video-jav.net

Doonby. Każdy jest kimś

27 marca na ekrany kin wszedł film „Doonby. Każdy jest kimś.” To jeden z najciekawszych filmów z przesłaniem pro-life, jaki powstał w ostatnich latach.

Berta
Bojarska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Doonby. Każdy jest kimś” jest filmem nieschematycznym, który w zaskakujący sposób uświadamia wagę ludzkiego życia. Twórcy zrezygnowali z typowego sposobu przedstawienia dramatu aborcji, skupiając się na jej późniejszych konsekwencjach. Przemawiając do wyobraźni widzów, film pokazuje, w jaki sposób aborcja niszczy życie człowieka i jego przyszłość.

„Doonby. Każdy jest kimś” to historia tajemniczego wędrowca, który pojawia się w małym miasteczku w Teksasie. Jego obecność diametralnie zmienia życie wielu mieszkańców. Sam Doonby wydaje się być aniołem stróżem dla życiowych rozbitków zmagających się z rozmaitymi problemami. Pojawia się zawsze w odpowiednim momencie, by zapobiec kłótni, bójce a nawet w dramatycznych okolicznościach uratować życie ukochanej. To postać, która od początku wyróżnia się na tle pozostałych bohaterów, czasami tak bardzo, że wydawać by się mogła nierzeczywista. A może zwykła uczciwość i bezinteresowna dobroć w zestawieniu ze współczesnym nihilizmem i moralnym zepsuciem zwyczajnie wydaje się czymś niezwykłym?

Zestawienie tych dwóch postaw jest wyraźnie zaakcentowane. Ale to nie jedyny walor filmu Petera Mackenzie. Na pochwałę zasługuje również dość oryginalna konwencja filmu, przypominająca westernowe historie o samotnym wędrowcu znikąd.

Historia głównego bohatera jest pretekstem do wprowadzenia wątku o tematyce pro-life. Rzeczywista obecność Sama Doonby jest bowiem konsekwencją dramatycznego wyboru, jakiego dokonała wiele lat temu jego matka. Reżyser pozwala obu tym historiom trwać równolegle, by w dramatycznym zakończeniu ukazać prawdę przesłania o wartość każdego życia. 

Film Petera Mackenzie zasługuje na uwagę z kilku powodów. Jako pełnometrażowy obraz z przesłaniem pro-life, z powodzeniem unika oczywistej dydaktyki, skłaniając się ku bardziej interesującemu z perspektywy kinowego widza schematowi alternatywnej historii. Pokazuje konsekwencje wyboru, jakim jest odebranie życia nienarodzonemu dziecku, uświadamiając przy tym, jak wiele zmienić może czyjaś obecność. To ważne przesłanie jest szczególnie potrzebne dzisiaj, kiedy moralny relatywizm często zagłusza głos sumienia, nie pozwalając dostrzec podstawowych, niezmiennych prawd dotyczących ludzkiego życia.

Berta Bojarska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Berta
Bojarska
zobacz artykuly tego autora >

Semana Santa

Sevilla na co dzień, w ciągu roku to spory koktajl sacrum-profanum. Nie jest tutaj niczym nadzwyczajnym przesiadywanie w barach spożywając różnego rodzaju napitki w towarzystwie świętych obrazków oraz figur ukazujących Matkę Boską oraz Chrystusa. Jednak okres Semana Santa to zdecydowanie punkt kulminacyjny tej mieszanki.

Małgorzata Gogól-Górecka
Małgorzata
Gogól-Górecka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Podczas lektury relacji z kolejnych dni Semana Santa przydatna będzie znajomość kilku podstawowych terminów związanych z obchodami Świętego Tygodnia, dlatego poniżej znajdziecie krótki słowniczek podstawowych pojęć:

– Procesje organizowane są przez hermandades lub cofradías, czyli bractwa religijne zakładane przez wiernych.

– Każde z bractw posiada własne pasos czyli wielkie platformy, na których zamontowane są imagenes – figury ukazujące wizerunek Matki Boskiej lub Chrystusa. Odmianą paso z przedstawieniem scen Męki Pańskiej oraz Zmartwychwstania jest misterio, natomiast te, na których przedstawiona jest Maria, zazwyczaj w towarzystwie wielkich świec, noszą nazwę palio.

costaleros to śmiałkowie, którzy na swoich barkach niosą ważące nawet 2 tony (!) pasos. W zależności od wielkości platformy jest ich od 20 do około 60. Tragarze zmieniają się po upływie niespełna godziny. Zazwyczaj na barkach każdego z costaleros spoczywa ok 20 kilogramowy ciężar, co w przypadku kobiet (tak, obecnie nawet kobiety wcielają się w rolę costalero) jest nie lada wyzwaniem.

nazarenospenitentes – to pokutnicy, którzy towarzyszą każdej z procesji. Stereotypowo zapewne kojarzą się ze średniowieczną inkwizycją, co zawdzięczyć można ich strojowi, ale przede wszystkim nakryciu głowy. Wysoki, spiczasty kaptur zakrywający całą głowę z wyciętymi otworami jedynie na oczy. Spiczasty kaptur (antifaz) symbolizuje wznoszenie ku Bogu modlitwy pokutników, którzy zazwyczaj idą na bosaka, w samych skarpetach lub skórzanych sandałach.

Cruz de guía to krzyż niesiony na początku procesji.

Carrera Oficial – tzw. Trasa Oficjalna, przez którą przechodzą wszystkie procesje.

1/3
fot. Małgorzata Gogól-Górecka
2/3
fot. Małgorzata Gogól-Górecka
3/3
fot. Małgorzata Gogól-Górecka
poprzednie
następne

To wielki spektakl religijnych uniesień, form i kolorów (niektóre figury niesione w procesjach to autentyczne dzieła sztuki pochodzące jeszcze z czasu średniowiecza, renesansu i baroku!) patetycznej muzyki oraz zapachów. Obchody Semana Santa przypadają bowiem na okres, kiedy w Sewilli rozkwita tysiące drzewek pomarańczowych. Zapach ich kwiatów miesza się z kadzidłami, które palone są na ulicach, w knajpach i sklepach już na wiele dni przed rozpoczęciem Świętego Tygodnia, zapowiadając ten wyjątkowy czas.

Dziś, w Niedzielę Palmową (Domingo de Ramos) rozpoczyna się najważniejszy okres w roku dla mieszkańców Sevilli, do którego Andaluzyjczycy przygotowują się niekiedy przez cały rok. Semana Santa, czyli Wielki Tydzień, nie jest wydarzeniem o charakterze wyłącznie religijnym. To wielkie święto całego miasta, wszystkich jego mieszkańców, niezależnie od tego czy ktoś jest religijny czy nie. Wielka tradycja sięgająca XIV wieku, która oczywiście łączy się z religijnymi uniesieniami i przeżyciami, dla wielu pozbawiona jest wymiaru religijnego sensu stricto. Chyba trudno jest nam sobie to wyobrazić, ale prawdą jest, że dla wielu Andaluzyjczyków, którzy biorą udział w dziesiątkach procesji, jest to wydarzenie bardziej zwyczajowe niż religijne. Już w ciągu ostatnich dni dało się słyszeć na ulicy, czy nawet w barze wieczorową porą, rozmowy i ożywione dyskusje mieszkańców na temat Semana Santa. Na ekranach telewizorów wystawionych na półkach sklepowych  prezentowane są fragmenty procesji z zeszłych lat a szczegółowy program wszystkich procesji podczas całego tygodnia rozdawany jest w całym mieście (wczoraj dostałam malutką książeczkę wraz z paragonem podczas zakupów w hipermarkecie!). Tutaj naprawdę wszyscy tym żyją i wyczekują tych świątecznych dni przez cały rok.

Jestem w Sevilli pierwszy raz podczas obchodów Wielkiego Tygodnia i naprawdę ciężko jest mi sobie wyobrazić na ten moment jak z codziennej tzw. hiszpańskiej mañany może powstać tak niewiarygodnie wielkich rozmiarów spektakl, zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach. Póki co wierzę na słowo moim znajomym Andaluzyjczykom, a w najbliższych dniach przekonam się o tym na własnej skórze. Od dziś bowiem, przez kolejnych 7 dni wzdłuż sewiliańskich ulic przemierzać będą dziesiątki uroczystych procesji a wraz z nimi ogromne tłumy wiernych i ciekawskich.

Małgorzata Gogól-Górecka

Małgorzata Gogól-Górecka

Zobacz inne artykuły tego autora >
Małgorzata Gogól-Górecka
Małgorzata
Gogól-Górecka
zobacz artykuly tego autora >