Seksedukacja

Ludzkość zrzuciła kajdany i gorsety obyczajowego ucisku, seks zagościł w świadomości indywidualnej i zbiorowej i został uznany za coś tak ważnego, że uczy się o tym dzieci od najwcześniejszych lat

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

fot.  fdecomite,  Piotr Drabik

W krajach, w których wprowadza się pewien typ edukowania o seksie, niezwłocznie wzrasta ilość ciąż u nieletnich, a także aborcji, nie mówiąc o chorobach, przenoszonych drogą płciową. Polska na razie wlecze się w ogonie ogólnoeuropejskich statystyk, ale są już potężne grupy specjalistów, które chcą te żenujące wyniki poprawić. Na razie przeprowadzono konsultacje z rodzicami i osobami zaangażowanymi w trzech dużych miastach, uczestników pytano, kiedy informować uczniów, że być może są homoseksualistami, a także o dobrodziejstwach antykoncepcji i aborcji.

Wszystko wskazuje na to, że niebawem zacznie się podważanie tak zwanych podstaw programowych, czyli ustalenia przez MEN obowiązującego zasobu wiedzy, który ma być przekazany uczniom. Przedmiot, nazywany dotychczas Przygotowanie do Życia w Rodzinie ma być zastąpiony seksedukacją, a w jakim kierunku ona pójdzie nietrudno się domyślić po ekspertyzach, analizujących dotychczasowe podręczniki, które jakieś dwa lata temu opłaciła jedna z fundacji. (Jeden z zarzutów, sformułowanych przez zatrudnionych ekspertów: podręczniki narzucają matrycę heteroseksualną, a przecież homoseksualizm to norma).

zdj. Nathan Jones

Nie będę powtarzać po raz enty argumentów, które podnosi strona, broniąca określonego sposobu mówienia o ludzkiej płciowości. Spór, który rozgrywa się w obrębie naszego świata toczy się od dziesięcioleci, są kraje, takie jak Niemcy czy Wielka Brytania, Szwecja, Francja, gdzie w szkołach aż kipi od nauczania o seksie, a że Polska jest w tyle, trzeba przyspieszyć…

W chwilach gorących sporów warto odwołać się do zdrowego rozsądku. Gdy wsłuchuję się w filipiki pań z Pontonu, czy innych entuzjastów lekcji o seksie, wciąż powraca do mnie myśl, jak też ludzkość radziła sobie przez tysiąclecia bez seksedukacji?

To, że nasz gatunek dotrwał do tego momentu dziejowego świadczy o tym, że jakoś dawał radę, a pod pewnymi względami efekty były lepsze od dzisiejszych. Były i cienie tego stanu rzeczy, na przykład w naszych kręgu cywilizacji sfera erotyczna była zamilczana i chroniona tak szczelnym tabu, że wiedza o niej była przekazywana albo przez niedomówienia, albo w wersji wulgarnej. Dlatego w wielu językach brakuje normalnego, ciepłego języka, mówiącego o erotyzmie i trzeba dziś szukać po omacku czegoś pośredniego między mglistą poezją, brutalnym przekazem czy naukową terminologią.

fot. thejbird

Trudno zrozumieć, dlaczego sprawy, które można wyłożyć w ciągu kilku godzin, podbudowując to przykładem, czym jest męskość i kobiecość, ma być w nowych programach szkolnych rozpisana na lata, według zaleceń ONZ – od wieku przedszkolnego po maturę?

Czy twórcy tych programów uważają, że dzieci i młodzież są tak tępi, że potrzebują dekady wałkowania tych zagadnień? I nie wiem także, kto decyduje, że już czteroletnie dzieci mają zajmować się seksem? Tu sięgam do doświadczeń własnych z dzieciństwa i z dzieciństwa moich dzieci. Wiem, a potwierdzają to psycholodzy, że dziecko zaczyna pytać o to, skąd się biorą ludzie w wieku pięciu – sześciu lat. A rodzice mają na te pytania odpowiedzieć i trudno sobie wyobrazić, że w tym, co mówią, zabrakłoby słowa miłość, przyjaźń, bycie razem.

Ta wiedza przekazywana jest porcjami, bo na razie dziecko zadawala się odpowiedziami bardziej ogólnymi, potem pytania stają się coraz bardziej szczegółowe i rodzice mają odpowiadać dalej aż po opowieść o akcie małżeńskim.

Ale proszę zwrócić uwagę: pytania dotyczą tego, skąd się biorą ludzie. Dzieci pytają najpierw o rodzenie, nie o seks, seks jest następny „w kolejce”. Jest jakiś rytm i wewnętrzna logika tego procesu, jest potrzebne wychowanie, trening odpowiedzialności i ascezy, konieczne jest stworzenie mocnych ram wartości, w których owe informacje się osadza. Nasi przodkowie mówili kiedyś o treningu cnót i cnota czystości była wysoko usytuowana na liście pożądanych zalet przedstawiciela naszego gatunku.

Ludzkość jednak zrzuciła kajdany i gorsety obyczajowego ucisku i seks zagościł w świadomości indywidualnej i zbiorowej i został uznany za coś tak ważnego, że uczy się o tym dzieci od najwcześniejszych lat.

Wszak lepsze jest wrogiem dobrego, a żeby ów seks uprawiać jako człowiek wolny i niczym nieskrępowany, trzeba wiele wiedzieć, zwłaszcza jak nie zajść w niepożądaną ciążę oraz o tym, że partnerem może być osoba tej samej płci. I teraz czeka nas ta zmiana fundamentalna i naprawdę warto się zastanowić nad plusami i minusami modelu poprzedniego, kierującego wzrok wychowanków na rodzinę i ten, który wybija w tytule słowo „seks”.

fot. Jakob Christensen

Żeby w tym sporze świadomie się opowiedzieć po którejś ze stron, trzeba zastanowić się, jaka wizja człowieka leży u podstaw nauczania o płciowości. Bo jeśli do szkoły wchodzi seksedukator i mówi małolatom, że one na pewno w dowolnej chwili będą uprawiać seks, a jedynym ich problemem jest to, żeby uniknąć „wpadki”, to tym samym mówi: jesteś czymś niewiele lepszym od zwierzęcia, bo choć masz wolę i rozum, zależysz od popędów i możesz jedynie im się poddać. Ale idąc do łóżka, pamiętaj o prezerwatywie lub pigułce, bo to jedyne zło, które może cię w tej sytuacji spotkać: niechciana ciąża. Ale, dodaje seksedukator, z tej sytuacji jest wyjście, jest nim aborcja, jedno z praw człowieka i obywatela lub pigułka „dzień po”, która doprowadzi do sztucznego poronienia.

Są także efekty realizacji tego modelu. Statystyki nie kłamią – po wprowadzeniu przedmiotu, a są kraje, w których jest on obowiązkowy, a rodzice nie mają nic do gadania jeśli chodzi o przekazywane treści, liczba ciąż u nieletnich i aborcji (w Wielkiej Brytanii ponad 200 tys. rocznie) lawinowo wzrasta. Nie wiedzieć czemu, seksedukacja nie realizuje celów, które deklarują edukatorzy. Czy wobec tego Brytyjczycy są idiotami? Z pewnością nie, ale skoro nie zmieniają modelu, który nie przynosi efektów, widać uznają, że tak ma być, choć powody trwania przy nim są nieodgadnione.

Jest też inna wersja mówiąca, że seks to coś wielkiego, bo łączy się z życiem, radością, wiernością. Ale do tego trzeba dorosnąć, bo współżycie to dopełnienie wiernej miłości kobiety i mężczyzny (pięknie mówił o tym Jan Paweł II w cyklu katechez) i potrójna odpowiedzialność za siebie, tej drugiej osoby oraz tej trzeciej, która może się począć.

I właśnie dlatego, że może się pojawić niepowtarzalna istota o niepowtarzalnym kodzie genetycznym i liniach papilarnych, trzeba z seksem zaczekać aż będą warunki do jej narodzin, czyli do małżeństwa. Taka odpowiedzialność to trudne zadanie, asceza jest niełatwa, ale człowiek jest przecież niewiele mniejszy aniołów, więc nie jest to zadanie ponad jego siły.

Seksedukacja

Porównując te dwie szkoły, staje się jasne, że ten drugi przekaz kształtuje człowieka odpowiedzialnego i panującego nad popędem, dojrzałego i wewnętrznie wolnego.

Gdy więc stajemy przed tak ważnym wyborem, musimy być świadomi, jaki człowiek wynurzy się w efekcie każdej w tych koncepcji. Kim jest człowiek? Jest uczyniony na obraz i podobieństwo, niewiele mniejszy od aniołów, czy trochę lepszym modelem, kończącym łańcuch ewolucji, istotą niewiele lepszą od zwierzęcia? Wybór należy do nas, ale musimy przy tym pamiętać, że mamy prawo głosu.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Potliwość na wojnie

Nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym

Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Za naszą wschodnią granicą wojna, a ja z niesmakiem słucham – z telewizyjnego pakietu reklam – faceta, który wypowiada zdanie zawieszone w prostacki sposób na słynnym zdaniu Winstona Churchilla: Nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym. Zdanie to wygłoszone zostało po raz pierwszy w czasie II wojny światowej.  

Czy wypada? Czy można w ten sposób? Czy wolno? Jeśli nawet jakiś niekumaty widz, za pomocą popularnej wikipedii może dowiedzieć się, że słowa te premier Wielkiej Brytanii czasów poprzedniej światowej wojny, wypowiedział mając na myśli uczestników powietrznej bitwy o Anglię, to już powinien pojawić się przed nim jakiś sygnał alarmowy.

Potliwość na wojnie

Jeżeli uszczegółowimy, że ważny udział w odparciu znad Anglii hitlerowskiej Luftwaffe mieli lotnicy polscy, to nad wyraz prymitywne wydaje się zastosowanie – w polskiej telewizji i w ogóle naszej mowie – zdania podsumowującego ich wojenny wysiłek, jako sposobu reklamowania środka przeciw potliwości mężczyzn.

Zbicie w reklamową kupę tych wszystkich szczegółów: mężczyzn – wojny – potu – samolotu – zapachu i smrodu, jest być może celowym zabiegiem jakiegoś genialnego specjalisty od marketingu środków dostępnych w aptece bez recepty. Dla mnie jednak ten typ intelektualnych „zdolności” złowrogo świadczy przeciwko naszej epoce.

Wypada lękać się współczesnych przywódców, którzy mając władzę i pełniąc ważne urzędy, nie nazywają rzeczy po imieniu i zajmują się wyszukiwaniem w narodowych językach kolejnych synonimów, byle tylko uniknąć wypowiadania jednego przerażającego słowa – Wojna. Ale warto też unikać ludzi, którzy w tej tępej epoce zaprzęgają wyraziste sformułowania, zdania mające swój konkretny, historyczny kontekst, do prostackiej funkcji reklamowej i zabawy z potencjalnym klientem.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Ks. Krzysztof Cebula

Ks. Krzysztof Cebula

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >