Nasze projekty
Reklama
fot. polsatnews.pl/youtube.com (print screen)

Konstanty Pilawa: Edukacja zdrowotna, czyli kot w worku

Wypisanie dziecka z edukacji zdrowotnej to dziś manifest światopoglądu. Zamiast kierować się politycznymi czy religijnymi emocjami, lepiej sprawdzić podstawę programową i kto faktycznie poprowadzi zajęcia.

Dziś mija termin (25 września), w którym można wypisać swoje dziecko z zajęć edukacji zdrowotnej. Przedmiot ten od samego początku, od podania do informacji publicznej pomysłu na jego wprowadzenie, wywołuje wielkie kontrowersje. Swoje jednoznacznie krytyczne zdanie wypowiedzieli polscy biskupi, także prezydent Karol Nawrocki wraz z pierwszą damą postanowili wypisać swojego syna z tego przedmiotu. 

Nie dziwi więc, że katoliccy rodzice o konserwatywnych poglądach masowo poszli za przykładem prezydenta. Barbara Nowacka sama przyznała, że spodziewa się, że ponad połowa dzieci zostanie wypisana z tego przedmiotu. 

ZOBACZ>>> Prezydent Nawrocki wypisał syna z edukacji zdrowotnej. “Próbuje się przemycać ideologię”

Reklama

Polityka i Kościół kontra edukacja zdrowotna

Edukacja zdrowotna od początku była tematem politycznym rozgrywanym przez wszystkie strony sporu, gdzie dobro dzieci zeszło automatycznie na drugi plan. Widać to było w wyrazisty sposób podczas zeszłoniedzielnego programu “Śniadanie Rymanowskiego”, w którym oliwy do ognia dolewali zarówno Zbigniew Bogucki (szef kancelarii Prezydenta), poseł Kantak z Prawa i Sprawiedliwości, ale chyba najmocniej posłanka Scheuring-Wielgus. 

Posłanka Lewicy reprezentowała typowy dla strony popierającej ten przedmiot język. Z jej wypowiedzi można było wywnioskować typową, niezwykle irytującą i nieuczciwą postawę. Najpierw zarzuciła Zbigniewowi Boguckiemu, że ten kłamie, bo nie przeczytał rozporządzenia i nie zna podstawy programowej. Nie może być inaczej, ponieważ gdyby przeczytał, to nie mógłby mówić, że są w niej zawarte treści ideologiczne.  

Jej zdaniem dzieciom będzie przedstawiana czysta nauka i obiektywna wiedza, a pojęcia jakie można w programie przeczytać jak „orientacja psycho-seksualna” są przykładem języka używanego przez lekarzy. 

Reklama

Jednocześnie stwierdziła, że Kościół nie ma prawa wtrącać się do polityki i szkoły, ponieważ chrześcijaństwo to ideologia, a szkoła powinna być od tej ideologii wolna. Krzysztof Bosak celnie skontrował posłankę, stwierdzając, że w Polsce istnieje wolność religijna i wolność słowa, toteż członkowie Kościoła mogą wypowiadać publicznie zdanie na temat każdego fragmentu rzeczywistości, również tej szkolnej. 

Lewica, a Kościół

Lewica, jak to lewica, stara się więc przekonać, że ona właściwie poglądów nie ma, bo te oparte są o światopogląd naukowy, zaś chrześcijanie to ciemnogród, ponieważ wszędzie widzą demona gender. Jeśliby lewicę tak naprawdę interesowało to, żeby wprowadzić ten przedmiot do szkoły jako obowiązkowy, to powinna używać języka, który wzbudza zaufanie.  

Łatwiej jednak wybrać inną drogę i przejechać prętem po katolickiej kracie. No bo przecież nie można odmówić sobie okazji, żeby pokazać niechęć i lekceważenie dla Kościoła, które to często pod miłymi słówkami pojawiają się także u samej pani minister Nowackiej. Trudno więc z perspektywy katolickiej po prostu takim politykom ufać. Jaki jest koń, każdy widzi. 

Reklama

ZOBACZ TEŻ>>> Edukacja zdrowotna. Terlikowski: „to dobry projekt”, Kaliszuk: „to zagrożenie dla dzieci i atak na rodziców”

Zaufanie do nauczyciela kluczem do decyzji

Zaufanie to słowo klucz w tej sprawie. Nie da się jednoznacznie z obecnej podstawy programowej edukacji zdrowotnej wyciągnąć wniosku, że to przedmiot skazany na ideologię, a dzieci będą indoktrynowane z lewicowej agendy światopoglądowej. Rozporządzenie napisane jest tak ogólnie, że właściwie wyłącznie od konkretnego nauczyciela zależy, jak lekcje te będą tak naprawdę wyglądały. Da się przecież mówić dzieciom i młodzieży w taki sposób nawet o kwestiach genderowych, aby była to wiedza, a nie zachęta do zmiany poglądów wyniesionych z domu.  

Jaki z tego wniosek? Że decyzja o uczęszczaniu czy wypisaniu się z tego przedmiotu powinna przede wszystkim brać pod uwagę zaufanie do nauczyciela, który ma ten przedmiot prowadzić. Jeśli będzie to ktoś kompetentny, który wie, że jako nauczyciel ma przekazywać wiedzę a nie agitować na tęczowe i lewicowe poglądy, to również katolicy – nawet wbrew krytyce biskupów – mogą takiemu nauczycielowi zaufać. 

Treści przekazywane na tym przedmiocie, które de facto stanowią w dużej mierze cenne uzupełnienie podstawy programowej Wychowania do życia w rodzinie, są w większości potrzebne w szkole. Zachęcam więc rodziców do przeczytania tego rozporządzenia i dowiedzenia się, kto tak naprawdę będzie uczyć tego przedmiotu w szkole waszych dzieci. Po 15 minutach lektury i po uzyskaniu wiedzy na temat nauczyciela będziecie mieli wystarczającą wiedzę, żeby samodzielnie podjąć decyzję. Na polityków machnijcie ręką. 

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas