video-jav.net

Karol – musical o Janie Pawle II

Ruszyła sprzedaż biletów na premierę widowiska „Karol” – pierwszego polskiego musicalu historycznego, poświęconego życiu i dziełu św. Jana Pawła II

Polub nas na Facebooku!

Za rok, 25 lutego 2017 roku w krakowskiej TAURON Arenie, publiczność obejrzy niezwykły spektakl taneczny, aktorski i wokalny, stworzony na podstawie biografii Karola Wojtyły. W obsadzie musicalu m.in. Anna Wyszkoni oraz Piotr i Wojciech Cugowscy w roli przyjaciół Karola Wojtyły, a także Agata Nizińska w roli matki przyszłego Papieża. Nazwisko odtwórcy roli tytułowej póki co trzymane jest w tajemnicy. –Wybór aktora grającego Jana Pawła II będzie dla wielu zaskoczeniem, ale z pewnością – pozytywnym. Póki co mogę zdradzić jedynie, że jest to znakomity polski aktor śpiewający, znany szerokiej publiczności – mówi Michał Kaczmarczyk, autor scenariusza musicalu „Karol”. Ceny biletów na premierę zaczynają się od 73 zł – bilety są już dostępne na www.musical-karol.pl oraz na www.eventim.pl.

Musical „Karol” to widowisko utrzymane w klimacie popowo-rockowym. Muzykę do spektaklu napisał Filip Siejka, warszawski kompozytor, autor przebojów takich artystów jak Patrycja Markowska, Natalia Kukulska, Michał Bajor, Zbigniew Wodecki czy zespołów Perfect i Feel. Reżyseruje Krzysztof Korwin-Piotrowski, kierownik artystyczny Gliwickiego Teatru Muzycznego, jednej z najlepszych scen musicalowych w Polsce. Za stronę wokalną spektaklu odpowiada Katarzyna „Puma” Piasecka – piosenkarka, pianistka, kompozytorka, stypendystka Berklee College of Music w Bostonie w Stanach Zjednoczonych.

„Karol” to spektakl, jakiego w naszym kraju dotąd nie było. Pierwszy polski musical poświęcony życiu Jana Pawła II skupi na scenie gwiazdy muzyki oraz artystów najlepszych scen teatralnych i musicalowych Warszawy, Małopolski i Śląska. – Musical „Karol” to połączenie znakomitej, współczesnej muzyki, spektakularnej choreografii i widowiskowych multimediów. Za pomocą takich środków wyrazu opowiemy o życiu Karola Wojtyły, od czasów jego dzieciństwa do śmierci 2 kwietnia 2005 roku. Przedstawiana przez nas historia bywa zabawna, pogodna i pełna ciepła, ale bywa też dramatyczna, wzruszająca, nostalgiczna, chwytająca za serce. Tak jak biografia Jana Pawła II, fabuła musicalu pełna jest zaskakujących zwrotów akcji i nieoczekiwanych zdarzeń, które sprawiają, że ponad dwugodzinny spektakl trzyma widza w napięciu od początku do końca. Musical daje wiele okazji, by śmiać się do rozpuku, ale i płakać ze wzruszenia – przekonuje Michał Kaczmarczyk, autor scenariusza i tekstów piosenek do „Karola”.

– Historia, którą przedstawiamy na scenie, skonstruowana została w taki sposób, by przez pryzmat biografii Karola Wojtyły pokazać ważne i ciekawe wydarzenia czy zjawiska z historii XX wieku: wesołe dwudziestolecie międzywojenne, tragedię II wojny światowej, relacje Państwo-Kościół w okresie PRL, zryw „Solidarności” czy upadek komunizmu – wylicza Kaczmarczyk. – Przedstawimy musical o Karolu Wojtyle, jakiego Polacy kochają. Scenariusz spektaklu zawiera m.in. wiele nieznanych anegdot z życia Papieża, pokazujących mądrość i serdeczność Jana Pawła II, a także mnóstwo odniesień do wspaniałej, polskiej historii XX wieku.

W musicalu, obok gwiazd polskiej estrady, wystąpią aktorzy czołowych teatrów muzycznych oraz artyści wyłonieni w castingach. – Odtwórcę roli tytułowej przedstawimy natomiast 26 kwietnia 2016 roku, w przededniu rocznicy kanonizacji Jana Pawła II, na specjalnej konferencji w Centrum Prasowym PAP. Konferencja ta zainauguruje kalendarz wydarzeń artystycznych towarzyszących premierze musicalu „Karol”. W jej trakcie zaprezentujemy również kilka piosenek z widowiska. Jedną z nich zaśpiewa live właśnie odtwórca roli Jana Pawła II – informuje Przemysław Ruta, producent wykonawczy musicalu „Karol”.

Blisko 40 wokalistów, aktorów i tancerzy. 60 statystów. 3 tiry dekoracji, oświetlenia, konstrukcji scenicznych i multimedialnych. „Żywy” zespół muzyczny, w tym rockowe gitary, nostalgiczne skrzypce, klasyczny fortepian i dynamiczna perkusja. 9 tysięcy widzów w największej hali widowiskowej w Polsce. Blisko 200 osób pracujących przy produkcji i realizacji spektaklu. Te liczby najlepiej świadczą o rozmachu, z jakim przygotowywana jest premiera widowiska „Karol”. – Oprawę świetlną musicalu zapewnią realizatorzy, którzy pracowali dotąd m.in. przy koncertach takich zespołów jak Feel, Enej, Pectus, Gregorian czy Golec Uorkiestra. Z kolei projekcje multimedialne wykona zespół specjalizujący się w wielkich pokazach świetlnych, takich jak mapping 3D – mówi Michał Kaczmarczyk.

Organizatorzy zapewniają, że dla publiczności musicalu mają w zanadrzu wiele niespodzianek, których szczegóły zdradzać będą, im bliżej premiery. –W obsadzie spektaklu znajdzie się jeszcze kilka „gorących” nazwisk, o których póki co nie mówimy. Szykujemy coś dla fanów rocka, ale i poezji śpiewanej czy piosenki aktorskiej. A wszystko po to, by z przesłaniem Jana Pawła II i lekcją wielkiej polskiej historii dotrzeć do jak najszerszej grupy widzów – stwierdza Przemysław Ruta.

 

plakat_KAROL

KULTURA

Wszystkie „porażki” Leonarda

Czy apele do Akademii, by nie pomijała Leo w swoich głosowaniach przyniosą skutek? I co tak naprawdę jest jego sukcesem a co porażką?

Izabela Matjasik
Izabela
Matjasik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Leonardo DiCaprio i jego (nie)Oscarowe role

Zastanawiające jest to społeczne oczekiwanie, by Leonardo DiCaprio wreszcie dostał Oscara. Aktor jest nadal młody, nie tak dawno przekroczył 40-stkę, a w tym roku otrzymał dopiero piątą nominację. Historia kina zna oczekujących dłużej, a nawet takich, którzy nie doczekali się wcale lub otrzymali złotą statuetkę z zupełnie innego powodu – jak Robert Redford, doceniony przez Akademię za… reżyserię. Nieodżałowany Paul Newman był nominowany siedem razy, zanim dostał Oscara honorowego  – zabawne jest to, że rok później wygrał statuetkę za pierwszoplanową rolę męską w Kolorze pieniędzy (1987), udowadniając, że zbyt wcześnie podsumowano jego karierę. Dwanaście nominacji dla Jacka Nicholsona owocowało trzema Oscarami, zaś 19 (!) nominacji dla Meryl Streep dały jej trzy wygrane.

 

Dlaczego więc wydaje nam się, że Leo jest okradany ze swoich statuetek?

To uczucie towarzyszy nam od 1994 roku, gdy DiCaprio otrzymał pierwszą nominację do Oscara za drugoplanową rolę upośledzonego umysłowo Arniego z filmu Co gryzie Gilberta Grape’a? Leonardo miał wówczas wciąż naście lat, za sobą kilka małych ról i nagle zaprezentował grę na poziomie niedostępnym dla wielu doświadczonych aktorów. Grał całym ciałem, tak przekonująco, że gdy pojawił się potem na czerwonym dywanie, wiele osób nie mogło uwierzyć, że ekranowy Arnie to w rzeczywistości przystojny, elokwentny młodzieniec. Przy okazji ograbił Johnny’ego Deppa z zainteresowania widzów i krytyków – zwyczajnie ukradł mu cały film. Ale Oscara nie dostał, przegrał z Tommy Lee Jonesem (Ścigany).

 

leonardoGilbert

Pierwsza poważna rola Leonarda – film “Co gryzie Gilberta Grepe’a”, fot. YouTube

 

Zbuntowany chłopiec

Lata 90-te były dla Leo pomyślne. Nie pozwolił przyćmić swego talentu nawet Robertowi De Niro, u boku którego wystąpił w Chłopięcym świecie. Role wrażliwych, dotkniętych trudnym losem, buntowniczych chłopców, stały się na jakiś czas jego wizytówką. Tak było w filmach: Przetrwać w Nowym Jorku, Pokój Marvina a nawet Szybcy i martwi – ten ostatni, mało ambitny western, po latach nadal ogląda się z przyjemnością. Najlepszą kreacją Leonardo DiCaprio w tej kategorii ról, był występ w Całkowitym zaćmieniu Agnieszki Holland. Leo zagrał francuskiego poetę, Arthura Rimbauda, którego burzliwy życiorys dorównywał jego obrazoburczej, negującej obyczajowe normy twórczości.

 

Romantyczny kochanek

Leo nie miał zamiaru pozostać chłopcem – nawet zbuntowanym – do końca życia. Przeistoczył się w romantycznego kochanka w dwóch ekranowych hitach lat 90-tych: w Romeo i Julii Baza Luhrmanna oraz w Titanicu Jamesa Camerona. I jeśli wcześniej nie wszystkie nastolatki były w nim zakochane, to teraz niepodzielnie rządził niewieścimi sercami. Uwspółcześniona adaptacja Szekspirowskiej sztuki o nastoletnich kochankach, pochodzących z wrogich sobie rodzin, trafiła w gust pokolenia nastolatków lat 90-tych, mimo że aktorzy wypowiadali kwestie w archaicznym języku z czasów teatru elżbietańskiego. I choć szekspirowski Romeo to archetyp kochanka, dopiero rola Jacka DawsonaTitanicu utwierdziła żeńską część ludzkości w przekonaniu, że Leo jest mężczyzną z ich snów. Jack Dawson – marzyciel, artysta, wolny duch, gotowy oddać życie za swoją ukochaną – zawiesił wysoko poprzeczkę kobiecych oczekiwań wobec płci przeciwnej. Sam film jest zdecydowanie za długi i chwilami nużący, ale romans Jacka i Rose (Kate Winslet) przyniósł DiCaprio popularność i nominację do Złotego Globu.

 

leonardoTitanic

Z Kate Winslet w filmie “Titanic”, fot. YouTube

 

Zaraz potem Leonardo miał okazję zagrać u reżysera, o współpracy z którym marzą wszyscy aktorzy; sam Woody Allen zaangażował go do Celebrity. Leo pojawia się na ekranie na krótko, jako rozpuszczony, wiecznie imprezujący aktor, ale niektórzy twierdzą, że dla tego epizodu warto obejrzeć cały film.

 

Aktor ambitny

Lata 90-te DiCaprio pożegnał w dość kiepskim stylu. Za podwójną rolę braci bliźniaków w Człowieku w żelaznej masce otrzymał Złote Maliny, za rolę poszukiwacza przygód i szczęścia z dala od cywilizacji w Niebiańskiej plaży – kolejną nominację do Złotych Malin. Ale nie przejął się kilkoma porażkami – oto nadchodziła pierwsza dekada XXI wieku, w której Leo zaczął bardzo uważnie dobierać role, by nadać swojej karierze odpowiedni kurs – kurs na Oscara. Zabrał się do tego metodycznie, występując u najlepszych reżyserów: u Stevena Spielberga w Złap mnie, jeśli potrafisz, u Christophera Nolana w Incepcji, u Ridleya Scotta w Sieci kłamstw, stał się też ulubionym aktorem Martina Scorsese. Reżyser obsadził go w Gangach Nowego Jorku, Aviatorze, Infiltracji, Wyspie tajemnic. Wysiłek się opłacił – za rolę Howarda Hughesa, szalonego milionera-wynalazcy w Aviatorze Leo otrzymał drugą nominację do Oscara. Pewnie znajdą się fani tego dzieła Scorsese, ale nie oszukujmy się – większość  widzów uważa film za nudny. Obsypany nominacjami w wielu kategoriach, Aviator nie przyniósł na skrzydłach najważniejszych statuetek, w tym tej dla pierwszoplanowego aktora. Statuetkę otrzymał Jamie Foxx za rolę Raya Charlesa (Ray).

 

leonardoAviator

Jako Howard Hughes w filmie “Aviator”, fot. YouTube

 

Ale DiCaprio wystąpił też w innych dobrych filmach: w Drodze do szczęścia Sama Mendesa, czyli w przygnębiającej historii małżonków z przedmieścia, marzących o ekscytującym życiu artystów w Paryżu, gdzie ponownie partnerowała Leonardowi Kate Winslet oraz w Krwawym diamencie Edwarda Zwicka. I właśnie rola przemytnika diamentów z Afryki, Danny’ego Archera, przyniosła Leo trzecią nominację do Oscara. Walkę o statuetkę przegrał z Forestem Whitakerem, którego uhonorowano za występ w Ostatnim królu Szkocji.

 

Do pięciu razy sztuka?

DiCaprio nie zmienił strategii w drugiej dekadzie naszego stulecia. Zagrał u Clinta Eastwooda w filmie o J. Edgarze Hooverze, dyrektorze FBI z lat 1924-1972, zdobył rolę z filmie Quentina Tarantino Django – gdzie brawurowo zagrał psychopatycznego właściciela plantacji i niewolników, ponownie podjął pracę u Baza Luhrmanna, w nowej ekranizacji Wielkiego Gatsby’ego – tu raczej nie przyćmił wcześniejszej kreacji Roberta Redforda.

Do celu przybliżył się po kolejnym występie w filmie Martina Scorsese – Wilk z Wall Street. Za rolę cynicznie wyzyskującego klientów brokera giełdowego Jordana Belforta otrzymał swoją czwartą nominację do Oscara. Niestety przegrał z Matthew McConaugheyem, który zgarnął statuetkę za rolę w Witaj w klubie. Porażka DiCaprio musiała być tym bardziej gorzka, że McConaughey wystąpił w Wilku z Wall Street u jego boku w krótkim epizodzie. Zaledwie kilkoma minutami monologu, zakończonego motywującą mruczanką, McConaughey skradł cały film. To właśnie ta mruczanka weszła do mainstreamu i można usłyszeć jej wersje nawet w polskich reklamach.

 

leonardoWilk

Leonardo DiCaprio i Matthew McConaughey w filmie “Wilk z Wall Street”, fot. YouTube

 

W tym roku Leonardo DiCaprio ma swoją piątą szansę na Oscara. Zapracował na nią ciężko wcielając się w rolę legendarnego podróżnika, odkrywającego dzikie rejony Ameryki Północnej, Hugh GlassaZjawie. Film wyreżyserował Alejandro González Iñárritu, który dał się we znaki aktorom i ekipie podczas planu zdjęciowego. Nie szedł na żadne ustępstwa, sceny kręcono tylko w naturalnym świetle, na które trzeba było czekać przez cały dzień uciążliwych prób, by potem, przez kilkadziesiąt minut wykorzystać maksymalnie naturalne warunki. Aktorzy wystawiani byli na mróz, tonęli po pas w zaspach śnieżnych, jedli surowe mięso i kąpali się w lodowatych strumieniach. W efekcie powstał film piękny, choć trudny w odbiorze. Glass to myśliwy, przewodnik, tropiciel, który po walce z niedźwiedzicą, zostaje zdradzony przez towarzyszy wyprawy. Pozostawiają go na wpół żywego w płytkim grobie. Nie umiera jednak, a wolę życia podtrzymuje w nim chęć zemsty – w jego obronie zginął jedyny syn, urodzony ze związku z Indianką. Leo – choć jest główna postacią, nie ma wielu kwestii do wygłoszenia. Przekazuje emocje mimiką, gestem, spojrzeniem. Zapuścił brodę, cierpliwie znosił wielogodzinną charakteryzację i całe tygodnie oczekiwania na właściwą pogodę.

 

Czy to jest jego jak dotąd najlepsza rola? Raczej nie, ale czy ma szansę na Oscara?

Są ku temu mocne przesłanki, ale Akademia nie zawsze nagradza role, które za najlepsze uznają widzowie. Iñárritu to świetny reżyser, jego filmy przyniosły aktorom wiele nominacji. Jednak Leonardo ma poważnych przeciwników: Michaela Fassbendera (Steve Jobs), Matta Damona (Marsjanin), Bryana Cranstona (Trumbo). I Eddiego Redmayne’a, z którym przegrana miałaby dość ironiczny wydźwięk. Gdy w ubiegłym roku Michael Keaton sięgał już po kartkę z przemową dziękczynną za Oscara za pierwszoplanową rolę męską w Birdmanie w reżyserii Alejandro Gonzáleza Iñárritu, zwycięzcą niespodziewanie ogłoszono młodego Eddiego Redmayne’a, którego Akademia nagrodziła za rolę Stevena HawkingaTeorii wszystkiego. W tym roku Redmayne staje w szranki o złotą statuetkę z rolą transseksualnego duńskiego malarza – pierwszego mężczyzny, który poddał się udokumentowanej operacji zmiany płci – w Dziewczynie z portretu. Zwycięzcę poznamy 28 lutego.

 

leonardoZjawa

Kadr z filmu “Zjawa”, fot. YouTube

 

Nawet jeśli Leonardo DiCaprio nie zdobędzie tym razem upragnionej statuetki, wartość jego pracy nie ucierpi, podobnie jak estyma,  którą cieszy się od kilku dekad u widzów. Może nawet przeciwnie – aktor jest ambitny i ma jasną wizję swojej kariery. Bardzo starannie dobiera role, dbając o to, by przy okazji przekazać światu coś ważnego. Wykorzystuje też swoją popularność w charytatywnej działalności na rzecz ochrony środowiska. Ewentualna porażka tylko go zmotywuje, a śledząc zapowiedzi filmowych projektów, w których ma wziąć udział, można śmiało powiedzieć, że będziemy mieli jeszcze wiele okazji do stawiania na Leo w zakładach bukmacherskich przed Galą Oscarów. Powstanie też jeszcze wiele zabawnych memów z apelem do Akademii, by nie pomijała Leonardo w swoich głosowaniach. Najlepsze role przecież są wciąż przed nim.


Izabela Matjasik

 

 

WKLEJKAULAMELA

Izabela Matjasik

Izabela Matjasik

Zobacz inne artykuły tego autora >
Izabela Matjasik
Izabela
Matjasik
zobacz artykuly tego autora >