video-jav.net

Nihil Novi

Ziemia nigdy nie była w pełni gotowa na przyjęcie Tajemnicy. 2000 lat temu zwykły mężczyzna zaopiekował się zwykłą kobietą w zwykłej ciąży. Zwykła historia uczyniła świat niezwykłym. Próbujemy to pojąć do dzisiaj

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Już w tamtym czasie nie rozumiano wyjątkowości sytuacji. Gdyby Wcielenie Syna Bożego było takie proste do przyjęcia, pewnie ta historia potoczyłaby się inaczej. Ale tak się nie stało i ufając w Boże pomysły trzeba dodać – i dobrze!

Wielu spotkałem kaznodziejów, którzy lubią zadawać w Adwencie pytanie: jak by to wyglądało dzisiaj? Czy współczesny Józef, jakkolwiek byłoby mu na imię, przyjąłby niespodziewane, nieswoje dziecko i potraktował jako błogosławieństwo? Czy współczesna Maryja, jakkolwiek byłoby jej na imię, odrzuciłaby od siebie wszystkie plany i marzenia, by urodzić niemowlę? Czy gospodarz inaczej potraktowałby dwójkę przybyszów u progu rozwiązania? Czy świat, a może po prostu: czy my przyjęlibyśmy ich historię z zasłużoną miłością i zrozumieniem?

Wiele w tym wszystkim jest pytań na czy, wciąż za mało odpowiedzi na tak.

Można też ten homiletyczny zabieg potraktować jeszcze radykalniej i powiedzieć: Bóg naprawdę rodzi się teraz. I co widzi?

fot.  Francis Bijl

Twarzą kampanii świątecznej staje się ekskomunikowana satyryczka wespół z guru polskiego plastikowego satanizmu. Pierwsza atakuje mnie z gazety, gdzie poleca książki pod choinkę (Monika Jaruzelska? Naprawdę?), drugi z kolei w imię zarobków i pobrylowania na salonach przestaje pokazywać Bogu środkowy palec. Jak widać, czasem nawet buntownik o wojowniczym, sumeryjskim pseudonimie musi włożyć ciepłe kapcie. A może po prostu nosi je cały czas?

W Wigilię premiera komedii, której głównym wątkiem jest próba uwiedzenia młodej przedszkolanki w wykonaniu żonatego mężczyzny. Sklepy są pełne spanikowanych ojców i matek, chrzestnych, dziadków, babć, braci i sióstr, którzy nie mają bladego pojęcia, czym odbębnić coroczny obowiązek zakupienia zbędnej drobnostki dla najbliższych. Eksperci zastanawiają się nad najmodniejszym kolorem przyozdobienia choinek i hipnotyzują nas neopogańską tandetą. Świąteczne piosenki kastrowane są chrześcijańskich akcentów. I tak dalej.

Bo dla nas przyjście Boga to tylko kolejny termin, którego w codziennym pośpiechu trzeba dotrzymać. Po Wigilii też jest życie i nim Święta się zaczną, mamy ich dość.

A już za kilka dni otworzymy Ewangelię Łukasza, przeczytamy, że nie było dla nich miejsca w gospodzie i zapałamy świętym gniewem, że jak tak można, że to nieludzkie, że co, oni nie rozumieli?!

Ale gdy widzimy w Ewangelii świat głupi, zagubiony, niegodny łaski, do której od początku stoi w kontrze, widzimy świat, który tworzymy dzisiaj. Niegotowa na Boże Narodzenie starożytna Palestyna to ten sam poligon, na którym eksperymentuje współczesność. Nim w emocjach zaczniemy osądzać i remontować rzeczywistość Ewangelii, zobaczmy, co mamy do zrobienia dużo bliżej siebie. Nie za oknem, nie za ścianą, ale przy własnym wigilijnym stole.

Bo gdy Maryja przynosi Dziecię do naszego Betlejem, wolimy biegać po upstrzonych błyskotkami pałacach świata. A Jezus rodzi się w towarzystwie spoconego bydła z dala od światłych i podziwianych, pozbawiony zainteresowania, obojętny ludziom jak palestyński piasek. I tylko ci, którzy już nie mają się z czego uniżać, biegną do ubogiej stajni, by oddać pokłon Królowi Wszechświata.

Nihil novi. Nic nowego.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Krótki kurs światowości

Już kilka miesięcy minęło, odkąd Dariusz Michalczewski wyewoluował z pięściarskiego mistrza wagi półciężkiej w "sojuszniczkę" LGBT równie słusznego kalibru. Kolejnym etapem przekształcania się sportowca w aktywistę jest uczenie Polaków przystawalności do świata zachodniego

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Swoją drogą to zastanawiające, jak wielką ekstazę wśród mediów wywołuje znalezienie jakiegoś – oględnie mówiąc – celebryty, który szczerze wyznaje politycznie poprawne poglądy. Zazwyczaj dostrzegałem podobny mechanizm raczej po swojej stronie barykady – Robert Lewandowski, Krzysztof Ziemiec, Michał Lorenc czy Irek Dudek publicznie pokazują, że nie wstydzą się Jezusa i wszyscy oddychamy z ulgą: ufff, czyli to nieprawda, że tylko nieudacznicy wierzą, jak my. Okazuje się, że podobnego wsparcia w walce o słuszną, tolerancyjną sprawę potrzebują przede wszystkim postępowcy.

Człowiek, który nie ma nic wspólnego ze światem naukowym, kompletnie nie zna się na podejmowanym temacie, jedynie korzystając z wywalczonej między linami sławy z miejsca staje się idolem lewicy. Co ciekawe, bokserska przeszłość jedynie w tym konkretnym przypadku jest wspaniałym atutem – wszak człowiek światowy, rozpoznawalny i na pewno ma coś do powiedzenia.

Tymczasem inni bokserzy o poglądach kompletnie przeciwnych (vide Artur Szpilka czy Tomasz Adamek) za każdą swoją wypowiedź w podobnych tematach, są obśmiewani jako ci, którzy za dużo razów już przyjęli na głowę, więc nie mają prawa logicznie myśleć. Cóż, rola nauczyciela, który będzie Polaków uczył światowości jest najwyraźniej reglamentowana.

Tymczasem pierwsze, co w tej światowości uderza jest ego byłego mistrza. Wywiad przeprowadzony na kolanach mocno zachęca do rozwijania pawiego ogona, ale przykro się czyta, jak Michalczewski mówi o sobie, że jako Polak był praktycznie królem w Niemczech, możni politycy ówczesnego świata klepali go po plecach, a gwiazdy rocka ocierały się o niego, by poprawić sobie samoocenę. Jeśli taka jest światowość – dzięki, postoję.

Niestety. Jest gorsza.

Dla niej inność jest wartością samą w sobie – wyróżnienie się ze wszelką cenę to jednocześnie zasługa i nagroda. Tego, że cała ta wysławiana przez Michalczewskiego różność wybijana jest z tej samej pieczątki, dzięki czemu wszyscy tzw. inni są z gruntu tacy sami, że ta upragniona buntownicza nieprzystawalność i wyjątkowość zapisana jest tą samą standardową czcionką; tego pięściarz nie dostrzega. A szkoda.

Może wtedy ta komiczna niekonsekwencja stałaby się na tyle wyraźna, że sam by ją dostrzegł? Bo świat wartości Michalczewskiego paradoksami stoi.

Należy być innym i odważnym, ale jeśli Polska chce być wyjątkowa i nie podążać drogą tolerancyjnie mdłego Zachodu – jest zaściankowa. Nie należy zaglądać nikomu pod kołdrę, ale chwalić się homoseksualnymi przyjaciółmi – można i trzeba. Każdy, kto nie kiwnął palcem, aby dzieci z patologicznych rodzin miały lepiej, jest katolickim obłudnikiem, bo przed wiarą katolicką należy stawiać dobro dzieci. Jednak kilka wypowiedzi wcześniej świeżo upieczony gejowski aktywista mówi o tym, że absolutnie nie zajmował się nawet własnymi dziećmi, bo zajęty był karierą (czy to nie rodzaj patologii?). No i oczywiście dla bliźniego trzeba być dobrym, choć piętnowanie obłudą przychodzi Michalczewskiemu nader łatwo.

Im więcej takich wypowiedzi czytam, tym bardziej mam wrażenie, że wraz z pomieszaniem tęczowych kolorów wikłają się też wartości i fakty. Oba te zbiory w swoich wywodach Michalczewski skrzętnie pomija. Albo świadomie karmi nas dezinformacją albo rzeczywiście nie wie, co mówi. Obawiam się, że trzeba postawić na drugą opcję.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >