Nasze projekty

Nasza Mama!

Siedzimy we trójkę już którąś godzinę z kolei, przerzucając się anegdotami z naszego dzieciństwa. W tych wspomnieniach mama jest zarówno wyjątkowo ciepła, wspierająca i słuchająca, ale także wymagająca i konsekwentna.

Reklama

Zawsze słucha!

 

Zawsze uważaliśmy, że najbardziej wyjątkowe w naszej mamie jest to, jak dużo z nami rozmawia. O wszystkim. Zawsze czuliśmy i czujemy, że ma do nas bardzo duże zaufanie i traktuje nasze problemy poważnie. Siadamy w hamaku, na kanapie, spacerujemy, a ona zadaje pytania, które nie mają końca.

Reklama
Reklama

 

Ale słucha, zawsze słucha. Zawsze „dostraja się” do naszych spraw. Zresztą, mama może rozmawiać bez przerwy i nigdy się nie nudzi! ;)

 

Reklama
Reklama

Koszmar wypracowań

 

Jednak to, że traktowała nas serio, nie miało wielkiego znaczenia, gdy pisaliśmy wypracowania z języka polskiego. Tutaj zawsze ostatnie zdanie należało do mamy, jako polonistki. Wszyscy dobrze pamiętamy wieczory, gdy z pewnym uczuciem ulgi po napisaniu pracy, ale także z dozą niepokoju zanosiliśmy mamie nasze „wypociny” licząc, że tym razem spojrzy na nie łaskawszym okiem. Badaliśmy skrupulatnie jej mimikę w trakcie lektury, by zorientować się, czy się jej podoba. Mama bardzo szybko czyta, więc ten stan napięcia nie trwał długo, jednak subiektywnie wydawał nam się nie mieć końca. Scenariusze były dwa: optymistyczny, kiedy mama zaznaczała w tekście miejsca do poprawienia, ale to się zdarzało niezwykle rzadko. I scenariusz drugi, kiedy zgnębieni wracaliśmy do swojego pokoju, by zacząć od nowa. Gdy wspominając to, pękamy ze śmiechu, Tomek nagle się rozpromienia: „pamiętam, że mi mama raz nie podarła wypracowania, ale to było akurat o piłce nożnej. Miałem opisać przebieg meczu na szkolnym boisku. Była precyzja, nie było lania wody. Dostałem od niej szóstkę”.

Reklama

 

Nasza Mama!

„Niecne” zamiary

 

Kiedy rodziców wieczorami nie było w domu, przeświadczeni o swoim sprycie i przebiegłości, stosowaliśmy następującą taktykę. Jak tylko upewnialiśmy się, że rodzice nareszcie pojechali, z rozkoszą rozsiadaliśmy się w fotelach i włączaliśmy telewizor. Gdy chcieliśmy iść na całość zabieraliśmy ze sobą także wypasioną kolację, choć wiadomo było, że gdybyśmy się musieli ewakuować, zabierze nam to więcej czasu. Tomek był wyczulony na najdrobniejszy szmer, który kojarzył z otwieraniem bramy. W takich chwilach bez ostrzeżenia zrywał się pędem z kanapy i uciekał na górę do swojego pokoju. A my byłyśmy wolniejsze, więc korzystając z planu B biegłyśmy do kuchni i udawałyśmy, że o 23 mamy ogromną potrzebę wspólnie zrobić porządek w kuchni. Czasem jednak Tomek wszczynał fałszywy alarm i wtedy wszyscy, starając się nie tupać, biegliśmy każdy do swojego pokoju, a po 10 minutach wracaliśmy do salonu. Sytuacja powtarzała się  wielokrotnie, a my żyliśmy w błogim choć naiwnym przekonaniu, że nasza strategia jest skuteczna. Dopiero po latach rodzice wyjawili nam, że mieli niezły ubaw, po powrocie, gdy okazywało się, że telewizor jest rozgrzany do czerwoności, a my niby śpimy już snem kamiennym.

 

Nasza Mama!

Małe słabostki

 

Wakacje to rodzinne wyjazdy, przeróżne.

Mama ma jedną wielką słabość, gdy wracamy z górskiej eskapady i mijamy jakikolwiek strumyczek, wszyscy już wiemy, że nie przepuści takiej okazji. Choćby było zimno i wietrznie, zrzuca buty (nie wiadomo nawet, kiedy!) i moczy stopy w lodowatym strumieniu. My zaś oglądamy to szczękając zębami, ale już bez zdziwienia. Podobnie sytuacja wygląda nad morzem. Mama uwielbia się opalać i może to robić w nieskończoność (tak nam się zawsze wydawało), ale może też całymi dniami spacerować brzegiem morza na bosaka, nawet w maju czy we wrześniu, nad Bałtykiem.

 

Rower z tatą. Koniecznie po równym. Najlepiej Zamojszczyzna, Lubelszczyzna, Suwalszczyzna, Białowieża. Drogi przez las, małe nieznane miejscowości. Borówki, jeżyny. Rekord dzienny 57km.

 

Logistyczne centrum dowodzenia

 

Wakacje kojarzą nam się także z dorocznymi przygotowaniami przetworów na zimę. Mama jest mistrzynią organizacji i potrafi z naszą pomocą „przerobić” 20 kg ogórków, pomidorów czy śliwek w jedno popołudnie. Z tego przecieru nasza mama robi najlepszą zupę pomidorową z lanymi kluskami na świecie i uważamy tak nie tylko my. W zasadzie jej czarowi i smakowi ulega każdy, kto spróbuje. Pomidorówka jest gęsta i pachnie latem. Wystarczy, że przekraczamy próg domu i czujemy ten zapach, a Jonasz od drzwi już krzyczy: „Babuniu, jaka zupa jest dzisiaj na objadek?”.

 

Nasza Mama!

Mama jest też w naszym domu logistycznym centrum dowodzenia. Gdy jest sytuacja, która zawiera wiele zmiennych sprawiających wrażenie niemożliwych do pogodzenia, śmiejemy się, że tylko ona może rozwikłać tę zagadkę. Wtedy milknie na chwilkę, myśli, a za moment… rozwiązanie jest gotowe, ba! Wydaje się proste, a nawet oczywiste. Jednak nie dotyczy to tylko planowania i organizowania. Mama znakomicie przewiduje przyszłość. Prawda jest taka, że jeśli mama powiedziała już, że coś się stanie, to przepadło. Tak musi być. Tak jakby zaginała rzeczywistość, bo w momencie wypowiadania przez nią danych słów, losy świata się zmieniają ;) Dziś jednak myślimy, że jest to bardzo ściśle związane z tym, że mama ma niewiarygodną intuicję do ludzi. Ma taki dar.

 

Może dlatego, że na każdego patrzy wnikliwie i widzi więcej niż reszta osób.

Dlaczego? Bo ludzie ją ciekawią, frapują i fascynują.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę