Na Jasnej Górze zostawił serce

Jan XXIII rozczytywał się w Trylogii Henryka Sienkiewicza. W jego apartamencie wisiała ikona Matki Boskiej Częstochowskiej. Gdy Polska przeżywała trudny czas komunistycznego reżimu wyznał Prymasowi Tysiąclecia: „Mam zaufanie do polskiego episkopatu. Zdajecie egzamin”.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Angelo Roncalli kochał Polskę i nie jest to bynajmniej stwierdzenie na wyrost. Pierwszy raz usłyszał o niej już w dziecięcych latach. W jego rodzinnym domu żywa była pamięć pochodzącego z Bergamo bohaterskiego pułkownika Francesco Nullo, który poświęcił życie w obronie wolności naszej Ojczyzny. Opowiadania o Polsce rodziły w duszy małego Jana pragnienie poświęcenia i umiłowanie wolności. „To Polska i jej losy, często nieszczęśliwe, ale zawsze idealne, kształtowały we mnie chęć do pracy i poświęcenia dla innych” – wspominał po latach.

Z rozbrajającą szczerością wyznał też jak wielki wpływ na jego życie miała lektura książek Henryka Sienkiewicza. „W latach młodzieńczych, gdy dusza jest pełna polotów, z zaciekawieniem, jak również z zachwytem młodego człowieka czytaliśmy książki Sienkiewicza: Ogniem i mieczem, Potop, Pan Wołodyjowski. Jego romantyzm zadziwiał, uszlachetniał, porywał. Pisma Sienkiewicza są piękne i czyste, nie ma w nich nic z chorobliwej erotyki. Podobnie jak wy sami, odczuwaliśmy podziw dla bohaterów Sienkiewiczowskich. Mówią one o umiłowanej przeze mnie Częstochowie. Pan Wołodyjowski był i dla mnie ideałem rycerza bez skazy”.

Na Jasnej Górze zostawił serce

Los chciał, że biskup Bergamo Radini – Tedeschi przyjaźnił się z późniejszym kard. Stefanem Sapiehą. To wszystko sprawiało, że na nastoletniego Angelo Polska zaczęła działać jak magnes. Ks. Roncalli w 1912 r. wraz z przyjacielem dotarł do Krakowa.

 „Pamiętam Wawel, pamiętam katedrę wawelską, pomniki Jadwigi, królów, groby… Wiem, że był to dzień 17 września, gdy Kościół obchodzi święto Stygmatów św. Franciszka. Odprawiałem wtedy Mszę na Wawelu. Byłem też z wizytą u biskupa krakowskiego Sapiehy. Wielkie wrażenie artystyczne wywarła na nas wspaniała świątynia Mariacka. Sądziłem, że piękne kościoły są tylko w moim Bergamo… Wspominam grób św. Stanisława na Skałce. Byliśmy z moim towarzyszem również w Wieliczce. Doznaliśmy szczerego wzruszenia, gdy robotnicy wracający z pracy w kopalni pozdrawiali nas przyjaźnie. Mile ujęci byliśmy widokiem kaplicy wyciosanej w soli w podziemiach kopalni”.

Kolejny raz przyszły papież odwiedził Polskę w 1929 r. Wtedy swe serce zostawił na Jasnej Górze. W księdze pamiątkowej napisał: „Fiat pax in virtuti tua, Regina Poloniae et abundantia in turribustuis. – Niech będzie pokój w mocy Twojej, Królowo Polski, i obfitość w wieżycach Twoich”.

Poznał wówczas także Warszawę, Poznań i inne miasta, o czym często wspominał przy okazji audiencji. Polska ciągle była obecna w myślach i sercu Jana XXIII. „Później już, na stanowiskach dyplomatycznych, śledziłem zmagania Waszego narodu walczącego o wolność, o nietykalność granic. Przeżywałem szczerze wszystkie te bohaterskie wysiłki, którymi naród wasz wywalczył swoją niepodległość. Spotykałem w mej pracy dyplomatycznej zawsze waszych ludzi, którzy rozumem, głową, sercem, sztuką pragnęli zaznaczyć i podkreślić nieprzedawnione prawa Wasze do wolności. Radowałem się razem z wami z odzyskania przez was niepodległości”.

Na Jasnej Górze zostawił serce

Patriarcha Wenecji wielkim szacunkiem i przyjaźnią darzył kard. Stefana Wyszyńskiego. Gdy ten wracał pociągiem z Rzymu w 1957 roku, po pierwszej wizycie w Watykanie po wyjściu z więzienia, zatrzymał się w Wenecji. Kard. Roncalli zaprosił go na przejażdżkę gondolą. Rozmowa się przedłużała, Prymas Polski był zaniepokojony tym, że pociąg odjedzie bez niego. Uśmiechnięty patriarcha wyznał mu wtedy, by się nie martwił, bo kierownik pociągu płynie za nimi…

Zaraz po swym wyborze Jan XXIII swe myśli skierował ku Polsce. W dniu koronacji papieskiej poprosił o modlitwę w swej intencji na Jasnej Górze. Tak tę wyjątkową chwilę wspomina kard. Stefan Wyszyński: „Gdy szereg kardynałów zbliżał się do tronu papieskiego i ja z kolei podszedłem i przykląkłem. Papież wziął obie moje ręce w swoje dłonie i patrząc mi w oczy powiedział:

„Częstochowa, Częstochowa! Spraw, aby wiele modlono się za mnie przed waszą Matką Bożą!”.

To mnie szczególnie złączyło z Ojcem Świętym Janem i zadzierzgnęło między nami więź jakiejś niewypowiedzianej jedności, jaką może dać najdelikatniejsza miłość do wspólnej Matki”. Prymas natychmiast zareagował na tę prośbę: „Zapamiętałem dobrze słowa Jana XXIII i natychmiast skierowałem depeszę na Jasną Górę, prosząc ojca generała zakonu paulinów, aby rozpoczęto modlitwy w intencji nowego Papieża. Otrzymałem odpowiedź, że poczynając od dnia 6 listopada 1958 r., każdego dnia w kaplicy Matki Bożej Jasnogórskiej odprawiana będzie Msza święta w intencji Jana XXIII”. Od tamtego czasu aż do teraz codziennie o godzinie 18:30 na Jasnej Górze jest odprawiana Msza święta w intencji kolejnych papieży.

Na Jasnej Górze zostawił serce

Wyjątkowym wyróżnieniem dla Polski była chwila gdy w oknie papieskiej biblioteki na Anioł Pański obok Dobrego Papieża stanął kard. Wyszyński. Był 25 lutego 1962 roku. O tym niezwykłym geście przyjaźni mówił cały Watykan i Rzym. Sam Prymas Polski tak wspominał tę niezwykłą chwilę: „Zauważyłem podczas rozmowy, że przy biurku Papieża na stoliku znajduje się obraz Matki Bożej Jasnogórskiej, który podarowałem mu w ubiegłym roku. W tymże pokoju, przy oknie, z którego Papież błogosławi każdego południa, leży album Jasnej Góry, darowany Ojcu Świętemu jesienią zeszłego roku. Dochodzi południe przychodzi pokojowiec. Ojciec Święty zbliża się do stolika, na którym leży album Jasnej Góry. Przeglądamy razem ten album. Papież wypytuje o szczegóły. Rozkłada wielką fotografię, znajdującą się w albumie – panoramę milionowej rzeszy, zebranej na jasnogórskim placu przed szczytem w dniu 26 sierpnia 1956 roku, gdy naród polski składał swoje ślubowanie Matce Boga Człowieka. Przyglądamy się modlącej się Polsce. Ojciec Święty mówi: „Polonia orans!”

Zegar bije godzinę 12:00. Ojciec Święty zbliża się do okna, odmawia Angelus Domini, udziela błogosławieństwa. Po czym wzywa mnie do okna, każe stanąć przy sobie i pokazuje zgromadzone na Placu Świętego Piotra rzesze ludzkie. Równocześnie czyni ojcowski gest, jakby chciał mnie tym rzeszom przedstawić. Zrozumiałem o co Papieżowi chodzi. Papież chce powiedzieć zebranym na placu rzeszom, że jeżeli Polska trwa, jeżeli jest nadal „semper fidelis”, to właśnie dlatego, że jest najściślej związana z tym „Angelus Domini nuntiavit Mariae”… chce przez to zaznaczyć, że moc Polski katolickiej, siła jej trwania i wierności, tajemnica zwycięstwa jej wiary spoczywa w dłoniach Dziewicy Wspomożycielki, w przedziwnym związku Polski z Matką Bożą”.

Odchodzimy od okna. Czuję się bardzo zażenowany. Ojciec Święty pokazuje mi różne pamiątki zgromadzone w gabinecie. Żegnam Papieża, który przypomina mi, że przed wyjazdem do Polski mam mu się jeszcze pokazać. Wychodzimy do wielkiej Sali sąsiedniej. Na stoliku stoi inny obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Zatrzymujemy się przy nim. Papież mówi: „Matka Boża Częstochowska wszędzie!” Nawet dla Polaka mogłoby się wydawać to za dużo, a cóż dopiero dla Papieża! Ale widocznie przejście jeden jedyny raz w życiu przez Jasną Górę tak zapadło w duszę tego człowieka, że już od naszej czarnej Madonny oderwać się nie może. Jest Ona dla niego wielką siłą i nadzieją. Z Nią łączy powodzenie wielkiego dzieła Soboru i o modlitwę do Niej się upomina. I my tę modlitwę niedługo rozpoczniemy. Cała Polska weźmie udział w modlitwie na rzecz Soboru. Tak sobie rozważam, planuję”.

Na Jasnej Górze zostawił serce

Prymas Polski był pierwszym kardynałem jakiego Jan XXIII przyjął w położonej w Ogrodach Watykańskich Wieży Janowej, która stanowiła jego azyl. Episkopat Polski był też ostatnim z którym Dobry Papież spotkał się przed śmiercią. Obolały, bez sił, szczerze wyznaje, że „nie mógł sobie odmówić tej radości, aby przyjąć i pożegnać biskupów polskich”. Na przybyłych wychudzona, blada twarz papieża robi ogromne wrażenie. Papieski sekretarz ks. Capovilla daje do zrozumienia, że nie ma nadziei na powrót do zdrowia, choroba postępuje.

Jan XXIII najpierw długo rozmawia z Prymasem, a następnie z wszystkimi biskupami. Tak relacjonuje to wydarzenie kard. Wyszyński: „Wspomina swoją podróż do Polski w 1912 roku. Przesuwają się różne szczegóły, nazwiska, budząc podziw dla niezwykłej pamięci Ojca Świętego. Papież bardzo się ożywia. Czarne oczy błyszczą w wybladłej twarzy. Biskup Jop wręcza Ojcu Świętemu wojskowy medal „Francesco Nullo” z 1863 roku. Papież jest bardzo zainteresowany, ogląda szczegółowo.  Następnie ja przekazuję Ojcu Świętemu album z pieszej pielgrzymki warszawskiej na Jasną Górę z 1962 roku. Jest to wspaniały zbiór fotografii z załączonym listem i artykułem z niedzielnego „L’Osservatore Romano”. Papież przegląda album, interesuje się pielgrzymką i zapowiada, że wieczorem dokładnie go sobie obejrzy.  Swobodna rozmowa trwa przeszło pół godziny. Nie obowiązuje żaden protokół. Robimy zdjęcie grupowe. Zbliżamy się do drzwi. Papież mówi: „Odprowadziłbym was do Spiżowej Bramy, ale co na to powiedzą w moim otoczeniu? Sam byłem kapelanem dziesięć lat. Wiem, co to znaczy”.

Przy pożegnaniu życzmy Ojcu Świętemu zdrowia, aby mógł dokończyć Sobór. Papież odpowiada w sposób nieco żartobliwy, ale pełen chrześcijańskiej ufności i pokoju: „Moja rodzina domowa, moje otoczenie przeżywa wiele niepokoju i lęku, że choruję i umrę. Ale jestem przygotowany i gotów na wszystko… Jestem wszak dzieckiem Boga! Nic wielkiego się nie stanie. Umrze papież, przyjadą kardynałowie, będzie konklawe, wybiorą drugiego i – z uśmiechem dodał – w ciągu miesiąca wszystko się uspokoi… Przyjdzie następca mój i Sobór zakończy”.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Nihil novi w Watykanie

„Efekt Franciszka” wciąż wywołuje skojarzenia z nowością, przełomem i zerwaniem z wiekowymi konwenansami. Słowa „niespodzianka”, „zdziwienie”, „zdumienie” odmieniane są w mediach przez wszystkie przypadki. Czy jednak rzeczywiście jest to kompletna nowość?

Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >

Obecnie gdy przyglądam się uważnie zachowaniu papieża Bergoglio widzę w jego zachowaniu po prostu „efekt Roncallego”.

Obydwaj – i kard. Roncalli, i kard. Bergoglio – zostali wybrani na Stolicę Piotrową w tym samym wieku. Poza tym łączy ich otwartość, pogodne usposobienie i fenomenalne poczucie humoru. Mimo, iż rozwój techniki i mediów jest diametralny, w porównaniu tych pontyfikatów to jednak każdy z papieży „czuje” media i potrafi je doskonale wykorzystywać jako narzędzie nauczania. Jeśli sądzić po ich wizerunku, wszystko wydaje się spójne, każdy gest i mimika odpowiadają słowom, a nie przeczą im. Na ten obraz zewnętrzny nakłada się postawa wobec świata, którą możemy określić jako dobroć i zaufanie.

Nihil novi w Watykanie

W przypadku Jana XXIII nowością pierwszych tygodni pontyfikatu było uwypuklenie zasady kolegialności w kierowaniu Kościołem. Pius XII nie miał swojego sekretarza stanu. Jak sam mówił, nie potrzebował współpracowników, lecz wykonawców. W odróżnieniu od niego, Jan XXIII gdy został wybrany na papieża, mianował sekretarza stanu i natychmiast dał do zrozumienia, że nie zamierza kierować Kościołem sam. Bardzo podobne działania widać u Franciszka – nie używa wobec siebie określenia „papież”, lecz Biskup Rzymu – podkreśla tym samym swoje przywiązanie do kolegium biskupów. Jest pomiędzy biskupami, a nie przed nimi. Już pierwsze decyzje papież z Argentyny podejmował w gronie zaufanych współpracowników, a we wrześniu 2013 powołał ośmioosobową Radę Kardynałów.

Kolejną ważną nowością, która odbija się w ich życiorysach, to spojrzenie na Kościół przez pryzmat peryferii, a nie Rzymu. Roncalli przez długie lata przebywał nie w centrum, lecz na obrzeżach Kościoła, m.in. w Bułgarii czy Turcji. Dzięki temu wprowadził bardzo szybko do Watykanu zupełnie nową optykę, nierzymskocentryczną. To umożliwiło Janowi XXIII dostrzeżenie pewnych palących problemów, których z perspektywy Rzymu w ogóle nie dostrzegano. To jest ta sama idea, która wyróżnia obecny pontyfikat, bo Franciszek również podkreśla znaczenie peryferii i obszarów wykluczonych, przeciwdziałając tym samym globalizacji obojętności.

Nihil novi w Watykanie

Pontyfikat Roncalliego przyniósł nowy styl posługi papieskiej, pełen prostoty, daleki od monarszego ceremoniału. Jan XXIII zniósł np. zwyczaj całowania papieskiego buta. Tego typu znaki, choć może mniej doniosłe teologicznie, były jednak zauważalne i świadczyły o nowym spojrzeniu na posługę Piotra.

Ten sam rys widać u Franciszka – zdaje on sobie sprawę, że żyjemy w kulturze obrazu i zewnętrzne gesty mają ogromną siłę oddziaływania. Nie są to jednak „ sztuczki” speców od PR-u, lecz to co dziś jest w medialnym świecie tak deficytowe: autentyzm.

Dialog i chęć mądrej reformy to cecha obydwu postaci. Jan XXIII jako pierwszy zaadresował swoją encyklikę do „wszystkich ludzi dobrej woli”. Podobną otwartość da się łatwo zauważyć w postawie Franciszka. Na inauguracji jego pontyfikatu, po raz pierwszy w historii, był ekumeniczny patriarcha Konstantynopola i armeński katolikos.

Czy Franciszek podobnie jak św. Jan XXIII zafunduje wspólnocie wiernych nowe aggiornamento? Czas pokaże. Patrząc na te pontyfikaty jedno jest pewne: najskuteczniej reformuje się Kościół przede wszystkim przykładem własnego życia.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Jacek Szymczak OP

Jacek Szymczak OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >