fot. kadr z filmu "Nie patrz w górę"

„Nie patrz w górę”. Opowieść o tym czy prawda ma znaczenie

Nawet, gdyby przyszedł koniec świata to zupełnie byśmy go nie zauważyli, bo prawda nie ma żadnego znaczenia. Tak bardzo nie słyszymy siebie nawzajem. Tak bardzo nie słuchamy sensu naszych słów. Taka jest prawda o nas. Chyba to najmocniej uderza w filmie "Nie patrz w górę".

Reklama

Film „Nie patrz w górę” to historia, która pokazuje, że doszliśmy do momentu, kiedy zupełnie nie liczy się prawda. Słuchamy o niej wykładów, konferencji, piosenek na ogromnych koncertach, czytamy miliony postów i tweetów i nawet jeśli zgadzamy się z tą prawdą to kompletnie nie mamy pojęcia o czym ona jest. W ogóle nas to nie interesuje. Najważniejsze jest to, czy jestem w tej połowie ludzkości, która się z tym zgadza, czy w tej drugiej. I wcale nie chodzi o to, czy mam takie przekonanie a tylko o to, że identyfikuję się akurat z tą grupą, która jest po tej lub drugiej stronie.

Sama dyskusja wokół tego filmu, pokazała, jak bardzo obnażająca nas jest jego treść. W każdym filmie, książce, piosence, obrazie, w każdym artyście doszukujemy się tylko, czy jest „nasz” czy „ich”. Staliśmy się wszyscy jak małe dzieci, którym kiedy czyta się bajkę, jasno trzeba od początku określić, kto jest dobry a kto jest zły. Tyle, że my rozumiemy to w ten sposób: kto jest z naszego obozu a kto z tego drugiego. Inaczej ciężko się nam czyta książki i ogląda filmy a nawet przyjmuje stanowisko na jakiś temat. 

W tej zapalczywości, czy ktoś jest nasz czy ich, w sumie nie zastanawiamy się kto naprawdę ma rację. To kosztowałoby nas dużo wysiłku, trzeba byłoby się wsłuchać, wczytać, pomyśleć, dać sobie czas na zastanowienie. A tak, jeśli już określimy, że coś jest z naszego obozu to po prostu nam się podoba. Możemy rozpościerać transparenty i być za, nawet nie zastanawiając się za czym konkretnie.

Reklama
Reklama

Możliwe, że sukcesem filmu „Nie patrz w górę” jest to, że ciągle nie rozstrzygnęliśmy, czy film jest bardziej po „tej”, czy „tamtej” stronie. Czy bohaterowie są nasi, czy tych drugich. Czy aktorzy wcielający się w role opowiedzieli się już za którąś ze stron stroną, czy nie. 

W takim sensie film niewątpliwie jest przełomowy, ponieważ nie powiela tych utartych schematów, nie ułatwia nam jasnego określenia „czyj jest”. 

Pokazuje natomiast, że nawet gdyby ktoś nam przekazał najbardziej katastroficzną prawdę i gdybyśmy w nią nawet uwierzyli to nie zaczniemy się ratować. Będziemy popierać tych, którzy nam to ogłosili lub też będziemy przeciwko. Bez względu jednak na to czy będziemy po stronie zwolenników, czy przeciwników tej tezy, nie bacząc na to, że to już czas na ewakuację, zaczniemy masowo pisać posty i tweety oraz  rozwijać transparenty, że to my mamy rację a nie oni. I mimochodem zastanie nas koniec świata.

Reklama
Reklama

Krótkie streszczenie fabuły (spoiler alert!)

Siedząc po godzinach, w pracy, młoda doktorantka astronomii Kate Dibiasky (Jennifer Lawrence), ku swojemu zdziwieniu i zadowoleniu odkrywa kometę krążącą bardzo szybko po naszej galaktyce. Jednakże jej profesor dr Randall Mindy (Leonardo DiCaprio), który z równie wielkim zapałem i entuzjazmem zaczyna badanie komety, dochodzi do wyliczeń, że kometa znajduje się na kursie kolizyjnym z Ziemią i porusza się z bardzo dużą prędkością.

Naukowcy wyliczają efekt tej nieuniknionej kolizji i wychodzi na to, że to zderzenie zniszczy Ziemię.

Sprawa jest najwyższej wagi. Chodzi o bezpieczeństwo świata, dlatego naukowcy natychmiast udają się do najwyższych władz w Państwie, by ostrzec ludzkość przed zagładą. 

Reklama

Okazuje się jednak, że władzy będącej właśnie w trakcie nowej kampanii wyborczej, w ogóle politycznie nie opłaca się informacja o rozpędzonej komecie i rozważa jedynie: jak rozegrać problem PR-owo.

Naukowcy próbują więc zrobić wszystko, by ratować świat na własną rękę. Próbują zainteresować tematem media, internet, artystów posiadających duże zasięgi w mediach społecznościowych, zachęcają wszędzie gdzie mogą ludzi, by spojrzeli w góre, by sami zobaczyli, że ta kometa naprawdę się zbliża.

Wtedy tworzą się dwa obozy zwolenników patrzenia w górę i przeciwników. Przy czym żadna ze stron (wbrew apelom naukowców) nie myśli o tym, że coś trzeba robić a jedynie popiera lub sprzeciwia się tej tezie.

Co z tego wyniknie? 

Zobaczcie Państwo sami. Film pokazując nasz dzisiejszy świat, naprawdę daje do myślenia. 

W końcowej fazie filmu odbywają się rozmowy przy rodzinnym stole. Bohaterowie wcześniej rozpędzeni, którzy momentami dali się wciągnąć w wir tego tak bardzo zinfantylizowanego świata, dochodzą do fundamentalnych prawd i fundamentalnych wartości.

„W sumie to w życiu nam niczego nie brakowało” – podsumowanie głównego bohatera, może stanowić dla każdego z nas motto i punkt wyjścia do spojrzenia na własne życie. Może w sumie to tak naprawdę niczego nam nie brakuje. Może warto więcej doceniać to co mamy, słuchać siebie nawzajem, może warto czasem się rozejrzeć, zagłębić, doczytać, zainteresować. Może wszystko mamy i mamy też siebie, wystarczy się trochę bardziej zauważać i trochę bardziej zauważać piękno świata.

Może wystarczy spojrzeć w górę?

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę