Bierni, ale wierni

Większość Polaków deklaruje się jako katolicy. Jednak uczestniczących w niedzielnych Mszach Świętych jest już znacznie mniej. Ilu Polaków regularnie chodzi do Kościoła? Ilu praktykujących wiernych jest w Polsce?

Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

W niedzielę do Kościoła chodzi jedynie 40 % katolików. Z opublikowanych wyników badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK) wynika, że liczba osób uczestniczących w niedzielnej Mszy (dominicantes) i liczba osób przystępujących do Komunii Św. (communicantes) pozostaje w Polsce na tym samym poziomie, co przed rokiem. Do Komunii Św. przystępuje 16,2 % wiernych, czyli minimalnie więcej.

Bierni, ale wierni

W ciągu ostatnich 33 lat wskaźnik badania dominicantes spadł o 11 punktów procentowych. Pierwsze badania ISKK zostały przeprowadzone w 1980 roku. Wtedy to 51 % Polaków deklarowało uczestniczenie w niedzielnej Mszy Św. Natomiast w przeciągu tych lat, niemal o 9 punktów procentowych wzrósł communicantes. Z 7,8 % przyjmujących Komunię Św. w 1980 roku do 16,2 %.

Jak wynika z przeprowadzonych badań ISKK, najwyższe wskaźniki osób chodzących w niedzielę do kościoła oraz przyjmujących Komunię Św. odnotowuje się w diecezjach położonych w południowo-wschodniej części Polski.

Najwyższe wyniki osiągają diecezje tarnowska, przemyska oraz rzeszowska. Badane wskaźniki religijności znacznie przekraczają średnią wartość również w diecezjach pelplińskiej, opolskiej oraz najbardziej wysuniętych na wschód diecezjach: siedleckiej, drohiczyńskiej oraz białostockiej.

Bierni, ale wierni

Natomiast najniższe wskaźniki dominicantescommunicantes odnotowuje się w północno-zachodniej części kraju, w diecezjach: szczecińsko-kamieńskiej, koszalińsko-kołobrzeskiej, łódzkiej oraz sosnowieckiej.

Analizy ISKK wskazują, że wzrosła liczba osób, które określają się jako głęboko wierzące. Tak ocenia siebie 20% badanych. Jest to dwukrotnie więcej niż w 1991 roku. Jednak sam odsetek wierzących spadł do poziomu 60,8%.

W ubiegłym roku więcej niż co drugi respondent był zaliczany do praktykujących dość systematycznie – w każdą lub w prawie każdą niedzielę. Tzw. katolicy niedzielni, czyli praktykujący przynajmniej raz w miesiącu to 71,3% ankietowanych. Natomiast jak wynika z badań, mniej więcej co piąty Polak może być zakwalifikowany jako „katolik świąteczny”, czyli praktykujący w święta lub tylko przy określonych okazjach.

Bierni, ale wierni

Stan religijności społeczeństwa polskiego w przyszłości będzie w dużej mierze zależeć od adekwatnej do zmian działalności duszpasterskiej Kościoła – wyjaśnia na stronie internetowej Konferencji Episkopatu Polski ks. prof. Janusz Mariański z KUL. – Socjologia religii ukazuje m.in. rzeczywistość „znaków czasu”, a więc to, na co powinni zwrócić uwagę duszpasterze.

Przykładem zmian jest podejście wiernych do modlitwy osobistej. W ubiegłym roku co piąty badany zrezygnował z indywidualnych modlitw, a co drugi modlił się w miarę regularnie. W latach 1991-2012 wskaźnik codziennej modlitwy zmniejszył się o 8,8 %. Natomiast w tym samym czasie zwiększył się wskaźnik tych, którzy modlili się w różnych szczególnych sytuacjach życiowych – o 9,6 %.

Bierni, ale wierni

Liczenie wiernych odbywa się co roku, w wybraną niedzielę października bądź listopada, we wszystkich parafiach w Polsce. W tym roku odbyło się 20 października. Przy badaniach uwzględnia się osoby należące do danej parafii, prócz dzieci do siedmiu lat oraz osób starszych, schorowanych, które nie mogą wychodzić z domu.

Polecamy również tekst naszego blogera, Pawła Brola:


Statystyka polskiego katolika



Wesprzyj nas
Alicja Samolewicz - Jeglicka

Alicja Samolewicz - Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Reporter, z-ca szefa informacji Radia Plus w Gdańsku. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Książkowe must have

Tegoroczna jesień rozpieściła nas wspaniałą pogodą i świetnymi książkami, od których trudno było się oderwać. Godziny spędzone w księgarniach, zaczytane wieczory i książka do porannej kawy, to już tylko wspomnienie wrześniowego i październikowego czasu. Listopad zapowiada się równie ciekawie, warto jednak przypomnieć sobie kilka rewelacyjnych książek, które właśnie okupują księgarskie półki.

Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >

Książkowe must have

"Ostatnie rozdanie" Wiesława Myśliwskiego to książka, na którą czekaliśmy aż siedem lat. Myśliwski pisze długo, uważnie, w skupieniu, jakby na przekór niecierpliwemu światu, w którym nawet istotny news jest na topie tylko przez kilka minut. Jego książki warto czytać z ołówkiem w ręku, bo na każdej stronie można znaleźć zdania, które są po prostu przenikliwie mądre. „Ostatnie rozdanie” to powieść-pożegnanie. Główny bohater, dojrzały, samotny mężczyzna postanawia ruszyć w podróż ścieżkami swojej pamięci. Wehikułem staje się stary notes. Poszczególne nazwiska układają się w opowieść o życiu, które było ciągłą ucieczką od miłości. Ucieczką od Marii, do której i tak prowadzą wszystkie drogi.

Książkowe must have

Miłość niczym z powieści Marqueza zafundował nam w tym roku Arturo Pérez-Reverte. "Mężczyzna, który tańczył tango" to wciągająca powieść o uczuciu, które nie słabnie mimo upływu czasu i okoliczności, które nie sprzyjają zakochanym. Max to drobny złodziejaszek i tancerz tanga. Mecha jest żoną bogatego kompozytora. Spotykają się tylko trzy razy w życiu, ale za każdym razem ich miłość wybucha z niespodziewaną siłą. Poznają się na statku płynącym do Buenos Aires, gdzie razem tańczą najbardziej namiętnie tango swojego życia. Kolejny raz łączy ich tajemnicza misja w Neapolu, a po raz ostatni widzą się w Nicei, gdzie Max zostaje wplątany w aferę szpiegowską. Książka jest połączeniem „Miłości w czasach zarazy” Marqueza z „Szelmostwami niegrzecznej dziewczynki” Llosy. Świetna powieść na jesienny wieczór.

Książkowe must have

"Mam na imię Agnieszka, a na nazwisko Osiecka" pisze autorka wydanych niedawno "Dzienników" w jednym z pierwszych wpisów. Kiedy byłam w liceum, Osiecka bardzo mnie fascynowała. Jej teksty robiły na mnie ogromne wrażenie, a koncert "Zielono mi" z Opola mogłam oglądać godzinami. Dlatego bardzo się ucieszyłam, że mogę przeczytać "Listy na wyczerpanym papierze", intymną korespondencję Osieckiej z Przyborą, a teraz jej młodzieńcze dzienniki. Agnieszka zaczęła je pisać kiedy miała dziewięć lat i robiła to prawie do samej śmierci. W pierwszym tomie obejmującym lata 1945-1950 możemy obserwować dziewczynkę inteligentną, ambitną, często zakochaną, ale też nieco smutną, nad wyraz dojrzałą. Widać jak kształtują się jej poglądy, relacje z ludźmi, jak z dziewczynki wyrasta młoda kobieta. "Dzienniki" to też świetny tekst pokazujący realia socrealistycznej Polski. W kolejnych latach ukażą się pozostałe tomy dzienników Osieckiej.

Książkowe must have

Jako wierna czytelniczka bloga "Chustki" i fanka jej książki nie mogłam teraz nie przeczytać opowieści o Magdzie Prokopowicz, założycielce fundacji Rak'n'Roll. "Magda, miłość i rak" Aliny Mrowińskiej. To piękna książka o dziewczynie, która w wieku 27 lat poczuła w swoim ciele wyrok śmierci. Od tego granicznego momentu żyła najpiękniej jak umiała. Urodziła cudownego synka, walczyła nie tylko o siebie, ale również myśląc o nim i o wszystkich kobietach, które przychodziły po pomoc do fundacji. W historii Magdy niebywałe jest to, że mówiąc o śmierci przybliża nas ona do życia. Dla osób, które mają wśród swoich bliskich chorych na raka książka może być wsparciem, oprócz historii Magdy jest tu bowiem ujęta rozmowa z jej mężem oraz wywiad z psychoonkologiem. Książka warta uwagi wszystkich, którzy lubią spotkania z wyjątkowymi ludźmi.

Książkowe must have

Niedługo po tym, jak zaczęłam mojemu dwuletniemu synkowi czytać wieczorami "Wierszyki rodzinne" Michała Rusinka, dziecko uraczyło mnie swoim pierwszym, zrozumiałym, dla wszystkich słowem: "mama". Nie mam pojęcia czy to bezpośredni wpływ lektury czy też zbieg okoliczności, w każdym razie czytanie Rusinka polecam, nie tylko dwulatkom, ale też starszakom. Książka wzięła się z obecnego w każdej rodzinie pragnienia stworzenia drzewa genealogicznego i opisania mniej lub bardziej chlubnych przodków i członków rodziny. Każdy bowiem miał w swojej familii jakiegoś jaskiniowca, mandaryna czy woja to znaczy wuja. Znalazłby się też pewnie jakiś duch albo czarownica. Wierszyki Rusinka są zabawne, inteligentne i sprawiają przyjemność nie tylko dzieciom, ale też dorosłym. W długie jesienne wieczory mogą być inspiracją do samodzielnego rymowania na temat swojej rodziny!


Wesprzyj nas
Monika Bartys

Monika Bartys

Monika Bartys – zaczęła czytać w wieku trzech lat. Czytała wszystko: od książeczek o Misiu Uszatku po instrukcje obsługi. Rodzice trochę się o nią martwili i w efekcie zapisali na naukę gry na akordeonie. Oczywiście czytanie nut przegrało z czytaniem liter. Kiedy ukończyła polonistykę przez jakiś czas uczyła małe dzieci. Obecnie namawia wszystkich do czytania i kupowania książek. Prywatnie jest szczęśliwą mamą. W wolnych chwilach śpi lub… czyta.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >