65% Polaków przeciwnych ubojowi rytualnemu

A ponad 40% wyraża swój sprzeciw w sposób zdecydowany. Jedynie co siódmy Polak nie ma w tej sprawie zdania.

Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Jak wynika z badań przeprowadzonych pod koniec maja przez Centrum Badania Opinii Społecznej – większość Polaków jest przeciwna, by polskie prawo pozwalało na ubój rytualny. 21%  badanych opowiada się za legalizacją uboju zwierząt bez ich ogłuszania, a 14% nie ma w tej sprawie zdania.

87% przeciwników takiego uboju zwierząt wskazywało w badaniach, że jest on niedopuszczalny dlatego, że wiąże się ze zbyt dużym cierpieniem zwierząt, jest niehumanitarny czy też nieetyczny. Natomiast 7% ankietowanych uzasadniało swój sprzeciw argumentami, że ubój rytualny jest obcy naszej kulturze, a mniejszości wyznaniowe powinny mieć możliwość importu mięsa pochodzącego z takiego uboju z innych krajów albo podporządkować się regułom panującym w Polsce.

Kto popiera ubój rytualny? Według przeprowadzonych badań są to w zdecydowanej większości mężczyźni, osoby lepiej wykształcone, osiągające większe dochody miesięczne, zamieszkujące duże miasta, będące powyżej 44 roku życia.

Pytani o uzasadnienie swojej opinii zwolennicy legalizacji uboju rytualnego najczęściej odwoływali się do argumentów ekonomicznych. Uzasadniali to, że skoro jest popyt na takie mięso, to powinniśmy z takiej możliwości zarabiania korzystać. Taką opcję wskazało 32% zwolenników legalizacji uboju bez ogłuszania.

 

Co ciekawe, wśród rolników aż 65% ankietowanych jest przeciw, a 29% opowiedziało się za legalizacją uboju rytualnego.

 

Badanie przeprowadzono w maju na reprezentatywnej próbie losowej 1101 dorosłych mieszkańców Polski.

 

Jedno z pytań dotyczyło polskiego prawa – czy w Polsce powinno się zezwalać na ubój rytualny, jeśli pochodzące z niego mięso byłoby przeznaczane wyłącznie na potrzeby mniejszości wyznaniowych. Twierdząco na to pytanie odpowiedziało 12% ankietowanych. Jednak 82% badanych stwierdziło, że potrzeby mniejszości wyznaniowych nie stanowią uzasadnienia zabijania zwierząt hodowlanych bez ogłuszania.

Po krótce wyjaśniając ubój rytualny to zabijanie zwierząt bez ich ogłuszania. Najczęściej takie mięso jest eksportowane do Izraela i krajów muzułmańskich. Jak informuje portal Wyzwolenie Zwierząt „nie wiadomo kiedy i jak, ale Polska stała się liderem w rytualnym uboju. Ubój rytualny to okrutny sposób zabijania zwierząt, sprzeczny z zasadą minimalizacji ich cierpienia, przyjętą powszechnie w świecie.

 

Ubój rytualny, praktykowany w kulturze judaizmu i islamu, znajduje uzasadnienie w religijnej ortodoksji. Wyklucza on pozbawianie zwierzęcia przytomności”.

Mięso z polskich firm zajmujących się ubojem rytualnym – według danych ministerstwa rolnictwa – trafia do około 17 państw europejskich ( w tym m.in. Niemcy czy Francja), jak i tych spoza Europy (np. Turcja, Egipt czy Izrael). Jest to głównie bydło i drób.

Od stycznia chaos w prawie sprawił, że do państw w których byliśmy liderem w dostawie mięsa z uboju rytualnego wchodzą firmy z Francji czy Czech.

65% Polaków przeciwnych ubojowi rytualnemu

W naszym kraju działa około 20 zakładów specjalizujących się w uboju rytualnym. W przybliżeniu zatrudniają one ponad 6 tysięcy osób.

 

Według szacunków głównego lekarza weterynarii do samego Izraela trafia od 100 do nawet 300 tys. sztuk bydła. Na rynki muzułmańskie znacznie więcej. Jak oszacował zespół ekspertów Agencji Rynku Rolnego – eksport wołowiny z Polski w ubiegłym roku wyniósł ok. 330 tys. ton. Przewiduje się, że w tym roku eksport wzrośnie do ok. 340 tys. ton.

 

Około 80 proc. wołowiny produkowanej w naszym kraju trafia na eksport. Stąd można wnioskować skąd tak wysokie ceny na polski rynku za wołowinę. Jak oceniają specjaliści w tym roku konsumpcja wołowiny w Polsce może wynieść do około 2 kilogramów na osobę.

Alicja Samolewicz - Jeglicka

Alicja Samolewicz - Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Reporter, z-ca szefa informacji Radia Plus w Gdańsku. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Nowa Propaganda

"Nikogo nie chcemy nawracać ani mówić jak ma żyć." Rozmowa z Michałem Małkiem i Marcinem Ziemniczakiem, założycielami zespołu Propaganda Dei.

Czy dziś trudno być chrześcijaninem? Stereotyp mówi, że to agresywna staruszka w moherowym berecie.

Michał Malek: Dziwactwa odstraszają. Ale gdy ludzi widzą osoby pozytywnie nakręcone, które nie próbują ich zbawić na siłę, wtedy zmieniają negatywne nastawienie. Trzeba pamiętać, żeby swoją religijnością nie maltretować innych.

Marcin Ziemniczak: Gdy po pewnym czasie na koncercie mówimy, że Michał jest księdzem, nikt nie może uwierzyć, ale gdybyśmy powiedzieli to na początku, połowa sali by wyszła, nawet nie słuchając piosenek. Stereotypy są wszędzie: lekarze biorą łapówki, blondynki są głupie, a katechetki to dewotki. Raz pojechałem zaprosić chrzestnego na ślub. Przy stole siedzi dwadzieścia osób, rozmawiamy. „A co ty robisz?” – ktoś pyta. Odpowiedziałem, że pracuję w szkole. Zaczęły sypać się żarty o katechetach. Przez kwadrans opowiadano różne śmieszne historie, aż w końcu ktoś mnie dopytał, czego uczę. Gdy powiedziałem, że religii, nie mogli uwierzyć.

Polska jest dziwnym krajem, w którym ludzie nie są do końca szczerzy. Przygotowuję dzieci do komunii. Na 60 może troje chce naprawdę przyjąć sakrament, a reszta robi to, bo tak wypada. Albo dlatego że dostanie PSP i będzie mogła obcinać głowy podczas grania w GTA. Ludzie boją się powiedzieć „nie”. Widziałem wrażliwą dziewczynę na pielgrzymce, która chowała kotlet pod ziemniakami, bo bała się przyznać babci do wegetarianizmu.

Co roku za wiarę ginie 100 tys. chrześcijan. Ostatnio w Internecie można było zobaczyć, jak muzułmanie podpalają kościół z zamkniętymi dzieciakami. Oczywiście, partyzantka jest i po tej, i po tamtej stronie. Ludzie są fanatyczni, a świat nie pomaga w byciu chrześcijaninem.

Czy nazywając swój zespół Propaganda Dei, inspirowaliście się płytą 2Tm2,3 o tym właśnie tytule?

Marcin Ziemniczak: Tak. Gdy powiedzieliśmy o tym Litzy [Robert Friedrich – lider 2Tm2,3 – dop. red.], pobłogosławił nam. Na początku gdy wpisywało się w wyszukiwarkę frazę „Propaganda Dei”, wyskakiwał Tymoteusz. Od kilku lat jest inaczej.

Zespoły powstają zwykle w jednym środowisku, dzielnicy czy mieście. W Propagandzie gra dziewięć osób i niemal każdy jest z innego miasta. Jak to się stało?

Michał Malek: To skomplikowana historia. Stały skład mamy od dwóch lat i są to ludzie mocno zaangażowani, przyjacielscy, myślący podobnymi wartościami i dobrzy muzycy. Najdłużej – bo aż 15 lat – znamy się z Marcinem. Zwróciłem się więc do niego: „To co, robimy zespół? Teraz jest najlepszy czas. Pytanie, kogo bierzemy”. Chcieliśmy, żeby grali z nami ludzie podchodzący do tego zawodowo. Na początku nie zawsze się to udawało. Przychodzili, odchodzili. Z pierwszego składu jest Dawid Słowiński, który gra na trąbce, Tomek Lewandowski, basista, Marcin i ja. W końcu Pan Bóg dał takich ludzi, z którymi można wszystko osiągnąć.

Poznaliście się w zakonie?

Marcin Ziemniczak: Chcieliśmy wcześniej, ale nie wyszło.

Michał Malek: Gdy poznaliśmy się w 1998 roku, nie umiałem grać na gitarze. To Marcin pokazał mi pierwsze akordy.

Marcin Ziemniczak: Spotkaliśmy się po trzech latach i okazało się, że Michał gra lepiej ode mnie.

Kiedy postanowiliście grać razem?

Michał Malek: Działałem w Koninie drugi rok i pomyślałem, że za chwilę będę miał zmianę. Pojadę na peryferia Kamczatki, gdzie nie będzie prądu, samochodów i nikogo z kim można byłoby pograć. Marcin mieszkał obok, mieliśmy salkę muzyczną, nie było więc na co czekać. Zeszliśmy się i zadaliśmy sobie pytanie, co będziemy grać. No, lubimy jazz i klasykę, ale tego grać nie umiemy.

Marcin Ziemniczak: A-moll i G-dur to reggae.

Michał Malek: Lubimy reggae i rocka, więc spróbowaliśmy. Od początku chcieliśmy, żeby w naszym graniu ważny był przekaz. Skoro jesteśmy już w wieku przekwitania, róbmy coś poważnego, ale żeby to nie była ewangelizacja na zasadzie „Alleluja, Bóg cię kocha”, bo to infantylne. Mamy się dobrze bawić i w paru słowach powiedzieć o bliskich nam wartościach. Nikogo nie chcemy nawracać ani mówić jak ma żyć.

Marcin Ziemniczak: Wtedy pomyśleliśmy, że co z nas za zespół , skoro niczego nie mamy. Michał zadzwonił do Litzy, u którego następnie w studiu nagraliśmy płytę. I tak to się zaczęło.

We dwóch śpiewacie i piszecie teksty. Podwójny lider.

Michał Malek: W zespole musi być motor, który wszystkim kieruje, bo jeden chce jazz fusion, drugi disco polo, a trzeci jeszcze coś innego.

Marcin Ziemniczak: Na początku moja żona powiedziała tylko jedno: mam nadzieję, że nie będziesz śpiewać. Iza jest bardzo krytyczna wobec naszego grania. Jeśli coś jest źle, nie owija w bawełnę. Nie chce, żeby z męża robili głupka. Dlatego Michał zawsze pyta, co powiedziała Iza. Nie piszemy tekstów na zamówienie. Ciężko nam przychodzi pisanie o czymś, o czym nie mamy pojęcia. Przekazujemy to, co myślimy.

Przygotowujecie się do nagrania kolejnej płyty?

Michał Malek: Na razie zbieramy materiał. Na pewno więcej czasu poświęcimy nowym piosenkom po letnich koncertach, gdy będziemy mieć więcej czasu. Nowa płyta ma być zupełnie inna, dlatego nie chcemy się spieszyć, bo pośpiech to zły doradca.

Marcin Ziemniczak: Ja tak dużo słucham reggae, że moja żona jest załamana, bo ona lubi o wiele więcej gatunków. Stylistycznie reggae jest punktem wyjścia, ale nie jesteśmy jego niewolnikami. Nawet sam nie wiem, jak nazwać to, co gramy. Roots reggae, polish reggae czy Warta Jamaika song? Nowe numery pokazują, że idziemy do przodu. Jeszcze sami nie wiemy, dokąd dojdziemy, ale już wiemy, że nie wydamy trzeciej podobnej płyty.

Jakie macie plany?

Michał Malek: Chcemy się rozwijać muzycznie, cały czas dużo pracujemy nad techniką. Nie chodzi nam o karierę, choć fajnie gdy ktoś po koncercie podejdzie i nas pochwali albo gdy widzimy ze sceny, że nasza muzyka wywołuje emocje.

Marcin Ziemniczak: Zaczynaliśmy w światku chrześcijańskich, ale cieszymy się także, gdy doceniają nas ludzie także spoza tego środowiska. Niedawno zauważyli nas chłopaki z „Free Colours”. Recenzent napisał, że nie siedzi w takich klimatach, a nawet ich nie lubi, ale poleca naszą płytę, bo jest po prostu dobra.

Michał Malek: Chcemy grać do samej śmierci i – daj Panie Boże – w tym samym składzie.