Nasze projekty
Renata Czerwińska

Jan Paweł II nie powiedział jeszcze ostatniego słowa

Bliski rodzinom, młodzieży, osobom chorym, samotnym, szukającym powołania, pasterz obdarzony niepospolitym poczuciem humoru także dziś nie zapomina o swoich owcach. Możemy być pewni, że Jan Paweł II nie powiedział jeszcze ostatniego słowa!

Reklama

Tytułowymi słowami zwróciła się przełożona Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego do s. Marie Simon-Pierre Normand, chorującej na Parkinsona. Poprosiła ją jeszcze, aby napisała własnoręcznie imię papieża. Było to o tyle trudne, że siostra nie była w stanie utrzymać długopisu w ręku. Pamięta, że coś nabazgrała. Wieczorem jednak poczuła chęć, aby coś zanotować. Zdziwiła się, że jej pismo jest czytelne. O 4.30 nad ranem zeszła o własnych siłach do kaplicy – choć wcześniej każdy ruch sprawiał jej ból. Uklękła przed Najświętszym Sakramentem i odmówiła tajemnice światła, czując ogromny pokój i radość. Podczas wspólnotowej jutrzni mogła już ruszać lewą ręką (jest leworęczna), a na Mszy św. z jej twarzy ustąpił paraliż. Tak wyglądał cud wymodlony za wstawiennictwem Jana Pawła II.

Papież pod balkonem

Jak jednak wiemy, cuda zdarzały się już za życia papieża. I nic w tym dziwnego – człowiek tak rozmodlony, zanurzony w Bogu, był całkowicie otwarty na Jego działanie.

Reklama
Reklama

Pięcioletni Heron Badillo z Meksyku chorował na białaczkę, a lekarze nie dawali rodzicom nadziei. Gdy okazało się, że Jan Paweł II przylatuje do Meksyku z wizytą apostolską, pani Badillo postanowiła, ze wybiorą się z rodziną na spotkanie do Zacatecas – „w końcu to tylko dwie godziny drogi od Rio Grande!”. Mąż oponował – był lewicowym politykiem, jednak żona postawiła na swoim, co więcej, wciągnęła go do pierwszego rzędu pielgrzymów. Heron miał wypuścić gołąbka na cześć papieża. Ojciec Święty dostrzegł malca, uśmiechnął się i ucałował go w główkę. Po skończonej Mszy św. chłopiec stwierdził, że jest głodny, a najchętniej zjadłby kurczaka. Było to o tyle dziwne, że od dwóch tygodni nie przyjmował normalnych pokarmów. Białaczka ustąpiła w ciągu kilku miesięcy, a za to ojciec Herona tak się zakochał w Bogu, że – jak stwierdził zaprzyjaźniony z rodziną kard. Barragan – „Jego wiara jest większa od mojej!”.

Erich Quen był lekarzem, mieszkał w Innsbrucku i jako żywo nie interesowały go klimaty okołokościelne. Szukał sensu życia, otarł się o różne sekty, ale w swoich poszukiwaniach nigdy nie pytał o Pana Boga. Pewnego ranka obudziły go hałasy pod oknem. Okazało się, że tego dnia do jego rodzinnego miasta przyjeżdża Jan Paweł II, a trasa przejazdu papamobile wiedzie tuż przy kamienicy, w której mieszkał. „Co? Papież pod moim balkonem?”. Choć był niewierzący, z ciekawości poszedł na Mszę św. Efekt? Po kilku latach zdecydował się zostawić kitel lekarski na rzecz sutanny.

Podobną historię przeżył Michel Remery, holenderski delegat na Światowych Dniach Młodzieży w Filipinach w 1995 r. Nie był osobą praktykującą, wyjazd traktował jako egzotyczną wycieczkę. Miał jednak przeczytać w obecności Ojca Świętego przesłanie od młodzieży całego świata. Jan Paweł II również dał młodym zadanie: mówić o Chrystusie. Po powrocie Michel skończył studia, znalazł dobrą pracę, a jednak czuł, że czegoś mu brakuje. Pojechał na kolejne Dni Młodzieży – tym razem w Paryżu, a zaraz po nich rozchorował się. W trakcie rekonwalescencji zastanawiał się nad swoim powołaniem. Gdy doszedł do tego, że właściwie nie ma obiektywnych przeszkód, żeby zostać kapłanem, poczuł ogarniający go pokój i wykrzyknął: „Panie Boże, teraz obaj wiemy, czego ode mnie chcesz!”.

Reklama
Reklama

Szukałem was

Wiele cudów działo się również po śmierci tego niezwykłego świadka Chrystusa – szczególnie nawróceń, tak jakby ludzie chcieli sprawdzić, kim był Ten, komu zawierzył papież. Eleonora i Helena – obie niewierzące – w dniu śmierci Ojca Świętego znajdowały się na Placu św. Piotra. Kiedy usłyszały, że odszedł do Domu Ojca, w jednej chwili odzyskały łaskę wiary. Amerykanka Joan Lorraine nie pojawiała się w kościele od 55 lat, ale ponieważ w jej parafii po śmierci Jana Pawła II wystawiono księgę kondolencyjną, stwierdziła, że wypadałoby coś wpisać. Weszła więc do katedry i nagle… poczuła przy sobie pełną miłości Obecność. Stwierdziła, że ma ochotę paść przed ołtarzem i spędzić tam resztę życia.

A uzdrowienia fizyczne? I tych nie brakuje. Piętnastoletni Dawid cierpiał z powodu raka nerek i płuc. Liczne kuracje nie dawały efektów, nastawiał się na to, że wkrótce spotka się ze zmarłym dziadkiem. Jego rodzice i siostra wpadli na pomysł: pojadą do Rzymu, do grobu Jana Pawła II. Pomysł zwariowany o tyle, że Dawid był tak słaby, że nie mógł nawet siedzieć. Przy grobie papieża rodzina odmówiła „Ojcze nasz”, a gdy wypowiadali słowa „Bądź wola Twoja”, doświadczyli ogromnego pokoju. Co się działo później? Wieczorem chłopak mógł się już o wiele lepiej poruszać i spokojnie zjeść kolację. Następnego dnia w czwórkę zwiedzali Rzym, a po miesiącu guz zupełnie się wchłonął.

Reklama

Joanna modliła się za wstawiennictwem Jana Pawła II w intencji swojej nienarodzonej córeczki. Dziecko miało nie mieć nerek, tymczasem urodziło się całe i zdrowe.

Jedenastoletnia Ada od wczesnego dzieciństwa cierpiała z powodu choroby oka – na jej tkance ocznej pojawiła się ciemna plama, która wciąż się powiększała. W dniu wyznaczonej operacji jej mama modliła się przez wstawiennictwo Jana Pawła II. A tymczasem lekarz ze zdziwieniem orzekł, że niebezpieczne znamię zniknęło!

Wstań, nie lękaj się!

A jak wyglądał cud kanonizacyjny? Doświadczyła go Floribeth Mora Diaz, mieszkanka Kostaryki, mama czwórki dzieci i babcia pięciorga wnucząt. Od jakiegoś czasu cierpiała na silne bóle głowy. Okazało się, że wytworzył się tętniak, ale operacja wiązałaby się z zagrożeniem życia albo uszkodzeniem mózgu. Jedyne co jej pozostało, to przyjmowanie leków przeciwbólowych (które wprawiały ją w otępienie) i oczekiwanie na śmierć w gronie rodziny. Tymczasem zbliżała się beatyfikacja Jana Pawła II. Mąż zachęcił Floribeth, aby obejrzała ją w telewizji. Mimo nocnej pory przygotowała ołtarzyk, na którym królowało zdjęcie uśmiechniętego papieża i obejrzała transmisję. A rano… usłyszała słowa: „Wstań, nie lękaj się!”. „Dobrze, wstanę” – odpowiedziała i jak gdyby nigdy nic poszła do kuchni. Nie miała już żadnych bólów głowy, a podczas badań wykonanych kilka miesięcy później okazało się, że tętniak zniknął.

To tylko kilka z wielu cudów wymadlanych przez świętego papieża. Bliski rodzinom, młodzieży, osobom chorym, samotnym, szukającym powołania, pasterz obdarzony niepospolitym poczuciem humoru także dziś nie zapomina o swoich owcach. Możemy być pewni, że Jan Paweł II nie powiedział jeszcze ostatniego słowa!

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite