Nasze projekty

Zmysłowy akt miłości

„Pokazujemy życie, nic więcej. Przykro nam, jeśli kogoś uraziło oglądanie zmysłowego aktu miłości, który ukazał się ostatnio na bilbordach. Tak jak WY kochamy życie i ono nas inspiruje do tworzenia fajnych rzeczy.”

Reklama

To fragment odpowiedzi jakiej doczekało się Stowarzyszenie Twoje Sprawa od firmy LPP, właściciel marki House. Korespondencja jest wynikiem protestu przeciwko pornografizacji przestrzeni publicznej w wielkich miastach, które wspomniane stowarzyszenie prowadzi. (polecam: http://twojasprawa.org.pl/)

 

Ów „zmysłowy akt miłości” rozzuchwalił się na plakatach także w wielu miejscach Krakowa. Chociaż według autorów projektu jest on znakiem stopnia odwagi reklamowanej firmy, to jednak na zdrowy rozum powinien podlegać karze – natychmiastowemu zdjęciu – spaleniu na pniu – przeniesieniu w formie tapety do gabinetu szefa firmy na jego koszt.

Reklama
Reklama

 

Przestrzeń publiczna, zdaje się, nie została na razie przez rządzących ani porzucona, ani zwinięta, ani wyjęta spod prawa. Na takie wybryki z pewnością istnieje prawo. Jeszcze nie zamieniono miejsc wspólnych dla ludzi w koczowiska barbarzyńców. Odczucie przykrości znoszone przez autorów reklamy w wyniku protestu nie ma tu nic do rzeczy. W ogóle cała odpowiedź LPP brzmi jak wymiociny powstałe w wyniku poważnego schorzenia lub kiepski żart dla potrafiącej jedynie rechotać gawiedzi. Ludzie poranieni lub przeciwnie cynicznie raniący innych nie mogą dominować w wolnym państwie. A  tymczasowo dominują.

Reklama
Reklama

 

Jedno pytanie narzuca się bardzo mocno: Czy Polskie miasta mają jakichś władających gospodarzy? (władających, bo nominalnych znamy). Do gospodarskich zajęć musi należeć sprzątanie i ogarnianie miejskich ulic i placów przynajmniej w takim stopniu, żeby sprawiały wrażenie umytych i czystych, minimalnie kulturalnych. Kompletnie nie chodzi tu o gust czy odczucia jakiegoś opętanego przez chore libido środowiska tylko właśnie o kulturę, w stopniu minimalnym chociaż. Idzie o rzecz wspólną, przestrzeń normalną dla oczu, uszu, ludzkiego rozumu.

 

Reklama

Sprawa ma poważne konsekwencje. Zwracają na nie uwagę specjaliści. Jeśli nie krakowski magistrat to może jakiś kulturalny attache Niemiec, USA lub Francji weźmie sprawę w swoje ręce. Choćby wtedy, gdy w czasie jesiennego spaceru jego własne dziecko zada mu w rodzimym języku pytanie: „Tato, a dlaczego ta pani tak cierpi na tym plakacie? I co ten pan z nią robi… bo raczej nie muzykę!”

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę