Najbardziej franciszkański jezuita

Papież Franciszek: najbardziej franciszkański jezuita, czy najbardziej jezuicki franciszkanin? A może alternatywa ta w ogóle nie ma sensu i chodzi zwyczajnie o katolickość i głębię chrześcijańskiej duchowości? Jaki wpływ na ten pontyfikat mogą mieć jezuickie korzenie papieża oraz jego franciszkańskie inklinacje?

Marek
Rosłoń SJ
zobacz artykuly tego autora >

Przeciwstawianie sobie duchowości franciszkańskiej i jezuickiej (czy szerzej, ignacjańskiej) oczywiście nie ma sensu, tak jak nie ma sensu w ogóle wzajemne przeciwstawianie sobie jakichkolwiek tradycji duchowych w chrześcijaństwie. Mają one zawsze charakter dopełniający się, nigdy wykluczający. A duchowy związek Ignacego z Franciszkiem jest bardzo znaczący.

Inigo Lopez Nuños de Loyola, czyli późniejszy Ignacy, podczas rocznej rekonwalescencji po trafieniu francuską kulą armatnią, zapragnął być jak św. Dominik (ukłon w stronę Zakonu Kaznodziejskiego) i właśnie jak św. Franciszek…, a nawet bardziej.

Idąc śladem założyciela swego zakonu, również pierwszy papież jezuita pragnie być jak Franciszek. Podczas pierwszej audiencji w auli Pawła VI tak tłumaczył motywy wyboru swego patrona:

Franciszek jest człowiekiem pokoju, kochającym i strzegącym stworzenia. W tym czasie, kiedy nasza relacja ze rzeczywistością stworzoną nie jest zbyt dobra, jest człowiekiem dającym nam tego ducha pokoju, człowiekiem ubogim… Och, jakże bardzo chciałbym Kościoła ubogiego i dla ubogich.

Najbardziej franciszkański jezuita

Docenienie „stworzenia” – o którym wspomniał Papież – jest cechą duchowości zarówno franciszkańskiej jak i ignacjańskiej. Jest to uznanie, że świat taki jaki jest – nie inny, jest miejscem objawienia Boga i jest przez Boga chciany i kochany. Nie ucieczka więc od świata, ale miłość do niego, wraz za całym bólem, grzechem, biedą i kruchością jest drogą zbawienia. Duchowość franciszkańska cała jest przepojona przyjaźnią ze stworzeniem, w duchowości ignacjańskiej zaś najpełniejszy jej wyraz jest w ostatniej kontemplacji Ćwiczeń Duchownych św. Ignacego, czyli tzw. Kontemplacji dla Uzyskania Miłości. Szczytem tej duchowości jest zauważanie obecności Boga we wszystkim co stworzone.

Zbawienie nie dokonuje się więc poprzez odrzucenie czegokolwiek, nie poprzez walkę i zniszczenie, ale poprzez akceptację i szacunek, które prowadzą ku przemianie wewnętrznej i osiągnięciu pełni istnienia. Na drodze duchowości chrześcijańskiej człowiek osiąga harmonię z samym sobą, z resztą świata i wreszcie z Bogiem – Stwórcą. A harmonia wewnętrzna jest czymś, o czym świat zachodni już dawno chyba zapomniał – wiedzą to chyba najlepiej psychoterapeuci, którzy właśnie w zachodnim świecie mają najwięcej pracy.

Najbardziej franciszkański jezuita

Papież Franciszek, jak się zdaje pragnie powrotu Kościoła Zachodniego do głębi duchowej i do etosu człowieczeństwa, jakiego nie zastąpi ani technika, ani moralność. Jedynie odkrycie duchowej świadomości tego, kim każdy z nas jest naprawdę.

Wraz z nowym pontyfikatem pojawia się też wiele głosów o potrzebie reformy struktur Kościoła, Kurii Rzymskiej etc… Czy papież okaże się reformatorem? Trudno powiedzieć, ale gdy przyglądamy się historii Kościoła, to uderza fakt, że właściwie nigdy głębokie reformy nie dokonywały się za sprawą oficjalnych dekretów.

Prawdziwa przemiana w Kościele rozpoczynała się od jakiegoś ruchu Ducha. Pojawia się ktoś, kto jest Duchem poruszony i często wbrew istniejącej strukturze rozpoczyna ferment.

Tak było ze św. Dominikiem i św. Franciszkiem, którzy inicjują w Kościele tradycję żebraczą, odrzucając radykalnie bogactwo i władzę. Tak było ze św. Teresą z Àvila i Janem od Krzyża, którzy odnawiają Karmel. Również ze św. Ignacym, który rozpoczyna tradycję duchowości apostolskiej – coś nieznanego przed XVI w. Żadna z tych reform nie była zadekretowana, a wiele z nich długo musiało czekać na akceptację oficjalnych struktur. Tak samo ostatnie wielka reforma w Kościele, odkrycie orędzia o Bogu miłosiernym jest inspirowana poruszeniem duchowym, na które wrażliwa okazała się Faustyna Kowalska. W takich momentach dochodzi do przedziwnego spotkania struktury z czymś, co tę strukturę uwalnia. Te dwa ruchy są obecne w Kościele od czasów Piotra i Pawła. Z jednej strony wzmacnianie, struktur, które spontanicznie mają skłonność do kostnienia oraz ruch odnowy duchowej, który  je dekonstruuje i wyprowadza na wolność. Obydwa te ruchy są niezbędne, pozostają w napięciu i podtrzymują rozwój.

Najbardziej franciszkański jezuita

Kardynał Bergoglio przyjmując imię Franciszka łączy niejako obydwa elementy. Będąc głową Kościoła jest równocześnie pierwszym przedstawicielem struktur, utożsamiając się jednak ze św. Franciszkiem oraz odwołując się do jezuickich korzeni, wskazuje na pragnienie wielkiej reformy. Nie reformy zewnętrznej i powierzchownej, ale głębokiej duchowej reformy, która prowadzi ku większej wolności. Nie do odrzucenia kogokolwiek i czegokolwiek w akcie buntu i niezadowolenia, ale do zbawienia w akcie przyjęcia i otwarcia na przemianę.

Wesprzyj nas

Marek Rosłoń SJ

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marek
Rosłoń SJ
zobacz artykuly tego autora >

Trzech papieży, jeden program

Nie lękajcie się, nie obawiajcie, nie bójcie – te słowa zabrzmiały podczas trzech ostatnich inauguracji pontyfikatu. Powtarzali je Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >
© Corbis/FotoChannels

Jan Paweł II i kard. Ratzinger, rok 1983

Lubimy bardzo wskazywać na wyjątkowość pewnych gestów i słów, porównywać je z tym, co było wcześniej i czytać z nich jak z fusów, co nam teraz czas przyniesie. Ciągłość nie jest już tak medialna, kojarzy się z powtarzalnością, która niesie w sobie pewne znużenie. Tymczasem, ostatni trzej papieże inicjując swój pontyfikat mówili dokładnie o tym samym. Każdy jednak na swój sposób. To ciągłość ożywiana mocą wiary każdego z nich.

Nie lękajcie się! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, ustrojów ekonomicznych i politycznych, szerokich dziedzin kultury, cywilizacji, rozwoju. Nie lękajcie się! Chrystus wie, „co jest w człowieku”. Tylko On to wie!” – wołał Jan Paweł II zachęcając wyznawców Chrystusa do odwagi.

Papież Polak przypomniał, że misja Chrystusa trwa dalej w Kościele, a cały hierarchiczny ustrój Kościoła Chrystusowego, cała jego „święta władza” w nim sprawowana, nie jest niczym innym jak służbą. „Nie obawiajcie się przyjąć Chrystusa i zgodzić się na Jego władzę! Pomóżcie papieżowi i wszystkim, którzy chcą służyć Chrystusowi i przy pomocy władzy Chrystusowej służyć człowiekowi i całej ludzkości”. I jeszcze ta szczególna prośba o nieustanną modlitwę w jego intencji na Jasnej Górze.

„Kościół żyje, to jest przedziwne doświadczenie tych dni” – znamienne, że te słowa Benedykt XVI wypowiedział zarówno w dniu inauguracji pontyfikatu, jak i w czasie swej ostatniej audiencji generalnej, na kilka godzin przed ustąpieniem z Posługi Piotrowej.

„Moim prawdziwym programem jest to, by nie realizować swojej własnej woli, nie kierować się swoimi ideami, ale wsłuchiwać się z całym Kościołem w słowo i w wolę Pana oraz pozwolić się Jemu kierować, aby On sam prowadził Kościół w tej godzinie naszej historii” – mówił u początku swej drogi Benedykt XVI. Prosił o modlitwę, by nauczył się bardziej miłować Pana, by nie uciekał z obawy przed wilkami.

Wskazał, że zadaniem papieża jest ukazanie Boga ludziom. „Sieć ewangelii wyrywa nas z wód śmierci i niesie ku wspaniałości Bożego światła, ku prawdziwemu życiu. I właśnie tak jest – w misji rybaka ludzi, wzorem Chrystusa, należy wyrywać ludzi ze słonego morza wyobcowań ku ziemi życia, ku światłu Bożemu”.

Trzech papieży, jeden program

Tak jak Jan Paweł II, dwadzieścia siedem lat później Papież Niemiec apelował byśmy się nie bali wpuścić Jezusa do naszego życia. „Kto wpuszcza Chrystusa nie traci nic, absolutnie nic z tego, co czyni życie wolnym, pięknym i wielkim. Nie! Tylko w tej przyjaźni otwierają się na oścież drzwi życia. Tylko w tej przyjaźni rzeczywiście otwierają się wielkie możliwości człowieka. Tylko w tej przyjaźni doświadczamy tego, co jest piękne i co wyzwala. Tak też dzisiaj chciałbym z wielką mocą i przekonaniem, począwszy od doświadczenia swojego długiego życia, powiedzieć wam, droga młodzieży: nie obawiajcie się Chrystusa! On niczego nie zabiera, a daje wszystko!”.

Papież Argentyńczyk ze swym latynoskim stylem doskonale wpisuje się w tę ciągłość Kościoła, który mimo wielu trudności, upadków i grzechów swych ludzi, wciąż żyje i wciąż kierowany jest przez Chrystusa. Zadaniem papieża wciąż jest ukazanie Boga ludziom i umacnianie ich w wierze. Zadanie niezmienne. Styl zależy od tego kto w danym momencie dziejów stoi na kapitańskim mostu Łodzi Piotrowej.

Trzech papieży, jeden program

I tylko krótki wybór myśli Franciszka wyznaczającego obecny kurs. „W całkowitej wierności, także wówczas gdy nie rozumie; wypełniać nie tyle swój plan, ale Jego plan; w dyspozycyjności i gotowości; prawdziwą władzą jest służba i tylko ten kto służy z miłości potrafi strzec”. I jeszcze ten ojcowski apel: nie bójmy się dobroci, delikatności, czułości! I prośba, która jak refren wraca od pierwszych sekund pontyfikatu: módlcie się za mnie!

Porównań nie unikniemy. I nie ma w nich nic złego. Gdy będziemy jednak analizować gesty, słowa, pochodzenie, wykształcenie czy kontakty nowego papieża z tym, co i jak robili jego poprzednicy dołóżmy do tego pryzmat Bożej perspektywy. Bez tego poniesiemy porażkę.

Wesprzyj nas

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >