Papież na progu nieba

Może to w tym klasztorku w watykańskich ogrodach będzie się teraz dokonywał jeden z najbardziej wzruszających i najczystszych aktów jakie widział ostatnio Watykan i Kościół. Papież, który mówił, pisał, jeździł teraz będzie sam na sam z Bogiem, stanie na progu nieba.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Trzy lata temu Benedykt XVI podczas wizyty w mieście Sulmona odwiedził grób jednego ze swoich poprzedników, świętego Celestyna V i złożył na jego grobie paliusz (ozdobną wstęgę, oznakę władzy), którą otrzymał podczas inauguracji pontyfikatu.

Celestyn V, pustelnik z powołania i natury, wybrany żeby ratować pogrążony w podziałach Kościół, „wymiękł”.  W 1294 roku przeprowadził najpierw konsultacje z kanonistami, wydał stosowne zarządzenia, a następnie zrezygnował z papieskiego tronu, wybierając powrót do pustelniczego życia. Nie do końca mu się to udało, następca obawiając się jego wpływu na kardynałów, do śmierci trzymał go pod strażą.

Współcześni długo spierali się oceniając ten gest. Petrarka Celestyna wychwalał, Dante uważał za tchórza.

Nie wiemy tak naprawdę, od jak dawna Benedykt XVI nosił się z myślą o ustąpieniu z urzędu. Dziś widać jak od pewnego czasu przygotowywał na nią Kościół i swoje otoczenie – w listopadzie w trybie ekstra „domianowywał“ kardynałów, w grudniu awansował na arcybiskupa swojego sekretarza.

Papież na progu nieba

Na dobrą sprawę nie wiemy też jakie są powody odejścia. Papież (jak każdy) ma prawo do tego, by za lakonicznym komunikatem o „braku sił“ ukryć detale swojego stanu i nie komentować huczących w zachodniej prasie plotek, że ma raka trzustki, albo kłopoty neurologicznej natury.

Mam szacunek dla decyzji człowieka, który ma święte prawo być zmęczony, bo przez całe swoje życie zrobił dla Kościoła więcej niż setki innych. Przejdzie jednak do historii przede wszystkim jako papież, który abdykował. Był dobrym sternikiem, ale swoją ostatnią decyzją wprowadził Kościół na nieznane wody.

Niektórzy piszą teraz, że zrobił dobrze, bo odmitologizował papiestwo, zdjął z biskupów Rzymu ciężar bycia nadludźmi, samotnymi herosami w bieli, zasłaniającymi (niektórym) Chrystusa.

Ja nigdy nie patrzyłem na papieża w ten sposób. Jego miejsce w Kościele najbliższe było w moim odczuciu roli patriarchy rodu, nie najwyższego urzędnika i nie ojca w relacji do dzieci, ale autorytetu, punktu odniesienia, inspiracji, kogoś, kto wytycza kierunki. Głęboko wierzyłem, że konklawe to coś więcej niż kolejne wybory kościelnego prezydenta.

Trudno nie mieć wrażenia, że decyzja Benedykta, szybkie sztukowanie prawa pod bieżącą sytuację, medialny rumor, który temu wszystkiemu towarzyszy, może jednak poprowadzić dziś myślenie wielu ludzi w tym kierunku.

Z odejściem Benedykta coś się ewidentnie w Kościele skończyło.

Co się zacznie?

Jaka będzie pozycja kolejnego następcy świętego Piotra na którego będzie można wywierać nacisk, żeby zrezygnował?

Jak to wpłynie na decyzje kardynałów, dla których wiek nie będzie musiał odtąd być kryterium branym pod uwagę przy wyborze papieża (bo starszy papież zawsze będzie mógł abdykować, młodszy nie „uwięzi“ Kościoła na długie lata swoim pontyfikatem)?

Czy – w związku z tym, że średnia wieku ludzi wciąż się wydłuża – nie dojdziemy z czasem do sytuacji, gdy emerytowanych papieży będzie kilku? Czy jest w tym coś złego? Nie wiem. Pozostaje ufać, że Duch Święty wie co robi, i że choć teraz nie wygląda to wszystko za dobrze, per saldo będzie jednak z tego coś dobrego.

Papież na progu nieba

Patrząc na Benedykta XVI na jego ostatniej publicznej audiencji zastanawiam się, czy początkiem tego dobra nie będzie dalsza część jego życia.

Papież, któremu zarzucano zamiłowanie do purpur i marmurów, a dziś oskarża się o „odmistycyzowanie papiestwa”, wchodzi właśnie na drogę kompletnego ogołocenia i czystego mistycyzmu.

Może to w tym klasztorku w watykańskich ogrodach będzie się teraz dokonywał jeden z najbardziej wzruszających i najczystszych aktów jakie widział ostatnio Watykan i Kościół. Papież, który mówił, pisał, jeździł teraz będzie sam na sam z Bogiem, stanie na progu nieba.

Pokaże sobą, że robienie wielkich rzeczy to rzecz ważna, ale najważniejsza jest i tak ta osobista więź z Kimś, w Kogo ręku jest całe nasze życie, które ostatecznie – gdy już połączymy się z Nim po śmierci, czyśćcu i wszystkich innych eschatologicznych koniecznościach – i tak w końcu stanie się modlitwą.



Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Odkamieniacz do duszy

Post był dla mnie przez lata zjawiskiem z gatunku czysto teoretycznych. Piękna, stara tradycja nie przepuszczana do dalszych rozważań przez dwa pytania.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Bywa coś takiego w naszej katolickiej formacji, co każe nam podejrzewać, że Bóg woli widzieć jak idziemy pod górkę, a nie po płaskim, koją Go nasze łzy, nie lubi uśmiechu. Bywa i przekonanie, że jak się odpowiednio napedałujemy na duchowym rowerku, dostaniemy dużo łask, a szatan, widząc nasz duchowy biceps, będzie nas omijał z daleka. Prawdziwy post powinien nas z tych dwóch chorych myśli leczyć.

Post to nie sterydy dla katotwardzieli. To odkamienianie życia. Oczyszczenie się w każdej dziedzinie z nadmiaru, z osadu, który utrudnia relacje z samym sobą, Bogiem i z ludźmi. Bywa za dużo mięsa, słodkości albo wina, ale czy nie bywa też za dużo: czasu spędzonego na głupotach, Internetu, narzekania, nerwów, pracy, zdań w pierwszej osobie itd.?

Niezależnie od tego, co myślą o tym mieszkańcy warszawskiego Muranowa, ja figurę postu widzę w wykonanej właśnie rekonstrukcji Ogrodu Krasińskich. Wycięto trzysta drzew -wydawałoby się zgroza, ale zrobiono to po to, by wartościowe wreszcie nie musiały walczyć o wodę i światło.

Moje duchowe chwasty też potrafią pięknie się zielenić, ile robiły zniszczeń, przekonam się dopiero, gdy je wyrwę. Wiem, o czym mówię, mam kawałek ziemi. Widziałem, co stało się w obejściu, gdy burza powaliła niebrzydką, dominującą nad okolicą topolę. Nagle cała tłumiona przez nią dotąd zielona różnorodność strzeliła ku słońcu.

Odkamieniacz do duszy

A ponieważ piękno to nie abstrakt, a metoda komunikowania się Stwórcy ze Stworzeniem (i nawzajem) – post, żeby miał sens, musi być przeżywany w relacji, czyli iść pod rękę z modlitwą i jałmużną. Pisałem o tym w „Monopolu na zbawienie“- odmawiasz sobie czegoś w poście? Niech to rzeczywiście zmieni świat na lepsze. Nie jesz czegoś? Odkładaj pieniądze i przekaż tym, co nie jedzą nic.

A jeśli poszcząc nie będziesz się modlić? Owszem, wyszczuplejesz i będzie ci się zdawało, że więcej możesz, ale będzie tak tylko do czasu, aż przyjdą realne pokusy. Przerobił je Jezus, który na pustyni pościł przez czterdzieści dni. Można powiedzieć, że sam sobie dopadające go tam pokusy wyindukował, bo gdyby normalnie spał, jadł i nie katował się w słońcu, łatwiej by mu było nie dopuszczać Złego. Każda z pokus była dobrą propozycją – zmień kamienie w chleb, daj ludziom (i sobie cud), przejmij władzę (a świat będzie lepszy).

Warto zmierzyć się z myślą, że Jezus na pustyni nie odstawiał moralizatorskiego teatru dla przyszłych chrześcijan, on tam realnie doświadczył ludzkiej słabości, przekonał się, że zło inteligentnym ludziom zawsze objawia się jako dobro. A rozpoznać je można tylko jednym testerem, pytając: burzy to, czy nie burzy moją relację z Bogiem (ergo: ze światem i z ludźmi)?

Odkamieniacz do duszy

Gdy się modlisz, gdy jesteś z Nim w kontakcie, będziesz czuł, że milion dolarów, który ci oferują, byś oddał to „na biednych“ może być pułapką, bo zburzy zaufanie, nadgryzie miłość.

Post, jałmużna i modlitwa w niczym nie pomogą, jeśli potraktuje się je jako popielcową wersję noworocznych postanowień, których czar pryska, gdy pierwszy raz się w nich potkniemy.

Czterdzieści dni to nie zachęta do tego, by przez pozostałe trzysta dwadzieścia sześć upijać się życiem i obżerać. Przestań myśleć o poście jako o zadaniu, niech zmieni się w postawę. Pismo mówi: jeśli chcesz pościć – umyj twarz. Przetrzyj oczy. Przez czterdzieści dni możesz znów nauczyć się patrzeć, przez następne nie przestawaj widzieć.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >