Nasze projekty
Małgorzata Ziętkiewicz

Śmierć na życzenie

Tak. To jest możliwe. Dzieje się na naszych oczach. 104-letni biolog z Australii David Goodall poprosił o śmierć… i ją dostał. Umierał w specjalnie wynajętym pokoju, w jednej ze szwajcarskich klinik, słuchając “Ody do radości” - hymnu Unii Europejskiej

Reklama

Zwyczajne proste meble, nie wyglądają na specjalnie drogie, przeciwnie. Żółte ściany i jasna wykładzina, mają dawać poczucie ciepła, a storczyki na półce i na parapecie poczucie domu. W takich przytulnych pokojach, nie większych niż 20 metrów kwadratowych, w kilkuset klinikach w Szwajcarii, starsi, bogaci ludzie z całego świata  (Australia, USA, Ameryka Południowa, Europa ) proszą o śmierć i… ją dostają. Nie, nie proszą – kupują sobie śmierć.

Mniej więcej wygląda to tak, jak zobaczyliśmy w telewizyjnych przekazach z Bazylei w piątek 10 maja. Dowiedzieliśmy się w jakim pokoju, w jakim łóżku, w jakiej pościeli (tak na marginesie – najtańszej, z „kory”) umierał 104-letni biolog z Australii David Goodall. Wiemy też, że chciał umierać słuchając „Ody  do radości” z IX symfonii Beethovena. Zresztą “Odę” do słów poematu Fryderyka Schillera David Goodall śpiewał – i to nie fałszując – dzień wcześniej. To też pokazały telewizyjne kamery. Dlaczego nie?

W ostatnich dniach przed śmiercią 104-latek ubierał się w czarną bluzę z napisem „AGENING DISGRACEFULLY” – co można przetłumaczyć jako: „starzenie się jest pozbawione godności”. A może nawet należałoby to tłumaczyć: „starzenie jest haniebne, niewdzięczne”.

Reklama
Reklama

Goodall nie lubił starości i mówił o niej jako o głównej przyczynie swojej decyzji o śmierci na życzenie. “Oda do radości” to hymn Unii Europejskiej, może Goodalowi chodziło o to, że właśnie tu w Europie, a nie u siebie w Australii mógł skorzystać z eutanazji. Może “Oda” była hołdem złożonym staremu kontynentowi, a może Beethovenowi? Na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej w klinice, w której poprosił o eutanazję, żaden z dziennikarzy nie zadał pytania o Beethovena, pytano dość banalnie – banalnie w tej sytuacji – o zdrowie i samopoczucie.

Goodall mówił, że czuje się świetnie, i że jest szczęśliwy. Mówił też, że jego przypadek może być szansą dla jego rodaków z Australii na przyspieszenie i zmianę procedur eutanazyjnych obowiązujących na tym kontynencie. Goodall chciał, by eutanazja w Australii była dla każdego a nie dla śmiertelnie chorych.

Mówił też, że każdy chce mieć wybór kiedy zechce umrzeć. Skąd to wie? O to też dziennikarze nie zapytali. Do tego co już wiemy o tej eutanazji dorzucono nam jeszcze kilka szczegółów jak to, że przed śmiercią profesor zjadł ukochane danie większości Brytyjczyków, Australijczyków i swoje –  rybę z frytkami. Później poprosił o sernik.

Reklama
Reklama

Na kilka godzin przed zastrzykiem – zgodnie z procedurą – lekarz objaśnił Goodalowi zasady, dał mu instrukcję obsługi strzykawki. Goodall zmarł tuż po tym, gdy wybrzmiała IX symfonia. Sam odblokował w kroplówce przepływ trucizny albo jak mówi się w tej klinice – mieszanki leków eutanazyjnych, co – podobnie jak wcześniej zestaw do eutanazji – pozwolono filmować.

Tyle. Zwykła relacja reporterska. Tak to wygląda.

 

Reklama

 dailymail.co.uk

 

Eutanazja jest prosta. W Szwajcarii, w Holandii, Luksemburgi i Belgii – dozwolona jest nawet niedobrowolna. W Szwajcarii kosztuje 7 tysięcy franków, czyli jakieś 25 tysięcy złotych. Bez trudu w internecie można znaleźć oferty. Podróżując zresztą po szwajcarskich miasteczkach bez trudu spotyka takie kliniki niemal na każdym rogu, mniej więcej jak w Polsce apteki. Od kliknięcia na stronie internetowej zaczyna się wszystko i trwa  tyle, ile zajmuje bankowy przelew.

Zdaniem ks. prof. Piotra Mazurkiewicza z UKSW, wybitnego politologa, byłego szefa COMCE, który wiele lat spędził w Brukseli, ten kraj to jest taki raj dla firm, które dokonują eutanazji. Stało się to tam już czymś w rodzaju bardzo dochodowej (rzecz jasna) turystyki. Od czasu do czasu dowiadujemy się również o wszelkiego rodzaju nadużyciach w stosunku do tych norm prawnych, które obowiązują. Pierwsze wrażenie jest takie, że jeżeli eutanazja jest legalna, to jest to jakiś rodzaj – w cudzysłowie – ucywilizowania tego procesu. Mamy jednak bardzo wiele świadectw pokazujących, że to jest proces, którego ucywilizować się nie da.

Doktor Kazimierz Szałata, etyk z Uniwersytet Kard. S. Wyszyńskiego poproszony przeze mnie o komentarz mówi krótko: „myśmy się pogubili, my nie wiemy co jest dla nas ważne. W Afryce wszyscy wiedzą, że najważniejsze jest życie. Chętnie pokazałbym pani zdjęcia ludzi bez rąk, bez nóg, bez oczu. Te niesamowicie uśmiechnięte gęby ludzi, którzy cieszą się że żyją, tego nie zobaczymy w Europie. To straciliśmy”.

Przypominam sobie, jak kiedyś Nikola Bute powiedział mi: “słuchaj, kiedy byłem przewodniczącym chrześcijańskiej demokracji w Szwajcarii, odwiedzałem domy spokojnej starości dla najbogatszych ludzi z całego świata. Ludzie mieli tam wszystko o czym można pomyśleć, a nawet rzeczy, które przerastają naszą wyobraźnię, ale nikt z nich nie dożywa końca, wszystko kończy się eutanazją”. Doktor Szałata opowiadał mi także o tym, jak kiedyś wizytował umieralnie Matki Teresy w Kalkucie, gdzie ludzie nie mieli lekarstw, nie mieli jedzenia, strasznie cierpieli, ale nikt nigdy nie prosił o skrócenie tych cierpień, bo ci ludzie mieli na szczęście mieć obok siebie oddane siostry Matki Teresy.

Powstaje pytanie: dlaczego?

Goodall powiedział, że ma dość, nie może już sam korzystać ze środków komunikacji publicznej, przestaje być samodzielny i nie ma ochoty być dłużej na tym świecie.

Dlaczego więc – pytam o to ks. prof Mazurkiewicza i dostaję odpowiedź: “musimy się z tym liczyć, że brak szacunku dla ludzkiego życia, także w formie legalizacji eutanazji, ściśle związany jest z zanikiem wiary religijnej i dechrystianizacją Europy, to jest dość zrozumiałe dlatego, że jeżeli patrzymy na to z punktu widzenia człowieka niewierzącego, to z jednej strony nic w jego przekonaniu nie czeka na nas po śmierci, więc jeśli nic dobrego go już nie spotka w dalszej fazie życia, to nie ma poczucia sensowności tego etapu. Z drugiej strony niewierzący jest przekonany, że on sam ma prawo o wszystkim decydować!”.

Jak patrzeć na eutanazję? A może trzeba na nią spojrzeć od tej strony, że ten zasadniczy spór, który się toczy dotyczy tego, kto ustala granice? Kto decyduje? Czy to jest tak, że o wszystkim może decydować społeczeństwo? Czy parlamenty? Czy indywidualny człowiek? Czy może jest jednak tak, że jest jakiś zbiór norm, który możemy nazwać warunkami ramowymi, wewnątrz których możemy decydować, ale nie wolno nam tych zewnętrznych granic przesuwać?

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite