video-jav.net

Jak pies z kotem

Pies najpierw nie lubi kota, a dopiero potem szuka argumentów - powiedział ktoś sprytny. Zupełnie przypadkiem udało się mądremu ktosiowi celnie zdiagnozować podejście części mediów do Kościoła. Trudno to zrobić celniej i mam na to świeży przykład

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Od kilku dni furorę w internecie robi niespełna dwuminutowy film zrobiony przy okazji urodzin Radia Maryja – o. Tadeusz Rydzyk poświęca ustawionym w kolejce słuchaczom kilka sekund rozmowy, wymienia uprzejmości, uśmiechy i wręcza upominki. Oprócz tego przyjmuje ofiary w kopertach i nie pozwala się całować w rękę. Z ostatnich dwóch czynności trudno wybrać, która bardziej obłudnie oburza tzw. obiektywne media.

Widziałem to nagranie kilkukrotnie i nie dostrzegłem w nim dosłownie nic oburzającego. Ani razu ojciec Rydzyk nie wyciągnął pierwszy rękę po kopertę – reagował jedynie, gdy ktoś wychodził z inicjatywą. I co ważniejsze – nie pozwalał całować swoich dłoni. Owszem witał się, ściskał dłoń każdej osoby, ale gdy tylko ktoś schylał się, by ją ucałować, wyrywał ją jak oparzony wyraźnie żartując, choć słów nie słychać.

Na marginesie: wybrzuszenia i rozmiary wręczanych kopert wskazują na to, że zakonnik niekoniecznie przyjmował pieniądze. Chyba, że w grubych plikach tajskich banknotów (największy ma 16cm x 16cm).

fot. YouTube

Oficjalna narracja świętego oburzenia jest taka, że redemptorysta gardzi wiernymi i chce tylko ich pieniędzy. To, że nikogo do ofiar nie zmusza (na nagraniu kilka osób nie wręcza kopert i zostali potraktowani identycznie jak reszta), że ludzie spontanicznie wysupłali swoje oszczędności, by się na obchodach pojawić i wspomóc dalszą działalność, że zarzut o przyjmowanie kopert a nieprzyjmowanie pocałunków jest zwyczajnie głupi i podszyty fałszywą troską o samopoczucie i portfele moherowych babć, wreszcie to, że sami Redaktorzy z najwyższą pogardą piszą o słuchaczach toruńskiej rozgłośni nie tylko przy tej, ale każdej innej okazji – to wszystko nie przychodzi im na myśl, tego sobie nie zarzucają.

Najwyższym obrzydzeniem napełnia mnie świadomość, że gdyby dyrektor Radia Maryja zachował się kompletnie inaczej – media chętnie i tutaj dostrzegłyby w jego zachowaniu pogardę dla zwykłego człowieka. Film pojawiłby się w internecie. Co najwyżej nie przyszywano by redemptoryście przed nazwiskiem jakże zabawnego przydomka szybkie ręce. Za kogo on się uważa, że się pozwala po dłoniach całować? – wołano by przy akompaniamencie szumu rozdzieranych szat podobnie, jak – nie przymierzając – napuszano się na Benedykta XVI czy innych papieży np. za liturgiczny przepych.

Innymi słowy: teraz dyrektor toruńskiej rozgłośni gardzi ludźmi poprzez brak wyczucia i chciwość, bo nie pozwala się całować po dłoniach. Gdyby pozwalał – gardziłby ludźmi poprzez wywyższanie się. Jak się nie odwróci – z tyłu ma plecy.

fot.  Piotr Drabik

Żeby nie było, że zmyślam – wystarczy odszukać, jaka była narracja, gdy przy okazji walki o obecność na multipleksie ojciec Rydzyk przybył do Sejmu, by wziąć udział w posiedzeniu komisji kultury i środków przekazu. Wg relacji (niepotwierdzonej nagraniem lub zdjęciami) posłowie jednej z partii rzucali się, by ucałować dłoń zakonnika, na co ten przystał. Jak wtedy nazywano tych posłów, jak nazywano ojca Rydzyka, pozwolę sobie nie przytaczać.

Nigdy nie słuchałem Radia Maryja i nie oglądałem TV Trwam – czas z nimi spędzony mógłbym oszacować na maksymalnie 15 minut mojego życia. 15 minut, które poziomem i treścią nie wyrzuciły mnie z butów. Ale im więcej czytam takich nonsensownych ataków, obrzydliwie obłudnych rechotów, zarzutów o pogardę insynuowanych przez tych, którzy najchętniej z czoła odbiorców toruńskich treści zrobiliby sobie popielniczkę, tym większym jestem fanem działalności redemptorysty.

Drodzy Redaktorzy, Wasza obłuda wpycha ludzi w ramiona tego, czego tak szczerze nienawidzicie. Pomyślcie o tym, nim sytuacja zmusi Was do koniunkturalnej zmiany frontu.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Parówkowe święta

Jestem wychowany w katolickiej rodzinie, gdzie celebrowanie chrześcijańskich świąt nie jest pustą tradycją - wydmuszką, w którą pompuje się całoroczne niezadowolenie, a z której to, co najważniejsze dawno już uleciało. Boże Narodzenie zawsze było świętowaniem Wcielonego Boga.

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Mam to szczęście, że nigdy nie zaznałem skrajnej biedy – wigilijny stół nie pustoszał znienacka w towarzystwie dźwięków wygłodniałego żołądka. Były prezenty, choinka, spokój od obowiązków, wśród których jedyną pozostałą powinnością było wypatrywanie pierwszej gwiazdki. No i był Pan Bóg. Wszystkiego miałem więc pod dostatkiem, choć bez zbędnego przepychu. Moi rodzice nie mieli jednak tak łatwo – Święta w ich dziecięcych czasach były chwilą radości z tego, że w te dni zwyczajnie nie brakowało jedzenia i można było zaznać wyjątkowej sytości, pośpiewać kolędy oraz trochę zwolnić w pośpiechu przemęczającej pracy.

Wychowany pod takim kloszem skromnego, ale godnego mniemania o Uroczystości Bożego Narodzenia, w której Chrystus przychodzi i nagle przestaje wszystkiego brakować, każde wystawienie głowy za parawan rodzinnego bezpieczeństwa przyprawia mnie o dreszcze. Chłodu, pustki i wstydu.

Maria Czubaszek – jedna z twarzy świątecznej kampanii EMPiKu – opowiedziała w najnowszym wydaniu Wprostu o swoich Świętach, a właściwie ich braku. Nie ma w nich bowiem miejsca na rodzinę (po cóż więc zachęcać w reklamach do przeżywania rodzinnych świąt?), prezenty, zwyczaje, radość, a przede wszystkim ­- na Boga. Na co więc jest miejsce? Chyba tylko na siebie.

Parówkowe święta

Daleko mi do włażenia w butach w nieswoje życie, lecz nie potrafię pozbyć się nachalnego skojarzenia, że oto mamy rzetelny pejzaż tego, jak Święta wyglądają w wielu polskich domach – nie ma ich wcale lub stają się groteskowym festiwalem pozorów. Maria Czubaszek to bowiem nie osamotnione exemplum, ale spływająca pustką świąteczna ikona naszych sąsiadów i bliskich. Radykalnie jałowy obraz domu bez stołu, wieczerzy bez potraw, wreszcie Świąt bez Boga – to wszystko dzieje się za naszymi ścianami i poza obojętnością naszych spojrzeń.

Na pytanie o grudniowe świętowanie celebrytka odpowiada, że samej wieczerzy nie ma. Gdy ktoś jest głodny – w lodówce są parówki. Czy to jedyny taki dom z Polsce? Nie sądzę. W parówkowe święta nie z biedy, ale z wyboru angażuje się sporo Polaków, a ja nie jestem w stanie rozstrzygnąć sobie, co gorsze – cyniczne omijanie Świąt, czy karkołomna próba przeżywania narodzin Zbawiciela bez Zbawiciela.

Prawdą jest, że święta pod takim dachem zgaszone są jak pet na brudnym chodniku, w którego przykry zapach wchodzi się i wychodzi bez zmian, niezauważalnie. Będą jednak takie za każdym razem, gdy zamkniemy się we własnej kuchni, nad własnym odkurzaczem lub przed własnym telewizorem, aby świętować narodziny własnego Boga.

Całe to moje pisanie nie jest bowiem ani mową oskarżycielską ani egocentrycznym nadmuchiwaniem poczucia religijnej wartości. Gdybyśmy rzeczywiście byli chrześcijanami, nie byłoby żadnych pogan – powiedział kiedyś św. Jan Chryzostom. A przy dzisiejszej, adwentowej okazji nie można powstrzymać się od parafrazy: gdybyśmy przeżywali święta właściwie, inni przyłączyliby się do pochodu szczęśliwych kolędników.

Parówkowe święta

Takie smutne obrazy muszą wzbudzić refleksję na temat własnej kondycji przeżywania świąt – jeśli to, co jest dla nas dobre i cenne, potrafi się spotkać z taką obojętnością, nie możemy nie zapytać sami siebie – co zrobiliśmy, by to dobro pokazać? By w całym tym zapętlonym festiwalu błyskotek i konsumpcyjnego kiczu odnaleźć i pokazać ludziom Boga. Nie takiego, jakiego chcemy i jakiego sobie wyobrażamy. Innego, Wspanialszego, Niespodziewanego. Co zrobiliśmy, żeby nie zatrzymać Go tylko dla siebie na sianku pod obrusem, w gwieździe na choince lub w uszkach do barszczu?

Mam ogromny szacunek do ludzi, którzy żyją zgodnie z sobą – to ich przestrzeń, do której nie mam dostępu i nie roszczę sobie prawa do umeblowania jej na własny użytek. Nie stawiam pionków na nieswojej szachownicy. A jednak jest mi niewymownie smutno, że tak radosne święta można spędzić z dala od Boga. Uważam, że jest naszym obowiązkiem zagubionych przyprowadzić do Niego. Trzeba wreszcie przynajmniej spróbować.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >