Fot. Mahdi Dastmard/Unsplash

Postchrześcijaństwo. Czas mroku i nadziei

Duchowe zagubienie, które przeszywa na wskroś współczesną kulturę, przypomina ciemność adwentu. Tęsknimy, choć nie wiemy do końca za czym. Źródłową opowieścią dla chrześcijaństwa jest nadzieja. Czas sobie przypomnieć, co to oznacza.

Reklama

Adwent

Przed seansem filmu Johnny nie znałem księdza Jana Kaczkowskiego. Był dla mnie katolickim celebrytą, który wypłynął w mediach jako chory człowiek dodający otuchy
innym chorym. W ogóle mnie to wówczas nie interesowało. Bałem się przywołanego wyżej love bombingu. Od momentu, gdy zobaczyłem ten film, wysłuchałem chyba
wszystkiego, co Kaczkowski miał ludziom do powiedzenia, a przynajmniej tego, co można znaleźć w serwisie YouTube. Szczególnie podoba mi się jego nauczanie poświęcone adwentowi.

Dzieje zbawienia przyspieszają wraz z wcieleniem. Bóg „wrzuca” samego siebie w biologię – pojawia się pewnego czasu w jajniku pewnej młodej Żydówki w konkretnym miejscu i czasie. Czas adwentu (łac. adventus – przyjście) to okres przełomu Wielkiej Opowieści.

Nigdy nie rozumiałem całej tej kościelnej maskarady – gadania z ambony o corocznym oczekiwaniu na przyjście. Przecież On już przyszedł, więc roraty i zapalanie świeczek to tylko theatrum, a ja jestem co najwyżej widzem całego tego – najczęściej niezbyt umiejętnie wystawianego – przedstawienia.

Reklama
Reklama

Kościół jednak, rozumiany jako wspólnota odprawiająca misterium, to teatr prawdziwy, a ja nie jestem widzem. Kaczkowski podkreśla, że Bóg ma przyjść we mnie, a cała historia ma realnie wydarzyć się w moim środku, w analogicznej do historii objawienia dynamice. W kilku krótkich filmikach Kaczkowski wykłada najważniejsze treści teologiczne adwentu.

Po pierwsze, ten czas to nie żadne radosne oczekiwanie. Kolor szat liturgicznych jest fioletowy. Kościół cierpi w oczekiwaniu. Tęsknota nie jest nie jest przyjemnym, lecz ambiwalentnym uczuciem. Ktoś tęskni za czymś dla niego dobrym. Oprócz cierpienia jest w tym ukryta jakaś obietnica. I – słowo klucz dla adwentu – nadzieja.

Nadzieja

Przewodniczką nadziei jest Maryja. Dziś, gdy mówimy, że kobieta jest w ciąży, podkreślamy ciężar, trudność tego stanu. W staropolszczyźnie mówiono, że kobieta jest przy nadziei. Msze roratnie mają właśnie taki charakter – powinny przypominać o nadziei, przy której jest matka Boga. Ale robią to tylko za pomocą świec, które ledwie rozpraszają mrok świątyni. Kulturowo znajdujemy się dziś w takim właśnie adwencie, czasie mroku dla Kościoła.

Reklama
Reklama

Cała historia wcielenia, a więc i przemiany człowieka, zaczyna się tak, jak zatytułowany
jest jeden z tekstów Józefa Tischnera poświęconych Bożemu Narodzeniu – od Nocy zdziwienia. Zdziwienie przychodzi z zewnątrz, możemy, a nawet powinniśmy, go szukać, ale przychodzi właśnie wówczas, gdy się tego nie spodziewamy. Gdy jesteśmy zaprzątnięci swoimi sprawami, zdziwienie przychodzi mimochodem i jakby przez przypadek. Jest jak szafa z Opowieści z Narnii. Pierwszy ruch nie należy do nas.

Żeby jednak być przygotowanym na autentyczne zdziwienie, trzeba dać sobie nadzieję. Co to znaczy? W tekście Wiązania nadziei Józef Tischner pisze, że „chrześcijaństwo weszło w dzieje jako żywe i głębokie doświadczanie nadziei”. Nadzieja nie jest emocją ani uczuciem, nie jest krótkotrwałym i ulotnym stanem. Nadziei trzeba zaufać, emocjom nie warto.

Nadzieja to postawa, która musi być osadzona w świecie, w naszej indywidualnej teraźniejszości. Jednocześnie jednak jest wychylona w przyszłość – oczekuje, że wydarzy się coś dobrego. Można żywić głupią nadzieję. Dzieje się tak wtedy, gdy nie jesteśmy osadzeni w naszym tu i teraz. Dojrzała nadzieja to taka, która przynosi owoce. Jednocześnie w samą nadzieję wpisana jest zmienność, musimy być otwarci na możliwość utraty. To nie konsumpcja owocu, ale oczekiwanie na pojawienie się zdrowego pączka.

Reklama

Im więcej w nas nadziei, tym zło wydaje się bardziej kruche, my zaś jesteśmy bardziej uważni i zdolni do działania. Uważność to bardzo ważna cecha dla każdej duchowości. Cel jest taki, żeby z każdego wydarzenia, a nawet każdego bodźca, jaki dochodzi do naszych umysłów, wyciągnąć, ile się tylko da. To konkretna, duchowa praca.

Uważność można porównać do poważnego słuchania muzyki. Gdy zaczynasz, jest to dla ciebie jedynie mniej lub bardziej smaczna „sałatka dźwięków”. Z czasem jednak potrafisz rozróżnić każdy jej składnik, wyobrazić sobie, co powstaje z takiego, a nie innego połączenia. Tak jak słucha się muzyki na poważnie, tak samo można słuchać i rzeczywistości.

Pamiętam, gdy krótko po ślubie byłem z żoną w Watykanie. Czekała na potwierdzenie, że będzie mogła kontynuować pracę w ważnym dla niej miejscu. Gdy wychodziliśmy już z placu św. Piotra, zadzwonił jej telefon z potwierdzeniem, że stanowisko czeka. Na sugestię z jej strony, że może nie był to przypadek, zareagowałem kpiną. Naprawdę nie wiem, czy był to przypadek, pewnie tak. Wiem też jednak, że nie byłem wtedy uważny ani specjalnie życzliwy.

Myślę, że moim problemem był wówczas brak uważności. Czy to tylko moje doświadczenie? Kultura jest dziś anestezjologiczna, wychowuje do znieczulania. Chrześcijaństwo usposabia zaś do uważności osiąganej dzięki nadziei. To ona jest podstawową formą życia chrześcijańskiego. Tischner w zakończeniu eseju przypomina napis, który Dante umieścił nad bramą piekieł: „Rzućcie nadzieję wy, co tu wchodzicie”.


Fragment tekstu „Postchrześcijaństwo. Czas mroku i nadziei” autorstwa Konstantego Pilawy z najnowszego numeru czasopisma idei „Pressje”.


Tematem najnowszego numeru czasopisma idei „Pressje” jest nadzieja chrześcijańska.
Prawdziwą tolerancję i zainteresowanie Oświecenia wszystkim, co ludzkie, wyparło chorobliwe pożądanie rzeczy egzotycznych, nienormalnych, odmiennych” – ten cytat Hanny Arendt patronuje nowemu numerowi Pressje pt. „Nadzieja Chrześcijańska”.

O jakie odmienności, o jaką nienormalność chodzi?
-o powrót mody na mistyczne doświadczenia po psychodelikach (tekst Maciej Witkowski)
-o powrót mody na astrologię i zodiak (reportaż Karolina Olejak)
-o patologiczną przemoc jako lekarstwo na nudę (tekst Mikołaj Kwiatkowski)
-o dominującą dziś w kulturze nostalgię jako ucieczkę od teraźniejszości (esej Piotr Kaszczyszyn)
-o wszechobecny hałas (tekst Jakub Małecki)
-o ucieczkę w romans, który stanowi jeden z trwalszych zachodnich mitów (tekst prof. Joanny Goreckiej-Kality).

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę