Synkretyzm latającego Mandaryna

Z panem Żakowskim miałem w swojej praktyce katechetycznej jeden problem: obecność jego gęby psuła (nie dało się nijak wyciąć) bardzo dobry materiał dyskusyjny, jakim są rozmowy śp. ks. Józefa Tischnera, z nim właśnie, na temat Katechizmu Kościoła Katolickiego (Tischner czyta Katechizm)

Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Czasy, kiedy dzięki świetnym koneksjom medialnym Ksiądz Profesor przygotował dla TVP cykl rozmów o Nowym Katechizmie, dobierając sobie do współpracy Żakowskiego i pojawiającego się w napisach końcowych Najsztuba, dzieli odległość lat świetlnych od tego, co w przestrzeni medialnej dzieje się dzisiaj.

Ponieważ młodzież reaguje na obraz bardziej żywiołowo niż na słowo, myśląc najprościej, nie chciałem w żaden sposób jednym młodym widzom sugerować światłości myślenia i zainteresowania sprawami wiary pana Redaktora, ani wobec innych profanować postaci nieżyjącego Księdza, prezentując materiał, na którym poważnie rozmawia On o najważniejszych i świętych sprawach z Żakowskim. Obecne wybory i postawy tego człowieka bardzo utrudniają pozbawioną emocji ocenę jego działalności.

Na użytek tego tekstu nazwałem go Mandarynem. Myślę o takim Mandarynie na bardzo wysoko latającym dywanie. Oczywiście pojęcia tego wobec gadatliwego nikczemnika używam w formie ironicznej: zachłanność, buta, pewność wygranej i wysokość odlotu, z którego patrzy na naszą rzeczywistość, nakazują współczucie lub ironię.

Synkretyzm latającego Mandaryna

Tak się porobiło, że pojawił się niedawno w internetowym obiegu intelektualno-duchowy bluzg pana Żakowskiego, który świetnie reprezentuje moralno-intelektualny stan całego jego środowiska. To co zaprezentował jest nie tylko kłamliwe, niespójne i odjechane, to także wydaje mi się bardzo niebezpieczne.

Pełniący role dziennikarza i publicysty człowiek, bardzo aktywny na rynku medialnym, jest w stanie wydawać z siebie następujące komunikaty: Kościół rzymskokatolicki skolonizował polskie mediapaństwowe przynajmniej równie skutecznie, jak kiedyś skolonizował świat Indian. I zrobił to podobnie, czyli synkretycznie” (sic! – jakie lektury i czyje doświadczenie pozwalają na takie rzutkie analogie historyczne?). Następny komunikat: "W torturowaniu słuchaczy świąteczną atmosferą przodują media państwowe, niesłusznie zwane publicznymi. Z okazji Wielkanocy i Bożego Narodzenia do „świątecznej playlisty” dokładają one równie intensywną i nie mniej wkurzającą inwazję „czarnych ludzików” w koloratkach oraz osób księżopodobnych i tematów okołoksiężowskich.”(sic!!! – nie wiadomo czego się tu łapać – wydaje się, że ta „inwazja ludzików” w kontekście wydarzeń na Ukrainie jest najdotkliwszym szczuciem).

Pan Autor nie pozostaje tylko na poziomie nieprecyzyjnych ogólników, ochoczo dodaje nazwiska i przykłady: „Czekam tylko, aż red. Ziemiec albo Pospieszalski zacznie program znakiem krzyża na szczęście albo postawi sobie na stole krzyżyk lub świecącą figurkę świętego”.

Gdy się takie wynurzenia próbuje czytać, trudno uniknąć gwałtownie narastającego wrażenia obcowania z chorobliwym bełkotem, miejscami z opętańczym zawodzeniem. Unosi się nad tym wszystkim straszny fetor niestrawionych duchowych wymiocin. I u Licha – tak, u Licha właśnie – co znaczy „znak krzyża na szczęście” i dlaczego ten pan zna figurki świętego jedynie w formie świecącej?


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Ks. Krzysztof Cebula

Ks. Krzysztof Cebula

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Zmierzyć się z Kościołem

Naprawdę ceniona reżyser akcję filmu o manipulowaniu ludźmi umieściła… w żeńskim klasztorze

Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

„Następny film o Kościele zrobiony w Polsce będzie paszkwilem o pedofilii, molestowaniu, rozwiązłości i gwałtach. Obrzydliwym i dosłownym. O tak, to jest modne, ale mnie to nie interesuje” – stwierdziła niedawno w rozmowie z Robertem Mazurkiem w magazynie „Plus Minus” reżyser Barbara Sass. Chociaż jest ona laureatką wielu prestiżowych krajowych i europejskich nagród filmowych to jednak zapomina się albo kłamie. Skłamała w tej rozmowie nie w sprawie przyszłych planów Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i zarządzającej nim, zgodnie z leninowską opinią o sztuce kina, pani Odorowicz, lecz w sprawie własnych zainteresowań.

Pomińmy nawet dzisiaj jej film „Pokuszenie” ( z roku 1995) o relacjach miedzy więzionym księdzem, młodą zakonnicą i oficerem SB. Ważniejsze wydaje mi się spojrzenie na jej ostatni obraz filmowy zatytułowany „W imieniu diabła” z roku 2011. Jego promocja w swoim czasie zagnoiła ulice polskich miast plakatem starszej zakonnicy całującej namiętnie w ramię obnażoną młodą pannicę, a wszystko to okraszone napisem: ”każdy centymetr Twojej skóry poczuje Jezusa…”. Pod spodem wśród sponsorów stopka PISF-u, a jakże.

Jest ciągle do odsłuchania na stronach Polskiego Radia wywiad, jakiego niecałe cztery lata temu, udzieliła Barbara Sass.Doświadczona i ceniona w polskim filmie reżyserka podkreślała wówczas, że przygotowała film o manipulowaniu ludźmi, o zjawisku zagrażającym współcześnie zwłaszcza osobom młodych. Film ma być nawet swoistą przestrogą od wrażliwej społecznie reżyserki, która widzi skalę tego diabelskiego (tytuł filmu) procederu i jego skutki.

W wywiadzie autorce łatwo było powiedzieć, że całość scenariusza jest wymyślona. Pokazać to w kinach trudniej. Wydarzenie buntu Betanek z Kazimierza Dolnego było w zamierzeniu autorki (tak mówiła) tylko inspiracją do traktatu o zjawisku bardzo szerokim. Słuchając tego naprawdę można wpaść w zdumienie.

Reżyserka potrafiła znaleźć kościelnych konsultantów, kościelne i klasztorne wnętrza i plenery. W żadnej scenie nie poszli z aktorami za daleko, a erotyzm jest w całym filmie tylko delikatnie sugerowany. Kilku duchownych po obejrzeniu filmu było zachwyconych jej dziełem. Zastanawiam się ilu, zwerbowanych przez twórczynię, ludzi Kościoła konsultowało również plakat reklamowy… Odbyła się wówczas specjalna projekcja dla środowisk katolickich, gdyż pani reżyser świadoma była tego, iż wywoła dyskusję. Nie zamierzała jej unikać. Sama w wywiadzie przyznała, że choć wiele razy nazwała film dziełem traktującym o manipulacji, to jednak…jednak jest to też film o Kościele. Ma zatem odwagę zmierzyć się z Kościołem i zdaniem ludzi Kościoła.

Zmierzyć się z Kościołem

Rozumiem, że było wówczas, jak zawsze: bezpiecznie, modnie i z perspektywą zyskania kolejnych grantów w przyszłości umieścić akcję filmu w klasztorze, ale traktując w ten sposób o manipulacji, twórczyni perfidnie manipuluje lub…jest sama zmanipulowana.

Reżyser, będąca jednocześnie autorką scenariusza, wymyślonego „w całości” – jeżeli w ogóle dotknęła problemu Kościoła, to raczej sprawy będącej w nim wynaturzeniem, a nie normą. Jeśli traktować poważnie jej ówczesne wynurzenia, iż przygotowała traktat filmowy o niebezpiecznym tumanieniu ludzi i manipulowaniu młodzieżą, to zamiast szukać wnętrz klasztornych, trzeba było wynająć najbliższe studio radiowe lub telewizyjne. Najskuteczniej moralitety brzmiałyby z planu filmowego umieszczonego w redakcjach mediów komercyjnych. Jestem dziwnie przekonany, że zawsze tak było i świeży casus Durczoka nic nowego w całe bagno nie wnosi.

Na przekór temu, co Barbara Sass mówi obecnie, powinna zamiast w chorobliwy sposób interesować się Kościołem, zabrać się do roboty. Dziesiąta muza czeka, a może bardziej niecierpliwie muza jedenasta patronująca temu, co się wyrabia w telewizjach.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Ks. Krzysztof Cebula

Ks. Krzysztof Cebula

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >