video-jav.net

Niepokonany… czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Przed oczami miałam przejmujący obraz z Auschwitz, gdy Benedykt XVI mówił: „Nie mogłem tu nie przybyć!”, pytał: „Panie, dlaczego milczałeś?”, a na niebie pojawiła się przepiękna tęcza. Niemal słyszałam, jak Papież łamaną polszczyzną pozdrawia i błogosławi Polaków stojących na Palcu Świętego Piotra.

Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Gdy emocje już opadną,  jak po wielkiej bitwie kurz”

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Najpierw szok. Niedowierzanie i osłupienie. Dowiedziałam się o tym w pracy i na początku nie potraktowałam tej informacji poważnie. „To chyba jakaś plotka?” „Przecież to się nie mogło zdarzyć!” Za chwilę jednak przypuszczenia stały się faktem i poczułam bunt.

Wieczorem czytałam komentarze internautów i myślałam tak jak oni: „Dlaczego? Jak to? Nie daje sobie rady, więc ucieka! A my nie możemy uciec od naszego życia, naszych obowiązków!”

Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam. Emocje opadły. Bitwa przeszła przez głowę i przez serce. Przestałam myśleć o sobie, a zaczęłam dociekać, co tak naprawdę czuje On.

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

„Czy w milczeniu białych haniebnych flag zejść z barykady?  

Czy podobnym być do skały posypując solą ból, jak posąg pychy samotnie stać.”

Decyzja nie mogła być łatwa. Dojrzewał do niej wiele lat. Wszyscy, którzy śledzili Jego wypowiedzi, czytali książki i wywiady czuli, że może do tego dojść. Teraz wydają się być mniej zaskoczeni niż reszta. Oczywiście mógł dalej trwać na swoim miejscu jak skała. Mógł cierpieć coraz mocniej i sypać sól na rany.

Postanowił jednak zejść z barykady. Większość myśli, że się poddał. A może gdyby został, byłby to tylko wyraz Jego pychy? Nie jest przecież łatwo przyznać się do słabości, by zrobić miejsce komuś mocniejszemu fizycznie i duchowo. To jakby powiedzieć: „Ja się już nie nadaję. Z własnej woli schodzę na boczny tor”.

W dzisiejszym świecie takie rzeczy się nie zdarzają.

„Nim się ogień w nas wypali, nim ocean naszych snów łyżeczką się odmierzyć da”

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Większość ludzi przegapia ten moment. Stają się zakładnikami swojej przeszłości, niespełnionych marzeń czy niezrealizowanych ambicji. Chcą czuć się ważni, wciąż w centrum wydarzeń.

Nie dostrzegają, kiedy dopadają ich trzej towarzysze ostatnich lat: cierpienie, frustracja, rozczarowanie.

„Niepokonani” to ulubiona piosenka Grzegorza Markowskiego. Nie bez powodu, bo jest to przecież prawdziwy hymn tych, którzy chcą zatrzymać resztki energii, chęci i marzeń. Nie ma już w nich dawnej mocy, ale chcą być zapamiętani jako piękni, charyzmatyczni ludzie, zdolni podrywać innych do działania.

Dzięki niebywałemu wyczuciu chwili już zawsze będą podziwiani nie tylko ze względu na swoją siłę, ale również ogromną pokorę.

„Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść Niepokonanym

Wśród tandety lśniąc jak diament, być zagadką, której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas”

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Kiedy w listopadzie ubiegłego roku jechałam na spotkanie z Benedyktem XVI z okazji wydania książki „Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo” nie miałam pojęcia, że za trzy miesiące cały świat będzie żył Jego rezygnacją.

Podczas spotkania Papież był uśmiechnięty, nieco onieśmielony, z każdym zamienił słowo. Zwracała uwagę Jego bardzo drobna sylwetka i oczy. Papież patrzył jakby poza rozmówcę. Pomyślałam, że on widzi nie tylko nas, ale też nasze dusze. Zaraz uznałam to za strasznie głupie, ale mocne wrażenie spotkania z człowiekiem, który wykracza poza znany nam świat pozostało.

Idąc pięknymi watykańskimi korytarzami przypominałam sobie, jak wymowny wydawał mi się wynik konklawe sprzed ośmiu lat, gdy po Janie Pawle II papieżem został kardynał z Niemiec.

Przed oczami miałam przejmujący obraz z Auschwitz, gdy Benedykt XVI mówił: „Nie mogłem tu nie przybyć!”, pytał: „Panie, dlaczego milczałeś?”, a na niebie pojawiła się przepiękna tęcza. Niemal słyszałam, jak Papież łamaną polszczyzną pozdrawia i błogosławi Polaków stojących na Palcu Świętego Piotra.

Niepokonany... czy w milczeniu białych haniebnych flag?

Wybitny teolog, myśliciel, uważany za niezwykle konserwatywnego wyznawcę prawa teraz rezygnuje. Zwyciężony przez słabość, chorobę, brak energii??

A może właśnie NIEPOKONANY!

Schodzi ze sceny w odpowiednim momencie. Zupełnie wolny i pewny tego, co robi. Nie chce czekać aż ogień wypali się w nim całkowicie.

Teraz czas na inną rolę.

I na pełne wdzięczności miejsce w naszej pamięci.

Monika Bartys

Monika Bartys

Monika Bartys – zaczęła czytać w wieku trzech lat. Czytała wszystko: od książeczek o Misiu Uszatku po instrukcje obsługi. Rodzice trochę się o nią martwili i w efekcie zapisali na naukę gry na akordeonie. Oczywiście czytanie nut przegrało z czytaniem liter. Kiedy ukończyła polonistykę przez jakiś czas uczyła małe dzieci. Obecnie namawia wszystkich do czytania i kupowania książek. Prywatnie jest szczęśliwą mamą. W wolnych chwilach śpi lub… czyta.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >

Castel Gandolfo – tam w czwartek będzie centrum świata

Zwykle ważne i historyczne wydarzenia związane są z konkretnymi obrzędami, gestami czy rytami. Zakończenie pontyfikatu Benedykta XVI takie nie będzie. 28 lutego o godzinie 20. Papież złoży swój urząd. Na ten dzień nie są przewidziane żadne uroczystości. Wiadomo tylko, że głównego bohatera wydarzeń nie będzie już wtedy w Watykanie. Kilka godzin wcześniej Benedykt XVI wyjedzie do letniej rezydencji w Castel Gandolfo

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nic dziwnego, że w czwartek centrum świata przeniesie się właśnie do Castel Gandolfo. Będą tam  wszystkie światowe media, prawdopodobnie stamtąd też obejrzymy “transmisję końca pontyfikatu”. Ale nie tylko dziennikarze pojawią się w Castel Gandolfo. Wybiera się tam wielu wiernych, by kolejny raz okazać wsparcie modlitewne dla odchodzącego Papieża.

Największą uwagę jednak trzeba zwrócić na mieszkańców niewielkiego Castel Gandolfo. Podczas gdy Rzymianie traktują każdego papieża jako najważniejszego obywatela miasta i swego współmieszkańca (najbardziej znaczące okazało się to, gdy tak potraktowali również pierwszego od niepamiętnych lat cudzoziemca na stolicy Piotrowej, Jana Pawła II), mieszkańcy Castel traktują go jak swego sąsiada.

Letnia rezydencja stoi w centrum miasteczka. Do środka, główną bramą, wchodzi się wprost z głównego placu, gdzie jest gwar, bary, sklepy. Na Watykanie wszystko jest dalekie i wysokie, tu wszystko jest bliskie i zwykłe.

Castel Gandolfo - tam w czwartek będzie centrum świata

Castel Gandolfo, położone na widocznych z Rzymu Wzgórzach Albańskich, nad malowniczym jeziorem Albano, słynie wyłącznie z letniej rezydencji papieży. A to przecież również małe, niespełna dziewięciotysięczne miasteczko, którego centrum stanowi “Piazza della Liberta'” z kościołem św. Tomasza z Villanueva, zaprojektowanym przez Giovanniego Berniniego. Z niektórych miejsc trójkątnego placu rozciąga się widok na Lago Albano, najgłębsze we Włoszech powulkaniczne jezioro z piękną pomarszczoną taflą błękitu.

Castel Gandolfo żyje obecnością papieży, którzy wrośli w kulturę tego miasta, o czym świadczą liczne pamiątki historii. Widać to zwłaszcza wtedy, kiedy papieże odmawiają modlitwę “Anioł Pański” bądź “Regina Coeli”, stąd, a nie z Watykanu. Senne na co dzień miasteczko budzi się wówczas do życia. Na rynku przed pałacem staje Gwardia Szwajcarska, a na uliczkach roi się od karabinierów.

Castel Gandolfo - tam w czwartek będzie centrum świata

Do Castel Gandolfo, autobusami albo pociągiem długo wspinającym się na wzniesienia albańskie, zanim dotrze na stacyjkę u podnóża miasta, przybywają turyści i pielgrzymi, by uczestniczyć wraz z papieżem w modlitwie. Gwarny placyk wokół fontanny Berniniego w niedzielny poranek w istocie staje się “małym Watykanem”. W ogródkach barowych rozmowy przy kawie toczą ze sobą znani watykaniści, hierarchowie i specjalni goście papieża.

Mieszkańcy Castel mają do każdego papieża wielki szacunek. Tu umierał Pius XII oraz Paweł VI. Dramatyczną, bo niespodziewaną śmierć Pawła VI pamięta wciąż tu większość.

Papieże przyjeżdżają tu przynajmniej trzy razy w roku: na odpoczynek letni oraz bezpośrednio po obchodach świąt Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy.

Jan Paweł II uczynił z Castel Gandolfo coś więcej niż letnią rezydencję: za jego zaproszeniem, przyjeżdżali tu naukowcy z całego świata. Największe autorytety różnych dziedzin toczyły tu dyskusje. To papież Polak nazwał kiedyś Castel Gandolfo “Drugim Watykanem”.

Castel Gandolfo - tam w czwartek będzie centrum świata

Kiedy zaledwie kilka dni po ogłoszeniu zrzeczenia się urzędu przez Benedykta XVI pojechałem do Castel Gandolfo, oni już wiedzieli, że papież przyjedzie do nich. Już na niego czekali z radością. Zaledwie kilka kroków od pałacu apostolskiego znajduje się sklep z pamiątkami, rodzinna firma. W środku cała rodzina: matka, ojciec, dwie dorosłe córki, obie założyły rodziny. Jedna z nich mówi: – Kiedy wybierano papieża, urodziłam właśnie córkę. Nazwałam ją Benedetta.

Prawdopodobnie papież przyleci do Castel Gandolfo około 17. Nie będzie żadnych obchodów i uroczystości. Helikopter wyląduje z tyłu, na lądowisku znajdującym się w ogrodzie. Jednak mieszkańcy Castel mają nadzieję, że Benedykt XVI, jeszcze jako 265 papież, wyjdzie do nich i im pobłogosławi.

ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >