Nasze projekty
Monika Bartys

Niepokonany… czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Przed oczami miałam przejmujący obraz z Auschwitz, gdy Benedykt XVI mówił: „Nie mogłem tu nie przybyć!”, pytał: „Panie, dlaczego milczałeś?”, a na niebie pojawiła się przepiękna tęcza. Niemal słyszałam, jak Papież łamaną polszczyzną pozdrawia i błogosławi Polaków stojących na Palcu Świętego Piotra.

Reklama

 

„Gdy emocje już opadną,  jak po wielkiej bitwie kurz”

 

Reklama

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Najpierw szok. Niedowierzanie i osłupienie. Dowiedziałam się o tym w pracy i na początku nie potraktowałam tej informacji poważnie. „To chyba jakaś plotka?” „Przecież to się nie mogło zdarzyć!” Za chwilę jednak przypuszczenia stały się faktem i poczułam bunt.

 

Reklama

Wieczorem czytałam komentarze internautów i myślałam tak jak oni: „Dlaczego? Jak to? Nie daje sobie rady, więc ucieka! A my nie możemy uciec od naszego życia, naszych obowiązków!”

 

Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam. Emocje opadły. Bitwa przeszła przez głowę i przez serce. Przestałam myśleć o sobie, a zaczęłam dociekać, co tak naprawdę czuje On.

Reklama

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

„Czy w milczeniu białych haniebnych flag zejść z barykady?  

Czy podobnym być do skały posypując solą ból, jak posąg pychy samotnie stać.”

 

Decyzja nie mogła być łatwa. Dojrzewał do niej wiele lat. Wszyscy, którzy śledzili Jego wypowiedzi, czytali książki i wywiady czuli, że może do tego dojść. Teraz wydają się być mniej zaskoczeni niż reszta. Oczywiście mógł dalej trwać na swoim miejscu jak skała. Mógł cierpieć coraz mocniej i sypać sól na rany.

 

Postanowił jednak zejść z barykady. Większość myśli, że się poddał. A może gdyby został, byłby to tylko wyraz Jego pychy? Nie jest przecież łatwo przyznać się do słabości, by zrobić miejsce komuś mocniejszemu fizycznie i duchowo. To jakby powiedzieć: „Ja się już nie nadaję. Z własnej woli schodzę na boczny tor”.

 

W dzisiejszym świecie takie rzeczy się nie zdarzają.

„Nim się ogień w nas wypali, nim ocean naszych snów łyżeczką się odmierzyć da”

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Większość ludzi przegapia ten moment. Stają się zakładnikami swojej przeszłości, niespełnionych marzeń czy niezrealizowanych ambicji. Chcą czuć się ważni, wciąż w centrum wydarzeń.

 

Nie dostrzegają, kiedy dopadają ich trzej towarzysze ostatnich lat: cierpienie, frustracja, rozczarowanie.

 

„Niepokonani” to ulubiona piosenka Grzegorza Markowskiego. Nie bez powodu, bo jest to przecież prawdziwy hymn tych, którzy chcą zatrzymać resztki energii, chęci i marzeń. Nie ma już w nich dawnej mocy, ale chcą być zapamiętani jako piękni, charyzmatyczni ludzie, zdolni podrywać innych do działania.

 

Dzięki niebywałemu wyczuciu chwili już zawsze będą podziwiani nie tylko ze względu na swoją siłę, ale również ogromną pokorę.

„Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść Niepokonanym

Wśród tandety lśniąc jak diament, być zagadką, której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas”

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Kiedy w listopadzie ubiegłego roku jechałam na spotkanie z Benedyktem XVI z okazji wydania książki „Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo” nie miałam pojęcia, że za trzy miesiące cały świat będzie żył Jego rezygnacją.

Podczas spotkania Papież był uśmiechnięty, nieco onieśmielony, z każdym zamienił słowo. Zwracała uwagę Jego bardzo drobna sylwetka i oczy. Papież patrzył jakby poza rozmówcę. Pomyślałam, że on widzi nie tylko nas, ale też nasze dusze. Zaraz uznałam to za strasznie głupie, ale mocne wrażenie spotkania z człowiekiem, który wykracza poza znany nam świat pozostało.

 

Idąc pięknymi watykańskimi korytarzami przypominałam sobie, jak wymowny wydawał mi się wynik konklawe sprzed ośmiu lat, gdy po Janie Pawle II papieżem został kardynał z Niemiec.

Przed oczami miałam przejmujący obraz z Auschwitz, gdy Benedykt XVI mówił: „Nie mogłem tu nie przybyć!”, pytał: „Panie, dlaczego milczałeś?”, a na niebie pojawiła się przepiękna tęcza. Niemal słyszałam, jak Papież łamaną polszczyzną pozdrawia i błogosławi Polaków stojących na Palcu Świętego Piotra.

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Wybitny teolog, myśliciel, uważany za niezwykle konserwatywnego wyznawcę prawa teraz rezygnuje. Zwyciężony przez słabość, chorobę, brak energii??

 

A może właśnie NIEPOKONANY!

 

Schodzi ze sceny w odpowiednim momencie. Zupełnie wolny i pewny tego, co robi. Nie chce czekać aż ogień wypali się w nim całkowicie.

Teraz czas na inną rolę.

I na pełne wdzięczności miejsce w naszej pamięci.

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite