Fot. Screen X/ Z kortu - informacje tenisowe
Przeszła przez depresję, zwątpienie i własne ograniczenia. Teraz Maja Chwalińska wygrywa największy turniej w karierze
Maja Chwalińska przeszła drogę od depresji, zwątpienia i przerwy w karierze do największego sukcesu w swoim sportowym życiu. Dziś, po triumfie w Wuhan, mówi o wdzięczności, pracy nad sobą i świadomości, że człowiek jest czymś więcej niż jego wynik.
Jeszcze kilka lat temu nie wiedziała, czy w ogóle wróci na kort. Tenis, który wcześniej kochała, stał się dla niej źródłem presji, stresu i płaczu. Maja Chwalińska otwarcie mówiła o depresji, „mrocznych myślach” i konieczności oddzielenia własnej wartości od sportowych wyników. Dziś, po zwycięstwie w turnieju WTA 1000 w Wuhan, powtarza przede wszystkim jedno słowo: wdzięczność.
Maja Chwalińska wygrała w niedzielę największy turniej w swojej dotychczasowej karierze. W finale Wuhan Open Polka pokonała Brytyjkę Sonay Kartal 2:6, 6:4, 6:2, choć przegrywała już seta i gema po własnym serwisie. Był to jej pierwszy tytuł w głównym cyklu WTA – od razu zdobyty w zawodach rangi WTA 1000. Dzięki zwycięstwu awansowała na najwyższe w karierze, 11. miejsce światowego rankingu.
Mistrzyni Wuhan Open ma dla Was wiadomość 🤗 🏆 MAJA CHWALIŃSKA 🏆 🏆 MAJA CHWALIŃSKA 🏆 🏆 MAJA CHWALIŃSKA 🏆 🏆 MAJA CHWALIŃSKA 🏆 🏆 MAJA CHWALIŃSKA 🏆 🎬 IG/WTA | #WuhanOpen | #zkortu https://t.co/VzxpH5OQWX
— Z kortu – informacje tenisowe (@z_kortu) October 18, 2026
Zaczynała sezon z 140 miejsca
Jeszcze bardziej imponująca od samego wyniku jest droga, która do niego prowadziła. Chwalińska rozpoczynała sezon w okolicach 140. miejsca na świecie. Wiosną sensacyjnie, jako dotarła do finału Roland Garros. Potem przyszły trudniejsze tygodnie, kontuzja i kolejne porażki. Teraz pokonała w Wuhan m.in. Ivę Jović, Marię Sakkari i Igę Świątek, a w finale odwróciła mecz, który długo układał się zdecydowanie na korzyść rywalki.
Po zwycięstwie Maja Chwalińska wróciła do słów, które towarzyszą jej właściwie przez cały przełomowy sezon. Przyznała, że po wielkim sukcesie w Paryżu przyszło także coś, czego z zewnątrz nie było widać: ogromne oczekiwania i krytyka. To było dla mnie bardzo trudne. Jestem tylko człowiekiem – mówiła po finale w Wuhan. Dodała, że mimo trudnych chwil nadal bardzo ciężko pracowała i jest wdzięczna, że tym razem ten wysiłek przyniósł rezultat.
Przeczytaj również
Nie jest to przypadkowa deklaracja. Kilka miesięcy wcześniej, po sensacyjnym Roland Garros, Chwalińska opowiadała o podobnym doświadczeniu. Kiedy po powrocie do Polski zobaczyła tłumy czekające na nią na lotnisku i zainteresowanie mediów, poczuła się wręcz jak oszustka. To tylko tenis. Nie jestem żadnym bogiem, jestem zwykłym człowiekiem – mówiła w rozmowie z WTA.
Tenis stał się źródłem cierpienia i depresji
W 2021 roku, mając zaledwie 19 lat, Maja Chwalińska zdecydowała się przerwać karierę. Poinformowała wówczas publicznie, że od końca 2019 roku choruje na depresję. Po porażce w kwalifikacjach Wimbledonu doszła do momentu, w którym – jak sama pisała – nie była już w stanie zmusić się do treningów.
Rok później opowiedziała WTA o tym okresie znacznie więcej. To, co wcześniej było największą pasją, zaczęło kojarzyć jej się wyłącznie z „presją, stresem i płaczem”. Pojawiały się „mroczne myśli”, trudno było jej nawet wyjść z domu. Nie wiedziała, czy kiedykolwiek ponownie weźmie rakietę do ręki.
Wróciła do rodzinnego domu, korzystała z pomocy specjalisty i przez pewien czas właściwie nie rozmawiała z bliskimi o tenisie. Próbowała biegania i boksu. Dopiero po kilku miesiącach zaczęła ponownie zaglądać na kort. Wyniki nie definiują mnie już tak bardzo jak wcześniej – mówiła później. Przyznawała, że przed kryzysem nie potrafiła oddzielić „Mai” od „tenisistki”. Tenis był wszystkim, dlatego sportowa porażka uderzała jednocześnie w jej poczucie własnej wartości. To doświadczenie pozwoliło jej zrozumieć, że poza kortem istnieje życie, które również może dawać radość.
Od celu „Top 100” do 11. miejsca na świecie
Dzisiaj, kiedy osiąga sukces, o którym jeszcze kilkanaście miesięcy temu trudno było marzyć, w jej wypowiedziach pojawia się przede wszystkim wdzięczność. Nie potrafię przewidzieć przyszłości, więc nie wiem, co się stanie. Wiem tylko, że jestem bardzo wdzięczna za to, w jakim miejscu jestem dzisiaj – powiedziała po zwycięstwie w Wuhan.
Przypomniała, że na początku sezonu była sklasyfikowana mniej więcej na 140. pozycji, a jej celem było po prostu wejście do pierwszej setki. Dziś jest jedenastą rakietą świata. Chwalińska natychmiast dodała jednak, że wciąż widzi wiele rzeczy do poprawienia – zarówno „w swojej grze, jak i w sobie”. I właśnie dlatego chce dalej pracować.
„Modlę się, żeby Novak dalej grał”
Maja Chwalińska podczas tegorocznego Roland Garros została zapytana o tenisistów, których szczególnie lubi oglądać. Wspominała Rogera Federera, Rafaela Nadala i Novaka Djokovicia. Byłam fanką numer jeden Rogera Federera. Gdy zaczynałam z tenisem, wszystko się działo wokół Rogera. Później był Rafa Nadal, następnie Novak Djoković. Jestem bardzo wdzięczna za to, że mogłam dorastać w ich czasach. Modlę się, żeby Novak dalej grał, abym mogła go oglądać. Czasem wracam do ich starych meczów i to jest czysta poezja.
Największe zwycięstwo przyszło po najtrudniejszej lekcji
Historia Chwalińskiej to nie tylko prosta, motywacyjna opowieść o tym, żeby „nigdy się nie poddawać”. Ona sama zrobiła przecież coś dokładnie odwrotnego: świadomie zatrzymała się wtedy, kiedy dalsza walka zaczęła ją niszczyć. Przyznała, że potrzebuje pomocy. Pozwoliła sobie odejść od tenisa, choć przez lata był centrum jej życia.
Dopiero później wróciła.
Kilka lat temu nie wiedziała, czy jeszcze kiedykolwiek będzie zawodową tenisistką. Dziś jest jedenastą zawodniczką świata i mistrzynią turnieju WTA 1000. Gratulujemy! I życzymy wielu sukcesów!
Źródła: WTA, PAP, WP Sportowe Fakty, Przegląd Sportowy Onet, EssentiallySports
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej: stacja7.pl







