video-jav.net

Kard. Nycz: Przyjeżdżajcie na ŚDM, nie bójcie się, nie będziecie zawiedzeni!

Wierzę, że to, co zostanie wyniesione ze spotkań z Franciszkiem - oraz z tej radosnej wspólnoty jaka budowana jest podczas ŚDM - nie będzie tylko jakimś ulotnym wspomnieniem, ale że będzie kształtować nasz kraj

Polub nas na Facebooku!

Z kardynałem Kazimierzem Nyczem, metropolitą warszawskim, rozmawia Rafał Łączny i Marcin Przeciszewski (KAI)

 

Kardynał NyczKsięże Kardynale, wszyscy pytają o nadzieje i oczekiwania związane ze Światowymi Dniami Młodzieży. A może odwróćmy pytanie: czy nie wydarzyło się już coś bardzo ważnego dla Kościoła w Polsce? Mam na myśli okres przygotowań, nowe kręgi duszpasterskie jakie powstały w parafiach i diecezjach, centra ŚDM czy ponad 40 tys. wolontariuszy, którzy się już zgłosili.

Najważniejszą sprawą jest przygotowanie duchowe i duszpasterskie do ŚDM. Warto jest spojrzeć na to, co dzieje się wokół Światowych Dni Młodzieży nie tylko poprzez pryzmat Krakowa, gdyż Kraków ma za sobą 3 lata ciężkiej pracy, ale całej Polski. We wszystkich 44 diecezjach od 3 lat przygotowujemy młodych na to, aby mogli pojechać do Krakowa. Przygotowania do ŚDM są impulsem, często wnoszącym wiele nowego w życie parafii. W zdecydowanej większości z nich właśnie z tej okazji powstały nowe grupy młodych. Są to ci, którzy oprócz tego, że pojadą do Krakowa, chcą coś dobrego zrobić dla innych. Zbierają się w grupach wolonatariackich. Jest to pewne pozytywne poruszenie, którego nie da się łatwo wymierzyć ani ocenić.

 

Oprócz tego parafie przygotowują się na przyjęcie młodych z innych krajów, nieraz z bardzo odległych. Przyjedzie ich ok. 120 tys. Parafie znajdują rodziny, które chcą otworzyć swoje domy i będą gościć przybyszów. W diecezjach jest przygotowywany ciekawy, wielowątkowy program kulturalny, religijny, duchowy i taki, który pozwoli młodzieży poznać nasze regiony. Z tych spotkań na pewno pozostaną więzi, które przetrwają. Młodzi z Brazylii, USA czy z Ukrainy będą później pisać listy i podtrzymywać więzi. W wielu wypadkach dojdzie do ponownych odwiedzin lub rewizyty gości z Polski.

Ważne jest, żeby ta aktywność nie miała charakteru pojedynczej akcji, lecz by ją kontynuować w różnych formach. Musimy być świadomi, że przy okazji przygotowań do ŚDM uaktywnia się w całej Polsce kilkaset tysięcy ludzi, głównie młodzieży. Jest to znaczące środowisko. Jeśli proboszczowie, księża i zespół parafialny będą potrafili tych ludzi zatrzymać by się nie rozpierzchli, to życie w takiej parafii powinno odmłodnieć. Przecież ci młodzi mogą zasilić wkrótce radę parafialną, zespół charytatywny, odmłodzić grupy modlitewne, wspólnoty i inne kościelne inicjatywy. To jest olbrzymia szansa i mam nadzieję, że będziemy potrafili z niej skorzystać.

 

Kolejna sprawa, dotyczy tego, co pozostanie w ludzkich sercach wtedy, kiedy Papież wsiądzie do samolotu i odleci do Rzymu?

– Doświadczenie poprzednich Światowych Dni Młodzieży mówi, że pozostawało bardzo dużo. Następowało jakieś znaczące ożywienie zarówno wśród tych milionów które przyjeżdżały jak i w kraju, w którym się to odbywało.

Wielu młodych mówiło mi, że gdy pojechało z narzeczonym czy narzeczoną na ŚDM, to coś takiego się tam stało, że podjęli ostateczną decyzję o ślubie. Wielu księży opowiadało, że ta “kropka nad i” co do ich powołania zapadła właśnie podczas Światowych Dni Młodzieży, w Częstochowie, Rzymie czy Kolonii. Tego, co się będzie działo w sercach ludzkich, w żaden sposób nie da się wymierzyć.

 

Jest to sytuacja pewnego poruszenia duchowego, być może nieco podobna do tej, jaką pamiętam z 1979 r. z czasów pierwszej wizyty Jana Pawła II do Polski. Jako młody ksiądz byłem przy nim wówczas w Krakowie na Błoniach wraz z 1,5 milionem ludzi. Czuliśmy, że jest coś w powietrzu… Ci ludzie odzyskali swoją tożsamość i poczuli się wolni. Przestali się bać setek tysięcy milicjantów, którzy byli wokół aby ich pilnować. Przy Papieżu, podczas Eucharystii jaką on sprawował, poczuli się wolni i to dało im moc. A po roku zaowocowało powstaniem „Solidarności” i późniejszymi przemianami.

 

Czy dziś możemy spodziewać się przełomu?

– Może dzisiaj trudno liczyć na takie spektakularne konkrety, zresztą sytuacja jest zupełnie inna. ŚDM to doświadczenie wiary i Kościoła powszechnego, jednego Kościoła we wszystkich narodach. To jest doświadczenie potrzebne dla każdego pokolenia.

Jestem przekonany, że duchowe poruszenie, budujące na nowo wspólnotę, z pewnością jest także bardzo potrzebne nam tu w Polsce. Chodzi mi o sferę pojednania narodowego, z czym mamy dziś olbrzymi kłopot. Bo niestety, gdy polski katolik po Eucharystii wraca do swej pracy, życia społecznego czy polityki, często gubi to, co otrzymał przy ołtarzu. Mam nadzieję, że po Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie oraz po spotkaniu nieco starszych Polaków z Papieżem w Częstochowie, pozostanie duch wspólnoty i jedności. Wierzę, że to, co zostanie wyniesione ze spotkań z Franciszkiem – oraz tej radosnej wspólnoty jaka budowana jest podczas ŚDM – nie będzie tylko jakimś ulotnym wspomnieniem, ale że w jakiejś mierze będzie kształtować nasz kraj.

 

Trudno nam prorokować co powie Franciszek do Polaków oraz do młodych z innych krajów, którzy tu przybędą. Jednak pewne tematy można chyba wywnioskować z dotychczasowego nauczania Papieża. Mamy przecież Rok Miłosierdzia, a ŚDM w Krakowie odbywają się pod hasłem: „Błogosławieni miłosierni!”. W swych niedawnych katechezach Franciszek mówił wiele o wertykalnym wymiarze miłosierdzia. Może teraz czas, aby mówił bardziej o wymiarze horyzontalnym?

– Jan Paweł II w encyklice „Dives in misericordia” – jak i później w wielu przemówieniach i dokumentach – bardzo mocno ukazywał teologiczny wymiar miłosierdzia. Natomiast Franciszek bardziej kładzie nacisk na otwartość na miłosierdzie Boże jako podstawę naszej wiary. Zwraca też uwagę na horyzontalny wymiar miłosierdzia i przypomina, że każdy z nas jest powołany do okazania postawy miłosierdzia wobec innych. Na początku Roku Miłosierdzia przypomniał rzecz ważną, ale o której katolicy często sami nie pamiętają, mianowicie o potrzebie uczynków miłosierdzia co do duszy i co do ciała.

 

Franciszek zdaje sobie sprawę, że dla budowania teologicznego, wertykalnego fundamentu miłosierdzia, Jan Paweł II i Benedykt XVI zrobili bardzo dużo. On to ich nauczanie kontynuuje, wyrażając to w sposób niezwykle komunikatywny. Jednak nieco inaczej rozkłada akcenty. Przypomina nam wciąż, że Bóg czeka na nas z otwartymi ramionami – niezależnie od stopnia naszej grzeszności czy pogubienia. Jest przekonany, że doświadczenie Bożego miłosierdzia powołuje cały Kościół, nas wszystkich do postawy miłosierdzia, do okazywania go każdemu potrzebującemu. Jego zdaniem epoka współczesna winna być czasem szczególnego zaufania Bożemu miłosierdziu. Bowiem człowiek współczesny wydaje się na tyle zraniony przez różne ideologie, konsumizm, itd., że wydaje się odporny na „odgórne” nauczanie, natomiast nadzwyczaj spragniony jest nadziei i miłości. Dlatego Franciszek często mówi o Kościele jako o „szpitalu polowym”, który te rany powinien opatrzyć, który powinien być tam, gdzie jest najtrudniej.

 

Do tych wątków Franciszek nawiąże zapewne w Krakowie i w Łagiewnikach, a w innych punktach pewnie nas zaskoczy. Sądzę, że kwestia miłosierdzia będzie jednym z ważnych elementów ŚDM, spinających to wydarzenie. Mam nadzieję, że młodzież wyjedzie z Krakowa z poczuciem, że trzeba być wrażliwym na konkretnego człowieka, który tego potrzebuje. Mam nadzieję, że z tego narodzą się też i konkrety w zakresie tej całkiem konkretnej wyobraźni miłosierdzia, o którą apelował do nas Jan Paweł II.

W papieskim przesłaniu z Krakowa pojawią się zapewne i najbardziej palące, bolesne problemy dzisiejszego świata: kwestia pokoju, sprawiedliwości czy uchodźców. Pojawi się z pewnością wezwanie do dzielenia dóbr z potrzebującymi i przestroga przed egoistyczną postawą, jaka w obecnym świecie, także w sferze gospodarczej, jest silnie obecna. Z pewnością Papież zaapeluje o otwartość wobec uchodźców, bo o tym mówi od samego początku pontyfikatu. Wierzę, że wymiar horyzontalny połączy z wertykalnym i będzie też mówić o krzyżu, który łączy oba te wymiary.

 

Chcielibyśmy zapytać o nadzieje związane z dwoma innymi wydarzeniami papieskiej wizyty. Zacznijmy od Częstochowy. Czy obecność Franciszka jest tam rodzajem dziejowej sprawiedliwości wobec uniemożliwienia przez komunistów przyjazdu Pawłowi VI na uroczystości milenium w 1966 r.?

– Jest to podwójna rekompensata. Z pewnością nieobecność Pawła VI zostanie dopełniona przez obecność Franciszka. Wtedy też planowany był pobyt papieża na Jasnej Górze, wobec czego Poznań i Gniezno, gdzie tym razem były główne uroczystości, nie powinny mieć żalu. Papież nie pojechał do Gniezna i Poznania, aby nie odwrócić uwagi od Światowych Dni Młodzieży jako głównego celu jego przyjazdu. Ale bardzo dobrze, że jubileusz 1050. rocznicy chrztu Polski zostanie dopełniony właśnie w Częstochowie. Nada mu to nowy wymiar. A przesłanie stamtąd – skoro pada z racji jubileuszu naszego chrztu – skierowane będzie w szczególny sposób do Polski. Warto, abyśmy je potem dokładnie przeanalizowali.

 

I jest jeszcze kolejny etap tej wizyty: Auschwitz-Birkenau…

– Powiem, że Oświęcim jest to takie miejsce, w którym Papież nie może nie być. Są na świecie takie miejsca, które w sposób wymowny i tragiczny zarazem pokazują, czym grozi budowanie świata bez wartości. Kończy się to totalitaryzmem i traktowaniem człowieka w sposób instrumentalny. Widzieliśmy to zarówno w hitleryzmie jak i w komunizmie rosyjskim. Były obóz jest miejscem zadumy i refleksji nad tym, co się stało, i modlitwy za tych ludzi. Jest to przede wszystkim miejsce przestrogi i refleksji nad przyczynami: dlaczego tak się stało?

 

Jan Paweł II i Benedykt XVI przestrzegali – co nieraz było nawet kontestowane – że państwo, że demokracja bez wartości z łatwością przeradza się w totalitaryzm. Okazało się, że 70 lat temu tak się właśnie stało, a i dziś mamy takie miejsca na świecie, które to pokazują.

Obecność Franciszka w Auschwitz-Birkenau jest bardzo ważna, także z tego względu, że jest papieżem pochodzącym spoza Europy. Ktoś mógłby powiedzieć, że to co się stało w Oświęcimiu jest problemem europejskim, a więc Europejczycy winni z tym sobie radzić. Nie. Jest to problem światowy, gdyż chodzi tu o godność człowieka, dla której brak szacunku rodzi dla człowieka takie skutki. Spodziewam się bardzo wiele po tej, cichej wizycie, chociaż jest to wizyta mocno prywatna. Nie będzie on cicha w wymiarze medialnym i głośno będzie o niej na całym świecie.

 

Mówi się, że Światowe Dni Młodzieży to błogosławiony pomysł Jana Pawła II. Młodzież ma okazję policzyć się w świecie, w którym wyznawanie wiary jest przecież coraz trudniejsze.

Ja bym bardzo zaapelował, by zaufać Panu Bogu, a także ludziom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo. Inaczej będzie to sukces tych, którzy chcą nas zastraszyć.

– Wprawdzie policzenie się nie jest najważniejsze, ale nie znaczy to, że nie jest ono ważne. Człowiek potrzebuje takiego potwierdzenia, że jest nas przy Chrystusie dużo. To jest ważne tym bardziej, że w czasie ŚDM jesteśmy bardzo mocno uwarunkowani strachem, który został w nas obudzony. Z tego co słyszę od rodziców, w Polsce i nie tylko w Polsce, to niektórzy boją się wysłać swoje dzieci do Krakowa ze względu na zagrożenia terrorystyczne. Ja bym bardzo zaapelował, by zaufać Panu Bogu, a także ludziom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo. Inaczej będzie to sukces tych, którzy chcą nas zastraszyć.

 

Chciałbym powiedzieć do młodych z całego świata: przyjeżdżajcie, nie bójcie się, na pewno nie będziecie zawiedzeni.

A jeśli chodzi o „policzenie się młodych”, to porusza Pan problem, o którym często mówi się dyskutując o priorytetach duszpasterstwa: czy ważne jest aby ono było liczne, masowe, czy ważniejsze jest kształtowanie grup i wspólnot? Tymczasem i jedno i drugie jest potrzebne. Jan Paweł II kiedy inicjował Światowe Dni Młodzieży doskonale zdawał sobie sprawę, że bardzo ważny jest w życiu młodego człowieka taki moment, kiedy on poczuje się blisko przy ołtarzu, przy papieżu, wśród młodego Kościele i we wspólnocie.

 

Zapraszajmy wiec młodzież, na Tydzień Misyjny w diecezjach i na centralne uroczystości do Krakowa. Zapraszajmy młodzież do Krakowa, na katechezy, na Błonia, na drogę krzyżową, ale przede wszystkim na sobotę i niedzielę, na finalny wieczór czuwania z Papieżem i potem na Eucharystię wieńczącą Światowe Dni Młodzieży.

 

Bardzo dziękujemy Księdzu Kardynałowi za rozmowę.


Rafał Łączny, Marcin Przeciszewski / Warszawa

 

Na rowerze za Panem Bogiem

Im więcej czasu spędzonego na rowerze tym więcej czasu na sprawy duchowe. To jest wprost proporcjonalne

Tomasz Maniura OMI
Tomasz
Maniura OMI
zobacz artykuly tego autora >
Dominik Kołodziej
Dominik
Kołodziej
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z o. Tomaszem Maniurą OMI, organizatorem wypraw rowerowych i duszpasterzem Duszpasterstwa Młodzieży Niniwa rozmawia Dominik Kołodziej

 

o.Tomek

Ojciec Tomasz Maniura OMI

Wyjazdy z Niniwa Team to: wycieczka, obóz sportowy czy pielgrzymka?

Dobrze zacząć od małej zaczepki. Specjalnie nie nazywam tych wyjazdów pielgrzymkami. Można powiedzieć, że te wyprawy to i wycieczka, i obóz sportowy i pielgrzymka. Tak naprawdę punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mi zależy, żeby zdobyć też młodych, którzy nie wybrali by się na pielgrzymkę. Pociąga ich szaleństwo tych wypraw, przygoda, niepewność warunków bytowania, noclegów itd. Cieszę się, gdy po wyprawie ktoś mi mówi: “Ojcze, tu wcale nie chodziło o rowery! To były najprawdziwsze rekolekcje!”.

 

Na czym Ojca zdaniem powinien opierać się dobry wakacyjny wyjazd i dlaczego?

To zależy jaki się ma cel. Jeśli mówimy o młodzieży i chcemy, żeby to był wyjazd rozwojowy, to musi to być czas intensywny przeżywany z innymi. Młodzi najbardziej rozwijają się przez relacje z rówieśnikami. Nie muszą to być rowery. Może być piesza pielgrzymka, wyprawa górska czy spływ kajakowy. Ważne, żeby musieli być razem w różnych okolicznościach, kiedy pojawia się dużo różnych emocji. Gdy wyjedziemy gdzieś skąd nie da się wpaść do swojego domu czy przed swój ekranik, to trzeba się zmierzyć z rzeczywistością, razem z tymi, którzy są obok. I to rozwija, bo przecież nie wszystkich się lubi, nie każdy się każdemu podoba itp. Jeśli chcemy zrobić dobry dla młodych, czyli rozwojowy wyjazd, to nie możemy się bać wysiłku, trochę szaleństwa. Tak to trzeba zorganizować, żeby w dużej mierze to oni tworzyli ten czas. A jeśli chcemy mieć taki wyjazd połączony z duszpasterstwem to w tym całym przeżyciu trzeba pokazywać Boga, że wszystko jest od Niego, dzięki Niemu i w Nim jest siła oraz sens.

 

dzien19_dsc_2146

fot. niniwateam.pl

 

W trakcie wyjazdów z Niniwa Team przejeżdżacie na rowerach średnio 150 km dziennie. Czy po tygodniu takiej wycieńczającej fizycznie jazdy jest jeszcze siła, żeby po zejściu z roweru zajmować sprawami “duchowymi”?

Im więcej czasu spędzonego na rowerze tym więcej czasu na sprawy duchowe. To jest praktycznie wprost proporcjonalne. Dla mnie te na przykład dziesięć godzin pedałowania dziennie to najczęściej dziesięć godzin modlitwy. Nie chodzi o to, żeby stworzyć sterylne warunki do duchowego życia, ale żeby nauczyć się żyć w Bożej obecności i razem z Nim przeżywać zjazdy i podjazdy, upały i deszcze, jazdę z wiatrem i pod wiatr, czekanie na innych, naprawianie roweru itd. Rano czytamy Ewangelię. Maryja Słowo w sobie nosiła, zachowywała i rozważała. Ta monotonna jazda na rowerze to czas, kiedy te rano zasłyszane Słowo, może w nas dojrzewać, można je rozważać w tym ciągle zmieniającym się świecie. Doświadczamy trudu i piękna. Życie jest i trudne i piękne. Dzięki temu wysiłkowi, porannemu wstawaniu, codziennemu zwijaniu namiotów, tej jeździe odkrywamy dużo piękna świata i życzliwości ludzi. Bez trudu nie byłoby tego piękna, a bez tego piękna nie byłoby siły do tego trudu. Duchowość łączy się z tym co cielesne. Chodzi o prawdziwego przebóstwionego człowieka.

 

imgp0002

fot. niniwateam.pl

 

Wyjeżdżając na wyjazd nie planujecie noclegów, nie zabieracie wystarczających pieniędzy na wyżywienie itd. Czy słowa Jezusa o tym, żeby nie zabierać chleba, torby i pieniędzy nie dotyczyły Apostołów, którzy szli głosić Chrystusa? A może Wy też w jakiś sposób głosicie?

Głosimy samym życiem. Jeśli żyjesz Bogiem, to nie da się tego ukryć. Największą siłą nie jest jeden człowiek wierzący, ale wiara przeżywana we wspólnocie. Styl naszych wypraw, czyli bez samochodu technicznego czy bagażowego, bez zorganizowanych noclegów i bez pieniędzy na noclegi, to styl ewangeliczny, to styl, który wymaga wiary. Nasze wyprawy to prawdziwe doświadczenie wiary i znak wiary. Nie chowamy się z naszym życiem i doświadczeniem. Wręcz przeciwnie. Widzą nas ludzie wśród których jesteśmy, ale też widzą nas tysiące ludzi w Polsce dzięki codziennym relacjom na naszej stronie oraz dzięki mediom. Z ostatniej wyprawy pamiętam wiele spotkań z naszymi rodakami mieszkającymi na Wyspach. W Aberdeen spędziliśmy bardzo mocny czas wiary. Wielu siedziało z nami całą niedzielę, chcieli rozmawiać, dopytywali, oferowali pomoc przez zrobienie prania, jedzenie itp. Zaczęliśmy wzajemnie dzielić się tym, co każdy ma do dania. Wytworzyła się otwartość, poczucie wspólnoty zgromadzonej przez Bożą Opatrzność.

 

05_tydzien_image001

fot. niniwateam.pl

 

Gdzie jedziecie w tym roku i dlaczego?

W tym roku robimy okrążenie. Jedziemy z Kokotka do Kokotka. Ale dość spore okrążenie wokół Morza Czarnego przez kilkanaście różnych państw: Ukraina, Rosja, Gruzja, Armenia, Azerbejdżan, Turcja, Bułgaria, Macedonia, Albania, Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina, Chorwacja, Węgry, Słowacja i oczywiście na początku i na końcu Polska. Dlaczego tam? Jest to nasz X-ta, jubileuszowa wyprawa. Jako Niniwa Team chcieliśmy jechać do Niniwy, ale niestety ze względu na sytuację militarną w tamtym rejonie nie jest to możliwe. W Kościele przeżywamy nadzwyczajny rok jubileuszowy, rok Miłosierdzia. Dlatego jedziemy o Miłosierdzie dla świata, który sam w sobie jest dziełem Boga, ale przez ludzki grzech pełen niepokoju, lęku, zamknięcia, konfliktów i niebezpieczeństwa. Niestety zrobiło się dość czarno na naszym globie. To Morze Czarne, które okrążamy symbolizuje świat, który który pogrążył się w ciemnościach. Stąd nasze logo, na którym widać szary i ciemny świat, ale rozjaśniają go promienie Bożego Miłosierdzia. Chcemy być iskrą Bożego Miłosierdzia.

 

bielany

fot. niniwateam.pl

Jest już za późno, żeby jechać z Wami, zapisy zostały zamknięte. Jaki pomysł na „wakacje z duchem” ma Ksiądz dla tych, którzy nie zdążyli się zapisać?

Najlepsze pomysły wynikają z życia. Na pewno pieniądze nie mogą być przeszkodą. Nawet na miejscu, gdziekolwiek się mieszka można dużo przeżyć. Ważne żeby zacząć żyć, żeby podjąć jakieś kroki wiary, zrobić coś więcej, coś co wydaje się niemożliwe i liczyć na Boga. My też nie od razu pojechaliśmy na Syberię. Lubisz biegać? Nie masz z kim? Postanów przez wakacje biegać codziennie przy tym wytrwale i konsekwentnie zachęcać innych. Każdego dnia postanów sobie, że znajdziesz nowy argument przemawiający za bieganiem. Módl się biegając o kolejnych towarzyszy, o całą drużynę, z którą kiedyś przebiegniesz maraton w jakimś wymarzonym miejscu, które dziś wydaje się poza zasięgiem. Ja najpierw rowerem jeździłem sam po okolicznych wioskach, później w liceum co roku z mojego rodzinnego Lublińca na Śląsku z kimś innym rowerem jechałem nad Bałtyk, a teraz z wieloma ludźmi wielkie rowerowe wyprawy po świecie. Niech twoje pomysły sięgają nieba, czyli doskonałej wspólnoty ludzi, którzy potrafią razem żyć.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

fot. niniwateam.pl

 

Na czym polegać będzie nowa forma wyjazdów, na której opierać się będą wyjazdy od przyszłego roku?

Nie wiem. W życiu najlepiej być otwartym i dać się życiu, czyli Bogu prowadzić. Nie można stać w miejscu. Czuję, że te wyprawy spełniły swoją funkcję. Czuję, że trzeba iść dalej. Nie chcę Bogu wyznaczać granic. Muszę obserwować życie, uchwycić to, co trzeba uchwycić. Być może będzie więcej krótszych wyjazdów na przykład rodzinnych czy obejmujących różne stany czy grupy wiekowe? Może wyjazdy będą jeszcze bardziej ekstremalne, a może ich w ogóle nie będzie? X-ta wyprawa, jubileuszowa, to czas łaski. Niebo trochę mocniej się otwiera. Z mojej strony całą sztuką jest uchwycić to, co Bóg daje. Jedna z najważniejszych życiowych umiejętności, to umiejętność przyjmowania. Zobaczymy.

 

Tomasz Maniura OMI

Tomasz Maniura OMI

W 1997 roku wstąpił do nowicjatu Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej na Świętym Krzyżu, następnie w roku 1998 rozpoczął studia teologiczno – filozoficzne w Wyższym Misyjnym Seminarium Duchownym w Obrze na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W roku 2004 zyskał tytuł magistra teologii oraz przyjął święcenia kapłańskie. Od roku 2008 jest Duszpasterzem Młodzieży Polskiej Prowincji Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Od 2010 roku także jest przełożonym Domu Zakonnego w Kokotku. Od 2004 roku tworzy Oblackie Duszpasterstwo Młodzieży NINIWA. Od 2007 roku organizuje zagraniczne wyprawy rowerowe NINIWA Team.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dominik Kołodziej

Dominik Kołodziej

Szczęśliwy mąż i ojciec, specjalista ds. zarządzania stronami internetowymi w portalu Stacja7.pl. Były szef krakowskiego Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego "Beczka".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Maniura OMI
Tomasz
Maniura OMI
zobacz artykuly tego autora >
Dominik Kołodziej
Dominik
Kołodziej
zobacz artykuly tego autora >