Fot. Piotr Drzewiecki
Tomasz Krzyżak: Łódź z Rysiem płynie do Krakowa
Na Franciszkańską 3 przychodzi, a właściwie wraca, człowiek, który pod Wawelem jest doskonale znany.
„Co się odwlecze, to nie uciecze” – powiada stare polskie przysłowie. Oczekiwanie na to, aż Watykan zdecyduje, kto będzie nowym metropolitą krakowskim w miejsce abp. Marka Jędraszewskiego, który w lipcu 2024 r. skończył 75 lat i oddał się do dyspozycji papieża, trwało długo. Półtora roku. W najnowszej historii Kościoła w Polsce, w żadnej diecezji, nie było aż tak długiej „tymczasowości”. Kraków miał co prawda takie okresy – abp Eugeniusz Baziak przez 11 lat (1951-1962) był tylko administratorem archidiecezji krakowskiej, a po jego śmierci Kraków również półtora roku czekał na metropolitę, którym ostatecznie został Karol Wojtyła – ale to było dawno, w całkiem innej rzeczywistości społeczno-politycznej.
Wydawało się zatem, że prawie roczne oczekiwanie Warszawy – po tym, jak kard. Kazimierz Nycz w grudniu 2023 r. poinformował o swojej rezygnacji do listopada 2024 r., gdy ogłoszono, że jego następcą będzie abp Adrian Galbas – było długie. Okazało się jednak, że może być jeszcze dłuższe. W końcu się udało i do Krakowa idzie z Łodzi kard. Grzegorz Ryś. Jego nazwisko w kontekście Krakowa pojawiało się zresztą na dziennikarsko-księżowskiej giełdzie od samego początku i wreszcie spekulacje się potwierdziły.
ZOBACZ: Jest nowy metropolita w Krakowie! Papież zdecydował
Trudno jednoznacznie powiedzieć, dlaczego tak długo to trwało. Można prowadzić różne dywagacje. Mogło być bowiem tak, że poszczególne kandydatury blokował odchodzący z urzędu hierarcha, mogło być tak, że kandydatów odrzucał Watykan, mogło być też tak – i chyba to najbardziej prawdopodobne – że kandydaci odmawiali. Bycie biskupem nie jest wcale takie proste.
Krakus z krwi i kości
Zostawmy jednak spekulacje. Wydaje się, że Kraków się cieszy. Przychodzi, a właściwie wraca, na Franciszkańską człowiek, który pod Wawelem jest doskonale znany. W Krakowie się urodził, odbierał edukację. W Krakowie kończył seminarium duchowne, studiował na tamtejszej Papieskiej Akademii Teologicznej. Tam przyjął święcenia kapłańskie. Potem wykładał, był rektorem seminarium i wreszcie biskupem pomocniczym. Krakus z krwi i kości. To niewątpliwie zaleta. Zna diecezję jak własną kieszeń. Zna zdecydowaną większość księży w niej pracujących. Nie musi się niczego uczyć.
Przeczytaj również
Minusem może być to, że we własnym domu trudno podejmuje się decyzje – szczególnie te trudniejsze – w odniesieniu do osób, które się zna, i z którymi utrzymuje się jakieś relacje. Ale… czy Kraków byłby gotów przyjąć „obcego”?
Nowy metropolita krakowski to całkiem inna osobowość aniżeli abp Marek Jędraszewski. Dzieli ich nie tylko spora różnica wieku, ale także styl posługi. Kardynała Rysia cechuje otwartość, umiejętność dialogu, brak zaangażowania politycznego. Nie da się tego powiedzieć o abp. Marku Jędraszewskim, który choć początkowo wydawał się być człowiekiem otwartym z szerokimi horyzontami, to jednak okazał się reprezentantem „Kościoła-twierdzy” z jasno określonymi poglądami politycznymi, których nigdy nie ukrywał. I które – co też ważne – w konserwatywnym, acz dość tolerancyjnym Krakowie – nie były zbyt dobrze postrzegane.
Czy kard. Ryś będzie miał większy wpływ na biskupów?
Oczywiste jest, że „reformę gregoriańską”, która właśnie pod Wawel wchodzi, będzie się próbowało przełożyć na Konferencję Episkopatu Polski. Nie od dziś KEP postrzegana jest jako gremium zamknięte, skupione wyłącznie na sobie, nie znające pojęcia dialogu. Ostatnie wybory prezydium (2024) niewiele w tej materii zmieniły, wręcz można odnieść wrażenie, że KEP się zradykalizowała.
Można się zatem zastanawiać, czy przejście kard. Rysia z Łodzi do Krakowa coś w tej materii zmieni, czy kardynał będzie miał większy niż dotąd wpływ na pozostałych biskupów. Optymiści twierdzą, że tak. Ja optymistą w tym względzie nie jestem i śmiem twierdzić, że kardynał wciąż będzie w obrębie KEP postacią marginalizowaną. Jego pozycji nie zmieniła nominacja kardynalska, nie zmieni przejście do Krakowa. Możliwe, że ktoś powie, że przesadzam, ale widzę tu podobieństwo do drogi, jaką przeszedł kard. Kazimierz Nycz. Współbracia w biskupstwie liczyli się co prawda z jego głosem, ale jednak trzymali go nieco z boku. Był popularny, dziennikarze chętnie go cytowali, ale cóż z tego.
Teraz na swojego biskupa czeka Łódź. Diecezja, która jest dość trudnym terenem duszpasterskim. Diecezja, która w ostatnich latach jest diecezją „przejściową”, bo przecież abp Jędraszewski był w niej ledwie pięć lat, a kardynał Ryś osiem. Ona dziś potrzebuje pewnej stałości i stabilizacji. Pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie czekała na biskupa długie półtora roku.
PRZECZYTAJ TEŻ: Kard. Nycz specjalnie dla Stacji7 komentuje nominację w Krakowie. “Kraków czekał na takiego biskupa”
Kraków ma jeszcze jeden powód do zadowolenia. Oto znów staje się stolicą kardynalską. Nowy metropolita przywozi ze sobą kapelusz kardynalski, którego abp Jędraszewski nie otrzymał. Zatem przysłowie „co się odwlecze, to nie uciecze” znów się sprawdza.










