video-jav.net

Droga Krzyżowa z Papieżem Franciszkiem

W każdy piątek tegorocznego Wielkiego Postu zapraszamy do przejścia stacji Drogi Krzyżowej z ostatnimi siedmioma Papieżami. Opublikowaną dzisiaj prowadził Papież Franciszek w 2013 roku skupiając się na cierpieniach ludzi dotkniętych wojną, zwłaszcza z terenów Syrii i Iraku

Polub nas na Facebooku!

Pobierz tekst Drogi Krzyżowej w wersji do druku


Wprowadzenie


Przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» (Mk 10,17).

 

Jezus odpowiedział na to pytanie, które nurtuje głębię naszego jestestwa, krocząc drogą krzyżową.

Patrzymy na Ciebie, Panie, na tej drodze, którą jako pierwszy podjąłeś, a na której końcu „rzuciłeś Twój krzyż jako pomost ku śmierci, aby ludzie mogli po nim przejść z krainy śmierci do Życia” (Św. Efrem Syryjczyk, Homilia).

Wezwanie, by iść za Tobą, jest skierowane do wszystkich, a szczególnie do młodych oraz tych, którzy doświadczają podziałów, wojen czy niesprawiedliwości i którzy walczą, by być między swymi braćmi znakami nadziei i budowniczymi pokoju.

 

Stajemy więc przed Tobą z miłością, składamy Ci nasze cierpienia, kierujemy nasze spojrzenia i serca ku Twojemu Krzyżowi, a mocni Twoim zapewnieniem modlimy się: „Niech będzie błogosławiony nasz Odkupiciel, który swą śmiercią dał nam życie. Odkupicielu, urzeczywistnij w nas tajemnicę Twego odkupienia, przez Twą mękę, śmierć i zmartwychwstanie” (Liturgia maronicka).


Stations_of_the_Cross,_1,_Saint-Jean-Baptiste_au_Beguinage,_Brussels


Stacja pierwsza
Jezus ma śmierć skazany


Z Ewangelii według św. Marka (Mk 15, 12-13, 15):

Piłat ponownie ich zapytał: «Cóż więc mam uczynić z tym, którego nazywacie Królem Żydowskim?» Odpowiedzieli mu krzykiem: «Ukrzyżuj Go!». Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.

 

Przed Piłatem dzierżącym władzę Jezus mógł dojść sprawiedliwości. Piłat bowiem miał władzę uznania niewinności Jezusa i uwolnienia Go. Jednak rzymski namiestnik wolał posłużyć się logiką osobistych interesów, ulegając presji politycznej i społecznej. Skazał niewinnego, by przypodobać się tłuszczy, wbrew wymogowi prawdy. Wydał Jezusa na krzyżową mękę, choć znał Jego niewinność… jeszcze zanim umył ręce.

We współczesnym świecie mamy wielu „Piłatów”, którzy pociągają za sznurki władzy, czyniąc to w służbie silniejszym. Wielu jest takich, co słabi i podli w obliczu takich nurtów władzy, angażują swój autorytet na rzecz niesprawiedliwości i depczą godność człowieka oraz jego prawo do życia.

 

Panie Jezu, nie dozwól, byśmy zostali zaliczeni do niesprawiedliwych. Nie pozwól, by możni cieszyli się złem, niesprawiedliwością i despotyzmem. Nie pozwól, by niesprawiedliwość prowadziła niewinnych do rozpaczy i śmierci. Utwierdź ich w nadziei i oświeć sumienia tych, którzy władają tym światem, aby rządzili nim w sprawiedliwości. Amen.

 


1180px-Stations_of_the_Cross,_2,_Saint-Jean-Baptiste_au_Beguinage,_Brussels


Stacja druga

Jezus bierze krzyż na swoje ramiona


Z Ewangelii według św. Marka (Mk 15, 20):

A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego własne Jego szaty. Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować.

 

Jezus Chrystus stoi przed żołnierzami, którzy sądzą, że mają nad Nim wszelką władzę. Tymczasem to On jest tym, przez którego „wszystko się stało… a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1,3).

Człowiek w każdej epoce sądził, że może zastąpić Boga i sam określać, co dobre, a co złe (por. Rdz 3,5), bez odniesienia do swego Stwórcy i Zbawcy. Uważał siebie za wszechmocnego, zdolnego do usunięcia Boga życia swojego i innych, w imię rozumu, władzy czy pieniędzy.

Także dziś świat ugina się pod próbami usuwania Boga z życia człowieka, jak ślepy laicyzm, który zdusza wartości wiary i moralności w imię rzekomej obrony człowieka; czy jak agresywny fundamentalizm, który wykorzystuje jako pretekst obronę wartości religijnych (por. Adhort. Ap. Ecclesia in Medio Oriente, 29).

 

Panie Jezu, który przyjąłeś upokorzenie i utożsamiłeś się ze słabymi, Tobie zawierzamy wszystkich ludzi i wszystkie narody upokorzone i cierpiące, szczególnie na umęczonym Wschodzie. Niech w Tobie mają siłę do niesienia wraz z Tobą swego krzyża nadziei. Składamy w Twe dłonie wszystkich zagubionych, aby dzięki Tobie odnaleźli prawdę i miłość. Amen.

 


Stations_of_the_Cross,_3,_Saint-Jean-Baptiste_au_Beguinage,_Brussels


Stacja trzecia

Jezus pada po raz pierwszy pod ciężarem krzyża


Z księgi proroka Izajasza (Iz 53, 5)

Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie.

 

Ten, który w swej boskiej dłoni dzierży światła niebieskie i wobec którego drżą niebieskie moce, oto upada bezsilnie na ziemię pod ciężkim brzemieniem krzyża.

Ten, który pokój przyniósł światu, zraniony naszymi grzechami pada pod ciężarem naszych win.

„Spójrzcie wierzący na naszego Zbawiciela, który przemierza kalwaryjską drogę. Pod pręgierzem gorzkich cierpień opuszczają Go siły. Idźmy zobaczyć to niewiarygodne zdarzenie, które przekracza nasz rozum i trudne jest do opisania. Wstrząśnięte zostały podwaliny ziemi, a straszna trwoga ogarnia obecnych, gdy ich Stwórca i Bóg został zdruzgotany pod ciężarem krzyża i pozwolił się prowadzić na śmierć, ze względu na miłość do całego rodzaju ludzkiego” (Liturgia chaldejska).

 

Panie Jezu, podnieś nas z naszych upadków, doprowadź naszego zagubionego ducha do Twojej Prawdy. Nie dozwól, by ludzki rozum, który dla siebie stworzyłeś, zadowalał się częściowymi prawdami, nauką czy technologią, bez stawiania sobie podstawowych pytań o sens istnienia (por. List apostolski Porta fidei, 12).

Daj nam, Panie, otworzyć się na działanie Twojego Świętego Ducha, aby doprowadził nas do pełni Prawdy. Amen.

 


Stations_of_the_Cross,_4,_Saint-Jean-Baptiste_au_Beguinage,_Brussels


Stacja czwarta

Jezus spotyka swoją Matkę


Z Ewangelii według św. Łukasza (Łk 2, 34-35, 51)

Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu». A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu.

 

Poraniony i cierpiący, niosąc krzyż ludzkości, Jezus spotyka swoją Matkę, a w Jej osobie – całą ludzkość.

Maryja, Matka Boga, była pierwszą uczennicą Mistrza. Przyjmując słowo anioła spotkała po raz pierwszy wcielone Słowo i stała się świątynią Boga żywego. Spotkała Go nie rozumiejąc, jak Stwórca nieba i ziemi mógł wybrać jakąś dziewczynę, delikatne stworzenie, by wcielić się w tym świecie. Spotkała Go w nieustannym poszukiwaniu Jego Oblicza, w ciszy serca i w rozważaniu Słowa. Myślała, że to Ona Go szuka, a tymczasem to On Jej szukał. Teraz znów Go spotyka, gdy On dźwiga krzyż.

Jezus cierpi widząc swoją cierpiącą Matkę, a Maryja widząc cierpiącego Syna. Ale z tego wspólnego cierpienia rodzi się nowa ludzkość. „Bądź pozdrowiona! Błagamy Cię, o Święta pełna chwały, Dziewico na wieki, Matko Boża, Matko Chrystusowa. Zanieś nasze modlitwy przed oblicze Twego umiłowanego Syna, aby przebaczył nam nasze grzechy” (Theotokion z koptyjskiego Orologionu, Al-Aghbia 37).

 

Panie Jezu, także my w naszych rodzinach doświadczamy cierpień, których rodzice przyczyniają dzieciom, a dzieci rodzicom. Spraw, Panie, by w tych trudnych czasach nasze rodziny były miejscem Twojej obecności, gdzie nasze cierpienia zmieniałyby się w radość. Bądź wsparciem dla naszych rodzin i uczyń je oazami miłości, pokoju i pogody ducha, na wzór Świętej Rodziny z Nazaretu. Amen.

 


Stations_of_the_Cross,_5,_Saint-Jean-Baptiste_au_Beguinage,_Brussels


Stacja piąta

Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść Krzyż Jezusowi


Z Ewangelii według św. Łukasza (Łk 23, 26)

Gdy wyprowadzili Jezusa, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem.

 

Spotkanie Jezusa z Szymonem z Cyreny przebiega w milczeniu. To lekcja życia: Bóg nie chce cierpienia ani zła. To samo dotyczy ludzkiej istoty. Jednak cierpienie przyjęte z wiarą przekształca się w drogę zbawienia. Przyjmijmy je jak Jezus i pomagajmy je znosić jak Szymon z Cyreny.

 

Panie Jezu, Ty włączyłeś człowieka w niesienie Twojego krzyża. Ty nas wezwałeś, byśmy dzielili Twoje cierpienie. Szymon z Cyreny podobny jest do nas i uczy nas przyjmować krzyż, który napotykamy na drogach życia.

Na Twoje podobieństwo, Panie, także my niesiemy dziś krzyż cierpienia i choroby, lecz go przyjmujemy, bo Ty jesteś z nami. Może on nas przygwoździć do miejsca, ale nie przeszkodzi nam w pragnieniach; może zaćmić spojrzenie, ale nie sumienie; może nas ogłuszyć, ale nie przeszkodzi nam słuchać; może odjąć nam mowę, ale nie zabierze pragnienia prawdy; może ciążyć na duchu, ale nie odbierze nam wolności.

Panie, pragniemy być Twoimi uczniami, by nieść Twój krzyż na każdy dzień; poniesiemy go z radością i nadzieją, bo Ty niesiesz go z nami, bo Ty dla nas zwyciężyłeś śmierć.

Dzięki Ci składamy, Panie, za każdego chorego czy cierpiącego, który umie świadczyć o Twojej miłości, i za każdego „Cyrenejczyka”, którego stawiasz na naszej drodze. Amen.

 


Station-of-the-Cross-6-Veronica-small


Stacja szósta

Weronika ociera twarz Jezusowi


Z Księgi Psalmów (Ps 27, 1)

O Tobie mówi moje serce: “Szukaj Jego oblicza!”
Szukam, o Panie, Twojego oblicza;
swego oblicza nie zakrywaj przede mną,
nie odpędzaj z gniewem swojego sługi!
Ty jesteś moją pomocą,
więc mnie nie odrzucaj i nie opuszczaj mnie,
Boże, moje Zbawienie!

 

Weronika szukała Cię pośród tłumu. Szukała Ciebie i w końcu znalazła. Gdy Twój ból osiągał szczyt, ona chciała go ukoić ocierając twarz chustą. Drobny gest, lecz wyrażający całą miłość do Ciebie i całą wiarę w Ciebie. Pozostał on odciśnięty w pamięci naszej chrześcijańskiej tradycji.

 

Panie Jezu, to Twojego oblicza szukamy. Weronika przypomina nam, że jesteś obecny w każdym cierpiącym, który przemierza drogę na Golgotę. Panie, spraw, byśmy Ciebie znaleźli w ubogich, Twoich braciach najmniejszych, by osuszyć łzy płaczącym, zatroszczyć się o cierpiących i wesprzeć słabnących.

Panie, Ty nas uczysz, że nikt zraniony i zapomniany nie traci swej wartości ani godności i że pozostaje znakiem Twojej ukrytej obecności w świecie. Pomóż nam otrzeć z Twojego oblicza ślady niedostatku i niesprawiedliwości, aby zawarty w nim Twój obraz ukazał się i zajaśniał.

Modlimy się za tych, którzy szukają Twego oblicza i znajdują je w bezdomnych, ubogich oraz dzieciach, którym zagraża przemoc i wykorzystywanie. Amen.

 


Stations_of_the_Cross,_7,_Saint-Jean-Baptiste_au_Beguinage,_Brussels


Stacja siódma

Jezus upada po raz drugi


Z Księgi Psalmów (Ps 22, 8, 12)

Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą,
rozwierają wargi, potrząsają głowami.
Nie stój z dala ode mnie, bo klęska jest blisko,
a nie ma wspomożyciela.

 

Jezus jest sam pod wewnętrznym i zewnętrznym ciężarem krzyża. Kolejny upadek, kiedy ciężar zła staje się zbyt wielki i wydaje się, że nie ma już granic dla niesprawiedliwości i przemocy.

Ale Jezus podnosi się znowu mocny nieskończoną ufnością, którą pokłada w swym Ojcu. W obliczu ludzi, którzy Go pozostawiają na pastwę losu, moc Ducha Go podnosi, jednoczy całkowicie z wolą Ojca, z wolą miłości, która może wszystko.

 

Panie Jezu, w Twoim drugim upadku rozpoznajemy różne nasze sytuacje, które wydają się bez wyjścia. Wśród nich te, które biorą się z uprzedzeń i z nienawiści, które zatwardzają nasze serca i prowadzą do konfliktów religijnych.

Oświeć nasze sumienia, abyśmy zobaczyli, pomimo „rozbieżności ludzkich i religijnych”, że „jakiś promień prawdy oświeca wszystkich ludzi”, wezwanych, by kroczyć razem – w poszanowaniu wolności religijnej – ku prawdzie, która jest w Bogu samym. W ten sposób różne religie będą mogły „zjednoczyć się w służbie dobru wspólnemu i przyczynić się do rozwoju każdego człowieka i do budowy społeczeństwa” (Adhortacja Apostolska Ecclesia in Medio Oriente, 27-28).

Przyjdź, Duchu Święty, by pocieszyć i umocnić chrześcijan, w szczególności z Bliskiego Wschodu, aby zjednoczeni z Chrystusem byli na ziemi rozdzieranej przez niesprawiedliwość i konflikty świadkami Jego powszechnej miłości. Amen.

 


Stations_of_the_Cross-_8-_Saint-Jean-Baptiste_au_Beguinage-_Brussels


Stacja ósma

Jezus spotyka niewiasty Jerozolimskie płaczące nad Nim


Z Ewangelii według św. Łukasza (Łk 23, 27-28)

A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: «Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!

 

Na kalwaryjskiej drodze Pan spotyka niewiasty jerozolimskie. Kobiety te opłakują cierpienia Jezusa, jakby chodziło o cierpienie bez żadnej nadziei. W krzyżu nie widzą niczego innego, jak tylko drewno, znak przekleństwa (por. Pwt 21,23), podczas gdy Pan chciał go jako narzędzia Odkupienia i Zbawienia.

W Męce i Zmartwychwstaniu Jezus daje swe życie na okup za wielu. W ten sposób dał wytchnienie uciśnionym i pocieszył strapionych. Otarł łzy kobiet jerozolimskich i otworzył ich oczy na paschalną prawdę.

Nasz świat jest pełen strapionych matek, kobiet zranionych w ich godności, zniewolonych przez różne formy dyskryminacji, przez niesprawiedliwość i cierpienie (por. Adhortacja Apostolska Ecclesia in Medio Oriente, 60). O Chryste cierpiący, bądź im pokojem i balsamem dla ich ran.

 

Panie Jezu, Twoim wcieleniem z Maryi, „błogosławionej między niewiastami” (Łk 1,42), podniosłeś godność każdej kobiety. Poprzez Wcielenie zjednoczyłeś rodzaj ludzki (por. Ga 3,26-28).

Panie, spotkanie z Tobą niech będzie pragnieniem naszych serc. Nasza droga, wypełniona cierpieniami, niech będzie drogą nadziei, z Tobą i ku Tobie, który jesteś naszą ucieczką i naszym Zbawieniem. Amen.

 


Stations_of_the_Cross,_9,_Saint-Jean-Baptiste_au_Beguinage,_Brussels


Stacja dziewiąta

Jezus upada po raz trzeci


Z Drugiego Listu św. Pawła Apostoła do Koryntian (2 Kor 5, 14-15)

Albowiem miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał.

 

Po raz trzeci Jezus upada pod krzyżem, obciążony naszymi grzechami, i po raz trzeci stara się podnieść zbierając siły, które mu pozostały, aby kontynuować drogę na Golgotę. Nie pozwala się zmiażdżyć, odrzuca poddanie się pokusie.

Począwszy od swego Wcielenia, Jezus niesie krzyż ludzkiego cierpienia i grzechu. W sposób pełny i na wieki przyjął ludzką naturę, pokazując ludziom, że zwycięstwo jest możliwe, i że droga Bożego usynowienia została otwarta.

 

Panie Jezu, Kościół zrodzony z Twego otwartego boku jest przygnieciony krzyżem podziałów, które oddalają jednych chrześcijan od drugich i od jedności, jakiej dla nich chciałeś; i tak zbaczają od Twego pragnienia, „aby wszyscy stanowili jedno” (J 17,21), jak Ojciec z Tobą. Ten krzyż ciąży całym swym brzemieniem na ich życiu i na ich wspólnym świadectwie. Udziel, Panie, mądrości i pokory, by powstać i iść naprzód na drodze jedności w prawdzie i miłości, nie ulegając pokusie kierowania się w obliczu napotykanych podziałów jedynie kryteriami osobistych i grupowych interesów (por. Adhortacja Apostolska Ecclesia in Medio Oriente, 11).

Daj nam łaskę odrzucenia mentalności podziałów, „by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża” (1 Kor 1,17). Amen.

 


Stations_of_the_Cross,_10,_Saint-Jean-Baptiste_au_Beguinage,_Brussels


Stacja dziesiąta

Jezus z szat obnażony


Z Księgi Psalmów (Ps 22, 19)

Moje szaty dzielą między siebie
i los rzucają o moją suknię.

 

Gdy nastała pełnia czasu, przyjąłeś, Panie Jezu, nasze człowieczeństwo, Ty, którego „tren szaty wypełniał świątynię” (Iz 6,1); i oto kroczysz pośród nas, a ci, którzy dotkną się brzegu Twej sukni, zostają uzdrowieni. Ale zostałeś obnażony także z tych szat, Panie! Ukradliśmy ci szatę, a Ty oddałeś nam także płaszcz (por. Mt 5,40). Pozwoliłeś, aby zasłona Twego ciała rozdarła się, abyśmy znowu mieli przystęp przed oblicze Ojca (por. Hbr 10,19-20).

Myśleliśmy, że będziemy się realizować sami, niezależnie od Ciebie (por. Rdz 3,4-7). Okazało się, że jesteśmy nadzy, ale w Twej nieskończonej miłości na nowo nas przyodziałeś godnością synów i córek Bożych, i Twą łaską uświęcającą.

 

Udziel, Panie, synom Kościołów wschodnich – obnażonych przez różne trudności, niekiedy nawet przez prześladowanie, osłabionych przez emigrację – odwagę pozostania w swych krajach, by głosić Dobrą Nowinę.

O Jezu, Synu człowieczy, który zostałeś obnażony, aby objawić nowe stworzenie powstałe z martwych, zedrzyj w nas zasłonę, która oddziela nas od Boga i utkaj w nas Twą Boską obecność.

Daj nam przezwyciężyć lęk wobec wydarzeń życiowych, które nas obnażają i pozostawiają nagimi. Daj nam przyodziać się w nowego człowieka naszego Chrztu, byśmy głosili Dobrą Nowinę, że Ty jesteś jedynym prawdziwym Bogiem, który kieruje dziejami. Amen.

 


stacja_11


Stacja jedenasta

Jezus przybity do krzyża


Z Ewangelii według św. Jana (J 19, 16.19)

Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano. Wypisał też Piłat tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: «Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski».

 

Oto oczekiwany Mesjasz zawieszony na drzewie krzyża pomiędzy złoczyńcami. Obydwie dłonie, które błogosławiły ludziom, zostały przebite. Obydwie stopy, które stąpały po naszej ziemi, by głosić Dobra Nowinę, są zawieszone między ziemią i niebem. Oczy pełne miłości, które jednym spojrzeniem uzdrawiały chorych, przebaczały nasze grzechy, patrzą teraz jedynie w niebiosa.

 

Panie Jezu, zostałeś ukrzyżowany za nasze niegodziwości. Modlisz się do Boga Ojca i wstawiasz się za ludzkość. Każde uderzenie młotka rozbrzmiewa jak uderzenie Twego złożonego w ofierze serca.

Jak piękne są na górze Kalwarii stopy Tego, który głosi Dobrą Nowinę o Zbawieniu. Twoja Miłość, Jezu, wypełniła wszechświat. Twe przebite dłonie są naszym schronieniem w udręce. Przyjmują nas za każdym razem, kiedy otchłań grzechu nam zagraża; znajdujemy w Twych ranach uleczenie i przebaczenie.

O Jezu, prosimy Cię za wszystkich młodych ogarniętych rozpaczą, za młodych – ofiary narkotyków, sekt i perwersji.

Wyzwól ich ze zniewoleń. Niech podniosą oczy i przyjmą Miłość. Niech odkryją szczęście w Tobie. Zbaw ich Ty, nasz Zbawicielu. Amen.

 


Stations_of_the_Cross,_12,_Saint-Jean-Baptiste_au_Beguinage,_Brussels


Stacja dwunasta

Jezus umiera na Krzyżu


Z Ewangelii według św. Łukasza (Łl 23, 46)

Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha.

 

Z wysokości krzyża – krzyk: krzyk opuszczenia w momencie śmierci, krzyk ufności w cierpieniu, krzyk rodzenia nowego życia. Oto Ty zawieszony na Drzewie Życia, powierzający swego Ducha w ręce Ojca, pozwalasz wytrysnąć życiu w obfitości i kształtujesz nowe stworzenie. Także my mierzymy się dziś z wyzwaniami tego świata: czujemy, że fale niepokojów nas ogarniają, zatapiają i sprawiają, że nasza ufność się chwieje. Daj nam, Panie, moc wewnętrznej pewności, że żadna śmierć nas nie zwycięży, dopóki spoczywamy w Twych dłoniach, które nas uformowały i nam towarzyszą.

 

Oby każdy z nas mógł wykrzyknąć: „Wczoraj zostałem ukrzyżowany z Chrystusem, dziś jestem wraz z Nim w chwale. Wczoraj byłem martwy z Nim, dziś jestem wraz z Nim żywy. Wczoraj byłem pogrzebany z Nim, dziś wraz z Nim jestem zmartwychwstały” (Grzegorz z Nazjanzu).

W ciemnościach naszych nocy patrzymy na Ciebie. Naucz nas zwracać się do Najwyższego, Twego Ojca niebieskiego.

Dziś modlimy się, aby wszyscy ci, którzy propagują aborcję, uświadomili sobie, że miłość nie może być czymś innym, niż źródłem życia. Myślimy też o zwolennikach eutanazji i o tych, którzy promują techniki biomedyczne zagrażające ludzkiemu życiu. Otwórz ich serca, aby poznali Ciebie w prawdzie, aby zaangażowali się w budowanie cywilizacji życia i miłości. Amen.

 


Stations_of_the_Cross,_13,_Saint-Jean-Baptiste_au_Beguinage,_Brussels


Stacja trzynasta

Jezus zdjęty z krzyża i powierzony Matce


Z Ewangelii według św. Jana (J 19, 26 – 27a)

Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja».

 

Panie Jezu, ci, którzy Cię kochają, trwają przy Tobie i zachowują wiarę. W godzinie agonii i śmierci, kiedy świat sądzi, że zło zatriumfowało, że głos prawdy i miłości, sprawiedliwości i pokoju zamilkł, ich wiara nie gaśnie.

O Maryjo, w Twoje dłonie składamy naszą ziemię. „Jakże smutny jest widok tej błogosławionej ziemi cierpiącej, której dzieci zawzięcie ranią się nawzajem i umierają!” (Adhortacja Apostolska Ecclesia in Medio Oriente, 8). Wydaje się, że nic nie powstrzyma zła, terroryzmu, zabójstw, nienawiści. „Przed krzyżem, na którym Twój Syn rozłożył swe niepokalane dłonie za nasze zbawienie, o Dziewico, dzisiaj pochylamy głowy: udziel nam pokoju” (Liturgia bizantyjska).

Modlimy się za ofiary wojen i przemocy, które niszczą w tym czasie różne kraje Bliskiego Wschodu, jak również inne części świata. Modlimy się, aby ci, którzy musieli uchodzić i emigrować, mogli jak najszybciej wrócić do swoich domów, do swojej ziemi. Spraw, Panie, aby krew niewinnych ofiar była ziarnem nowego Wschodu, bardziej braterskiego, spokojnego, sprawiedliwszego, i aby ten Wschód odzyskał blask swego powołania bycia kolebką cywilizacji, wartości duchowych i ludzkich.

Gwiazdo Wschodu, wskaż nam nadejście Świtu. Amen.

 


Stations_of_the_Cross,_14,_Saint-Jean-Baptiste_au_Beguinage,_Brussels


Stacja czternasta

Jezus złożony do grobu


Z Ewangelii według św. Jana (19, 39 – 40)

Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy, i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania.

 

Nikodem otrzymuje ciało Chrystusa, troskliwie je traktuje i składa do grobu, w środku ogrodu, który przypomina ogród Stworzenia. Jezus pozwala się pogrzebać, tak jak pozwolił się ukrzyżować, w tym samym opuszczeniu, całkowicie „powierzony” dłoniom ludzi i „doskonale zjednoczony” z nimi „aż do snu pod grobową płytą” (św. Grzegorz Narek).

Przyjęcie trudności, bolesnych wydarzeń, śmierci, wymaga mocnej nadziei, żywej wiary. Kamień położony przy wejściu do grobu zostanie odsunięty i wzejdzie nowe życie. Rzeczywiście, „przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca” (Rz 6,4).

Otrzymaliśmy wolność dzieci Bożych, byśmy już nie wracali do niewoli; życie zostało nam dane w obfitości, byśmy już nie zadowalali się życiem pozbawionym piękna i znaczenia.

 

Panie Jezu, uczyń nas dziećmi światła, które nie boją się ciemności. Prosimy Cię dzisiaj za tych wszystkich, którzy szukają sensu życia, i za tych, którzy stracili nadzieję, aby uwierzyli w zwycięstwo nad grzechem i śmiercią. Amen.


Pobierz tekst Drogi Krzyżowej w wersji do druku


 

franciszek_Milosierdzie_500pcxPolecamy ksiażkę “Miłosierdzie to imię Boga”!

Papież Franciszek w prostych i bezpośrednich słowach zwraca się do każdego człowieka, budując z nim osobisty, braterski dialog. Na każdej stronie książki wyczuwalne jest jego pragnienie dotarcia do osób, które szukają sensu życia, uleczenia ran. Do niespokojnych i cierpiących, do tych, którzy proszą o przyjęcie, do biednych i wykluczonych, do więźniów i prostytutek, lecz również do zdezorientowanych i dalekich od wiary.

W rozmowie z watykanistą Andreą Torniellim Franciszek wyjaśnia – poprzez wspomnienia młodości i poruszające historie ze swojego doświadczenia duszpasterskiego – powody ogłoszenia Nadzwyczajnego Roku Świętego Miłosierdzia, którego tak pragnął.

 

Włochy: Kościół modli się za ofiary katastrofy w Genui

W uroczystość Wniebowzięcia NMP, we wszystkich kościołach diecezji Genua będzie odbywać się specjalna modlitwa za ofiary katastrofy wiaduktu Moradi, w wyniku której zginęło co najmniej 30 osób.

Polub nas na Facebooku!

Przewodniczący włoskiego episkopatu, kard. Gualtiero Bassetti zapewnił, że w tych chwilach cierpienia cały włoski Kościół łączy się solidarnie z arcybiskupem Genui, kard. Angelo Bagnasco, tamtejszą wspólnotą wierzących, mieszkańcami tego miasta, ratownikami, osobami pogrążonymi w żałobie oraz niepokojącymi się o los swoich bliskich.

Wyraził uznanie dla służb ratowniczych za ich profesjonalizm i szybkie działania a także ufność, że w szybkim tempie zostanie naprawiony most, tak bardzo niezbędny dla infrastruktury drogowej kraju i regionu. Zaapelował o solidarność z poszkodowanymi. W kościołach Genui trwa modlitwa w intencji ofiar wypadku, który miał miejsce we wtorek 14 sierpnia o godz. 11.50 na moście Moradi na autostradzie A10.

KAI/ad

Abp Hoser: Medjugorie staje się światowym konfesjonałem

W Medjugorie potrzeba przede wszystkim spowiedników, bowiem to miejsce stało się światowym konfesjonałem - mówi abp Henryk Hoser, stały wizytator apostolski posłany przez papieża Franciszka do tego miejsca.

Polub nas na Facebooku!

Emerytowany biskup diecezji warszawsko-praskiej, mianowany 31 maja stałym wizytatorem apostolskim w Medjugorie udzielił wywiadu internetowej telewizji SalveTV podczas trwającego obecnie w tym miejscu Festiwalu Młodych MLADIFEST 2018. Mówiąc o swoich zadaniach opowiedział o najbardziej naglących potrzebach tego miejsca. – Jestem tutaj, by realizować wolę Ojca Świętego, aby zapewnić ludziom przybywających do Medjugoria opiekę duszpasterską – powiedział abp Hoser. Na pierwszym miejscu wymienił palącą potrzebę spowiedników mówiących w różnych językach, tak by odpowiedzieć na potrzeby ludzi z różnych krajów nawracających się w tym miejscu. – Medjugorie staje się takim światowym konfesjonałem, dlatego bardzo potrzeba nam spowiedników. Ci, którzy przeżywają tu nawrócenie chcieliby móc wyspowiadać się w swoim własnym języku. To ważny moment tożsamościowy, który chcieliby przeżyć we własnej mowie – mówi abp Hoser.

Drugą wymienioną przez niego potrzebą jest pilna rozbudowa istniejącej infrastruktury. – Obecnie wszystko działa w oparciu o miejscową parafię, zbudowaną jako wiejską parafię w XIX w. i niedostosowaną do obsługi wielomilionowej rzeszy pielgrzymów z całego świata – zauważa wizytator apostolski. Dodaje, że jego zadaniem jest pomóc posługującym tu ojcom franciszkanom w koordynacji rozbudowy.

Misja emerytowanego biskupa warszawsko-praskiego będzie kontynuacją tej powierzonej abp. Hoserowi 11 lutego 2017 roku, kiedy został specjalnym wysłannikiem Stolicy Apostolskiej do rozpoznania sytuacji duszpasterskiej i potrzeb pielgrzymów w Medjiugoriu. Stałym wizytatorem został on mianowany 31 maja 2018 r. dekretem Ojca Świętego.

ad, Stacja7

Warsztaty florystyczne na Matki Boskiej Zielnej

Z okazji uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w Polsce znanego także jako święto Matki Boskiej Zielnej, krakowski Instytut Dziedzictwa wspólnie z Muzeum Narodowym organizuje cykl pokazów „Cudowna moc sztuki”, w ramach którego zorganizowano warsztaty florystyczne. Podczas zajęć można było przygotować własny bukiet.

Polub nas na Facebooku!

W ramach projektu w Europeum – oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie zorganizowane zostały zajęcia edukacyjne, podczas których uczestnicy mogli m.in. wysłuchać wykładu o zielnikach, jakie w XIX wieku tworzyła pisarka Eliza Orzeszkowa. Chętni uczestniczyli także w warsztatach florystycznych, podczas których każdy mógł przygotować własny bukiet.

– Do przygotowania bukietów wykorzystujemy jedną z technik florystycznych – skrętu łodyg. Bukiety tworzone są z ziół takich jak wrotycz, dziki koper, bazylia, mięta, owoce malin, gałęzie orzecha i dębu oraz krwawnik i budziszek – powiedziała Agnieszka Stój, florystyka, która prowadziła warsztaty. – Przygotowaną wiązankę trzeba zasuszyć. Zgodnie z tradycją z ziół korzystano w okresie zimowym, przygotowując np. napary. Według tradycji posiadanie takiej wiązanki w domu chroniło także od zła – wyjaśniła.

Ponadto z okazji święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny Muzeum Narodowe zaprasza na pokaz wyjątkowego obrazu. To wizerunek Matki Boskiej w różanej girlandzie – rzymskie dzieło Giovanniego Battisty Salviego wypożyczone z warszawskiego klasztoru sióstr wizytek. Pokaz wzbogacają trzy przykłady średniowiecznego malarstwa książkowego z kolekcji Biblioteki Książąt Czartoryskich. Są to dwa modlitewniki i karta, w czasach nowożytnych wycięta z kodeksu „Godzinek”. Wszystkie są dziełami iluminatorstwa niderlandzkiego z jego najlepszego okresu, za jaki uznać można przełom XV i XVI w.

Pokaz specjalny “Cudowna moc sztuki” potrwa w Europeum (Kraków, pl. Sikorskiego 6) do 9 września.

W tym roku w Krakowie po raz dziewiąty odbędzie się konkurs „Cudowna moc bukietów” zainicjowany przez krakowski Instytut Dziedzictwa. Tradycyjnie w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny Mały Rynek wypełni się zapachem ziół: mięty, rumianku, piołunu czy dziurawca oraz polnych kwiatów – dzwonków, maków, chabrów i stokrotek.

– Poprzez niesienie ziół w dniu święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oddawano hołd Matce Bożej oraz wyrażano szacunek dla natury. Ten piękny zwyczaj przypomina nam o naszej religijnej tradycji, którą powinniśmy pielęgnować i przekazywać – podkreśliła Liliana Sonik, prezes Instytutu Dziedzictwa. Jak dodała, to także przejaw szacunku dla otaczającej przyrody.

W konkursie może wziąć udział każdy, kto w tym świątecznym dniu przyniesie bukiet na Mały Rynek. Na autorów najpiękniejszych i najbardziej tradycyjnych kompozycji czekają nagrody. W konkursie mogą uczestniczyć również dzieci, przygotowano dla nich specjalną kategorię: „Mały bukiet”.

Zwyczaj przygotowywania i święcenia bukietów z ziół i kwiatów praktykowany jest prawdopodobnie od VI wieku i wywodzi się z chrześcijańskiej legendy, według której po Zaśnięciu ciało Matki Bożej zniknęło, a grotę wypełniły wonne zioła i kwiaty. Z kolei święcenie ziół ma podkreślać także, że człowiekowi potrzebna jest ozdrowieńcza moc natury.

KAI/ad

Wydanie 150. Start-up. Trzeba tylko chcieć!

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Każdy dzień jest start-upem

To nie jest tak, że co dziesięć czy pięć lat musi się zdarzyć w naszym życiu coś nowego. Każdy dzień jest nowy

Siostra Eliza Myk
Siostra Eliza
Myk
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Siostra Eliza Myk, dominikanka, na co dzień zajmuje się niepełnosprawnymi chłopakami. Wspólnie z innymi Siostrami uruchomiła jeden z największych start-upów, na który zebrano już dzisiaj 6,8 mln zł. Siostra Eliza przekonuje nas, że najważniejsze w życiu to pójść za pragnieniem serca.

Rozmowę prowadzi Judyta Syrek

 

Jak się robi dobry start-up?

W samotności i z dużym pragnieniem w sercu.

 

To znaczy?

Kiedy człowiek musi się zmierzyć z rzeczywiście dużym problemem, z którym sam nie może sobie poradzić, to taka sytuacja wymaga znalezienia kogoś, kto pomoże. W naszym przypadku zawiedli urzędnicy, zawiodły nawet osoby kościelne, na które liczyłyśmy, że pomogą. Ale wiedziałyśmy też z Siostrami, że nad wszystkim, co robimy jest Pan Bóg, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Zaufanie Jemu dodawało nam sił, żeby wystartować z nowym projektem, czyli nowym innowacyjnym Domem dla Chłopaków.

 

Samo zaufanie to chyba za mało. Jakiś krok trzeba na start wykonać.

Wykonałyśmy. Otworzyłyśmy Pismo święte i Pan Bóg dał nam obietnicę w Słowie, przez bardzo konkretny fragment: Szukajcie a znajdziecie.

 

I już? I tyle?

Znajdziecie – to słowo obietnica. Tego się uczepiłyśmy.

 

Mógł się otworzyć inny fragment.

Nie myślałyśmy nawet o tym, który fragment ma się otworzyć. Ja widziałam wtedy tylko ciemność, potrzebę żebrania na chleb, do której dołączyła jeszcze potrzeba zbudowania nowego domu. To może dziwnie zabrzmi, ale kiedy człowiek jest w czarnej dziurze i dostaje Słowo od Boga, że będzie dobrze, to równocześnie z tym dostaje siłę na start.  

Zanim usiadłyśmy do czytania tego fragmentu myślałyśmy sobie jako kobiety, że jeżeli my same chcemy walczyć o niepełnosprawnych chłopaków, to o ile bardziej Pan Bóg będzie chciał się zatroszczyć i pomóc. Ten Bóg, którego my znamy, Miłosierny, pochylający się nad tym, co najsłabsze. Stąd chyba szła nasza zuchwała ufność. Chwilami szantażowałam Pana Boga tymi myślami. Bo to nie było tak, że otworzyłyśmy Pismo, przeczytałyśmy Słowo i na następny dzień znalazłyśmy 5 milionów, które były nam potrzebne, by wybudować nowy dom. Przeszłyśmy długą drogę. Zdarzały się też ponaglenia. Przynajmniej z mojej strony. Mówiłam: “Obiecałeś, że znajdziemy. Mija rok, a za te pieniądze, które mamy nie wybudujemy całego domu”. Bezustannie przypominałam się Bogu i mówiłam na modlitwie: Ty jesteś Bogiem osób ostatnich, tych najuboższych, sierot, więc okaż się tym Bogiem wobec nich.

 

Próbowała Siostra wjechać Panu Bogu na ambicję?

Nie wiem, czy Pan Bóg ma ambicję (śmiech). Ale to była typowa rozmowa kobieco męska. Facetowi trzeba najechać na ambicję. Mówiłam, że On wie więcej i nie daje znaku. Traktowałam Boga bardzo na serio i myślę, że On chce być tak traktowany: jako Osoba dialogu. To ważne, żebyśmy nie mieli tylko takiej postawy, że przytakujemy, czekamy i nie mówimy Bogu konkretnie, o co nam chodzi. To moje wykłócanie się z Bogiem wynikało też z pewnej nieporadności. Przed nami było wielkie dzieło, musiałyśmy zbudować duży dom, a my? Jak małe, chude “kurki”, ledwo żywe, nie znające się na budownictwie, nie mające na koncie ani złotówki. To naturalne, że kobieta w takich momentach zwraca się do mężczyzny, prosi o pomoc. W ten dialog w naszym przypadku wszedł Pan Bóg. A potem im bardziej wzrastała nasza niecierpliwość, tym bardziej On na nią odpowiadał. Ostatni rok przed zakończeniem budowy wydarzyło się najwięcej. Jeżeli miałabym to przełożyć na tempo, to ostatni rok równoważył poprzednie, jeżeli chodzi o wpłaty na budowę. Działanie Boga jest namacalne i to, że spełnia obietnicę wobec tych najmniejszych.

 

A nie miała Siostra takiego myślenia, że jednak sporo w tym jest Waszej zasługi i Waszego wysiłku?

Na początku naszej drogi miałam pewność, że jeżdżąc na kwesty znajdziemy biznesmena, który wyłoży 4 miliony na szczytny cel. A milion same nazbieramy. Jednak tak się nigdy nie stało. I ten dom powstał z mniejszych lub większych kwot, ale nigdy nie z milionowych wpłat. Oczywiście pytałyśmy Boga, dlaczego nas tak “przeczołguje”, skąd mamy mieć siłę, by jeździć na kwesty a pomiędzy nimi mamy ciężką pracę. Wiedziałyśmy, że nasze kobiece siły są ograniczone. Mając dzieci niepełnosprawne nie da się odpoczywać. Miałyśmy świadomość, że Pan Bóg nie oszczędza nam trudu, ale pokornie jeździłyśmy. I nagle ten biznesmen, o którym “marzyliśmy” został zastąpiony mediami. Dzisiaj myślę, że gdyby nam Pan Bóg postawił na drodze biznesmena, który dałby nam te 4 miliony, nigdy nie poznałybyśmy tylu ludzi i nie doświadczyły takiej miłości. Gdybym miała dzisiaj wybrać, która droga jest lepsza, wybrałabym tę samą. Zyskałyśmy nie tylko środki na nowy dom, ale Pan Bóg nam podarował tak ogromną rodzinę ludzi życzliwych, sprzymierzonych z nami. Bez nich w różnych sytuacjach kryzysowych, nie finansowych, nie poradziłybyśmy sobie.

 

Czyli Pan Bóg pokazał Wam, że zaczynając coś od nowa, nie potrzebne są tylko pieniądze, ale przede wszystkim ludzie i wspólnota.

Właśnie. To dla nas najważniejsze odkrycie. Nie da się kupić dobrego człowieka. Ludzi, którzy mają hojne serca nie znajdzie się samemu, musi ich przyprowadzić Pan Bóg.

 

Ile razy w życiu Siostra już zaczynała coś od nowa?

Tak życiowo, po raz pierwszy kiedy wstępowałam do zakonu. Ale w zakonie są etapy formacyjne i każdy z nich jest nową drogą. Każda zmiana placówki jest start-upem. Poza tym parę razy w życiu Pan Bóg mnie zaskoczył, dał mi się poznać na nowo i za tym też szło moje nowe życie. W sumie to kilkanaście razy już chyba zaczynałam od nowa. Choć nie liczyłam dokładnie.

 

A poda nam Siostra takie “abc”, co zrobić, by zaczynanie od nowa było rzeczywiście tworzeniem czegoś dobrego?

Myślę, że Ojcem tak zwanej nowości życia jest Pan Bóg. On ją inspiruje w sercu każdego człowieka. Każdy z nas czuje tak zwane pchanie, by iść dalej, jedni mocniej, drudzy mniej, ale każdy ma swoje pragnienia i kiedy się odważymy za nimi pójść, to one nas wprowadzają w życie od nowa. Ja po raz pierwszy pomyślałam w nowy sposób o Bogu dzięki pewnemu księdzu w szkole, który mnie zachwycił dobrym tonem. To było na katechezie. Kiedy on się tak do mnie dobrze odezwał, to po raz pierwszy pomyślałam o Bogu, który jest dobry, serdeczny. Nie byłam blisko związana z Kościołem, ale wtedy sposób prowadzenia rozmowy przez tego Księdza sprawił, że zaczęłam myśleć: skoro ten ksiądz jest taki, to jaki dobry musi być Bóg? Tamta chwila sprawiła, że chciałam spróbować też taka być. To pragnienie dało początek mojej nowej drogi. Później miałam też pragnienie pomagania ubogim, jak Matka Teresa, która mnie fascynowała. I praca z osobami niepełnosprawnymi była dla mnie kolejnym nowym etapem.

Cieszę się, bo trafiłam do tych najuboższych, do dzieci niepełnosprawnych. Oni zmieniają nie tylko moje życie, ale też widzę, jak wolontariusze pracujący z nimi się zmieniają. Była u nas jedna dziewczyna, która zaczęła nowe życie widząc radość jednej z naszych podopiecznych. Tamta wolontariuszka zawsze myślała o sobie źle, że ma krzywe nogi i kilka takich innych myśli jeszcze miała. Gdy zobaczyła u nas dziewczynę z powykrzywianymi z powodu choroby obiema nogami, cieszącą się mimo to z każdego poranka, przeżyła zupełną przemianę. W jeden dzień postanowiła zostawić wszystko i poświęcić się dzieciom.

 

Wróćmy do tego pytania, co jest potrzebne, by dobrze realizować swój start-up?

Św. Jan od Krzyża mówił, że Pan Bóg daje po to pragnienia, żeby je w nas wypełnić. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć że start-upy zaczynają się od pragnienia, które Pan Bóg daje w sercu. Tak samo było z budową domu. Czy z pójściem do zakonu. Idąc za pragnieniami, zawsze zaczynam nową przygodę życia. W moim przypadku jest to pójście za tym, co Pan Bóg przygotował. Pragnę być świadkiem Boga. A jeżeli idzie się za pragnieniami serca, to ma się taką pewność, że nie robi się własnego “widzimisię”, tylko to, czego Pan Bóg chce. Warto dlatego iść za pragnieniami, które dyktuje serce.

 

Siostra się nie boi ryzyka?

Nie wiem. Czasem tak, to zależy jak wielka niewiadoma jest po drugiej stronie. Myślę, że przy każdym ryzyku jest lęk.

 

Każdy start-up jest ryzykiem.

Kto nie ryzykuje, ten nie świętuje. To świeckie powiedzenie, ale myślę, że coś w nim jest mądrego. Są ludzie którzy boją się ryzykować i wpadają w marazm życia. Na pewno zawsze w każdym człowieku jest lęk przed ryzykiem, ale warto go pokonać.

 

Gdy ktoś będzie czytał naszą rozmowę i myślał sobie: – Tej Siostrze dobrze się mówi, jest w zakonie, który ją chroni, ma inne siostry do pomocy, projekt prawie na finiszu, a ja?…

Kiedy patrzę wstecz, to we mnie też była rozpacz, czy rzeczywiście ryzyko się uda. Nie wiedziałam, jak się zakończy nasza decyzja. Gdy patrzyłam na fundamenty powstającego Domu dla Chłopców, równocześnie wierzyłam i byłam przestraszona, czy się uda. Był taki czas, kiedy myślałam: ogłosiłyśmy całemu światu, że budujemy dom, a to może nam się nie udać i możemy zostać tylko z parterem domu. Nigdy się nie ma stuprocentowej pewności na drodze, na którą się wkracza. Ale jest Pan Bóg. Ja w trudnych momentach przywoływałam wszystkie te fragmenty, które mówią o Bogu, że nie opuszcza potrzebujących, że jak Jemu się zaufa to się dostaje skrzydeł. Taki sposób jest chyba dobry. Kiedy człowiek chce zaufać jakieś firmie, czyta rekomendacje o niej, wpisy na forach. Ja osobiście o Panu Bogu musiałam wiele się naczytać przez ten okres, żeby zaufać i żeby być pewnym, że ta moja nadzieja nie zostanie zawiedziona. Musiałam kilka razy potwierdzić, że się uda.

Nikt nie jest pewny, nie wiem, kim musiałabym być, żeby mieć pewność zupełną, chyba aniołem. W głębi serca czułam pewność, ale okoliczności życia czasem ją podważały. Miały być pieniądze, a ich nie było. Wszyscy mieli bić brawo, że zajmujemy się dziećmi niepełnosprawnymi, a nie bili. Nagle na nowej drodze pojawiło się wielu wrogów, chyba nigdy tylu nie miałam. Musiałam się zmierzyć z ludźmi nieprzychylnymi, nieżyczliwymi, którzy mnie posądzali o inne rzeczy niż te, które mi towarzyszyły. To było dla mnie zaskoczeniem. Podejrzewano mnie na przykład o pychę. Myślałam, że weszłam na drogę nieskazitelną, bo pomoc niepełnosprawnym, wydawała mi się czymś bardzo czystym, za czym chciałam się skryć. Myślałam, że te dzieci będą moim płaszczem ochronnym. A musiałam się skonfrontować z ludźmi, którzy myśleli inaczej. Nigdy jednak nie wątpiłam, choć nie wiedziałam jakimi drogami dojdziemy do celu.

 

A Wasze Chłopaki? Jaka była ich postawa?

Oni pierwsi uwierzyli, że się wszystko uda. Wybierali sobie pokoje już w chwili, kiedy ledwo fundamenty wychodziły z ziemi. Ich postawa dodawała nam dużo siły. Oni mieli pewność, że dom powstanie. Mają taki dar od Pana Boga, że pewne trudności ich nie dotyczą. My im często zazdrościmy. Ta prostota nam pomagała, no bo skoro chłopaki mówią, że tu będzie ich pokój, to musi być.

 

 

Wydaje się, że niepełnosprawność nie ma nic wspólnego ze start-upem, bo start-up to rozwój a niepełnosprawność to wyłącznie ograniczenia.

Ich życie ogólnie jest skazane na porażkę, ale oni pokazują w bardzo prosty sposób, że każdy dzień to start-up. Budzą się, już są zafascynowani i ciekawi, co się dzisiaj wydarzy. Chwytają życie bez lęku. Czasem ich lęk jest ukryty, wynika z tego, co przeszli. Na przykład kiedy ja czy Tymka wsiadamy do samochodu, Jarek, nasz podopieczny boi się, że nie wrócimy. To absurdalne, ale tak się dzieje. A z drugiej strony cieszy się na widok kogoś, kto go kocha, kto pójdzie na spacer. Nieraz myślę, że mogłoby im się nie chcieć wstać, bo jest im ciężej. Na przykład Damian, dla którego każdy krok jest trudny, wstaje i nigdy nie marudzi, że ciężko mu się chodzi. Dla nich każdy dzień jest start-upem.

 

Może właśnie tego powinniśmy się od nich uczyć?

Myślę że tak. Że każdy dzień jest wyzwaniem. To nie jest tak, że co dziesięć czy pięć lat musi się zdarzyć coś nowego, ale każdego dnia może pojawić się coś nowego w relacji z człowiekiem, w przyrodzie. Oni nas tego uczą. Są tak skonstruowani, że prościej już chyba nie można. Myślę, że Pan Bóg bardzo ich ceni. Chyba dlatego chciał, żebyśmy byli jak dzieci w przyjmowaniu Jego miłości i w relacji do innych. Bo w życiu dziecka prawie codziennie coś się zmienia: a to nowy ząbek wyjdzie, a to pozna nowe słowo. Fajnie, gdyby nasze życie codziennie było czymś nowym.

 

Siostra Eliza Myk

Siostra Eliza Myk

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Siostra Eliza Myk
Siostra Eliza
Myk
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

W Oświęcimiu wspomniano 77. rocznicę śmierci św. Maksymiliana

77 lat temu w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz został zabity franciszkanin św. o. Maksymilian Maria Kolbe. W rocznicę tego wydarzenia przy bloku 11, w którym mieściło się obozowe więzienie i w którym zamordowano zakonnika, odprawiono uroczystą Mszę świętą. Podczas obchodów odczytano dekret ogłaszający św. Maksymiliana patronem Ziemi Oświęcimskiej.

Polub nas na Facebooku!

Wzięło w niej udział kilkaset osób, m.in. wicepremier RP Beata Szydło, biskupi, księża i zakonnicy, a także przedstawiciele władz wojewódzkich oraz samorządów lokalnych. Mszy św. przewodniczyli metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel, biskupi seniorzy Tadeusz Rakoczy i Kazimierz Górny, oraz abp Ludwik Schick z Niemiec. Gośćmi honorowymi była rodzina Maksymiliana Kolbego oraz byli więźniowie obozu Auschwitz.

Abp Jędraszewski w homilii przypomniał moment, w którym o. Kolbe zgłosił się na śmierć głodową za nieznanego mu współwięźnia. – Ucieczka więźnia, apelowy plac, długie godziny czekania i wreszcie wyrok – dziesięciu więźniów z bloku 14 skazanych na głodową śmierć. Wtedy pośród ogromnej ciszy i przerażenia płacz jednego ze współwięźniów. Ma żonę, ma dzieci, chce żyć. Ale przecież za tym płaczem kryło się jeszcze jedno. Jest Polska, dla której trzeba narażać się, przelewać krew i walczyć. Uwięziony został w Poroninie, wtedy, kiedy szykował się do wędrówki przez Tatry na Węgry, by tam dołączyć do polskiej armii na zachodzie. Chciał żyć dla najświętszych wartości. Według Fritscha miał zdychać tutaj jak pies, a tymczasem w tym momencie okazuje się, że pozostał człowiekiem, bo pamiętał o żonie i o dzieciach, tego co najświętsze i najbardziej głębokie w jego sercu nie pozwolił sobie wydrzeć. Stąd jego głośny szloch – mówił metropolita krakowski.

– A potem nieoczekiwane wystąpienie z szeregu więźnia o numerze 16670. Samo wystąpienie z szeregu bez rozkazu równało się wtedy wyrokowi śmierci. Więzień był już tylko numerem, odarty z imienia i nazwiska i z samej swojej tożsamości. Nie wolno mu było myśleć, nie wolno mu było podejmować własnych decyzji. Miał wykonywać rozkazy. A on występuje i prosi o to, aby mógł swoje życie ofiarować za tego współwięźnia szlochającego i ciągle myślącego o swoich najbliższych – dodał arcybiskup.

– Ten czas obozowy był dla o. Maksymiliana i zapewne dla wielu innych więźniów czasem szczególnej refleksji nad swoim losem, nad przeznaczeniem, nad najbardziej głębokim sensem ludzkim cierpień. Z tej to refleksji wydobywa się stwierdzenie, którym o. Maksymilian podzielił się ze współwięźniem Józefem Stemlerem kilka tygodni przed śmiercią: „Nienawiść nie jest siłą twórczą, siłą twórczą jest miłość”. Miał na pewno na względzie w jaki sposób trzeba tutaj odpowiadać na tak przerażające zło doświadczane niemal każdej godziny – podkreślił metropolita krakowski.

Podczas obchodów rocznicowych odczytano dekret prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów kard. Roberta Saraha ogłaszający św. Maksymiliana patronem Ziemi Oświęcimskiej.

„Duchowieństwo i wierni Ziemi Oświęcimskiej darzą szczególną czcią św Maksymiliana Marię Kolbego, prezbitera i męczennika, który ustanawiając przykład największej miłości nie zawahał się wspaniałomyślnie poświęcić swojego życia za bliźniego. Dlatego też biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel, mając na uwadze liczne prośby oraz przychylność władzy świeckiej, pragnie zaaprobować wybór św. Maksymiliana Marii Kolbego, prezbitera i męczennika na patrona Ziemi Oświęcimskiej. On też w piśmie z dnia 12 kwietnia 2018 r. zwrócił się z prośbą, aby ten wybór i decyzja zostały zaakceptowane w świetle przepisów o ustanawianiu patronów. Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów na mocy praw nadanych jej przez Ojca Świętego Franciszka i po rozważeniu przedstawianej sprawy uznała, że wybór ten i decyzja dokonały się zgodnie z przepisami prawa, przychyliła się do powyższej prośby i potwierdza, że Maksymilian Maria Kolbe, prezbiter i męczennik, jest patronem Ziemi Oświęcimskiej” – przeczytał podczas Mszy o. Jan Cuber.

Kwiaty złożono pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku 11, a także na obozowym placu apelowym, gdzie 29 lipca 1941 r. Maksymilian Kolbe ofiarował życie za współwięźnia Franciszka Gajowniczka. Hierarchowie i franciszkanie modlili się również w celi nr 18 w podziemiach bloku 11, w której zamordowano św. Maksymiliana.

Obchody 77. rocznicy śmierci o. Kolbe zainaugurowało rano nabożeństwo „Transitus św. Maksymiliana” we franciszkańskim Centrum św. Maksymiliana w Harmężach, po której do byłego obozu przeszła franciszkańska pielgrzymka z relikwiami świętego. Pątnicy z diecezji bielsko-żywieckiej wyruszyli też z oświęcimskiego kościoła św. Maksymiliana. Obie pielgrzymki spotkały się przy bramie „Arbeit macht frei”.

KAI/ad

Pierwszy start-up? Trzeba tylko chcieć

Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic, to razem mamy tyle, by “odpalić” start-up. Liczy się pomysł determinacja i nieugiętość

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W czasach wielkiego HR-owego bumu sztandarowe pytanie, jakie musiało paść podczas rozmowy kwalifikacyjnej, brzmiało: “gdzie Pan/Pani widzi siebie za 10 lat”. Żadna odpowiedź chyba nie była dobra. Pytanie spędzało sen z powiek aplikantów. Przecież każdy chciałby widzieć siebie jako zdrowego, pięknego i bogatego, a tu trzeba się wstrzelić z odpowiedzią w cele i strategię firmy.

Biznes plany, cele długoterminowe, strategie na dziesięciolecia, wszystko sprawiało, że aż nie chciało się zaczynać. I w końcu pojawiły się one… Pojawiły się możliwości, z których skorzystać może każdy. Pojawiły się start-upy. Nie trzeba widzieć gdzieś siebie za 10 lat, nie trzeba realizować cudzych pomysłów. Start-up to elastyczne dzieło założyciela, tu i teraz.

Najwięksi specjaliści, praktycy i eksperci biznesowi, twierdzą, że aby poprawnie rozwijać start-up, potrzeba tylko trzech rzeczy: pomysłu, determinacji i nieugiętości.

Tyle, że chyba w życiu tak generalnie o to chodzi. We wszystkim, co robimy. We wszystkim w co wierzymy. W skrócie chodzi o to, żeby nam się chciało.

 

Start-up może być dla każdego nowym bodźcem. Start-up wytrąca nam argumenty pod tytułem: nie stać mnie, nie mam jak zacząć, trzeba mieć jakiś wkład, inwestorów, zespół, możliwości, czas itd, itd. Start-upy pobudzają do działania, są szansą dla wielu osób, ponieważ nie wymagają milionowych nakładów, zakładają możliwość porażki i rozwijają się wraz z założycielami.

“Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic, to razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę”. Pisał tak już sam Reymont. Bo tak naprawdę start-upy są znane od dawna, w zasadzie tak długo, jak długo istnieje świat. Ba nawet można powiedzieć, że świat jest takim start-upem. Gdyby wierzyć ekspertom od start-upów, takim jak Steve Blank czy Eric Ries, start-up to przedsięwzięcie tworzone w celu wykreowania czegoś nowego, w warunkach ryzykownych, braku pewności. Wiara w to, skąd jesteśmy i dokąd idziemy, powinna w nas wywoływać wszystkie cechy, które potrzebne są do dobrego budowania tego start-upu, którym jest życie. Branie spraw w swoje ręce to prawdziwa wiara i ewangelizacja uważa Darek Żuk, jeden z twórców nurtu start-upowego w Polsce (cała rozmowa tu >>>Myślenie start-upowe to esencja chrześcijaństwa)

Wiara w to, skąd jesteśmy i dokąd idziemy, powinna w nas wywoływać wszystkie cechy, które potrzebne są do dobrego budowania tego start-upu, którym jest życie.

Wszyscy eksperci jednogłośnie podkreślają, że do stworzenia dobrze funkcjonującego start-upu potrzebna jest ogromna wola i pragnienie. Wiedząc, jak powstał świat i jaki jest nasz cel, nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości, że każdy z nas powinien ten START-UP rozwijać. Eksperci start-upowi często biorą sobie za przykład Mojżesza, który potwierdza wszystkie tezy o tym, że start-up jest stary jak świat. Wiara w to, co chce się zrobić, olbrzymie pragnienie i nieugiętość to gwarancja dokonania cudu na miarę Mojżesza. Więcej biblijnych wzorów start-upowców można znaleźć w artykule biblisty Romana Zająca (>>> Bóg wzywa nas do start-upu). Biblia przepełniona jest przykładami udanych start-upów. Ważne, żeby nam się tylko chciało.

Zapraszam do wydania, w którym chcielibyśmy pomóc w zdobyciu odwagi do zbudowania swojego pierwszego start-upu. Może jak Mojżesz, może jak Dawid, może jak Siostra Eliza (więcej o pracy Siostry jest tu >>> Każdy dzień jest start-upem), a może jak Ty sam zechcesz, stworzysz coś dobrego, co przyniesie radość innym, a Tobie spełnienie.

Do dzieła!

 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Myślenie start-upowe to esencja chrześcijaństwa

– Nowoczesny katolicyzm powinien opierać się na działaniu. A działanie w wydaniu katolickim to „start-upowanie”. Nie tylko modlenie się, ale również branie spraw w swoje ręce, ciągły rozwój samego siebie oraz wytrwałość w dążeniu do celu – uważa Darek Żuk, szef business.link i jeden z twórców nurtu start-upowego w Polsce.

Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >
Dariusz Żuk
Dariusz
Żuk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Czym są start-upy i czym się różnią od zwykłej firmy?

Start-up to dla mnie pewna filozofia działania. Na pierwszym miejscu powinien mieć ideę zmiany rzeczywistości, stworzenia produktu rozwiązującego potrzebę ludzi. Na drugim miejscu muszą być pieniądze, bo bez nich nie rozwiniemy naszego pomysłu na większą skalę. Ważne są również zasoby. Start-upy powinny działać odwrotnie do korporacji, które mają zysk na pierwszych pozycjach, a gdzieś potem ideę. Z kolei start-up ma mieć ideę na pierwszym miejscu.

 

A skąd wziąć pomysł?

W start-upie to idea jest na pierwszym miejscu. Zakładając go, warto zadać sobie pytanie: Co zrobię, aby zaspokoić czyjąś potrzebę? Co mogę zmienić w otaczającym nas środowisku, w Polsce, czy na świecie? Odpowiedź na te pytania może wynikać z pasji lub z przeznaczenia danej osoby, w którym będzie jej łatwo się odnaleźć.

 

Łączy się tu niejako pasja i powołanie. A jakie cechy osobowości pomogą osiągnąć sukces?

Są trzy elementy, które moim zdaniem decydują o sukcesie start-upu. Po pierwsze są to marzenia. Po drugie, trzeba mieć w sobie determinację, czyli dążenie do tego, aby zrealizować swoje marzenia. Trzecim elementem jest brak rozsądku. Musimy iść w swoim myśleniu pod prąd, wbrew temu, co serwuje nam świat.

 

To ma coś wspólnego z wiarą

Tak, wydaje mi się, że nadal mało pokazujemy synergię między myśleniem start-upowym i wiarą. A przecież myślenie start-upowe jest esencją chrześcijaństwa. Jeśli myślimy o realizowaniu swojego przeznaczenia, rozwijaniu swoich talentów, wszystko to mieści się w rezerwuarze wiary katolickiej. Również czynienie sobie ziemi poddanej, korzystanie z zasobów, pieniędzy, aby pomagać ludziom w zaspokajaniu ich potrzeb.  

Nowoczesny katolicyzm powinien opierać się na działaniu. A działanie w wydaniu katolickim to właśnie „start-upowanie”. Nie tylko modlenie się, ale również branie spraw w swoje ręce, ciągły rozwój samego siebie oraz wytrwałość w dążeniu do celu. W tym upatruję ogromną synergię.

 

Z których start-upowców warto brać przykład?

Ciężko mi jest wskazywać wielkie autorytety. Myślę, że każdy powinien sobie sam poszukać swoich. Te autorytety są wokół nas. Nie trzeba tutaj kilku wielkich nazwisk, ponieważ jest wiele osób, które z pasją realizują swoje marzenia. Warto poszukać takich osób w Business Linkach, czy Inkubatorach Przedsiębiorczości. Natomiast trzeba uważać na celebrytów, którzy twierdzą, że mają odpowiedź na każde pytanie. Warto cały czas próbować, odkrywać i szukać inspirujących osób, które pojawiają się na naszej drodze.

 

Maciej Skotnicki

Maciek Skotnicki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dariusz Żuk

Dariusz Żuk

Współtwórca Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości, business.link oraz think tanku Polska Przedsiębiorcza. W roku 2017 został laureatem Nagrody Kisiela w kategorii Przedsiębiorca oraz ogłoszony Społecznym Ministrem Przedsiębiorczości. Swoimi działaniami stara się wszczepić w polską tkankę społeczną myślenie start-upowe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >
Dariusz Żuk
Dariusz
Żuk
zobacz artykuly tego autora >

Mit start-upu

Mamy pomysł, inwestujemy pieniądze własne i rodziny, kupujemy komputery z jabłkiem na obudowie, wynajmujemy biuro w pomieszczeniach po dawnej fabryce i ściągamy architekta wnętrz do jego aranżacji. I koniecznie zapuszczamy brody. Jednym słowem robimy start-up.

Szczepan Kasiński
Szczepan
Kasiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ten lekko przerysowany obraz nowych inicjatyw biznesowych to efekt wtłaczanych nam przez media społecznościowe i popkulturę wizji tego, jak powstaje start-up. Obrósł w swoistą mitologię, a przez to nie ma wiele wspólnego z prawdą. Odczarowanie tego tematu pozwoli nam stanąć w prawdzie i docenić wysiłek twórców nowych pomysłów, a przez to życzliwym okiem spojrzeć na śmiałków, którzy próbują zmienić na lepsze rzeczywistość, w której funkcjonują. 

 

Mit garażu

Jeżeli popatrzymy na mit założycielski, czyli historię o początkach firm takich jak Google, Apple, PayPal czy Amazon, to nieodłącznym jego elementem jest to, że twórcy tych współczesnych gigantów zaczynali w przydomowym garażu. Tam powoływali firmę i tam pielgrzymują fani ich współczesnych produktów, do miejsca gdzie powstały legendy. 

Amerykańska rzeczywistość i system prawny ułatwiają takie rozwiązanie, jednak nie jest ono konieczne do stworzenia dobrze funkcjonującej firmy, bo w sumie start-up, to tylko nowa firma, która ma pomysł na swoje usługi, a nazywa się modnym hasłem, podążając trochę ślepo za modą. Bo przecież dużo atrakcyjniejsze dla otoczenia jest mówienie, że jest się twórcą start-upu, niż że się założyło firmę. 

Czym więc jest ten start-up? Ile twórców, tyle definicji, ale sprowadzając je do wspólnego mianownika, możemy określić, że to pomysł na biznes, który ma szanse zostać zaakceptowany przez rynek (konsumentów). Od klasycznej definicji nowej firmy różni się tym, że start-upy najczęściej wytwarzają produkty cyfrowe, niematerialne, bądź tworzą gadżety, które mają ułatwić życie ich nabywcom. Do tego, działają w stanie skrajnej niepewności, tworząc coś, czego jeszcze nie ma i nie wiadomo jak na to zareaguje rynek. Takie życie na krawędzi.

 

Brodacz z jabłkiem

Skąd wziął się zatem wizerunek start-upowców jako brodaczy z charakterystycznym jabłkiem na obudowie komputera? Paradoksalnie, to efekt reklamy Apple z 1984 roku, którą nakręcił Ridley Scott. To właśnie stamtąd wziął początek mit użytkowników tego sprzętu, jako osób niezależnych od systemu, twórczych, kreatywnych. I podążając za tym mitem, tysiące twórców chce być jak Steve Jobs. W swoich i cudzych oczach. 

Pomijając użyteczność samego sprzętu, budowanie wizerunku niepokorności, twórczości, czy genialności ma w swoim założeniu jeszcze jeden, być może najważniejszy cel – znalezienie inwestora! 

 

Fundusze inwestycyjne

Jest jeszcze jedna różnica, która pokazuje inność start-upu. Najczęściej do stworzenia produktu, potrzebna jest inwestycja. Stworzenie produktu wymaga miesięcy, czy nawet lat pracy, a za tą pracę ktoś musi zapłacić, w momencie gdy skończą się środki od założycieli. 

Dlatego w swojej początkowej fazie start-upy są pomysłem na biznes, prototypem, który ma podstawowe funkcje. I właśnie tym pomysłem, powiązanym z biznesplanem start-upowcy próbują zachęcić poważnych inwestorów – czy to w formie funduszy inwestycyjnych, których rolą jest wyławianie “perełek”, czy aniołów biznesu – indywidualnych przedsiębiorców, którzy osiągnęli już sukces i szukają nowych pomysłów, które mogliby wesprzeć swoją wiedzą, doświadczeniem i oczywiście pieniędzmi, otrzymując w zamian udziały w firmie. 

Inwestor, a szczególnie jego środki są potrzebne do jednego zasadniczego celu – skalowalności. Czyli tego, by przyjęty model biznesowy można było bez większych kosztów i zmian w jego rdzeniu przenosić do kolejnych krajów, czy na nowe rynki i branże. Jeżeli jednak modelu nie można skalować, albo jest to zbyt trudne, może to prowadzić do klęski.

Jednak Ci, którzy przetrwają i odniosą sukces, mają szanse zdominować rynek w swojej kategorii, przynosząc krociowe zyski nie tylko swoim założycielom, ale także inwestorom. I właśnie ta wizja niesamowitych dochodów, a wręcz pogoń za nią, są kolejnym wyróżnikiem twórców start-upu – żyją mitem bogactwa, które jest na wyciągnięcie ręki. 

 

 

Nieskończona lista sukcesów

Niestety często motywacją do założenia własnego projektu, jest zachłyśnięcie się historiami sukcesu. Wertowanie na potęgę biografii słynnych start-upowców, inspirowanie się ich złotymi myślami i ślepe naśladownictwo to pewna droga do porażki. Bo co jest nowego i atrakcyjnego w założeniu “drugiego Facebooka”? 

Patrząc na środowisko start-upów możemy wpaść w pewną pułapkę – znane i cenne projekty są nieliczne (jedynie 2% osiąga spektakularny sukces). 90% start-upów upada w ciągu pierwszych 3 lat funkcjonowania (Start-up Genome Report przygotowany przez Uniwersytet Stanforda i Berkley), a pozostałe 8% przekształca się w normalnie funkcjonujące firmy. 

Dlaczego upadają? Powodów jest wiele: zbyt szybki rozwój (bez wypracowania modelu biznesowego), złe rozłożenie zasobów (zbyt dużo czasu na dopieszczenie produktu, a zbyt mało uwagi poświęconych na marketing), czy po prostu złe rozeznanie rynku (tworzenie produktu, który nie jest potrzebny nikomu). 

Młodym twórcom brakuje też pokory w podejściu do swojego pomysłu i dystans do porad innych. Jednak szczęśliwie to się zmienia – coraz częściej na spotkania zespołów zapraszani są ludzie, którzy musieli zamknąć swój start-up. Po to, żeby podzielili się swoim doświadczeniem i przez to pomogli uniknąć błędów w nowych projektach. 

 

Zmiana świata zaczyna się od…

Zazwyczaj start-up powstaje z niewygody. Konkretnej osobie bardzo brakuje narzędzia, które jest mu potrzebne do codziennej pracy. Dlatego po godzinach przysiada nad czymś, co ułatwi mu życie. Powstaje pierwszy prototyp i… okazuje się, że znajdują się ludzie, którzy chcą to kupić. Może toporne, może brzydkie, ale funkcjonalne – tak powstała aplikacja Nozbe, która służy do zarządzania zadaniami i wspiera efektywność osobistą. Jej twórca – Michał Śliwiński napisał ją, by ułatwić sobie codzienne życie, a dziś korzysta z niej 400.000 użytkowników na całym świecie. 

Czasem pojawia się wizjoner, który wyprzedza rynek. Tworzy narzędzie, ale rynek jeszcze do niego nie dorasta. A potem, w wyniku ciężkiej pracy, zaciśnięcia zębów, ryzyka bankructwa, powstaje coś wielkiego. Taką drogę przeszedł Michał Sadowski ze swoim narzędziem do monitoringu internetu Brand24, który 30 stycznia 2018 wszedł na warszawską giełdę, jako spółka wyceniana na 100 milionów złotych. 

Twórcy start-upów, to ludzie, którzy myślą nieszablonowo. Nie chcą czekać, aż ktoś rozwiąże za nich uwierający problem. Biorą się za pozornie nierozwiązywalne problemy i je realizują. To odpowiednik odkrywców i podróżników – gdy nie ma lądów do odkrycia, a kosmos (przynajmniej chwilowo) jest zamknięty, to oni “czynią sobie ziemię poddaną”. 

 

Trudne słowo – sprzedaż

Genialne pomysły nie mają sensu, jeżeli nie zostaną przekute na model biznesowy, czy mówiąc bardziej dosadnie – sprzedaż. To ona weryfikuje, czy pomysł start-upu jest sensowny i rynek go przyjmie. Jednocześnie, w naszym mitycznym start-upie, sprzedaż to temat tabu. Oznacza, że genialny produkt trzeba promować, proponować, sprzedawać, inwestować w spotkania, obsługę klienta, reagować na negatywne opinie, zwroty, a przede wszystkim by w rachunkach pozycja “ma” zawierała większą cyfrę niż w polu “winien”.

Wydaje się, że moment stanięcia w prawdzie, to właśnie moment, gdy zaczyna się sprzedawać produkt i na nim zarabiać (a przynajmniej wychodzić na zero). Wcześniejszy etap, to wydatkowanie pieniędzy inwestorów, a każda inwestycja jest też ryzykiem. Wejście w dojrzałość biznesową, to zdolność do szybkiego stanięcia na własnych nogach. I sprzedaży, która jest pierwszym krokiem stworzenia lepszego świata, nie tylko dla twórców, ale też dla odbiorców. 

 

Ty też!

Start-up to szkoła życia. Szkoła latania nad chmurami, szaleńczych pomysłów i ich realizacji. Ale także doświadczeń, których nie da praca dla kogoś od 8 do 16. Odwaga do realizacji śmiałych wizji, odpowiedzialności za zespół. Smaku zwycięstwa, goryczy porażki. Ale ta porażka, statystyczna, wręcz wkalkulowana daje świadomość własnych mocy i ograniczeń. A to tym bardziej cenne.

 

Szczepan Kasiński

Szczepan Kasiński

Sancho Pansa w Armiger, fundraiser, opowiadacz, strateg. Fundraiser z certyfikatem EFA (European Fundraising Association) oraz członek Polskiego Stowarzyszenia Fundraisingu. Uwielbim fundraising z amerykańskim rozmachem, ale słowiańską życzliwością i przekonaniem, że świat da się zmienić wspólnym wysiłkiem.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szczepan Kasiński
Szczepan
Kasiński
zobacz artykuly tego autora >
Z KRAJU

8 tys. wejściówek na uwielbienie rozeszło się w 3 tygodnie

8156 - dokładnie tyle biletów wejściowych na wieczór uwielbienia w katowickim Spodku, organizowany przez ekipę Langusty na palmie o. Adama Szustaka OP, zniknęło w zaledwie 3 tygodnie. Wydarzenie pod nazwą "Namaszczeni" odbędzie się 2 października i będzie największym dotychczas spotkaniem modlitewnym zorganizowanym przez ekipę Langusty.

Polub nas na Facebooku!

“Myśl, która towarzyszy nam od pierwszego naszego spotkania, by wyjść z murów kościoła, żeby mógł zgromadzić się cały Kościół, pęcznieje w naszych głowach. Pęcznieje też w nas pragnienie spotkań oko w oko, serce w serce, dlatego idziemy o krok dalej i po zupełnie wspaniałych chwilach w Łodzi, Krakowie i Warszawskim Służewie, tym razem spotkamy się w katowickim Spodku, by słuchać Słowa, uwielbić i być jedno w Tym, który jest Obecnością” – napisali organizatorzy w zaproszeniu na wydarzenie. Internetowa sprzedaż wejściówek ruszyła 24 lipca, zaś ostatnie bilety zniknęły z dostępnej puli 11 sierpnia. Sprzedaż, bowiem wynajem tak ogromnego obiektu jak katowicki Spodek sporo kosztuje.

– Bardzo się cieszymy z tak dużego zainteresowania obecnością na tym wydarzeniu i już nie możemy doczekać się tego spotkania – mówią w rozmowie ze Stacją7 przedstawiciele ekipy Langusty na Palmie.

“Namaszczeni” będą kontynuacją podobnych spotkań modlitewnych, które już odbyły się w Krakowie, Łodzi i Warszawie. Głosić będą ojcowie Adam Szustak i Tomasz Nowak, stronę muzyczną jak zawsze poprowadzi zespół owca po raz pierwszy we współpracy z Atom String Quartet. Tym razem również wspólnej modlitwie będzie towarzyszyło udzielanie sakramentu namaszczenia chorych. “Sakramenty to jest najpotężniejsza broń jaką mamy w Kościele! Czasem jednak przez to, że są one w takiej zwyczajnej otoczce, tak się do nich przyzwyczailiśmy, że nie widzimy ich mocy. Tak właśnie jest z sakramentem namaszczenia chorych – jest w nim znacznie większa moc, niż w setkach odbywających się spotkań uzdrowieniowych” – mówił o. Adam w swoim vlogu z 19 lipca.

Od momentu zakończenia sprzedaży wejściówek na profilu tego wydarzenia na Facebooku nieustannie pojawiają się prośby i pytania o możliwość sprzedaży tych już wykupionych. “Może miałby ktoś odsprzedac 3 bilety. Mój syn bardzo pragnąłby otrzymać sakrament namaszczenia choruje od 18 lat” – spytała pani Beata. I już niedługo odpisała jej osoba, która ma dwa i odstąpi, bo chory bardziej potrzebuje.

“Namaszczeni” w katowickim Spodku będą największym dotychczas zorganizowanym przez ekipę o. Adama spotkaniem uwielbieniowym. Wiosną odbyły się dwa, w Krakowie i Łodzi, dysponując jednorazowo maksymalnie liczbą 1600 miejsc. Wejściówki rozchodziły się w rekordowym czasie dwóch godzin. Tłumy przyszły również na “Światła Miasta” – spotkanie plenerowe na dziedzińcu warszawskiego klasztoru ojców dominikanów na Służewie.

ad/Stacja7

Start-up w 7 krokach

Porażki są w porządku. Ważne, żeby wyciągać wnioski

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Studiując podręczniki, słuchając konferencji, odczytów, wykładów, czy dyskusji na temat start-upów, jednego możemy być pewni: nie ma gotowego przepisu na udany start-up. Każdy krok w tym modelu może się okazać krokiem ostatnim. Bardzo dużo jednak zależy od nas, od naszej determinacji, pokonywania przeszkód oraz wyszukiwania elastycznych rozwiązań, jako alternatywy dla tych, które okazały się błędne lub niewystarczające.

Powstało wiele podręczników dla początkujących start-upowców, jednym z nich jest “Podręcznik start-upu” autorstwa Steve’a Blanka oraz Boba Dorfa. W księgarniach w Polsce można jednak znaleźć wiele innych pozycji a jeszcze większe możliwości mamy do wyboru w wersjach angielskich.

Przedstawiamy w 10 punktach przepis wymienionych wyżej panów na udany start-up. Nie oznacza to gotowego przepisu na wielką firmę, która zapewni, że będziesz piękny i bogaty jak Cristiano Ronaldo, ale pozwoli poprowadzić start-up tak, by na każdym jego etapie móc wyciągnąć właściwe wnioski, a także zniwelować trudności. Jak piszą autorzy książki: “o sukcesie start-upu decyduje umiejętność wyciągania wniosków z własnych potknięć”

 

Krok 1. Pomysł i lider

Ten najtrudniejszy i najbardziej kluczowy etap formułuje pomysłodawca – założyciel  najczęściej na “przysłowiowej serwetce”. Myślenie zaczyna się od tego, jak wygląda pomysł na produkt lub usługę? Jakie ma oferować korzyści? Czy da się go zbudować? Czy potrzebna jest wiedza specjalistyczna? Kim są klienci i gdzie ich należy szukać? Wtedy także powstaje zarys myśli, strategii w jakiś sposób nasze rozwiązanie będzie docierać do klientów. I wreszcie jakie na początku będą koszty.

Jeśli odpowiemy sobie przynajmniej na te podstawowe pytania, możemy przejść do kroku nr 2.

 

Krok 2. Z serwetki na dokument

W kroku drugim należy sformułować propozycję zrozumiałą dla inwestora. Jeśli nie potrafimy w jasny i prosty sposób wyjaśnić, co chcemy zrobić, każdy z następnych kroków nie będzie miał żadnego znaczenia. Warto więc spisane przez nas rozwiązanie przedyskutować z osobami, które pomogą nam odpowiedzieć na pytanie: czy ta propozycja ma sens? Jeśli nie zrozumieją, należy wyjaśnić szerzej i poprosić o sformułowanie, jak oni to zrozumieli, ponieważ często inni ludzie, którzy są dalej od rozwiązania i związanych z nim emocji, są w stanie lepiej sobie poradzić ze sformułowaniem propozycji.

 

Krok 3. Zbuduj prototyp – jeśli to możliwe

Nie przy każdym pomyśle jest to możliwe. W kroku trzecim, kiedy jesteśmy już po rozmowach z inwestorem i mamy finanse na start, możemy spróbować zbudować wstępne rozwiązanie, niedoskonałe, nieostateczne ale możliwe do przedstawienie potencjalnym klientom.

 

Krok 4. Ruszaj w teren

W zaciszu swojego pokoju niczego się nie dowiesz. Założenie: “wiem, czego chce klient”, zgubiło już wielu zapaleńców, pomysłodawców nawet ciekawych i unikalnych rozwiązań. Prawda jest taka, że na początku start-up nie ma żadnych klientów a założyciel o ile nie jest wybitnym ekspertem w danej dziedzinie, może jedynie formułować przypuszczenia dotyczące klientów i gotowego rozwiązania. Założyciel musi więc jak najszybciej ruszyć w teren lub udostępnić rozwiązanie i zapytać, które z jego hipotez są poprawne, a następnie niezwłocznie poprawić te, które okażą się błędne.

 

Krok 5. Popraw rozwiązanie

Po zebraniu i analizie uwag klientów, należy poprawić rozwiązanie i przejść do etapu budowania docelowego produktu, który będzie można zacząć oferować klientom. W tym etapie bardzo ważnym zadaniem jest skuteczne pozyskanie dużej i ciągle rosnącej grupy odbiorców. Jeśli to się powiedzie a jednak nadal nasz start-up nie osiąga wyników jakie sobie zakładaliśmy to jeszcze nie koniec.

 

Krok 6. Porażki są w porządku

Start-upy są nieprzewidywalne. Ważne, żeby wyciągać wnioski. W tradycyjnym modelu budowania firmy nie ma miejsce na krok wstecz ale nie w start-upach. Nigdy nie należy czuć zażenowania pierwszą porażką, ani wyciągać z niej wniosków ostatecznych. Cofanie się odgrywa bardzo ważną rolę w procesie uczenia się i poznawania nieznanych i nie przewidzianych wcześniej elementów.

W tym momencie zaczynają się poszukiwanie modelu biznesowego, poprzez interakcje, zmiany i rozwój. start-up krąży tak długo, aż osiągnie “prędkość ucieczki”, czyli możliwość przejścia do kolejnego etapu rozwoju firmy.

 

Krok 7. Nie poddawaj się

W start-upie na każdym etapie rozwoju należy bardzo wnikliwie przyglądać się wykonanym krokom, rozwiązaniom i wyciągać wnioski. Jeśli pracuje zespół, należy wspólnie przedstawiać i analizować wyniki. Co sądziliśmy na początku? Czego się dowiedzieliśmy? Co zamierzamy zrobić w kolejnym tygodniu? Na pewno nie należy nigdy się poddawać. Zawsze można uruchomić nowy start-up, ponieważ jesteśmy o wiele bogatsi w wiedzę i doświadczenie.

Powodzenia!


Artykuł został przygotowany w oparciu o lekturę “Podręcznika start-upu. Budowa wielkiej firmy krok po kroku” Steve’a Blanka oraz Boba Dorfa. Zachęcamy do lektury całej książki.

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
PRACA

Start-up. Blokady są tylko w głowie

– Bycie przedsiębiorcą to powołanie jak każde inne – przekonuje Maciej Gnyszka, przedsiębiorca zafascynowany św. Maksymilianem Kolbe.

Maciej Gnyszka
Maciej
Gnyszka
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Maciej Gnyszka, twórca akcji „Start-up na Maxa”, dążącej do ustanowienia św. Maksymiliana patronem przedsiębiorców i początkujących firm, z racji zawodowych zna wielu przedsiębiorców. Zna również tkwiące w ich głowach hamulce stojące na przeszkodzie w rozwijaniu swoich pomysłów na biznes. Oto kilka zauważonych przez niego barier, których pokonanie może pomóc rozwinąć biznesowe skrzydła.

 

Bariera 1: nie wiem, w czym jestem dobry

“Znam się na wielu rzeczach. Chciałbym założyć biznes, ale nie do końca wiem, w której branży najlepiej. Co mam rynkowi do zaoferowania na tyle atrakcyjnego, by pomysł wypalił?”
To myślenie pokazuje barierę, którą łatwo pokonać wypytując osoby z najbliższego mi środowiska o opinię o samym sobie. Często bowiem jest tak, że nie doceniamy któregoś ze swoich talentów i zawodowo bazujemy na tym wcale nie największym. Warto więc zapytać najbliższych przyjaciół i znajomych: w czym waszym zdaniem jestem najlepszy? Co mi najlepiej wychodzi? Może się okazać, że wskażą na któreś z naszych pobocznych zainteresowań, którego dotychczas nie docenialiśmy.

 

Bariera 2: nie wiem, skąd wziąć pieniądze

W tym miejscu nie warto polegać przede wszystkim na urzędowych źródłach finansowania, takich jak unijne granty. Pieniądze unijne mają bowiem tę właściwość, że… oduczają człowieka myślenia. Z pasjonata jakiejś dziedziny, który umiejętność chce przekuć w biznes, zmieniają w kogoś o mentalności urzędniczej. Dlaczego? Najczęściej bowiem mają jakiś bardzo ograniczony cel, rynek i jego potrzeby widzą bardzo wąsko, polegając na utartych schematach, zamykając na pomysłowość i kreatywność nowych rozwiązań. Ten zaś, kto skorzysta z tej drogi finansowania swojego biznesu bardzo często kończy dostosowując swoją działalność do wymagań grantu, utrzymując bezsensowne przedsięwzięcie. Skąd więc wziąć pieniądze? Warto pomyśleć o przedsprzedaży, czyli coraz popularniejszym finansowaniu społecznościowym. Ta metoda pozwala sprawdzić popyt na nasz pomysł w praktyce i dostosować go w razie konieczności do rzeczywistych oczekiwań rynku. Jest też realnym sposobem pozyskania pieniędzy na start. Skoro mój pomysł ma chwycić, to czemu od razu zakładać, że ludzie nie zechcą go kupić?

 

Bariera 3: nie muszę planować dużej firmy

To częsty błąd myślenia początkujących przedsiębiorców, organizujących swój biznes jakby zawsze miał pozostać maleńki. W praktyce kończy się to tak, że firma obsługuje już wiele zamówień, a ciągle funkcjonuje jak kilkuosobowa działalność gospodarcza, w której jedna osoba ma kilka dużych funkcji, a każdy ma być od wszystkiego. Właściciel takiego biznesu często powtarza: “przeorganizuję go, jak już będziemy naprawdę duzi”. Ten moment jednak nigdy nie nadchodzi i firma rozwija się znacznie wolniej, niż mogłaby, gdyby od początku była zorganizowana jak większe przedsiębiorstwo. Gasi również zapał swoich pracowników, którzy odpowiadając w niewielkim gronie za zbyt wiele, szybko się wypalają i zniechęcają.
Rada? Zaplanuj firmę od razu profesjonalnie, organizując jej pracę jak dla 100 pracowników, nawet jeśli zaczynacie w małym gronie.

 

Bariera 4: jakoś to będzie

Ta postawa ma sporo wspólnego z piętnowanym przez św. Pawła przekonaniem, że “nie muszę nic robić, bo Pan Bóg i tak o wszystko zadba”. Tymczasem “kto nie chce pracować, niech też nie je” – pouczał Tesaloniczan św. Paweł (2 Tes 3,10) I nie chodziło mu o bezrobotnych, ale o takich, którzy nie chcą pracować, nie chcą się wysilać, bo “jakoś to będzie”. Taka postawa może blokować rozwijanie firmy, ponieważ “skoro jest dobrze, wystarczy tak jak jest” albo hamować dalsze próby w wypadku poniesienia początkowej porażki: “Pan Bóg chciał, żeby nie wyszło, więc po co mam się starać?”.
Tymczasem warto wszelkie działania zawodowe, również pomysł stworzenia biznesu, poprzedzić modlitwą i rozeznawaniem powołania. Bycie liderem, szefem, właścicielem przedsiębiorstwa to bowiem również powołanie, które trzeba dobrze rozwijać, którego trzeba się uczyć, nie bojąc się nieustannego doskonalenia.

 

Bariera 5: nie będę wielki, bo stanę się chciwy

“Nie mogę myśleć o zarabianiu, bo stanę się bogaty. Nie mogę stać się bogaty, bo na pewno będę chciwy” – takie myślenie może pokutować w głowach niektórych wierzących przedsiębiorców. Jest nieco podobne do przekonania, że “nie trzeba być od razu świętym, wystarczy być uczciwym człowiekiem”. Naprawdę? Przecież Pan Bóg stawia przed nami maksymalne oczekiwania i daje maksymalne dary, abyśmy mogli przy Jego pomocy im sprostać. Skoro więc się za coś biorę, to powinienem starać się być w tym najlepszy na świecie! A jeśli zakładam biznes, to czemu boję się nieustannie go rozwijać i dążyć do bycia najlepszym? Bycie dobrze zarabiającym przedsiębiorcą nie musi od razu uczynić mnie samolubnym chciwcem. Tak jak życie w małżeństwie nie czyni automatycznie… seksoholikiem. Nie bój się mierzyć wysoko! Zarówno duchowo jak i zawodowo! Św. Maksymilian może być w tym zmaganiu znakomitym przewodnikiem i orędownikiem.


Notowała: Anna Druś

Maciej Gnyszka

Maciej Gnyszka

Doświadczony networker z ponad 10-letnim stażem, pierwszej polskiej agencji fundraisingowej Gnyszka Fundraising Advisors oraz współwłaściciel Pracowni Synergii. Pomysłodawca projektu StartUp na Maxa. Twórca Towarzystw Biznesowych - pierwszej w Polsce sieci networkingowej skupiającej przedsiębiorców z wartościami

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej Gnyszka
Maciej
Gnyszka
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >