Bocaranga… radzimy sobie sami

Po wydarzeniach ze stycznia i lutego tego roku, życie miasta zaczyna się odradzać. Ludzie powrócili z buszu, zaczęli sprzątać zgliszcza pozostałe po swoich domach, kobiety zajęły się organizowaniem miejsca nowego, codziennego rynku. To tam kręci się życie.

Robert
Wnuk OFMCap
zobacz artykuly tego autora >

Pod koniec lutego sytuacja u nas ponownie się pogorszyła. Kilku uzbrojonych mężczyzn weszło do miasta i zapowiedzieli wszem i wobec, że to oni przejmują kontrolę nad naszym bezpieczeństwem i miastem. Ustanowili swoją bazę przy liceum. Okazało się później, że było ich kilkunastu, dobrze uzbrojonych w AK. AntyBalaka nie byli bardzo zachwyceni ich obecnością. Ludzie w mieście sparaliżowani. Niektórzy już spakowani, uciekali do buszu. W szpitalu popłoch, swoją drogą szpital został okradziony i do dziś możemy zapomnieć o lekach. Lekarz, który wszystko trzymał w ryzach, otrzymał pogróżki od tych, którzy chcieli przejąć władzę w mieście. Chciał wyjechać, byle daleko od Bocaranga. Znalazła sie okazja i pojechał do Bozoum, a później do Bangui.

W mieście znów od czasu do czasu słychać strzały. Organizacja pozarządowa IRC, która rozdawała poszkodowanym ze spalonych domów sprzęty domowe, koce, plandeki na dachy, kilkakrotnie była nachodzona i nagabywana przez niewiadomo kogo, w każdym bądź razie przez uzbrojonych. Oni też wyjechali i to szybko, mówiąc, że to ich przedostatni wyjazd przed definitywnym.

Sangaris, Misca byli o wszystkim poinformowani, tylko że, no właśnie, czekamy i radzimy sobie sami. Dwa dni później AntyBalaka rozprawiła się z szefem tych, którzy chcieli opanować miasto. Co z nim zrobili, gdzie go zakopali… tylko oni wiedzą. Pozostali towarzysze rozproszyli się po buszu.

Bocaranga... radzimy sobie sami

Tego dnia przejechały do nas dwa samochody kontyngentu afrykańskiego Misca, chcieli zrobić spotkanie na misji (byli trochę przestraszeni). Mer, AntyBalaka oraz my z misji spotkaliśmy się w Centre Culturel. Komendant Misca zapewniał o ich zaangażowaniu w budowanie pokoju i obecności w naszym regionie dla dobra kraju i nas samych. Powiedział niezłą homilię o patriotyzmie. A ludzie wyrażali swoje niezadowolenie, że wojsko o nich zapomniało, że w rzeczywistości nikt się nami nie interesuje. Czuć było frustrację, ciągle wzrastającą.

Ni stąd, ni zowąd, po 35 minutach spotkania Misca zabrała się i wyjechała. Ciekawe, nieprawdaż? Było widać pośpiech, ale też pewien niepokój, co do ich bezpieczeństwa. W rzeczywistości nie byli mocno uzbrojeni, (samochody Toyota nie są samochodami bojowymi), a na widok kilkuset AntyBalaka mocniej ściskali swoje automaty.

Tego dnia AntyBalaka także była podekscytowana sprawą wyeliminowania ich wroga. Wieczorem, będąc w bazie AntyBalaka opowiadali mi, że niektórzy byli gotowi zaatakować Misca, gdyby tylko ta chciała ich rozbroić. To wyjaśniałoby niepewność żołnierzy z Misca. Wyjechali i znów zostaliśmy sami, zdani na siebie.

Tego dnia słońce prażyło niemiłosiernie, i około 14-tej spadł ochładzający całą sytuację, upragniony deszcz. Padało także w nocy. Po wielkich emocjach tego dnia nastąpiło ich ochłodzenie. I dobrze wszystko sie skończyło. Dalej jesteśmy zdani na siebie i radzimy sobie.

Następnego dnia miałem spotkanie z szefem AntyBalaka. Moje postulaty: przede wszystkim, zakaz strzałów w mieście (chcemy na nowo otworzyć szkołę), nikt nie przechadza się z bronią po dzielnicach, niekontrolowani posiadający broń mają stacjonować w bazie, ci, którzy nie są z Bocaranga niech wracają do swoich wiosek, koniec z napastowaniem i nachodzeniem ludzi, koniec z kradzieżami po domach. Szef daje słowo, że zrobi wszystko, co w jego mocy. Jego poplecznicy przytakują. Prosta rozmowa, proste argumenty, prosta logika. Osobiście nie wierzę w jego moc, ale lepsze to, niż nic.

Bocaranga... radzimy sobie sami

Po kilku godzinach widać jednak zmiany. Uzbrojeni AntyBalaka znikają z ulic, już są mniej widoczni, zgadzają sie też na powrót IRC (organizacja pozarządowa), nie słychać strzałów, ludzie zdają się być bardziej spokojni i wydaje się, że sytuacja powraca do normy. Czasami zdarzają się agresywne zachowania ludzi, szczególnie wobec kobiet, które wyszły za mąż za muzułmanów, ale nie tylko. Wystarczy, że masz telefon, a twoimi przyjaciółmi byli muzułmanie, możesz być potencjalnym kolaborantem. Kilka razy otrzymałem telefon o takich agresjach, jechałem rowerem, dyskutowaliśmy, zawsze było jakieś wyjście. W przekonaniu AntyBalaka, kobiety te informują swoich partnerów o ich pozycji w Bocaranga. Prawda lub fałsz, nikt tego nie może sprawdzić, a łatwo jest zabrać telefon pod pretekstem sprawdzania w książce telefonicznej prowadzonych rozmów. I nietrudno wtedy o oskarżenie.

Kilka dni temu pojechaliśmy z Cipriano i siostrą do Garoua-Boulai w Kamerunie na zakupy. Nasi bracia troszczyli się o nas, trochę nam podsyłali czegoś do jedzenia, ale jak tylko droga stała się przejezdna i w miarę bezpieczna, sami wybraliśmy się w podróż – do Bouar, po południu, 5,5 godz. podróży, około 140 km. Jechaliśmy spokojnie i nie za szybko, bo inaczej i tak się nie dało, w drodze coraz bardziej popadając w przygnębienie.

Jakby więcej wiosek spalonych, opuszczonych domów, mało życia, ludzie chowają się słysząc dźwięk samochodu. Niektóre wioski całkowicie bez ludzi. Dlaczego nie powracają, czego się obawiają, nikt dokładnie nie wie.

Na drodze pytaliśmy się spotykanych ludzi, dlaczego są jeszcze w buszu. Sami nie wiedzą, ciągle strach, niepokój. Do kiedy?

Z Bouar do Kamerunu mamy już drogę asfaltową, nową. To całkiem dobra droga. 150 km i po 2,5 godz. jesteśmy na miejscu. Po drodze kilka kontroli samochodu. To Misca i Sangaris. W Kamerunie zakupy, to co najpotrzebniejsze: sól, cukier, mąka, mydło, olej, w południe obiad u sióstr dominikanek na ich misji. Powrót do Bouar, następnego dnia – 6 godz. drogi, ciepło, w dzień 35 stopni, na szczęście w nocy 26.

Od początku marca działa nasza szkoła podstawowa i gimnazjum. Dzieci i młodzież z ochotą wracają do klas. A od dziś, w Bocaranga także szkoły państwowe. Już od dawna dopytywali się, kiedy szkoła będzie otwarta. Katecheza też funkcjonuje.

W parafii mieliśmy kilka spotkań formacyjnych dla różnych grup: legion Maryjny, charyzmatycy, św. Rita, młodzież franciszkańska, trzeci zakon, foyers chrétiens, chóry młodzieżowe, skauci i skautki, St. Wincenty z Paulo, Justice et Paix, caritas, katechiści i radni z różnych wspólnot, także ministranci. Jeden wspólny temat: przebaczenie i pojednanie, albo chęć zemsty i rewanżu, i restytucja kradzionych dóbr. Słowo Boże działa i robi swoje cuda. Singila na Nzapa. I tak do dziś. Przychodzi pewne zrozumienie problemu, ocena sytuacji, chęć podjęcia drogi nawrócenia.

Środa Popielcowa – nowy czas, abyśmy mogli go dobrze wykorzystać. U nas kościół pełny: dzieci, młodzież, osoby starsze, każdy pochyla głowę na znak pokuty. Wielki Post (a u nas czas pasji) zaczął się u nas już przed kilkoma miesiącami, teraz wszyscy czekamy już na Zmartwychwstanie. Podczas drogi krzyżowej, ludzi więcej niż zwykle. Chyba każdy w tym roku doświadczył jej na własnej skórze. Refleksje w tym roku na temat 7 grzechów głównych prowadzi br. Nestor.

15 marca spotkanie międzywyznaniowe i dzień modlitwy o pojednanie i pokój w RCA. Sala w Centre Culturel może pomieścić ponad 600 osób, a i tak brakowało miejsca. Pastorzy różnych wspólnot protestanckich głoszą Słowo, jest czas na modlitwę, na śpiew, na uwielbienie. Każdy znajduje coś dla siebie, więcej rozumie, chce więcej i inaczej. Dobry czas. Spotkanie trwa prawie 4 godz. AntyBalaka także ponawiają swoje obietnice strzeżenia miasta i ludzi, oraz ich dobytku. Niewiele pozostało, ale lepsze to niż nic.

Bocaranga... radzimy sobie sami

Po południu mecz piłki nożnej: AntyBalaka przeciwko ludności z Bocaranga na znak pojednania i zgodnego współżycia. Wynik na szczęście 0:0. Bo jak byłoby inaczej, nie wiadomo, jak to by mogło się skończyć.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Robert Wnuk OFMCap

Zobacz inne artykuły tego autora >
Robert
Wnuk OFMCap
zobacz artykuly tego autora >

Transport pomocy humanitarnej dla RCA

Dzięki wielkiej ofiarności ludzi dobrej woli udało się przygotować pierwszy w tym roku transport pomocy humanitarnej dla Republiki Środkowoafrykańskiej – kraju, w którym trwa wojna domowa.

1/4
2/4
3/4
4/4
poprzednie
następne

Na skutek działań rebelianckich band, szacuje się, że niespełna milion osób zostało pozbawionych dachu nad  głową oraz elementarnych środków do życia.

Polscy misjonarze (diecezjalni i zakonni) podejmują nieustanny trud, aby wspierać miejscową ludności oraz odbudowę kraju po zniszczeniach wojennych tego jednego z najbiedniejszych rejonów świata.

1/3
2/3
3/3
poprzednie
następne

Aktualna pomoc humanitarna obejmuje środki opatrunkowe, leki, witaminy, mleko w proszku, pojemniki na wodę oraz sprzęt domowego użytku, którego najzwyczajniej brakuje na miejscu z powodu licznych kradzieży.

O. Tomasz Grabiec z Fundacji Kapucyni i Misje – koordynator misyjnych projektów – ma nadzieję, że w przyszłości uda się zorganizować kolejne transporty pomoc humanitarnej, które staną się impulsem do pobudzenia lokalnej gospodarki, gdyż tylko strategiczne i przemyślane działania mogą przynieść oczekiwane rezultaty.

Przypomnijmy, że w MSZ działa specjalny Zespół Roboczy ds. polskich misjonarzy, który analizuje na bieżąco rozwój sytuacji w RCA. To właśnie dzięki współpracy MSZ, wojska oraz agend misyjnych udało się zorganizować całą logistykę i otrzymać niezbędne pozwolenia – podkreśla o. Tomasz Grabiec z Zakonu Kapucynów.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas