“Oby Bóg wam wybaczył to, co zrobiliście”

Jorge był chorowitym dzieckiem. Jako nastolatek miał usunięte z powodu infekcji płuco. Nie przeszkadzało mu to jednak grać w koszykówkę i piłkę nożną, która jest drugą „religią” Argentyńczyków. Do dziś kibicuje miejscowej drużynie San Lorenzo. Jako 10-letni chłopak był świadkiem, jak jego klub po raz trzeci zdobywał mistrzostwo Argentyny.

Grzegorz
Polak
zobacz artykuly tego autora >

Fragment pierwszej biografi Papieża Franciszka pt. "Franciszek. Papież wielkiej nadziei" autorstwa Grzegorza Polaka, która ukaże się 27 marca nakładem Wydawnictwa Znak. Więcej informacji

Jak wielu Argentyńczyków Papież Franciszek ma w swoich żyłach włoską krew.

Pradziadek papieża, który miał na imię Franciszek (Francesco), kupił w 1864 roku farmę w Bricco Marmorito, u stóp Alp, w Piemoncie, regionie produkującym słynne wina.

Po wyborze Franciszka, na kolacji z kardynałami, gdzie powiedział purpuratom słynne już:

„oby Bóg wam wybaczył to, co zrobiliście”,

wzniesiono toast właśnie winem musującym z Asti, z regionu, skąd pochodzi rodzina Bergoglio. Miał to być ukłon w stronę „włoskich korzeni” Papieża. Poza tym słynne wino z Asti nie jest tak drogie jak prawdziwy szampan, co z kolei było ukłonem w stronę papieskiego zamiłowania do prostoty.

Jorge był chorowitym dzieckiem. Jako nastolatek miał usunięte z powodu infekcji płuco. Nie przeszkadzało mu to jednak grać w koszykówkę i piłkę nożną, która jest drugą „religią” Argentyńczyków. Do dziś kibicuje miejscowej drużynie San Lorenzo. Jako 10-letni chłopak był świadkiem, jak jego klub po raz trzeci zdobywał mistrzostwo Argentyny.

Pamięta to do dziś. Na mecze chodzili całą rodziną, nawet mama zawzięcie kibicowała. Ukochana drużyna Papieża, w pierwszym meczu po jego wyborze, 16 marca, który rozegrała z Colon Santa Fe, miała na sobie koszulki ozdobione podobizną Franciszka.

Piłkarze posłali mu do Rzymu koszulkę zrobioną specjalnie dla niego z napisem „Francisco” i aureolą.

*****

Był 21 września, obchodzony w Argentynie jako „dzień wiosny”, czyli „dia del estudiante”, kiedy uczniowie i studenci mają wolne. 17-letni Jorge Mario, uczeń technikum, wybierał się na spotkanie z kolegami.

Coś go jednak tknęło, aby przedtem wstąpić do kościoła. Natknął się na nieznanego księdza, z którego emanowała taka siła ducha, że Jorge postanowił się wyspowiadać.

„Podczas tej spowiedzi coś się wydarzyło. Nie wiem co, ale to zmieniło moje życie. Zostałem złapany z opuszczoną gardą. Po pół wieku od tego wydarzenia tak to rozumiem. Była to niespodzianka, fascynacja Spotkaniem.

Było to niewątpliwie przeżycie religijne, zaskoczenie, że ktoś na mnie czeka. Od tamtej chwili Bóg jest tym, który zajmuje pierwsze miejsce w moim życiu. On prowadzi naszą miłość. Wydaje się nam, że to my Go szukamy, ale to On nas szuka i znajduje jako pierwszy”

– wyznał kardynał w książce Jezuita.

Wtedy też zrodziło się w nim powołanie. Kiedy powiedział o tym swojemu ojcu, on przyjął to ze spokojem i zrozumieniem. Mama zareagowała inaczej. „Moja stara się po prostu wkurzyła, gdy to usłyszała”.

– powiedział przyszły papież.

Co lubi Papież

  • Ulubiony film: Uczta Babette, filmy z Titą Merello
  • Ulubieni reżyserzy: Vittorio de Sica, Luchino Visconti
  • Ulubione książki: Narzeczeni Alessandro Manzoniego, Boska komedia Dantego
  • Ulubieni pisarze: Fiodor Dostojewski, Jorge Louis Borges, Friedrich Hölderlin
  • Ulubiony obraz: Białe ukrzyżowanie Marca Chagalla
  • Ulubiony kompozytor: Ludwig van Beethoven
  • Hobby: literatura, piłka nożna, tango
  • Ulubiony klub piłkarski: San Lorenzo de Almagro

Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Grzegorz Polak

Zobacz inne artykuły tego autora >
Grzegorz
Polak
zobacz artykuly tego autora >

Czarny papież w Watykanie

Porządnemu prorokowi zawsze wiatr w oczy, a fałszywemu? Mewa.

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Ilość znaków na niebie i ziemi, które w przeciągu miesiąca nawiedziły naszą planetę może sugerować, że albo Bóg wspiera tabloidy sypiąc ze swego boskiego rękawa tanimi sensacyjkami, albo doszukując się ukrytych metafor – sami nieco przesadzamy.

Tak czy owak, w dementowaniu przepowiedni o końcu świata i teorii spiskowej dziejów Pan nam raczej nie pomaga. Pomińmy trzęsienia ziemi, konflikty zbrojne i komety spadające gdzieś hen daleko za Uralem. Już samo filigranowe państewko watykańskie obstawione na parę tygodni przez wozy transmisyjne wszystkich ekip telewizyjnych świata dostarczyło dziennikarzom takiej dawki „breaking news”, że przez kilka kolejnych wydań wiadomości można jarać się nimi jak stonka na wykopkach.

Grom z jasnego nieba w dniu abdykacji Benedykta, pogodne niebo po ulewnym konklawe i świeży powiew wiatru, który już kiedyś przewracał podczas pogrzebu kartki otwartej Ewangelii.

Czarny papież w Watykanie

Plus – oszołamiający spektakl, jaki zaserwowały nam mewy. Wpierw Benedykt wysyła gołąbka pokoju i omal go takowa nie zżera, a później, w dniu wyboru papieża trzy symboliczne mewy okupują w najlepsze komin Sykstyny.

Fabuła rodem z „Ptaków” Hitchcocka. Zwłaszcza, że jak zdążyli zauważyć podejrzliwi internauci, ów gatunek mew brzmiący z łac. Larus Argentatus przed czasem zdawał się zdradzać tożsamość albo wręcz… wskazywać na argentyńskiego papabile. Skrzydeł nie podcięli im nawet profesjonalni ornitolodzy, którzy szczerze twierdzą przed kamerami, że boskie stworzenia na dachu kaplicy to bogu ducha winne rybitwy.

Zresztą, co by to pomogło? Rybitwy, czyli ryby, czyli ICHTYS, czyli Chrystus – machina apokaliptycznych teorii została już przecież rozpędzona i nawet zwykły ptak, co w dzień powszedni kala watykańskie pomniki, w ten oto dzień zdawał się potwierdzać złowrogie proroctwa: oto kres nadciąga nieubłagalnie i papież ów wybierany, zamknie na zawsze ziemski epizod Kościoła.

I tylko pozornie, widząc na balkonie bazyliki jasną karnację papieża, fani pradawnych ksiąg Malachiasza mogli odetchnąć z ulgą. Bo czyż generał Jezuitów nie zwan jest od wieków wiekiem „czarnym papieżem”? Zbiegów okoliczności jest zresztą więcej, ale czy to przypadek?

Czarny papież w Watykanie

Cóż, po Kodzie Leonarda Da Vinci pasjonaci mrocznych tajemnic Watykanu jarają się każdą drobną niezwykłością papiestwa jak Rzym za Nerona. A przecież Watykan to istne duchowe perpetuum mobile, stojące o niebo wyżej niż modne współcześnie neopogaństwo. Bo niby które inne państwo o przyroście naturalnym zerowym zdolne jest do przepoczwarzenia się z grupki dwunastu kolesi w największą wspólnotę wyznaniową na świecie i z pulą 1,181 miliarda wiernych niezmiennie pozostawać pod troskliwą opieką Tej Siły Wyższej, która z czułością powtarza wierzącym: „Jestem”.

A skoro „JEST” to nic dziwnego, że „sprawia dziwy na górze – na niebie i znaki na dole – na ziemi, by wreszcie nadszedł dzień Pański, wielki i wspaniały, w którym każdy, kto wzywać będzie imienia Pańskiego, będzie zbawiony” (Dz 2,19-21).


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >