Biblijni przewodnicy po Adwencie. Prorok Izajasz

Jeść, ale nie czuć smaku codzienności? Oddychać, ale nie poznawać życia pełną piersią? Wierzyć, ale w rzeczywistości nie uwierzyć Bogu? Być wolnym, ale nigdy nie wybrać miłości? Wbrew pozorom daleki prorok Izajasz jest bliski temu, w czym żyjemy.

Zuzanna
Marek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Biblijni przewodnicy po Adwencie. Prorok Izajasz
Jeść, ale nie czuć smaku codzienności? Oddychać, ale nie poznawać życia pełną piersią? Wierzyć, ale w rzeczywistości nie uwierzyć Bogu? Być wolnym, ale nigdy nie wybrać miłości? Wbrew pozorom daleki prorok Izajasz jest bliski temu, w czym żyjemy.

Czy są na świecie ludzie, którzy nie potrzebują budzika? Trudno to sobie wyobrazić, choć z pewnością jest ich wielu, bo przecież spór między nocnymi markami a rannymi ptaszkami trwa od niepamiętnych czasów. Cóż jednak z tego, że ten wstaje rano, a tamtem w południe, gdy można obudzić się i nawet całkiem nieźle funkcjonować, a mimo to jednak być nieobudzonym w swoim życiu — jeść, ale nie czuć smaku codzienności, oddychać, ale nie poznawać życia pełną piersią, wierzyć, ale w rzeczywistości nie uwierzyć Bogu, być wolnym, ale nigdy nie wybrać miłości. Niewielu jest śmiałków, którzy odważają się naprawdę wstać, a jeszcze mniej takich, którzy robią to przed świtem. Do tych najbardziej ekstremalnych należał z pewnością człowiek, który żył w VIII wieku przed narodzeniem Chrystusa, a którego imię oznaczało „Jahwe jest zbawieniem”. Prorok Izajasz, bo o nim mowa, ośmielił się na takie życie i w związku z tym stał się, jak to określił święty Hieronim, ewangelistą Starego Testamentu, czyli kimś, kto opisał losy Jezusa przed świtem, przed pierwszym Bożym Narodzeniem.

 

Zawodowy prorok

Od Izajasza dzielą nas prawie trzy tysiąclecia — nieprzeliczone strony napisanych w tym czasie ksiąg, nieogarnione łańcuchy ludzkich istnień, powodzie, trzęsienia ziemi, wielkie odkrycia naukowe, prawie nigdy niekończące się wojny, a do tego jeszcze cywilizacja zasiedlająca kosmos i budująca coraz szerszą globalną wioskę. Jak spotkać się z tym, co mówił, o czym pisał i jak żył? A także: jak potraktować go jako przewodnika na szybko uciekający czas Adwentu?

Wbrew pozorom daleki Izajasz jest dość bliski temu, w czym żyjemy. Choć większość z nas uważa, że był on z zawodu prorokiem, to jednak na co dzień wykonywał papierkową robotę na dworze królewskim. Miał żonę, dwóch synów i lubił angażować się w politykę, mimo że raz mu to wychodziło, a innym razem mocno obrywał. Stopniowe oswajanie się z prorokiem, burzy w nas jednak momentalnie cytat z jego tekstów: W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zakrywał swą twarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał (Iz 6,1-2). Wizja? Objawienie? Pewnie myślimy: to nie dla nas! Nie ujmując nic z niezwykłości tego wydarzenia, mogło być ono jednak znacznie prostsze ze niż wygląda na pierwszy rzut oka. Pewnie Izajasz poszedł „w niedzielę do kościoła”, a raczej w szabat do świątyni, i po prostu szczerze się przed Bogiem pomodlił. Bogu zaś nie potrzeba wiele i gdy tylko zobaczył szukające Go serce Izajasza, od razu się przed nim odsłonił i pokazał mu swoje pomysły, potrzeby i pragnienia, zapraszając do współpracy.

 

 

Szczęśliwi, co nie widzieli, a poznali

Czy Izajaszowi opłacało się entuzjastycznie odpowiedzieć Bogu: Oto ja, poślij mnie (Iz 6,8)? I tak i nie. Choć odważnie działał, upominał, głosił słowa samego Boga, zyskał wielu uczniów oraz naśladowców, a za życia okrzyknięto go niemalże bohaterem narodowym, to jednak, jak podaje chrześcijański apokryf pt. „Wniebowstąpienie Izajasza”, ostatecznie przecięto go drewnianą piłą na pół. Mimo to słowa, które głosił, przetrwały znacznie dłużej niż jego ziemskie życie, a ich treść była o wiele bogatsza niż wydało się jego słuchaczom, a może też i samemu prorokowi. Pan Bóg nadał im szczególną wartość, co ciekawie opisuje jedna z żydowskich legend. Opowiada ona o tym, jak podczas powoływania Izajasza na proroka Bóg powiedział mu, że namaści go bardziej niż innych swoich posłańców. Wszyscy przed Izajaszem głosili bowiem to, co usłyszeli od swych poprzedników, na przykład Elizeusz od Eliasza, siedemdziesięciu starszych od Mojżesza, a Izajasz będzie mówił prosto z ust Wszechmogącego. Dziś zaś wiemy, że Izajasz głosił nie tylko z ust, ale i prosto z serca, ponieważ księga nazwana jego imieniem zawiera opis życia Jezusa, Syna Bożego, nie tylko metaforyczny, ale w dużej mierze także dosłowny. Sam Jezus zgodził się z tym, że Jego działania już wcześniej zaistniały w ustach Izajasza, gdy w synagodze w Nazarecie, cytując fragment jego proroctwa powiedział: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli (Łk 4, 21).

Co zaś konkretnie się spełniło? Na przykład to, że Dziewica poczęła i porodziła Syna, a On stał się Emmanuelem, czyli Bogiem niezwykle bliskim człowiekowi (por. Iz 7, 14). Spełniły się także słowa o tym, że z rodu Jessego narodził się Ktoś, na kim całkowicie spoczął Duch Pana (por. Iz 11,1), a także o tym, że narodom kroczącym w ciemności zabłysło niekończące się Światło (por. 9,1). Izajasz jako świetny kaznodzieja wiele mówił też obrazami i nieraz opowiadał o przepięknej Odrośli Pana, która stanie się ozdobą i chwałą Izraela (por. Iz 4,2). W jego tekstach co chwilę pojawia się jakieś drzewo, które wśród mnogich symbolicznych znaczeń, mimochodem łączy się w jeden obraz zawierający często sprzeczne (choć w zestawieniu z dziejami Jezusa jednak spójne) odsłony. U Izajasza spotkamy więc winnicę, w której Przyjaciel zasadził szlachetną winorośl (por. Iz 5,1-2), ale i wyrastające na spękanej ziemi młode drzewo, które wyglądem przypomina raczej powyginany korzeń (por. Iz 53, 2). Czy zatem Księga Izajasza nie przypomina Ewangelii o Jezusie, Krzewie winnym, który był zasadzony nad płynącą wodą Ducha Świętego, a jednocześnie dał się zupełnie ogołocić z wdzięku i blasku na krzyżu, by wydawać najwspanialsze owoce?

 

Sięgać po owoce

Może zatem warto w tym roku, gdy podczas rorat zaśpiewamy cytat z Izajasza o tym, by niebiosa spuściły rosę (Rorate coeli desuper… por. Iz 45,8) lub gdy może zaczniemy szukać tego szczęśliwego drzewka (symbolu rajskiego drzewa), które ozdobimy bombkami i świecidełkami w naszym domu, przypomnieć sobie o Drzewie Życia z Księgi Izajasza, o bezlistnym i niemającym blasku, ale niezwykle obficie owocującym Krzewie Winnym i tym razem — nie tak jak w raju — spokojnie sięgnąć po Jego owoce, które naprawdę dają życie? Izajasz jako Adwentowy przewodnik podpowiada, by bez lęku brać owoce Drzewa Życia, czyli bez wstydu i obawy sięgać po sakramenty — spowiedź, Eucharystię, adorację. Może to wydaje się banalne i mało odkrywcze — tak, w sumie takie jest, ale to jedyny, dostępny na wyciągnięcie ręki sposób, by przestać żyć w mroku, by jak Izajasz doświadczyć Słońca nawet przed świtem.

Zanim siądziemy więc przy drzewku — choince, by zanucić „Cichą noc”, dobrze choć raz dziennie zatrzymać się przy Drzewie — Chrystusie i zanucić Mu cokolwiek, byle ze szczerego serca i zatęsknić za Jego chwałą, która wypełnia wszystko, nie tylko świątynię, ale cały nasz codzienny świat. A może jak Izajaszowi podczas widzenia Bóg i nam się odsłoni w swoich pragnieniach? Może i nas zaprosi do swoich pomysłów? A może i nasze życie, nasze słowa, nasze działania staną się Ewangelią?

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Zuzanna Marek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Zuzanna
Marek
zobacz artykuly tego autora >

Prorok Daniel miał rację

Wciąż za mało mówi się o tym, że post Daniela ma przede wszystkim korzenie biblijne i jest wydarzeniem przeżywanym przez człowieka wiary Starego Testamentu.

Jan Jędraszek SAC
Jan
Jędraszek SAC
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Prorok Daniel miał rację
Wciąż za mało mówi się o tym, że post Daniela ma przede wszystkim korzenie biblijne i jest wydarzeniem przeżywanym przez człowieka wiary Starego Testamentu.

Wyrażenie „post Daniela” zrobiło w ostatnich latach zawrotną karierę. Bywa używane w kontekście różnych diet odchudzających i utożsamiane głównie z dietetycznym i kosmetycznym detoksem. W Polsce najczęściej jest ono kojarzone z dietą dr Ewy Dąbrowskiej. Jak grzyby po deszczu powstają domy i ośrodki proponujące ten rodzaj odżywiania w celu poprawy kondycji fizycznej organizmu. Dla źle odżywionego i przekarmionego człowieka naszych czasów bywa ono często ostatnią deską ratunku i jedynym lekarstwem na jego zdrowotne bolączki i dolegliwości.

Dość rzadko jednak podejmuje się głębszy namysł nad źródłami postu Daniela i głębokim, religijnym kontekstem, z którego on się wywodzi. Wciąż za mało mówi się o tym, że post Daniela ma przede wszystkim korzenie biblijne i jest wydarzeniem przeżywanym przez człowieka wiary Starego Testamentu. Kontekst jego powstania oraz dobroczynne skutki tej formy postu dla ciała i ducha zostały szczegółowo opisane w pierwszym rozdziale Księgi Daniela. Religijny post Daniela został przez autora natchnionego opisany i ukazany jako pójście pod prąd pokusom tego świata i jako zachęta dla wierzących Izraelitów do wytrwania w wierności wobec Jedynego Boga w trudnych warunkach babilońskiej niewoli.

 

Kim był prorok Daniel?

Otóż wszystko co wiemy o Danielu, pochodzi tak naprawdę tylko z księgi noszącej jego imię. Jest jej głównym bohaterem i dlatego przypisano mu również jej autorstwo. Miał być jednym z młodzieńców żydowskich uprowadzonych do Babilonii po zdobyciu Jerozolimy przez króla Nabuchodonozora. Jeśli zaś chodzi o inne dane biblijne, to – owszem – imię Daniel pojawia się kilkakrotnie także w innych księgach Starego Testamentu, ale żadnej z wymienionych tam postaci raczej nie można identyfikować z głównym bohaterem Księgi Daniela. Potwierdza to również ciekawy fakt, że wbrew uznanej tradycji żydowskiej, osoba Daniela nie ma żadnej genealogii. Najprawdopodobniej zatem przypisanie Danielowi autorstwa tej Księgi było rezultatem tzw. pseudonimii. Ten zabieg literacki i redaktorski polegał na tym, że ze względu na pouczający charakter materiału zawartego w Księdze Daniela jej treść mogła zostać przypisana jakiejś osobie znanej w starożytności ze swej  sprawiedliwości, pobożności i mądrości. Nie jest oczywiście wykluczone, że ktoś taki mógł rzeczywiście istnieć – na przykład w literaturze qumrańskiej pojawia się postać takiego właśnie żydowskiego mędrca – ale nie zachowały się o nim żadne dokładniejsze informacje. Nie to było jednak najważniejsze dla autora natchnionego. Najistotniejsze było, że osoba Daniela była personifikacją najwspanialszych cech człowieka wierzącego Starego Testamentu, do których należą: wierność, sprawiedliwość, mądrość i pobożność.

 

 

Wolność nie jest dana raz na zawsze

Pierwszym ważnym pouczeniem płynącym z pierwszego rozdziału Księgi Daniela jest to, że cenne wartości wolności i niezależności są zawsze bardzo kruche i narażone na utratę. Oto dumny, wybrany przez Boga, liczący sobie już kilkaset lat naród, zostaje sromotnie podbity przez inne mocarstwo i dramatycznie tę wolność traci. Doszło do tego – a wiemy to również z historii powszechnej tamtych czasów – z powodu nietrafionej polityki zewnętrznej, dworskich intryg i wreszcie wskutek zwykłych ludzkich słabości. Co ciekawe, proces utraty wolności najczęściej nie jest wydarzeniem przychodzącym niespodziewanie, lecz dochodzi do niego stopniowo dzień po dniu. O tych symptomach przestrzegali przecież – niestety, na próżno – prorocy. Zawsze jednak konsekwencje takich postaw okazują się bardzo dotkliwe w swych skutkach.

Czy nie dostrzegamy w tym procesie analogii również do naszego życia? Na szczęście nie mamy dzisiaj wojny czy niewoli zewnętrznej, ale to jeszcze nie oznacza, że jesteśmy automatycznie wolni. Otoczeni przez cywilizację wszędobylskich dóbr i osaczające zachęty do niepohamowanej ich konsumpcji, jakże często bezwiednie ulegamy tym pokusom i popadamy w uzależnienia od nich. Jednym z takich ogólnodostępnych dóbr naszych czasów jest chociażby jedzenie. Półki sklepowe uginają się pod ciężarem wszelakich produktów, które mają nie tylko zaspokoić nasz głód fizyczny, ale również dać psychiczne i duchowe zadowolenie. 

Półki sklepowe uginają się pod ciężarem wszelakich produktów, które mają nie tylko zaspokoić nasz głód fizyczny, ale również dać psychiczne i duchowe zadowolenie.

Ponadto często bywa tak, że nadmiar przyjmowanego pokarmu tłumaczymy w naszym życiu tym, że przecież on nam się słusznie należy za naszą ciężką pracę i że możemy się nim w niewinny sposób nagrodzić. Niekiedy też nadmierna konsumpcja służy do tzw. „zajadania stresu” czy innych życiowych problemów. Czasem takie uzależnianie siebie i innych od nadmiernego przyjmowania pokarmów rozpoczyna się bardzo wcześnie, chociażby poprzez „wynagradzanie” dzieciom przez rodziców – poprzez różne łakocie – ich rodzicielskiej nieobecności w procesie wychowania ich pociech. Skutek bywa taki, że czasem nawet nie jesteśmy świadomi tego, iż dawno już przekroczyliśmy granicę uzależnienia i staliśmy się niewolnikami jedzenia. Bardzo trafnie ujmuje to św. Hieronim, który tłumacząc ten werset z języka hebrajskiego na łaciński oddał rzeczywistość oblężenia Jerozolimy przez króla Nabuchodonozora łacińskim słowem obsedit, od którego pochodzi przecież nasze współczesne słowo obsesja.

 

Wraz z wolnością traci się to, co najcenniejsze

Drugim pouczeniem jest to, że wraz z utratą wolności pojawia się zagrożenie utraty tego, co najcenniejsze: własnej tożsamości, wiary i ojczyzny. Jednym z symboli żydowskiego dramatu niewoli był fakt, że po zdobyciu Jerozolimy i zburzeniu świątyni Boga Jahwe, pogański król Nabuchodonozor dokonał świętokradczego aktu – zrabował część naczyń ze świątyni jerozolimskiej i zabrał je do swej stolicy w Babilonie. Głównym bogiem Babilonu był Marduk, uważany za jedno z najważniejszych pogańskich bóstw starożytności. I chociaż Biblia mówiąc o bożkach pogańskich, wspomina najczęściej Baala, to tak naprawdę żadne bóstwo z pierwszego tysiąclecia przed Chrystusem nie miało tak wielkiego politycznego znaczenia jak Marduk. To jemu była poświęcona najwspanialsza świątynia Esagila w Babilonie. Znana była szczególnie z imponującego zigguratu, czyli ozdobnej wieży o zmniejszających się schodkowo ku górze kolejnych tarasach.

Coś bardzo podobnego dzieje się w każdym naszym uzależnieniu, również tym od jedzenia. Na początku wygląda ono niewinnie, ale w efekcie zawsze pociąga za sobą utratę czegoś bardzo dla nas cennego.

Czyż nie przypomina nam tym kształtem pewnej prawidłowości stopniowego ulegania skłonnościom? – coś bardzo podobnego dzieje się w każdym naszym uzależnieniu, również tym od jedzenia. Na początku wygląda ono niewinnie, ale w efekcie zawsze pociąga za sobą utratę czegoś bardzo dla nas cennego. Najczęściej jest to utrata kontroli nad własnym życiem. Czy nie doświadczamy takiego uczucia, gdy na przykład pojawia się w nas gwałtowny przymus zjedzenia natychmiast czegoś słodkiego i uświadamiamy sobie, że ta namiętność przenika nasze myślenie i chcenie i że w tym oto momencie jesteśmy wobec tego pragnienia bezsilni?

 

W miejsce Boga prawdziwego szybko wchodzą bożki

Kolejny wniosek jest taki, że gdy traci się wolność, wiarę i to, co najświętsze, w to miejsce bardzo szybko wchodzą najróżniejsze bożki. Wspomniany rabunek naczyń ze świątyni jerozolimskiej oprócz straty materialnej miał jeszcze jeden, bardzo bolesny i symboliczny wymiar. Otóż wojny w ówczesnym rozumieniu toczyły się nie tylko pomiędzy ludźmi, ale również pomiędzy bóstwami, dlatego zdobyte naczynia kultyczne należały jako łup do zwycięskiego bóstwa. Żydowskie przedmioty religijne zrabowane ze świątyni w Jerozolimie stanowiły zatem cenne trofeum nie tylko dlatego, że były wykonane ze szlachetnych metali, lecz właśnie z powodu ich poświęcenia prawdziwemu Bogu Jahwe. Fakt, że Nabuchodonozor złożył święte naczynia Żydów „w skarbcu swojego boga”, był świadomym aktem zbezczeszczenia, który miał ukazywać dominację najeźdźcy nad pokonanym narodem izraelskim i jego Bogiem. Było to upokorzenie największe z możliwych.

Przyglądając się własnej kondycji, nietrudno oprzeć się wrażeniu, że w interpretacji tego wersetu może chodzić także o bożki naszego życia. Mistrzowie życia duchowego podpowiadają nam, że bożkiem w naszym życiu może być dosłownie wszystko to, co wchodzi w miejsce Boga, swoiście Go „zwycięża” i próbuje nam Go zastępować. Jeśli rzeczywiście tak jest, to również uzależnienie od jedzenia może sprawić, że obżarstwo łatwo może stać się jednym z takich bożków. Ta podmiana bywa tak subtelna, że początkowo wcale nie musimy być jej świadomi. Dzieje się to trochę tak, jak w przypadku małej kulki śnieżnej, oderwanej od zbocza góry – na początku wygląda niewinnie i nawet uroczo, ale po pewnym czasie zamienia się w druzgocącą wszystko i niosącą śmierć lawinę. Specjaliści od uzależnień mówią, że najtrudniej jest podjąć walkę właśnie u początku, bo wchodzenie w uzależnienie bywa czymś miłym i przyjemnym, kończy się jednak najczęściej tragiczną niewolą.

 

Utraconą wolność trudno odzyskać

Ostatnie pouczenie wynikające z tych dwóch wersetów staje się bardziej zrozumiałe, gdy spojrzymy na perspektywę czasową znaną już autorowi Księgi Daniela. Jak pamiętamy, ostateczna redakcja tej Księgi dokonała się ponad czterysta lat po opisywanych tutaj wydarzeniach. A zatem autor natchniony wiedział już, że naczynia zrabowane ze świątyni jerozolimskiej pozostały w niewoli w Babilonie ponad pół wieku. Powróciły one do Jerozolimy dopiero za panowania perskiego króla Cyrusa, w którego czasach zakończyła się babilońska niewola ludu wybranego. Pouczenie dla nas może być zatem takie, że raz utraconą wolność trudno odzyskać.

Wejście w przestrzeń postu religijnego bywa dla wielu ludzi jedynym ratunkiem i nadzieją na oswobodzenie się z własnej niewoli.

Może to również oznaczać, że niekiedy stopień trudności i komplikacji naszego zniewolenia w stosunku do jedzenia może przybrać takie rozmiary, że dotychczasowe sposoby radzenia sobie w danej sytuacji nie przynoszą już spodziewanych rezultatów. Innymi słowy, może nastąpić w naszym życiu taki moment, kiedy przestają działać jakiekolwiek obietnice ograniczenia ilości i jakości jedzenia. Jedynym ratunkiem jest wtedy zastosowanie radykalnego cięcia, jakim jest post. Gdyby tak nie było, to nie przypominałby nam tego sam Jezus mówiąc, że „jest taki rodzaj złych duchów, które można wyrzucić tylko modlitwą i postem”. Wejście w przestrzeń postu religijnego bywa dla wielu ludzi jedynym ratunkiem i nadzieją na oswobodzenie się z własnej niewoli.

 

Bóg czuwa nad każdym zdarzeniem

Na szczęście analizowane wersety podsuwają nam również koło ratunkowe, którego warto chwycić się także dzisiaj. Ta wskazówka zawiera się w stwierdzeniu, że to Pan „wydał” króla żydowskiego Jehojakima w ręce pogańskiego króla. Dla człowieka wierzącego oznacza to, że Bóg był jednak obecny nawet w tak trudnym wydarzeniu, jakim była niewola. Dla nas jest to znak, że żadna rzeczywistość nie wymyka się z rąk Bożych ani nic nie dzieje się bez Jego obecności, ponieważ to Bóg kieruje każdym zdarzeniem. Nawet tak tragiczne doświadczenie, jak przeżywana niewola, w końcu nie zaistniało tylko z racji potęgi pogańskiego władcy, ale stało się tak, ponieważ Bóg do tego dopuścił.

Prawda, że ostatecznie to Bóg kieruje losami świata i każdego człowieka jest ogromnie pocieszająca – szczególnie w przestrzeni naszych osobistych niewoli. Początek Księgi Daniela uczy nas bowiem, że jedną z najważniejszych cech Boga jest Jego wierność, która daje się poznać nawet w tak tragicznym czasie, jak utrata wolności i wygnanie. To właśnie ta wierność Boga staje się podstawą nadziei, którą pokładają w Nim ci, którzy Mu ufają. Bóg nigdy nie opuści tych, którzy w Niego wierzą. Co więcej – jak zobaczymy na przykładzie Daniela i towarzyszy – ci, którzy w Nim pokładają nadzieję i są Mu posłuszni, będą przez Niego nie tylko uchronieni od zła, ale również wywyższeni i obdarzeni godnościami, nawet w tak pogańskim miejscu, jak ówczesny Babilon.

 

Potrzeba walki duchowej poprzez post

Na szczęście u wielu osób – szczególnie w kwestii jedzenia – wzrasta dzisiaj świadomość tych zagrożeń, a wtedy łatwiej o moment duchowego przebudzenia.

Wymowa duchowa tych pierwszych dwóch wersetów dotyczy zatem dzisiaj również nas. Każdy bowiem może być dotknięty niebezpieczeństwem niepostrzeżonego oddania części lub całości swej duchowej wolności – niekiedy bez walki. Na szczęście u wielu osób – szczególnie w kwestii jedzenia – wzrasta dzisiaj świadomość tych zagrożeń, a wtedy łatwiej o moment duchowego przebudzenia. Wielu ludzi przybywających do naszego Domu aby wziąć udział w rekolekcjach z postem Daniela mówi o tym, że decyzja o podjęciu postu była – i jest nadal – niezwykle skutecznym narzędziem w walce ze zniewoleniem, nie tylko w dziedzinie jedzenia, ale również w innych niewolach ich życia.

To właśnie dlatego, od samego początku zaistnienia rekolekcji z postem Daniela w naszym Domu w Konstancinie-Jeziornie, mocno akcentujemy duchowy i rekolekcyjny wymiar tego czasu. Bardzo wyraźnie podkreślamy, że nie jest to SPA czy ośrodek wczasowy z dietą, ale rekolekcje z postem, czyli czas poszukiwania i odnajdywania obecności Boga na ścieżkach swojego życia. I w tym właśnie poszukiwaniu – podobnie jak to zobaczymy w życiu Daniela i jego towarzyszy – niezbędne jest podjęcie praktyki religijnego postu, który pełni tutaj podstawową i niczym niezastąpioną rolę.

 

Fragment pochodzi z książki: „Prorok Daniel miał rację. Nie tylko biblijne aspekty postu Daniela” autorstwa ks. Jana Jędraszka SAC

 


Zobacz więcej: Rekolekcje z Postem Daniela >>>

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️

Jan Jędraszek SAC

Jan Jędraszek SAC

Z wykształcenia filozof, z zamiłowania biblista głoszący Słowo Boże. Pracuje w Centrum Animacji Misyjnej prowadzonym przez Księży Pallotynów w Konstancinie-Jeziornie. Od ponad 10 lat prowadzi Rekolekcje z Postem Daniela i spotkania w comiesięcznej biblijnej Szkole Słowa.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jan Jędraszek SAC
Jan
Jędraszek SAC
zobacz artykuly tego autora >