Dolanologia

Poniżej wypisałem (kulawo tłumacząc) kilka zdań, które podkreśliłem sobie rok temu podczas lektury wywiadu rzeki, jaki z kardynałem Timothy Dolanem przeprowadził wybitny watykanista John Allen. To nie wszystkie podkreślenia, ale muszę pędzić do telewizji komentować wędzenie mewy na watykańskim kominie. Dla chętnych – tytuł książki „The People of Hope“

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Jak mi czas pozwoli zajmę się również wstępami, jakie do każdego z rozdziałów napisał sam Allen. Czasami są pełne genialnych, wartych przytoczenia obserwacji (nie tylko takich, że "Dolan nie jest osobą, która przychodzi ci pierwsza na myśl, gdy szukasz biskupa, który mógłby nagrać swoje własne "fitness DVD", albo, że "większość katolików na Zachodzie przeżywa dziś swoją relację z Kościołem w rytmie przebojiu "Should I Stay Or Should I Go").

I co, może jednak Dolan powinien zostać papieżem?

***

Dolanologia

"Kto to powiedział, że po latach studiów zrozumiał, że Kościół Katolicki musi być boski, bo żadna ludzka instytucja zarządzana w tak beznadziejny sposób nie przetrwałaby jednego dnia?

Często to cytuję, ludzie są zszokowani, bo myślą że jesteśmy zobowiązani do bronienia niepokalanie pięknego obrazu Kościoła. Mój tato droczył się z moją mamą, ona mówiła: "Kochanie, byłem wczoraj u fryzjera, podoba ci się moja fryzura?", ojciec odpowiadał: "Powinni zwrócić ci pieniądze, kochanie…" i oboje wybuchali śmiechem.

Tak jest z nami i Kościołem. Dorastamy, starzejemy się razem. Kochasz zarówno "mistyczne ciało" jak i pryszcze. Mówię moim księżom: "Wzięliśmy z nią (w angielskim Kościół jest rodzaju żeńskiego) ślub. Ona jest naszą żoną i czasem widzimy ją w lokówkach i w maseczce. Czasem jest tą piękną kobietą w białej sukni, która szła do nas przez nawę kościoła, a czasem jest zrzędą. Czasem nas uskrzydla, a czasem myślimy: "Jak do licha mogłem się z kimś takim związać?". Ale to jest bieg na długi dystans. Ona jest miłością naszego życia i od czubka głowy do pięt jesteśmy w niej zakochani po uszy".

***

Dolanologia

"Patrzę na Kościół oczami zakochanego człowieka. Pewien mój przyjaciel, pochowany na rzymskim Campo Verano ma na grobie napisane tylko "Kochał Kościół". Chciałbym, żeby to było i moje epitafium. Czuję wciąż tą romantyczną, chłopięcą miłość do kapłaństwa i Kościoła.

Między innymi dlatego cała ta sprawa ze skandalami seksualnymi była dla mnie tak koszmarna, bo ja wciąż noszę w sobie ten "ministrancki", pełen podziwu obraz kapłaństwa. Dzisiaj, gdy ktoś przychodzi do mnie i mówi: "byłem ministrantem", od razu chcę dzwonić do diecezjalnego prawnika, bo domyślam się jakie może być następne zdanie. Ale nawet to nie wypłukało ze mnie tej miłości. A ktoś, kto kocha, zawsze będzie miał nadzieję."

***

"Jesteśmy tak wyczerpani naprawami struktury, zapomnieliśmy o misji, że nie wspomnę o tajemnicy czy przesłaniu. Struktura jest ważna, ale nikt nie odda swojego życia strukturze. (…) Boję się, żebyśmy nie stali się bardziej szlachetną wersją Rotary Club."

***

"Bycie wierzącym, oddanym katolikiem to jedna z najszczęśliwszych i najzdrowszych metod na przejście przez to życie i spędzenie wieczności. (…). A szczególnie ekscytującym sposobem na owo bycie katolikiem jest kapłaństwo. Czy to jest dla każdego? Nie. Jak to dobrze, że nie było dla mojego taty…"

***

"Jak dokonuję wyborów? Mam "preferencyjną opcję" dla spraw duchowych. Wraz z moim sekretarzem spędzamy godzinę tygodniowo przeglądając zaproszenia. On mi mówi, że mam zaproszenie np. na zamknięcie czterdziestogodzinnego nabożeństwa w jakiejś parafii.

Patrząc obiektywnie, nie jest to jakaś wielka okazja. Ale nawet gdy w tym samym czasie chce przyjść do mnie na kolację jakaś bardzo wpływowa grupa, może nawet wpadnie sam burmistrz, ja wybiorę jednak to czterdziestogodzinne nabożeństwo.

Wierzę w to całym sercem i duszą: "szukajcie najpierw Mojego Królestwa". Z tych samych powodów każdego ranka odprawiam mszę w katedrze świętego Patryka. Czasem jest mała kolizja z moim biurem, które stwierdza, że muszę z kimś zjeść śniadanie o siódmej bo to jedyna godzina, kiedy on może przyjść, a jest bardzo ważną osobą.

Zasadniczo się nie zgadzam, bo ludzie powinni wiedzieć, że arcybiskup Nowego Jorku codziennie odprawia mszę o siódmej trzydzieści w katedrze. Reszta dnia musi się do tego dopasować, nie odwrotnie i to mówi coś nie tyle o moich osobistych priorytetach, co o tym, o czym tak naprawdę jest Kościół."

***

"Connie Flavin mówiła, że wiara mówi nam, że Bóg jest, nadzieja mówi nam, że Bóg dotrzymuje obietnic. Wiara i nadzieja to podstawa. Jednak jeśli mówisz tylko o nadziei, ryzykujesz, że staniesz się wyłącznie rozpromienioną cheerlederką, nadzieja musi być ściśle połączona z wiarą. (…) Nadzieja może być dla nas "nową apologetyką".

Niektórzy na tym świecie nie widzą powodów by wierzyć, ale pokaż mi takiego, który nie potrzebuje mieć nadziei. Mój przyjaciel, ojciec Benedict Groeschel mówi: "Gdy słyszę: nie mamy wiary, pytam czy mają nadzieję, to jest punkt wyjścia."

***

"Kiedy pracowałem w Milwaukee odwiedziłem prowadzony przez państwo pod auspicjami Kościoła dom dla trudnej młodzieży, chłopaków tak agresywnych, że w szkole pilnowali ich policjanci albo ochroniarze. Pokazywano mi ich przez zakratowane okna klas, więc poprosiłem, czy mógłbym z nimi pogadać. Usłyszałem, że to nie jest mądry pomysł. Nalegałem, więc – przerażeni – pozwolili mi. Wszedłem, powiedziałem: "Miło mi was widzieć, dzięki że zgodziliście się, żebym do was wpadł i przywitał się z wami. Jestem arcybiskup Dolan". Wtedy mały chłopak, miał może dziewięć czy dziesięć lat spojrzał na mnie i mówi: "A ja jestem diabeł!". Wszyscy zamarli. Ja mu na to: "Miło cię spotkać, diable. Dobrze wreszcie spotkać cię osobiście, bo przecież znamy się już tak długo. Dręczysz mnie już tak długo, odkąd byłem dzieckiem, walczyłem z tobą od tak dawna, dobrze wreszcie połączyć imię z twarzą". Chłopiec zdębiał. Nie zaatakowałem go, nie uciekłem. Coś między nami pękło i mogłem z nim chwilę normalnie pogadać. Kontakt z grzechem, ze złem, z cierpieniem – to w zawodzie księdza standard. Gdy widzę ludzi z problemami, wiem, że jestem w domu."

***

Dolanologia

fot. Cy White

"Spowiadam za mało, raz w tygodniu, w piątki. To kolejny moment, w którym bardzo przeżywam swoje kapłaństwo. Oczywiście, że nie jestem tam niezbędny, mają tam świetny zastęp spowiedników. (…) To ja, samolubnie, potrzebuję tego, bo móc powiedzieć mocą posługi Kościoła: "Odpuszczam tobie grzechy" to niezwykle definiujący moment. To moment kapłańskiej tożsamości, jeden z tych "energetycznych kopów", których potrzebuję, które potwierdzają, kim jestem."

***

"Fulton Sheen powiedział kiedyś, że cechą katolika jest to, że potrafi rozpoznać Boga w dziecku trzymanym w ramionach przez Matkę, w kawałku chleba konsekrowanym w czasie mszy i w głosie starego człowieka z Rzymu". (…) Kardynał Francis George powiedział, że my, katolicy w Stanach stajemy się kalwinistami. Dostrzegamy napięcie pomiędzy boskim i ludzkim, i oczywiście, że ono jest, ale nasz katolicki geniusz polega na tym, że wiemy, że one się łączą w osobie Jezusa, którego wcielenie trwa w Kościele. Instynkt katolika pozwala odnaleźć ślad tego wcielenia nawet gdy patrzy na bożonarodzeniową kartkę."

***

"Modlitwa to dla mnie wszystko. Każdego ranka o 4.45, otwieram drzwi do mojej kaplicy, przysuwam krzesło, zakładam szlafrok na pidżamę i siedzę przed ołtarzem, krzyżem, tabernakulum. Jeśli mam być szczery – czasem znów w tym fotelu zasypiam. Czasem łapię za notatnik i zapisuję coś, co mam dziś zrobić, a o czym zaraz zapomnę. Ale zasadniczo zawsze poświęcam na modlitwę godzinę. To niezwykle wyzwalające uczucie."

***

"Nigdy nie odbyłem pełnych, trzydziestodniowych ignacjańskich rekolekcji. Podczas trzech różnych rekolekcji w moim życiu "zrobiłem" osiem dni i to było wielkie przeżycie. Już te osiem dni było dla mnie wyzwaniem. Nie jestem z natury kontemplacyjną osobą, choć mam nadzieję, że jest we mnie wymiar kontemplacyjny…"

***

"Do spowiedzi chodzę co tydzień, mam też kierownika duchowego, z którym pewnie powinienem widywać się częściej, teraz widujemy się raz na dwa miesiące, i wtedy też się u niego spowiadam. Ale co sobotę, rano, chodzę do kościoła świętego Franciszka. Staję z innymi w kolejce. Nie wszyscy mnie rozpoznają, jestem w cywilnych ciuchach. Spowiadający księża nie rozpoznają mnie przez kratkę. Miałem z tym zabawną przygodę: miałem ingres w środę, w sobotę poszedłem do spowiedzi. Ksiądz w konfesjonale mówi mi: słyszałeś kazanie naszego nowego arcybiskupa? Myślę: da mi je za pokutę, czy co? Na szczęście był na tyle miły, że po prostu coś z niego zacytował, co natchnęło mnie do myśli, że muszę chodzi do spowiedzi jeszcze częściej, by podbudować swoje ego!"

***

"Czy jestem mistykiem? Zapomnij. Żartujesz?

Zostałem wychowany w klimacie, w którym nauczono mnie, że nie ma wielu spraw w życiu, których nie można by rozwiązać albo chociaż uspokoić przy pomocy kilku piw i cheesburgera na patio."

***

"Po pierwsze uważam, że absurdem jest identyfikowanie się przez swoje skłonności seksualne. Kiedy ktoś przychodzi do mnie i mówi: "Muszę coś księdzu powiedzieć, jestem gejem", odpowiadam: "Dzięki za zaufanie, miło, że przyszedłeś, ale – pozwól sobie wyjaśnić – nie jesteś. Tak się składa, że jesteś Janem Kowalskim, dzieckiem Boga, odkupionym krwią Jego Jedynego Syna, przeznaczonym do tego, żeby spędzić z Nim wieczność. Kiedy Bóg patrzy na ciebie, widzi dzieło sztuki. Oto, kim jesteś. Tak się składa, że czujesz pociąg do facetów, ale to nie definiuje tego, kim jesteś."

***

"Nasza seksualność ma być odbiciem miłości, jaką Bóg ma do nas, musi mieć te same cechy – ma być na całe życie, dająca życie i wierna. Cokolwiek innego, nie wystarcza. Zdaję sobie sprawę, że dziś to nie jest towar łatwy do sprzedania, ale przecież zasadniczo jest to bardzo pozytywna, piękna wizja ludzkiej miłości.

Małżeństwo na całe życie, w którym mężczyzna i kobieta dają życie i są sobie wierni, to jedyny sposób w jaki Bóg chciał byśmy realizowali swoją seksualność. (…) Musimy wreszcie znaleźć jakiś sposób by powiedzieć światu, że Kościół Katolicki to "happiness business"!"

***

"Nie wiem skąd się bierze pomysł, by traktować grzeszników jako wyrzutków. Nie wiem dlaczego mielibyśmy patrzeć na przykład na homoseksualistę, który zgrzeszył inaczej niż na przykład na kogoś, kto przychodzi się spowiadać, bo stracił panowanie nad sobą w stosunku do swoich dzieci i bardzo je tym skrzywdził. Obu powiem to samo: "Masz rację, zrobiłeś coś złego, zgrzeszyłeś. Byłeś na tyle uczciwy, żeby wyznać, że to co zrobiłeś ma się nijak do tego do czego wzywa cię twój Bóg i Kościół.

Żałujesz i chcesz, z Bożą pomocą, żyć lepiej? Świetnie. Dobrze, że przyszedłeś. Bóg ci wybacza i ci błogosławi, idź i nie grzesz więcej!". Akt homoseksualny jest obiektywnie zły, podobnie jak zły jest akt heteroseksualny poza małżeństwem. Podobnie jak jest zła utrata panowania nad sobą w stosunku do innych. Żałujesz. Robisz postanowienie poprawy. Prosisz Boga o miłosierdzie i łaskę do lepszego życia. Proste. Czasem się zastanawiam – czy ja może myślę o tym wszystkim w jakiś za mało wyszukany sposób?"

***

Wesprzyj nas
KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Papież „drugiego gatunku”?

Watykaniści mają pewnie rację pisząc, że nie jest istotne kto z jakim poparciem wchodzi na konklawe, znacznie ważniejsza jest dynamika przyrostu lub spadku tegoż poparcia w czasie kolejnych głosowań.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Można wejść do Kaplicy Syksytyńskiej z kilkudziesięcioma „szablami“ i wyjść na czerwono, można zaczynać od trzech czy pięciu głosów i skończyć tę przygodę na słynnym balkonie.

Papież „drugiego gatunku”?

Przyglądając się czarnemu dymowi, oznaczającemu kolejne nierozstrzygnięte głosowania, domyślam się w jak niełatwej sytuacji znajdują się elektorzy. Żeby doszło do wyboru papieża (a nie może nie dojść), spora część z nich będzie przecież musiała zmienić zdanie.

Nie urodzili się wczoraj, z pewnością wchodzili do Sykstyny z głęboko przemyślanym i przemodlonym nazwiskiem. Teraz – jeśli rzeczywiście nie chcą bawić się w politykę – będą musieli zadać sobie pytanie: czy właściwie odczytałem wolę Boga, czy kardynał X to był po prostu mój autorski, znakomity pomysł?

Sytuacja rzecz jasna będzie dynamiczna, czasem zmiana zadania następować będzie w wyniku obserwacji wyników kolejnych rund, kardynałowie będą patrzeć, czego chcą ich „koledzy po pierścieniu“, kto ma realne szanse, a kto nie, per saldo sytuacja skończy się jednak w tym samym miejscu – gdy pióro zawiśnie nad wyborczą kartką i trzeba będzie zdecydować: mocno trzymam się swoich pierwotnych przekonań, czy zmieniam preferencje. I czy robię dobrze zmieniając je nie pod wpływem jakichś nowych, nieznanych faktów, a tylko dlatego, że widzę jak głosują inni?

Strasznie trudna lekcja, każdy zna ją z życia – jak dojść do kompromisu, nie rezygnując z tego, co dla nas ważne. Jak wybrać papieża nie „drugiego gatunku“, a takiego, którego rzeczywiście będzie najlepszy dla Kościoła. Jak wygrać ustępując, a nie stojąc przy swoim.

Ale znów – przecież ustępuję nie dlatego, że uznaję, że poprzednio coś mi się musiało pomylić. Robię to dlatego, bo wiem, że wolą Boga jest to, byśmy dyskutowali tak długo, aż siedemdziesięciu siedmiu zgodzi się co do jednego.

Papież „drugiego gatunku”?

Tego co się dzieje w Kaplicy Sykstyńskiej nie da się „ogarnąć“ przy pomocy kryteriów politycznych, w których swoich przekonań broni się czasem do upadłego.

Decyzja, kto ma pokazać się światu w słynnych czerwonych butach została już podjęta przez Szefa, zadaniem zamkniętego pod kluczem personelu naziemnego jest teraz tylko spróbować ją odczytać.

I – to najlepsze – nie gapiąc się na wymalowanych przez pana Michała golasów, popadając w kontemplacyjne milczenie, wola Boża – to dopiero szok – ma się tu objawić w tym co mówi do mnie i jak głosuje drugi człowiek (bo kardynał też człowiek, choć, jako się rzekło, kardynał).

Papież „drugiego gatunku”?

PS. Zaś ja, parafrazując Katona Starszego, na końcu każdego „konklawistycznego“ tekstu, będę odtąd dodawał: „A poza tym sądzę, że papieżem powinien zostać kardynał Dolan“. Wyobrażacie to sobie? Wychodzi na balkon, zaraz opowiada jakąś dykteryjkę, po czym stwierdza, że czas na wytęskniony obiad?

Wesprzyj nas
KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >