrafiliśmy być jedno, to tam musimy szukać Bożych dróg dla tej jedności. Dziś coraz więcej Żydów przyjmuje Jezusa. Oni pozostają Żydami, nie stają się członkami chrześcijańskich wspólnot. Tworzą własne kongregacje i uczą się żyć tak, jak pierwszy Kościół. To jest znak czasów i wyzwanie dla nas, chrześcijan, wywodzących się z narodów. Kiedyś żydowski Kościół przeprowadził Sobór (nazwany Soborem Jerozolimskim) decydując o tym, że ci, którzy nie są Żydami a uwierzą w Jezusa, mogą zostać zbawieni, pomimo tego że się nie obrzezają i nie staną się takimi jak Żydzi. O tym mówią Dzieje Apostolskie w rozdziale 15.

Historia zatacza dziś koło, i dziś to my stoimy przed wyzwaniem, aby przyjąć Żydów mesjanistycznych, zostawiając im tę samą wolność, którą kiedyś pozostawili nam. Dziś na rzecz tego działa cały ruch Toward Jerusalem Councill II (W stronę Soboru Jerozolimskiego II), w który mocno jest zaangażowany także Kościół katolicki. Ale jak możemy przyjąć ich takimi, jakimi są, jeśli wpierw nie zrobimy tego z naszymi protestanckimi czy prawosławnymi braćmi?

 


Aby dowiedzieć się więcej o wspólnocie wejdź na: GlosNaPustyni.pl


 

 

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6112,Badz-uzdrowiony-moca-Jezusa?utm_source=stacja7&utm_medium=Wklejka&utm_campaign=Bądź uzdrowiony mocą Jezusa

Paweł Witek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Karol Sobczyk

Karol Sobczyk

Razem z żoną Gosią jest głównym liderem wspólnoty „Głos na Pustyni”. Z wykształcenia psycholog, z pasji publicysta, na co dzień dyrektor Chrześcijańskiej Fundacji „Głos na Pustyni”. Jest członkiem Sekretariatu ds. Nowej Ewangelizacji Archidiecezji Krakowskiej. Jest także współautorem (wraz z o. Adamem Szustakiem) książki „Błogosławieństwo ma moc”. Szczęśliwy i dumny ojciec Daniela i Zuzanny.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł
Witek
zobacz artykuly tego autora >
Karol Sobczyk
Karol
Sobczyk
zobacz artykuly tego autora >