Maryja obiecała jej, że 15 sierpnia Polska pokona wroga. Sługa Boża Wanda Malczewska

W obchodach stulecia Bitwy Warszawskiej nie sposób pominąć jeszcze jednej, niezwykłej postaci. To sługa Boża Wanda Malczewska, ciotka znanego malarza Jacka Malczewskiego. Była także działaczką społeczną, mistyczką i wizjonerką. Miała wizje Drogi Krzyżowej i śmierci Chrystusa oraz przepowiedziała odrodzenie Polski i zwycięstwo nad wrogiem, które dokona się w Uroczystość Wniebowzięcia. Jej objawienia są uznane przez Kościół.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wanda Malczewska była córką Stanisława Malczewskiego i Marii Julii z domu Żurawskich. Pochodziła z rodu Malczewskich, do którego należy poeta Antoni Malczewski oraz jej bratanek, malarz Jacek Malczewski. Urodziła się w Radomiu w rodzinie ziemiańskiej. Mając 24 lata wyjechała z rodzinnego miasta mieszkała u krewnej w Klimontowie, w klasztorze w Przyrowie. Gdziekolwiek się znalazła, uczyła ubogie dzieci, katechizowała je, rozdawała modlitewniki. Najzdolniejszym pomagała kontynuować naukę. Była mistyczką, przeżywała Mękę Pańską, miała dar przewidywania przyszłości, pojednania osób skłóconych i rozeznawania powołań.’

Jak powiedział w rozmowie z Radiem Plus Radom bp Piotr Turzyński, współautor książki “Mistyczka z Radomia – Wanda Malczewska”, w roku 1872 roku, w Wielkim Poście w każdy piątek Sługa Boża doświadczała kilkugodzinnych mistycznego przeżycia Męki Pańskiej. Tego roku w Wielki Piątek usłyszała od Maryi niezwykłą obietnicę:

Polska niegdyś wyróżniała się nabożeństwem do mnie – to też serdecznie ją kocham. Pod moją opieką wzrastała. Nieprzyjaciół nawet silniejszych, zwyciężała. Jej oręż wsławił się wobec całego chrześcijaństwa, gdy szła do boju pod moim hasłem. Skoro otrzyma niepodległość, to niedługo powstaną przeciwko niej dawni gnębicie/e, aby ja zdusić. Ale moja m/oda armia, w Imię moje walcząca, pokona ich i odpędzi daleko i zmusi do zawarcia pokoju. Ja jej dopomogę.

Dostaliście się do niewoli wskutek niezgody wewnętrznej i sprzedajności wielu waszych rodaków. Rozebrali was na kawałki, ale Pan Bóg na moją prośbę tego rozbioru nie zatwierdził. Zbliża się czas, że sprawiedliwość Boska upokorzy chciwość zaborców waszych, tępicieli wiary katolickiej i nabożeństwa do Serca mojego Syna. Oni upadną, a Polska na moją prośbę będzie wskrzeszoną i wszystkie jej części będą złączone. Ale… niech strzeże wiary i nie dopuszcza niedowiarstwa… zdrady… niezgody i lenistwa, bo te wady mogą ją na powrót zgubić i to… na zawsze!

Pragnę widzieć Polskę szczęśliwą, ale niech też Polacy do tego rękę przykładają… Modlę się za Polskę, za jej nabożeństwo do mnie. Modlę się za wszystkie stany… aby miłość, zalecona przez mojego Syna, zakwitła wśród was… Módlcie się wszyscy – i postępujcie drogą wskazaną wam przez mojego Syna.

Rok później zaś, dokładnie 15 sierpnia Wanda usłyszała od Matki Bożej obietnicę, że w dniu 15 sierpnia niepodległa Polska odniesie zwycięstwo nad wrogiem. Maryja powiedziała wtedy do Wandy:

Uroczystość dzisiejsza niezadługo stanie się świętem waszym narodowym, bo w tym dniu odniesiecie zwycięstwo świetne nad wrogami, dążącymi do waszej zagłady. To święto powinniście obchodzić ze szczególniejszą okazałością. Moją stolicę na Jasnej Górze powinniście otaczać szczególniejszą opieką i przypominać sobie dobrodziejstwa, jakie od Boga za moją przyczyną odebraliście i jeszcze odbierać będziecie, jeżeli się wierze św. katolickiej i cnotom chrześcijańskim i prawdziwej miłości Ojczyzny, opartej na jedności i braterstwie wszystkich klas nie sprzeniewierzycie.

Jak pisze w książce bp Piotr Turzyński, “doświadczenie Mistyczki z Radomia przynosi nam bardzo ważne, pełne nadziei przesłanie, że historia nie leży tylko i wyłącznie w rękach ludzi, znajduje się ona przede wszystkim w rękach Boga, który przenika i zna wszystko”.

Zmarła w opinii świętości w Parznie, gdzie na plebanii spędziła ostatnie trzy lata życia jako rezydentka. Pochowana jest w tamtejszym kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa. Do jej grobu pielgrzymują wierni, będący w drodze do dwóch najsłynniejszych polskich sanktuariów maryjnych – na Jasną Górę i do Lichenia.

W Parznie również od wielu lat w drugą niedzielę maja ma miejsce pielgrzymka archidiecezji łódzkiej do grobu Sługi Bożej. Wierni modlą się o jej beatyfikację. W czasie tegorocznej pielgrzymki w swojej homilii abp Grzegorz Ryś nawiązał do postaci Wandy Malczewskiej, zwracając uwagę, że można o niej przeczytać “w każdym podręczniku historii Kościoła w Polsce”. – Kiedy mówi się o odrodzeniu religijnym w XIX wieku na ziemiach polskich pod zaborami to w każdym podręczniku jest Wanda Malczewska. Co robiła? Robiła proste rzeczy, ale zrodzone z wielkiej modlitwy. Przez te proste rzeczy ludzie widzieli Boga. Przez te najprostsze czynności, jakie ona spełniała – czytanie książek, bo ludzie nie umieli czytać, podawanie leków, układanie kwiatów w kościele – ludzie widzieli Boga – powiedział metropolita łódzki.

W czasie tej Mszy Św. miałem takie poczucie, aby tak jak ks. proboszcz Majda, zaprosić was, abyście tu przyjeżdżali. Cały czas w głowie miałem jedną prośbę, aby tu w Parznie modlić się za Polskę. Za naszą Ojczyznę. Wanda Malczewska uczy pięknego patriotyzmu, bardzo prostego i bardzo głębokiego. Uczy patriotyzmu wyrastającego z najgłębiej przeżywanej wiary. Potrzebujemy jej wstawiennictwa.

W 2006 roku Watykan potwierdził heroiczność cnót Wandy Malczewskiej. Jej proces beatyfikacyjny trwa już od dłuższego czasu. Na przeszkodzie stanęły okupacja hitlerowska i czasy komunistyczne. W tym czasie zaginęły akta z zeznaniami 25 naocznych świadków. Odnaleziono je dopiero w 1962 roku. Trybunał do przeprowadzenia procesu informacyjnego powołany został w 1939 roku. Proces beatyfikacyjny Wandy Malczewskiej osiągnął już etap końcowy. W 2006 roku Stolica Apostolska ogłosiła dekret o heroiczności cnót Wandy Malczewskiej i odtąd przysługuje jej tytuł “czcigodnej sługi Bożej”. Brakuje jedynie potwierdzonego kanonicznie cudu, dokonanego za jej wstawiennictwem.

W radomskiej farze 16 sierpnia odbędzie się uroczystość poświęcenia tablicy ku czci Sługi Bożej. To  właśnie w tej świątyni w 1822 r. została ochrzczona przyszła mistyczka i wizjonerka. Poświęcenie tablicy to część realizowanego przez Stowarzyszenie „Młyńska” Verum Bonum Pulchrum projektu pt. „Kobiety na drodze do Niepodległości”. Projekt ten finansowało Ministerstwo Obrony Narodowej w ramach zadania upamiętniającego 100-lecie Bitwy Warszawskiej.

 

os, KAI, Radio Plus Radom/Stacja7

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Jak Maryja i Andrzej Bobola pomogli nam w Bitwie

Od 7 sierpnia 1920, kiedy sytuacja na froncie stawała się coraz bardziej dramatyczna, trwała Wielka Nowenna Pokutna. W ostatnim dniu nowenny – 15 sierpnia – nastąpił przełom, wojska bolszewickie zostały zatrzymane na przedpolach Warszawy pod Radzyminem, a nazajutrz pokonane.

Polub nas na Facebooku!

27 lipca 1920 r. w jasnogórskim sanktuarium hierarchowie dokonali podwójnego aktu zawierzenia: poświęcenia narodu i kraju Najświętszemu Sercu Jezusa oraz ponownie obrali Matkę Bożą Królową Polski.

„Najświętsza Maryjo Panno wyciągamy ku Tobie Matko Miłości, błagalne ręce, byś w ciężkiej kraju naszego potrzebie przyszła nam z pomocą. Odrzuć wroga od granic Ojczyzny naszej, wróć krajowi naszemu upragniony pokój, ład i porządek, wypleń z serc naszych ziarno niezgody, oczyść dusze nasze z grzechów i wad, abyśmy bezpieczni od nieprzyjaciół naszych Pana Naszego Jezusa Chrystusa chwalić mogli”.

Biskupi poświęcili także naród Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i zobowiązali się do szerzenia nabożeństwa do Boskiego Serca. 

Od 7 sierpnia, kiedy sytuacja na froncie stawała się coraz bardziej dramatyczna, trwała Wielka Nowenna Pokutna. Tysiące pielgrzymów leżało krzyżem pod jasnogórskim szczytem, prosząc Jasnogórską Madonnę o ratunek dla Ojczyzny.

W sytuacji zbliżającego się do stolicy frontu metropolita warszawski kard. Aleksander Kakowski nakazał proboszczom i rektorom kościołów stołecznych w czasie zagrożenia bolszewickiego trwać na stanowiskach. A wszystkich wiernych mobilizował do ofiarnego wysiłku na rzecz obrony ojczyzny. W jego odezwie z 7 sierpnia 1920 r. czytamy: “Nadeszła chwila, kiedy cały naród, a w szczególności m. st. Warszawy, ma zdobyć się na siłę, aby odeprzeć najeźdźców i spełnić święty względem ojczyzny obowiązek. W tym celu tymczasowa Rada Obrony Miasta wzywa do stworzenia batalionów ochotniczych, do których winien stanąć każdy, kto zdolny unieść broń. Kogo na siły nie stać, niech śpieszy do drużyn, które pracują około kopania okopów. Nie trwoga, nie zemsta pchać nas winna, lecz płomienne wołanie Matki Ojczyzny o pomoc i ratunek. Ze względu na ważność chwili i grożące miastu naszemu niebezpieczeństwo, praca około okopów w dni niedzielne i świąteczne jest dozwoloną. (…) Gubernator wojenny i Rada Tymczasowa ujęła w swoje ręce obronę miasta, im więc należy się bezwzględny posłuch, a kto nie pójdzie za ich odezwaniem, nie jest godzien imienia Polaka”.

10 sierpnia kard. Kakowski wystosował do swoich księży apel o pozostanie na wyznaczonych im placówkach z wiernymi. “Tylko najemnik, a nie pasterz, opuszcza owce swoje w chwili niebezpieczeństwa. Gdyby jednak, co nie daj Boże, najemnik taki się znalazł i z jakichkolwiek pobudek opuścił stanowisko, obciążam go „ipso facto” suspensą „ab officio et beneficio”. Przy czym dodaję, że zbiegły kapłan na dawne stanowisko nie powróci. (…) Przykład wasz, którzy nadto jesteście stróżami mienia kościelnego, doda męstwa i otuchy waszym parafianom. (…) Stójcie niewzruszenie, a Bóg miłosierny niech nas wszystkich ma w swojej pieczy…”

Metropolita warszawski zarządził 31 lipca 1920 r. odprawienie we wszystkich kościołach archidiecezji nowenny od 6 do 15 sierpnia. 8 sierpnia na ulice stolicy wyszło 100 tysięcy warszawiaków w procesji z relikwiami bł. Andrzeja Boboli oraz bł. Władysława z Gielniowa, wznosząc prośby o ratunek dla Polski. W ostatnim dniu nowenny – 15 sierpnia 1920 roku – nastąpił przełom i wojska bolszewickie zostały zatrzymane na przedpolach Warszawy pod Radzyminem, a nazajutrz pokonane w słynnym uderzeniu znad Wieprza, kierowanym osobiście przez marszałka. Zwolennicy Piłsudskiego przypisywali to zdolnościom Naczelnego Wodza, a przedstawiciele innych opcji mówili o „cudzie nad Wisłą” dokonanym za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny. Zresztą obie te narracje, choć wywołujące emocjonalne spory w II Rzeczypospolitej, w istocie się nie wykluczają.

O wydarzeniach z lata 1920 r. wspominał po latach w swym liście z okazji 350-lecia męczeńskiej śmierci św. Andrzeja ks. abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, metropolita przemyski. „To do niego [bł. Andrzeja Boboli] i z nim modlono się i odprawiano procesje w roku 1920, kiedy na osłabioną Polskę, tuż po odzyskaniu wolności napadły wojska sowieckie. 

Zwycięski “Cud nad Wisłą” nastąpił podczas intensywnych modlitw do Matki Bożej i po zakończeniu nowenny do św. Andrzeja Boboli. 

Z oblężonymi w Warszawie modlił się ówczesny nuncjusz apostolski Achille Ratti, który później jako papież Pius XI kanonizował św. Andrzeja Bobolę w 1938 roku w Rzymie”.

Warto podkreślić, nuncjusz Ratti, jako jeden z nielicznych dyplomatów, pozostał wówczas w Warszawie umacniając i podnosząc ducha obrońców stolicy. Postawa nuncjusza znalazła uznanie nie tylko w oczach mieszkańców Warszawy. Na pierwszym, po odparciu inwazji bolszewickiej, posiedzeniu Sejmu w dniu 24 września władze państwowe przez usta premiera Wincentego Witosa publicznie wyraziły wdzięczność Stolicy Apostolskiej i jej przedstawicielowi za moralne wsparcie w dniach najwyższego zagrożenia narodu.

 

al, KAI/Stacja7

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap