Niezły dym

Dymu z Kaplicy Sykstyńskiej poleciało tym razem tyle, jakby elektorzy oprócz kartek wyborczych spalili jeszcze jakiegoś kandydata. Kardynałowie pojadą teraz do Domu Świętej Marty na kolacje i nieoficjalne debaty, które jutro zaowocują „wypchnięciem“ do przodu któregoś z kandydatów, któryś zacznie tracić poparcie.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Z ulgą wyłączam telewizor. Od kilku dni w mediach trwa festiwal okołokościelnej wiedzy, wydawcy „zabookowali“ tych, którzy wiedzą co mówią oraz tych, którzy mówią, co wiedzą.

Jestem rozdarty – z jednej strony chciałbym by konklawe trwało jak najdłużej. Nie tylko dlatego, że logika wskazuje iż wtedy wzrosną szanse na papieską niespodziankę.

Wyobrażam sobie: ósmy dzień wyborów. Wyborne: moje koleżanki i koledzy „przerobili“ już dawno Wikipedię i żeby czymś zająć antenę, zmuszeni są sięgnąć po świętego Anzelma i debatować o Tomaszu z Akwinu!

Jestem pewien, że dwutygodniowe konklawe zrobiłoby dla edukacji religijnej społeczeństwa więcej niż wszystkie szkolne katechezy razem wzięte! Niechby więc kardynałowie wykorzystali to, że kamery chwilowo zwrócone są na Pana Boga i jak najdłużej nie wchodzili w kadr.

Niezły dym

Z drugiej jednak strony – kto będzie w stanie znieść choćby jeszcze jeden dzień pełen błyskotliwych wizji reformy Kościoła w wykonaniu choćby tych robiących dym Janów Tomaszewskich polskiej myśli eklezjologicznej – byłych księży, którzy chyba nie zdają sobie sprawy, że to wyłącznie ich porzucone kapłaństwo jest jedynym powodem, dla którego mają teraz w telewizji swoje pięć minut?

Za kilka dni szał minie. Mi jednak z dzisiejszego dnia na dobre zostanie przed oczami widok kardynałów składających kolejno przysięgę w Kaplicy Sykstyńskiej. Szkoda, że ta wstrząsająca scena w telewizyjnych transmisjach musiała zostać zagadana, jako zbyt statyczna.

Różne imiona, wiek, kolory skóry, akcent, stroje (hierarchów Kościołów Wschodnich) – to drugie konklawe, które obserwuję, ale pierwszy raz mam poczucie, że w Kaplicy Sykstyńskiej zbiera się rzeczywiście cały Kościół.

Jasne, że nadal z nienormalną liczebną nadreprezentacją Europejczyków, ale dzięki całej tej burzy jaką wywołało odejście Benedykta XVI, nawet oni mieli wreszcie okazję przekonać się, jak barwny jest dziś współczesny katolicki świat.

Szczerze – kto w Polsce, przed tym konklawe, miał pojęcie, że w Sao Paulo jest (spięty albo powściągliwy) kardynał Scherer? Że kardynał Tagle z Filipin to fajny gość? Że jest tylu kardynałów z Indii? Że kardynał Sean O’Malley w Bostonie to pokorny zakonnik, kardynał Timothy Dolan w Nowym Jorku to rubaszny olbrzym, że są kardynałowie z Sudanu, Ghany, Nigerii, że kardynał Pell z Sydney rzeczywiście jest takich rozmiarów, że uzasadniona wydaje się podjęta niedawno przebudowa australijskiego kościelnego hoteliku w Wiecznym Mieście?

Coraz bardziej w nosie mam to, czy następny papież będzie Włochem i czy będzie miał super hobby. Bardzo bym chciał, by kontynuował projekt „afirmatywnej ortodoksji“ (pokazujemy, jak fajnie jest być „betonem“, a nie straszymy czy wyklinamy).

By widział, że współczesny świat radykalnie potrzebuje tej osławionej Nowej Ewangelizacji (z której też robi się już miejscami kościelny totem) – budzenia w ludziach wiary, a nie tylko pilnowania by tkwili w chrześcijańskiej kulturze.

Niezły dym

Póki jednak to nie ja spaceruję po Sykstynie z podniesioną kartką w ręku, musi mi wystarczyć radość z nieoczekiwanych skutków ubocznych tak przeze mnie krytykowanej decyzji poprzedniego papieża.

Czy gdyby nie ona miałbym szansę oglądać dziś dobre dwa tuziny niewierzących (politycznych dziennikarek, właścicieli Ramony, habilitowanych doktorów a nawet tancerzy), z których każdy kreślił dziś swoje (czasem kosmiczne) wizje naprawy Kościoła, z zapałem dowodzącym, że wciąż jest to dla nich bardzo ważna rzeczywistość?

Powtórzę myśl: czy Benedykt – jakkolwiek okrutnie by to nie brzmiało – hukiem, który zrobił abdykując nie zrobił per saldo dla powszechnej wiedzy o Kościele więcej niż przez wszystkie swoje encykliki?

Myślałem o nim na porannej mszy w rzeszowskiej parafii. Kardynałowie w Watykanie zaczynali właśnie prosić Ducha o dobry wybór papieża, ja słuchałem rzucanych z kościoła wezwań modlitwy wiernych: „o pracę dla mojego wnuka“, „o uzdrowienie dla mojego taty“, „o jakąś pomoc małżeństwu, które przeżywa trudne dni“.

Benedykt „emigrując z purpury“, wrócił do takiego właśnie Kościoła. Kardynałowie mają pewnie świadomość, że muszą (jutro? pojutrze?) wybrać kogoś, kto nie tyle zreformuje Kurię, ale kto całym sobą będzie czuł, że fundament, na którym to wszystko ma się opierać jest właśnie w tym, co wybrał Benedykt, w tym co działo się dziś na Eucharystii w Rzeszowie.


Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Tajemnicza księga – Ordo Rituum Conclavis

Wybory papieża to dziś dla wielu nieco bardziej „zakręcona“ mutacja wyborów amerykańskiego prezydenta.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Każdy z kardynałów obecnych teraz w Watykanie otrzymał już zieloną, liczącą 343. strony książeczkę, Ordo Rituum Conclavis. To podręcznik, który pozwoli najwyższym kościelnym dostojnikom nie zgubić się w zawiłościach procedury obsadzania papieskiego tronu (wyliczonych szczegółowo tutaj).

Opisano w niej krok po kroku porządek czynności związanych z elekcją, wszystkie formuły, które w tych dniach wygłaszane będą przez poszczególnych oficjeli i porządek uroczystej mszy o wybór papieża.

241. stron zajmuje zbiór modlitw, z których mogą korzystać kardynałowie w chwilach wolnych od wrzucania kartek do urny (poza Kaplicą Sykstyńską, ale i w niej – np. podczas liczenia głosów), formularzy mszalnych, a nawet tekstów pieśni (np. „Tu es Petrus“ – Ty jesteś Piotr, uwaga: nie chodzi tu o słynny utwór z muzyką Piotra Rubika).

Tajemnicza księga – Ordo Rituum Conclavis

Szkoda, że o tej książce nie mówi się tak często jak choćby o aktach prawnych regulujących wybór papieża, że koledzy dziennikarze nie wyrywają jej z rąk kardynałom równie chętnie, co kolejnych nazwisk.

Jej przejrzenie przywraca sprawom właściwą miarę – pokazuje, że konklawe to nie akt polityczny albo publicystyczna deklaracja, ale zdarzenie jednak o wymiarze duchowym.

Po decyzji Benedykta XVI, na skutek której wielu przestało dostrzegać nadprzyrodzony wymiar papieskiej posługi, przypomnienie, że tak naprawdę nic się tu nie zmieniło i papieża nadal odwołuje (bo Benedykt mówił, że jego odejście to rozpoznana wola Boża) i powołuje (przy współdziałaniu kardynałów) sam Bóg, mogłoby mieć sporo sensu.

Czy ludzie którymi do głębi wstrząsnął papież udający się na zasłużoną emeryturę, w to jeszcze uwierzą – inna rzecz.

Bo to niestety fakt: po abdykacji Benedykta do czegoś, co było sacrum, zgłosiło swoje głośne pretensje profanum. Wybory papieża to dziś dla wielu nieco bardziej „zakręcona“ mutacja wyborów amerykańskiego prezydenta.

Rozumiem obawy Jarka Mikołajewskiego, który w kolejnych tekstach w „Gazecie Wyborczej“ przejmująco pisze: „będzie sprawa – załatwi ją wybór.

Na sprawę finansową będzie papież finansista. Na sprawę moralną – papież etyk. Skończył się czas, kiedy wśród namiestników Chrystusa szukało się kogoś, kto był do Niego podobny, bez pewności, czy da sobie radę.

Nadszedł czas papieża na miarę. Trzeba zwalczyć pedofilię – potrzebny jest papież stanowczy i czysty. Trzeba się otworzyć na świat – potrzeba papieża z Ghany albo z Hondurasu. Nie ma już Chrystusa wśród ludzi. Jest urzędnik, którego udajemy, że wskaże On.

I dlatego tyle wyzwalającego oddechu daje mi przeglądanie tej zielonej książki. Opis wniesienia Ewangeliarza do Kaplicy Sykstyńskiej, nie tylko po to by kardynałowie mieli czego dotykać wypowiadającą swoje formalne przysięgi, ale po to by to Ewangelia „przewodziła modlitwom i dyskusjom kardynałów“.

Teksty modlitw (wypowiadanych tym razem przez przewodzącego konklawe kardynała Re), w których elektorzy proszą Boga, by objawił im swoją wolę. Wspólne celebrowanie przez nich każdego dnia mszy oraz porannego i wieczornego brewiarza, prośby przed i dziękczynienie oraz inwokacje do Maryi po każdej wyborczej sesji.

Okazuje się, że pierwszą czynnością jaka następuje po wyborze papieża nie jest wcale hołd składany przez kardynałów, „przebiórka“ w białości i triumfalne ukazanie się na balkonie.

Zobacz księgę Ordo rituum od środka

Zanim nowy papież pokaże się światu, kardynałowie wykorzystują Kaplicę Sykstyńską do tego, do czego w pierwszym rzędzie służy – do modlitwy.

Czytana jest Ewangelia (fragment ze świętego Mateusza, o Piotrze czyli skale, albo ze świętego Jana – gdy Jezus mówi Piotrowi, by pasł Jego owce), dopiero po niej kardynałowie składają nowej Głowie Kościoła homagium, po czym wspólnie śpiewają uroczysty hymn „Te Deum“. 

Oby za tych (prawdopodobnie) kilka dni robili to z poczuciem, że w Kaplicy Sykstyńskiej przeżyli rekolekcje, a nie załatwili niezbędne formalności.


Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >