Biblia. Księga, która narodziła się w rodzinie

"Historie rodziny w Biblii są zróżnicowane i niełatwe! Moglibyśmy je nazwać „real family”. Poznajemy domy, w których są realne problemy i to duże. Ile mamy takich historii współcześnie, wynikających z niemalże dokładnie takich sytuacji!". Co Biblia mówi o rodzinie? O tym rozmawiamy z biblistą, Piotrem Kosiakiem.

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Anna Koźlik: Czy Pismo Święte może coś „dać” współczesnej rodzinie?

Piotr Kosiak: Biblia jest bardzo rodzinną księgą i narodziła się w rodzinie. To nie było tak, że ktoś sobie siedział na skale, nagle przyfrunął do niego anioł i powiedział : „Pisz to i to” albo „Szanowny panie Abrahamie, zrobię z tobą taką historię.” To wszystko się rodzi w rodzinie, w klanach. Dlatego Biblia jest fascynująca, ponieważ jest historią człowieka, który żyje zawsze w rodzinie, od samego początku. Bóg w Starym Testamencie przygotowuje ludzi na przyjęcie Jezusa Chrystusa, opowiadając wiele historii zakorzenionych w najbliższych relacjach międzyludzkich. Samo już stworzenie człowieka jest historią rodziny. Adam (po hebrajsku człowiek) nie czuje się spełniony, pomimo tego, że Bóg daje mu coś niesamowitego: władzę nadawania imion. W tradycji semickiej to nie jest tylko kwestia nadania samej nazwy, ale nadanie najgłębszej istoty jakiemuś stworzeniu. Adam zaproszony do tego aktu stwórczego, nie czuje się wcale spełniony. Pomimo tego, że ma coś boskiego w swoich rękach poprzez to określanie istoty, jest smutny. Bóg pozwala ucieszyć się mu poprzez stworzenie Ewy, hawy- matki. Dopiero wtedy Adam odnajduje szczęście! Zaczyna się cała historia Starego Testamentu, którą można by było sprowadzić do wspólnego mianownika, jakim jest właśnie historia rodziny.

 

Jakie są rodziny w Biblii? Bezproblemowe?

Zróżnicowane i niełatwe! Moglibyśmy je nazwać „real family”. Poznajemy domy, w których są realne problemy i to duże! Od razu pojawiają się Kain i Abel i tarcie między braćmi – jest zazdrość, walka o wpływy, niekończąca się na zwykłej niechęci, ale na zabójstwie. Mamy w dalszej kolejności problemy w rodzinach związane z pożądliwością – mamy córki Lota, pojawia się historia Tamar, która uwodzi swojego ojca, bo bardzo chce mieć dzieci. Pojawia się także problem bezdzietności. Znamy historię Abrahama i Sary, spełnionego i nowoczesnego małżeństwa, które ma wszystko prócz dzieci. Sara w swojej bezradności wpada na pewien pomysł i jej myślenie jest takie, jak naszego współczesnego świata. Mówi do Abrahama: „Jest w naszej tradycji taki zwyczaj, byś wziął moją niewolnicę, niech ona urodzi na moich kolanach Twoje dziecko”. Na pierwszych niemalże kartach Pisma mamy zarysowaną rodzinę zastępczą. Potem w tej samej rodzinie mamy problem z tym, że dziecko Hagar zaczyna rywalizować  z dzieckiem Sary i Abrahama, Izaakiem.

 

Czyli „nic nowego pod słońcem”?

Ile mamy takich historii współcześnie, wynikających z niemalże dokładnie takich sytuacji?! Jak żadnego z dzieci nie faworyzować? Krok dalej pojawia się ogromne wyzwanie przed Abrahamem – Bóg chce sprawdzić czy jest w życiu Abrahama nadal na pierwszym miejscu, widząc, że Izaak staje się bogiem dla swojego ojca. Ile w naszych rodzinach jest takich problemów, kiedy małżonkowie zapominają o swojej więzi, o sakramencie i stawiają dzieci na pierwszym miejscu? Pierwotna relacja to relacja mąż-żona, a nie dzieci, które są owocem miłości męża do żony. Kulminacją jest rodzina w Nazarecie. Piękna niewiasta Miriam zakochuje się w Józefie, Józef zakochuje się w Miriam i nagle dzieje się rzecz nieprawdopodobna. Józefowi wali się świat, bo kobieta, którą zna i kocha, co więcej wychowana w świątyni, a więc pobożna, przychodzi do niego będąc już w ciąży. Na początku trudno uwierzyć Aniołowi, który przyszedł i mówi Józefowi o poczęciu z Ducha Świętego! Mamy więc problemy związane z brakiem potomstwa, z rywalizacją, z wychowaniem dzieci. A z drugiej strony odnajdziemy też w niej miejsca bardzo erotyczne, co uwypukla się szczególnie w „Pieśni nad Pieśniami”.

 

Dobrym korzystaniem z Biblii w kontekście rodzinnym jest faktycznie znajdywanie płaszczyzn wspólnych. Jeśli mamy w małżeństwie, np. problemy z płodnością, próbujemy się zaprzyjaźnić z bohaterami, którzy jej doświadczali. Zaczynamy zgłębiać ich historię, medytujemy nad nią. To pierwszy krok w tym, by Pismo Święte odnosić do swojego życia

Rodziny codziennie pracują na szczęśliwe relacje, wychowują dzieci albo o nie się starają, ale i też nieraz są podzielone, w kryzysie, z zamiecionymi problemami pod dywan. Jaka jest szansa, że znajdziemy w Słowie Bożym system rodzinny podobny do naszego? A jeśli już, to co z tym zrobić?

Dobrym korzystaniem z Biblii w kontekście rodzinnym jest faktycznie znajdywanie płaszczyzn wspólnych. Jeśli mamy w małżeństwie, np. problemy z płodnością, próbujemy się zaprzyjaźnić z bohaterami, którzy jej doświadczali. Zaczynamy zgłębiać ich historię, medytujemy nad nią. To pierwszy krok w tym, by Pismo Święte odnosić do swojego życia. Z czasem zobaczę w tej opowieści coraz więcej szczegółów, znajdę punkty wspólne, jak smutek, ucieczka w pracę. Zaczynam przeglądać się w tych postaciach biblijnych, zauważam zachowania mojego współmałżonka, który z jednej strony analizuje problem, może trochę się z tego śmieje jak Sara, ale to śmiech pomieszany ze smutkiem.

Drugim krokiem może być dla nas modlitwa tekstem, w którym odnajdujemy postaci podobne nam. Kiedy już poznaliśmy czyjąś historię, udało nam się zaprzyjaźnić, to wchodzimy w modlitwę. Staję przed Bogiem, modląc się np. za pośrednictwem Abrahama i Sary. To ma być prosta modlitwa: „Panie Boże, ja się odnajduję w tej historii Abrahama i Sary, widzę, że oni przeżywali dokładnie to samo. Ty dajesz mi to słowo, które jest prawdziwe. Ty możesz zrobić z moją historią podobnie, wskaż jakąś drogę… Może dziś naszym etapem jest rodzina zastępcza, jaką dla nich była Hagar. Jeśli tak jest, to daj nam dobrych ludzi, którzy mogą nam w to wejść”. Taka szczera, prosta, płynąca z serca, ale i dogłębnie ludzka modlitwa tym tekstem pokazuje też, że taka jest sama Biblia. Prosta i bardzo ludzka. Żeby zrozumieć ten tekst głębiej, wystarczy poszukać dobrych biblistów czy historyków tekstu, np. kanały na YouTube o. Adama Szustaka, śp. ks. Piotra Pawlukiewicza, które pomogą poznać tekst bardziej intelektualnie. Pomocą może być także powieszenie obrazu, ikony w swoim miejscu pracy, przy biurku czy nawet w kuchni. Potrzebujemy w życiu takich rytuałów, symboli. Takimi prostymi zabiegami możemy postacie biblijne ożywić i zaprosić pod nasz dach.

 

 

Czy to, że Stary Testament i Nowy różnią się od siebie –  bo tak biegła historia Zbawienia – wpływa na to, że obraz rodziny w tych dwóch częściach Pisma jest inny? Rozwija się, czy raczej jest niezmienny?

Stary Testament obrósł legendą, że jest stary, trudny, a może i nawet niepotrzebny. Ludzie na pierwszy rzut oka widzą tam Boga karzącego i nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Z racji tego, że jesteśmy chrześcijanami, to jest nam bliższy Jezus, apostołowie, Kościół i bardziej serdecznie dlatego też traktujemy Nowy Testament. A przecież Pismo Święte jest jedno i całe, to zbiór ksiąg Starego i Nowego Testamentu. Jak się zaczyna czytać księgi Starego Przymierza, to widać, że to pewna zapowiedź tego, co będzie się wypełniało w Nowym Przymierzu. Są treści, które się przenikają i uzupełniają. Jezus cytuje najczęściej proroka Izajasza, prawie 100 razy. Jeśli Jezus jako człowiek zna Stary Testament to przykład dla nas, żeby do tych treści odważnie sięgać.

 

Czy to znaczy, że w każdym domu powinna być Biblia i szereg ksiąg komentujących?

Nie zachęcam do czytania Biblii “od A do Z”, bo tak się czyta na studiach teologicznych, kiedy ma się pewien aparat do tego i dostęp szeregu komentarzy. Do tekstu trzeba też po prostu dojrzeć. Przyjdzie taki czas, że poczujesz, że jest to czas na Pismo. Zachęcam do czytania Pisma księgami, np. chciałbym adwent przeżyć z bohaterami Księgi Rodzaju. Polecam w Internecie szukać komentarzy ks. Pawlukiewicza, abpa Rysia, o. Adama Szustaka. Edycja św. Pawła wydała „Nowe komentarze biblijne” napisane bardzo zrozumiałym językiem, dla każdego, kto ma średnie wykształcenie. Fantastyczna pomoc!

 

Ks. Pawlukiewicz w swojej autobiografii wspominał, że w jego domu rodzinnym każdy miał swoją książeczkę do nabożeństwa, każdy zupełnie inną. Co jeśli w rodzinie każdy z nas ma inną duchowość? To przeszkoda, czy potencjał do pełniejszego odbioru Pisma Świętego?

Mogę powiedzieć jak my w rodzinie staramy się to robić, szczególnie podczas pandemii, kiedy nie zawsze w niedzielę możemy pójść do kościoła ze względu na obostrzenia. Mamy zwyczaj przygotowania się do Liturgii, albo zakładamy, że wspólnie chcemy przeczytać rodzinnie jakąś księgę. Ale jesteśmy nawet w jednej rodzinie różni, i dzięki Bogu, że jesteśmy różni! Komuś bliższy jest Nowy Testament, komuś listy Jakuba, a ktoś najchętniej sięga po psalmy. Dobrze jest stymulować też dzieci do tego, co lubią. Możemy kupić fajną starożytną mapę i zobaczyć, jak wyglądał dawny świat. Ucząc się Biblii, uczymy się wielu przedmiotów, to bardzo rozwojowe. To nie tylko kwestia pracy w domu! W czasie urlopu mamy możliwość podróżować z Biblią, tak, żeby dzieci doświadczyły tej realnej bliskości naszego życia i Biblii. Kiedy dzieci mają taką interdyscyplinarność, to czują się tym zachęcone! Można wręcz ugotować potrawy biblijne – rybę, podpłomyk Abrahama, zupę soczewicową. Dlaczego nie gotować z Biblią? Przy okazji przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia, przy przygotowaniu szopki, poszukajmy wspólnie jak ta grota wyglądała, doczytajmy razem jak mogli wyglądać pasterze, przeczytajmy fragment opisu św. Łukasza.  Dzięki takim prostym elementom już wchodzimy w świat Pisma i jesteśmy w tym rodzinnie razem.

 

Czy jest jakiś uniwersalny sposób na rodzinne czytanie i poznawanie Słowa Bożego? Od czego zacząć? Mamy jakąś współczesną Biblię Pauperum?

Proponowałbym korzystać z tego, co mamy w domu. Nagle się może okazać, że Biblia, którą mamy, już dawno nie była otwierana. Najlepsza jest ta, która jest przez nas po prostu czytana. Możemy też skorzystać z atrakcyjnych słuchowisk jak Biblia Audio Superprodukcja, ale i Biblia Audio Kids. Kiedyś Bibllia była czytana tylko w kościele. Ludzie na co dzień mieli przez całe wieki zamiast niej piękne arcydzieła sztuki, np. witraże i to im wystarczało. Do pewnego momentu Biblia przecież była po łacinie! I choć nadal jest często i chętnie kupowana na całym świecie, nie ma się co oszukiwać, że wszyscy po nią sięgną. A po słuchowisko już tak. Biblia Audio Kids, czytana przez dzieci i komentowana przez biblistę, może być taką współczesną Biblią Pauperum, czymś, czym były kiedyś witraże. Stoisz w korku i możesz po prostu odsłuchać atrakcyjnego, zrobionego z rozmachem słuchowiska jakim jest Biblia Audio Superprodukcja. Świetna jakość, dźwięki wyłowione wręcz z Izraela! A kiedy pojawia się coś  niezrozumiałego, szukajmy dostępnych komentarzy. Jest ich naprawdę dużo. Pismo Święte jest arcyludzkim tekstem, który nic nie tuszuje. Pokazuje grzeszność człowieka, czasem wręcz jego słabiznę. Nasze życie nie zawsze jest usłane płatkami róż i cukrem pudrem. W Biblii jest wiele wspaniałych momentów, np. kiedy otwiera się Morze Czerwone, ale są też trudne, jak zdrada Judasza, zaparcie się Piotra. Samo życie. Biblia jest doskonałym podręcznikiem rodzinności, bo jest właśnie tak bardzo ludzka.

 


Dr Piotr Kosiak – biblista teolog, członek Stowarzyszenia Biblistów Polskich. Szczęśliwy mąż i ojciec.


 

Anna Koźlik

Anna Koźlik

Mgr teologii, doradca rodzinny, nauczyciel Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny, założycielka strony Płodna.pl. Lubi mówić i pisać o małżeństwie, seksualności i teologii ciała.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Potrzeba nadziei! Proroctwo o. Badeniego wciąż aktualne

O. Joachim Badeni, dominikanin, który zmarł w opinii świętości, w 2009 roku podczas Przeistoczenia na Mszy św. usłyszał wezwanie, by podyktować proroctwo o czasach ostatecznych, końcu świata i ponownym przyjściu Chrystusa. – To przesłanie pełne nadziei na ostateczne zwycięstwo dobra nad złem – mówi Judyta Syrek, autorka książki „Siła nadziei. Uwierzcie w koniec świata”, której niezwykły dominikański mistyk przekazał treść przesłania w ostatniej rozmowie.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Anna Druś: Dlaczego akurat teraz, 10 lat po śmierci o. Joachima Badeniego ponownie ukazuje się książka zawierająca Twoją rozmowa z nim o czasach ostatecznych? Ma to jakiś związek z ostatnimi wydarzeniami w Polsce?

Judyta Syrek: Zacznę od sloganu, który dla mnie jest prawdziwy: w życiu nie ma przypadków. Wznowienie tej książki, i to w tak poszerzonej formule, jest opatrznościowym zbiegiem okoliczności. Na pomysł wznowienia tej książki wpadła m.in. Aneta Liberacka, w związku z pandemią. Wydało się nam, że głosu mędrca, jakim bez wątpienia był ojciec Joachim, potrzeba dzisiaj bardzo wielu ludziom. Bo wiele osób patrząc na sytuację na świecie spowodowaną wirusem zadaje teraz pytania o sens, o przyszłość tego świata, o wartość życia. Coś w nas domaga się nadziei. Ale gdy już zbliżał się termin przygotowywania książki do druku – pojawiło się orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego o aborcji, rozpoczęły się strajki kobiet, przeplatane z kolejnymi doniesieniami o pedofilii w Kościele. I wtedy zobaczyliśmy, że słowa ojca Badeniego są wciąż aktualnym przesłaniem, i dzisiaj chyba jeszcze mocniej do nas przemawiają niż 10 lat temu. Jeszcze mocniej potrzebna nam jest nadzieja, która płynie z tego proroctwa, z przesłania o powtórnym przyjściu Chrystusa na ziemię. Ojciec Joachim mówił wtedy właśnie o tym co dzisiaj przeżywamy.

 

W jakim kontekście?

Mówił, że to właśnie grzech aborcji oraz grzech pedofilii są tymi, które wywołają największy gniew Boga. A gdy mówił o tych sprawach, stawał się bardzo surowy, ostry, choć wiele osób kojarzy go dzisiaj z wizerunkiem dobrego, wesołego staruszka, arystokraty. On był prorokiem, pisał o tym już 10 lat temu o. Jan Andrzej Kłoczowski. Dzisiaj widzę, jak ważnym na ten czas, który właśnie przeżywamy. 

 

Jak w ogóle doszło do Waszej rozmowy?

To była inicjatywa ojca Joachima i ojca Jana Andrzeja, oni namówili mnie na zrobienie wywiadu o wizji końca świata.

 

Wizji?

11 lat temu, w 2009 r. ojciec Joachim, odprawiając Mszę świętą, w czasie Przeistoczenia poczuł mocne wezwanie od Pana Boga, że przyszedł czas, by podyktował książkę o Paruzji. Już wcześniej miał wizję końca świata, opowiada o tym w książce. To było w czasie pobytu w szpitalu, nagle zobaczył jakby uciekające przed czymś karaluchy (symbol zła) a potem Jezusa, takiego w rycie wschodnim – Dostojnego Władcę, przed którym ucieka całe zło tego świata. Wizję tę odebrał jako przypomnienie, że dobro zwycięży, że Jezus pokona wszelkie zło. I potem w 2009 r. miał wezwanie, by podzielić się opowieścią o niej ze swoim powiernikiem, o. Janem Kłoczowskim. To on zasugerował podobno o. Joachimowi, żebyśmy razem zrobili książkę o Paruzji. 

 

Była to najważniejsza rozmowa w moim życiu, która cały czas coś we mnie zmienia. Ona zmienia coś fundamentalnego. Choć ta zmiana wiąże się też z bezustanną walką

Judyta Syrek z o. Joachimem Badenim

Jak zareagowałaś na tę propozycję?

Kiedy ojciec Joachim zadzwonił do mnie i powiedział o co chodzi, odpowiedziałam: super, ale może lepiej, żeby poszukał Ojciec do takiej rozmowy jakiegoś teologa, kogoś, kto się na tym zna? Bo ja jestem tylko absolwentką filozofii, nie mam pojęcia o eschatologii. Znam się też ewentualnie na sprzątaniu i gotowaniu, choć na tym drugim mniej. Ale ojciec miał niezwykły dar przekonywania. Nie odpuścił, zaczęliśmy spotykać się i dzisiaj myślę, że była to najważniejsza rozmowa w moim życiu, która cały czas coś we mnie zmienia. Ona zmienia coś fundamentalnego. Choć ta zmiana wiąże się też z bezustanną walką. Myślę, że każdy człowiek toczy walkę w sobie samym, walkę dobra ze złem. Czasem wiary z niewiarą, miłości z nienawiścią.  

 

Jak się pracowało z ojcem Badenim?

Te rozmowy nie były dla mnie łatwe, bo miałam poczucie, że brakuje mi tego zaplecza teologicznego. Niemniej przygotowałam się do nich pytając też różnych znajomych, co chcieliby wiedzieć o Paruzji. Z tych wszystkich rozmów wyłoniło się bardzo konkretne przesłanie, a jest nim NADZIEJA i siła, która z niej płynie. A nawet pewność, że Bóg zwycięża zło i zwycięży je ostatecznie! Dzisiaj musimy na nowo uświadomić sobie perspektywę tego ostatecznego sądu nad światem. Zbyt wielu chrześcijan w ogóle o tym nie pamięta, a pierwsi wierzący w Chrystusa właśnie na tej perspektywie budowali swoją wiarę. Ojciec Badeni trafnie o tym mówił. Porównywał chrześcijan wątpiących w możliwość zwycięstwa dobra nad złem do żołnierza, który wyrusza na bitwę nie wierząc w zwycięstwo, który idzie na wojnę i nie widzi sensu walki.

 

Słowa o Paruzji to współczesny dokument dla kolejnych pokoleń, przekazujący wiarę w najważniejszą prawdę o tym, że Chrystus zwycięży

Nowa książka nie jest tylko wznowieniem poprzedniego wydania, to coś znacznie więcej. 

Zgadza się. To, co 10 lat temu ukazało się pod tytułem „Uwierzcie w koniec świata”  stanowi teraz drugą część książki. Pierwszą napisałam w oparciu o konferencje, które kiedyś przekazał mi o. Tomasz Nowak i które przeleżały u mnie 10 lat. Część z nich była wykorzystana w książce „Wyjdź do światła”, ale niewielka. Dzisiaj udało się stworzyć duchową, bardzo bogatą w niezwykłe słowa – słowa, które mają bez wątpienia ogromną siłę przemiany serc – biografię ojca Badeniego i jego testament. Bo słowa o Paruzji to współczesny dokument dla kolejnych pokoleń, przekazujący wiarę w najważniejszą prawdę o tym, że Chrystus zwycięży. 

 

Masz jakąś ulubioną opowieść w tym zbiorze?

W tym zbiorze jest wiele ulubionych fragmentów. Najważniejsze dla mnie osobiście to te na temat poszukiwania światła Boga. Bardzo nam dzisiaj tego światła potrzeba. Ale moją ulubioną opowieścią z życia ojca Joachima jest historia jednej kobiety, którą opowiedział mi przyjaciel Ojca, Kazimierz z Bujakowa. Ojciec Joachim spędzał wiele czasu w jego domu. Pewnego dnia stanął przy oknie i zaczął przypatrywać się pracy staruszki, która kopała ziemniaki w polu. Przyjaciel o. Joachima zapytał: czego tak Ojciec wypatruje? A on odpowiedział, wskazując na pracującą w polu, pochyloną staruszkę: „Tamta kobieta jest święta”. To była sąsiadka pana Kazimierza, u której on sam nigdy niczego nadzwyczajnego nie zauważył. Ale przyznał też od razu, że tak naprawdę niewiele o tej pani wie. Zaczął sobie więc kojarzyć, że ona zwykle ma pogodną twarz, że codziennie chodzi do kościoła, nigdy nachalnie nie narzuca swojej religijności. Prosta staruszka, która codziennie jest na Mszy w kościele. Ojciec mu wtedy odpowiedział: „Właśnie tak wyglądają święci, prości, czasem pochyleni, ale zawsze bije od nich światło”. Tego światła w prostych kobiecych sercach bardzo nam dzisiaj potrzeba. 

 

Ojciec Joachim był przede wszystkim znany jako świetny duszpasterz akademicki, który na dodatek ma rękę do kojarzenia par małżeńskich. Popularne stało się powiedzenie: „Tylko Badeni dobrze cię ożeni”. Taki brand Badeniego.

Czy współbracia lub inni ludzie zdawali sobie sprawę z mistyki o. Joachima jeszcze za jego życia?

Tak, ale on był bardzo ostrożnym człowiekiem i zdystansowanym do własnych przeżyć. Na pierwszym planie u niego zawsze był Jezus i potem Matka Boża. Przez wiele lat tylko z zaufanymi osobami dzielił się swoimi przeżyciami duchowymi. To za sprawą wspomnianego już o. Jana Andrzeja Kłoczowskiego zaczął dyktować książki o mistyce. Mnie ujął sformułowaniem, że mistyka może być dla każdego, bo przecież Bóg codziennie chce spotkać człowieka – o tym jest też mowa w najnowszej książce.

Ale ojciec Joachim był przede wszystkim znany jako świetny duszpasterz akademicki, który na dodatek ma rękę do kojarzenia par małżeńskich. W latach 60. XX wieku, kiedy był duszpasterzem w Poznaniu, popularne stało się powiedzenie: „Tylko Badeni dobrze cię ożeni”. Potem w Krakowie prawie do śmierci powtarzano to hasło. Taki „brand” Badeniego. I coś w tym było faktycznie, bo ojciec poznał ze sobą wiele osób, które potem stworzyły fantastyczne małżeństwa. Jednocześnie cały czas szedł w kontemplację. Miał nawet krótki epizod w klasztorze kamedułów na Bielanach, z którego jednak wrócił, gdy chciano zlikwidować klasztor dominikanów w Poznaniu.

Potem w latach 90. zasłynął z modlitw o uzdrowienie, bo rzeczywiście czuł takie silne wezwanie do wymadlania ludziom zdrowia w różnych chorobach. Do dziś nawet słyszę świadectwa osób, które twierdzą, że zostały wtedy cudownie uzdrowione przez Pana Boga po modlitwach o. Joachima. Ja sama prosiłam go o modlitwę w intencji swojej mamy, która w czasie, gdy tworzyliśmy „Sekrety mnichów” miała operację stawu biodrowego. Ojciec modlił się mocno za nią i bardzo szybko doszła do siebie, rzuciła kule. Dzisiaj jest sprawna. Znam też osobę, która uważa, że została wyleczona z raka kości za sprawą modlitw ojca. Świadectw jest wiele, o niektórych pisałam w biografii „Nie bój się żyć”. Ojciec był znanym charyzmatykiem. Ale najważniejsze są jego przeżycia mistyczne, które przez wiele lat nie były szeroko znane, choć doświadczał ich od 1936 roku. 

 

Jak sam mówił uprawiał clubbing, balował po prostu i to w wielu miastach Europy: w Krakowie, we Lwowie, czy Sztokholmie. Aż do momentu, kiedy to w drodze do klubu nocnego, przechodząc obok figury Matki Bożej we Lwowie, poczuł, jakby go ktoś mocno dotknął

Ale nie całe życie był blisko Pana Boga, prawda?

On nie, ale Pan Bóg był blisko niego. W latach trzydziestych XX wieku był chyba jednym z najbogatszych młodzieńców w Europie, razem z przyrodnim bratem Karolem Habsburgiem. Jest przecież synem polskiego dyplomaty i arystokraty, Ludwika Badeniego oraz arystokratki szwedzkiej rodu Ankarcrona. Kiedy o. Joachim miał dziesięć lat jego mama po raz drugi wyszła za mąż za Karola Olbrachta Habsburga, arcyksięcia z Żywca. Rodzina żywiecka była bardzo religijna, ale on sam niespecjalnie. Jak sam mówił uprawiał clubbing, balował po prostu i to w wielu miastach Europy: w Krakowie, we Lwowie, czy Sztokholmie. Aż do momentu, kiedy to w drodze do klubu nocnego, przechodząc obok figury Matki Bożej we Lwowie, poczuł, jakby go ktoś mocno dotknął między łopatkami, jakby mu Ktoś położył dłoń na plecach, tak jak kładzie się dłoń, kiedy chce się kogoś poprowadzić. Odwrócił się, ale nikogo nie było. Zastanawiał się przez chwilę, czy zwariował, czy coś jest z nim nie tak. Ale poczuł przekonanie, że nie powinien iść na imprezę. Zawrócił do domu, położył się, zasnął, a rano czuł silne pragnienie pójścia do kościoła. Wszedł do kościoła lwowskich dominikanów, co zresztą było jego pierwszym spotkaniem z Zakonem Kaznodziejskim. Wówczas trwało wystawienie Najświętszego Sakramentu, babcie odmawiały Różaniec. I gdy na koniec ksiądz uniósł Monstrancję do góry do błogosławieństwa, młody Badeni zobaczył w Hostii prawdziwe Ciało Chrystusa. To było jego pierwsze przeżycie mistyczne, które dało początek gruntownemu nawróceniu. Wtedy przeczytał dzieła wszystkich mistyków, zaczął codziennie chodzić do kościoła. Do zgromadzenia dominikanów wstąpił jednak dopiero w czasie II wojny światowej, kiedy już jako żołnierz nie umiał oprzeć się powołaniu, które czuł. Po rozmowie z o. Bocheńskim podczas obozu szkoleniowego w Anglii, podjął decyzję, że wstępuje do dominikanów w Szkocji.

 

Podobno dotarłaś do ciekawej historii tej figury, przy której nastąpiło to niezwykłe wydarzenie dające początek jego nawróceniu?

W czasie pisania biografii w 2013 roku, dzięki dominikanom ze Lwowa, udało się odnaleźć modlitewnik, który należał do jego przyszywanej prababki (drugiej żony pradziadka). Okazuje się, że prababka, która była bardzo pobożną kobietą, w modlitewniku zapisała prośbę o błogosławieństwo i święte życie kolejnych pokoleń. Później dotarłam do informacji, że to właśnie ona ufundowała alabastrową figurę Maryi. Ojciec Joachim mówił o niej “ciotka”. Pradziadek też był człowiekiem głębokiej modlitwy. Można powiedzieć, że mistyka u Badenich zaczęła się wcześniej. 

 

Gdy więc jako chrześcijanie widzimy złe rzeczy na tym świecie, naszym zadaniem jest nie tylko wiara w zwycięstwo, podtrzymywanie nadziei w innych, ale też dawanie świadectwa. Wiara nie jest sprawą prywatną – w tym przekonaniu ugruntował mnie właśnie o. Joachim. 

Dwa lata temu dominikanie ogłosili, że rozpoczynają przygotowania do jego procesu beatyfikacyjnego…

Tak, przygotowania trwają, zbierane są materiały, zajmuje się tym między innym o. Tomasz Gałuszka. Ale nie śledzę tych informacji na bieżąco. U dominikanów tradycja pokazuje, że takie procesy trwają długo. Dzisiaj natomiast mocno możemy się skupić na przesłaniu, które zostawił, bo ono jest mocno aktualne. Zresztą widzę, że nawet to przesłanie zawarte w jego ostatniej książce-rozmowie przemienia duchowo ludzi. W rozmowach ze mną wiele osób przyznaje, że często wraca do tego, co o. Badeni mówił o Paruzji. Myślę, że można go już zaliczyć do takich klasyków duchowości. Miał nawet takie powiedzenie, że Chrystus jest ponad tym i zwycięstwo dobra jest pewne. Gdy więc jako chrześcijanie widzimy złe rzeczy na tym świecie, naszym zadaniem jest nie tylko wiara w zwycięstwo, podtrzymywanie nadziei w innych, ale też dawanie świadectwa. Wiara nie jest sprawą prywatną – w tym przekonaniu ugruntował mnie właśnie o. Joachim. 

 

Mocne przesłanie, zwłaszcza we współczesnym kontekście. 

Tak. Ale jest jeszcze jedno, które bardzo mi się kojarzy z ostatnimi wydarzeniami. W 2009 roku zapytałam o. Badeniego o to, jaka będzie największa pokusa Antychrysta. Odpowiedział, że Antychryst będzie chciał pokazać światu, że zło jest dobrem. Dzisiaj poszedł o krok dalej. Patrząc na to co się dzieje, widać, że chce nam pokazać, iż dobro jest złe, że świętość można próbować podważać, obalić, nie dopuszczać do kolejnych kanonizacji. Antychryst posługuje się przewrotnością. Dlatego tak bardzo potrzebna nam dzisiaj jest wiara w totalne zwycięstwo Chrystusa.

 


OJCIEC JOACHIM BADENI – ceniony kaznodzieja, wieloletni duszpasterz akademicki, filozof, arystokrata i mistyk, na kartach książki wzywa do gotowości na ponowne przyjście Chrystusa. Podejmuje ten ważny temat bez patosu i zadęcia, stanowczo, lecz i z właściwym sobie poczuciem humoru. Dzieli się bogatym doświadczeniem życiowym i żywym doświadczeniem religijnym, ujmując przy tym szczerością.

 

Książka Judyty Syrek i o. Joachima Badeniego „Siła nadziei. Uwierzcie w koniec świata” wyrywa z apatii i poczucia beznadziei. I zaskakuje. Mimo, że jej główny wątek stanowi pogłębiona teologiczna refleksja, poświęcona poważnym tematom ostatecznym, ta lektura odświeża ducha, zachęca do działania i w efekcie – zadziwiająco pokrzepia. 

Ukazująca się nakładem Wydawnictwa Stacja7 książka jest rozszerzeniem wydanych wcześniej rozmów z ojcem Badenim “Uwierzcie w koniec świata” i “Wyjdź do światła” o niepublikowane dotąd wypowiedzi charyzmatycznego dominikanina, który zmarł w 2010 roku w opinii świętości.

Książka dostępna w przedsprzedaży na dobroci.pl

 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor, w latach 2018-20 odpowiedzialna za sekcję news w Stacji7. Wcześniej pracowała w “Pulsie Biznesu”, “Newsweeku” i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap