Nasze projekty

Zbrodnie i gościnność

W Libanie mieszka około 2 milionów chrześcijan. W swoich domach przygotowali gościnę i przyjęli 500 tysięcy braci w wierze. Czy my bylibyśmy zdolni do pomocy na taką skalę?

Reklama

W święto Matki Bożej Siewnej, przy odpustowym stole, rozmawiałem z księdzem, który z racji zainteresowań naukowych i osobistej pasji często odwiedza chrześcijańskie Kościoły na Bliskim Wschodzie. W czerwcu, a więc zaledwie trzy miesiące temu, wrócił z Libanu. Przez te trzy miesiące gwałtownie zmieniło się oblicze świata, ale już w czerwcu trwała gehenna syryjskich i irackich chrześcijan. Trwa przecież od lat.

 

Chciałem tu napisać nie o tym, ilu naszych współwyznawców zostało przegnanych z poszczególnych krajów Bliskiego wschodu; nawet nie o przerażających statystykach dotyczących chrześcijan mordowanych na tamtym obszarze ziemi.

Reklama
Reklama

 

Dowiedziałem się od swego rozmówcy, ilu chrześcijan przegnanych wojną i nienawiścią religijną mogło pozostać na Bliskich Wschodzie. Zostali wprawdzie nie u siebie, ale bardzo blisko tego „u siebie” – konkretnie u wyznających tą samą wiarę sąsiadów zza granicy.

 

Reklama
Reklama

W Libanie mieszka około 2 milionów chrześcijan. W swoich domach przygotowali gościnę i przyjęli 500 tysięcy braci w wierze. Pisząc inaczej:

 

Czterech wyznawców Chrystusa zamieszkujących ziemię wcale nie łatwą, przygotowało gościnę dla jednego sponiewieranego i wydziedziczonego ze swej ojcowizny współwyznawcy.

Reklama

Oczywiście, że niektórzy z nich mieli łatwiej, bo otwarli drzwi dla kuzynostwa czy znajomych własnej ciotki. Jasna rzecz, że waleni po głowach pałką idiotycznej poprawności niektórzy spośród nas mogą bezwstydnie żachnąć się: „Jak to współwyznawców? To tam już nie liczy się człowiek, tylko jego wiara, a Jazydów to nie przyjęli!” (naprawdę wyobrażam sobie, że możliwe jest u nas wypowiadanie takich bredni na głos).

 

Warto jednak przede wszystkim wobec takiego świadectwa, a myślę, że nawet znaku czasu, zreflektować się, co do naszej własnej zdolności do – nazwijmy to: gościnności i pomocy. Wcale nie tylko dlatego, że wymaga tego chwila obecna.

 

Także dlatego, że zasuwając przez życie, z głoszoną przez rządzących Polską, prędkością światła (10 lat świetlnych) możemy nie zorientować się, kiedy sami – całkowicie bezwiednie – staniemy się chwilowymi gospodarzami, a w lepszej wersji sąsiadami, dotychczasowych mieszkańców bardzo ciasnego Bliskiego Wschodu. Oni wcale nie ukrywają tego, że prą do szeroko pojmowanej Europy. Wcale nie przybywają tutaj wybierani według klucza sympatii do nas, czy znoszonego we własnych rodzinach ubóstwa. Wówczas nie będziemy mieć żadnego wpływu na wyznawany przez przybyszów światopogląd, uznawany i broniony świat wartości oraz przeżywaną energicznie wiarę.

 

Ksiądz, mój rozmówca, zadał mi pytanie o gotowość, a może tylko teoretyczną możliwość… okazania pomocy i gościnności, póki na to czas, ludziom, którzy wyznają takie same wartości, bardzo poważnie traktują i głęboko przeżywają tę samą wiarę, dobrze znają bliskowschodną kulturę i świetnie posługują się językiem arabskim.

 

Właściwe ich potraktowanie to nie tylko nasza powinność religijna, to raczej wielka szansa, w porze, kiedy nadciągają olbrzymie zagrożenia.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę