Papież rozpoczął nowy cykl katechez. Temat: modlitwa

W sercu każdego człowieka, w każdym stworzeniu nurtuje i wyłania się pewien milczący krzyk przyzywający Bożego miłosierdzia, ponieważ człowiek jest „żebrakiem wobec Boga” – powiedział Ojciec Święty rozpoczynając nowy cykl katechez. Będą one poświęcone modlitwie.

Polub nas na Facebooku!

Papież rozpoczął nowy cykl katechez. Temat: modlitwa
W sercu każdego człowieka, w każdym stworzeniu nurtuje i wyłania się pewien milczący krzyk przyzywający Bożego miłosierdzia, ponieważ człowiek jest „żebrakiem wobec Boga” – powiedział Ojciec Święty rozpoczynając nowy cykl katechez. Będą one poświęcone modlitwie.

Dzisiejsza środowa audiencja generalna była kolejną bez udziału wiernych, a jedynie transmitowaną z biblioteki Pałacu Apostolskiego.

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj rozpoczynamy nowy cykl katechez na temat modlitwy. Modlitwa jest oddechem wiary, jest jej najbardziej właściwym wyrazem. Jakby wołaniem, wychodzącym z serca tych, którzy wierzą i powierzają się Bogu.

Pomyślmy o historii Bartymeusza, postaci z Ewangelii (por. Mk 10, 46-52 i par.)- i wyznam wam, że dla mnie jest on najsympatyczniejszy ze wszystkich. Był niewidomy i siedział żebrząc na poboczu drogi, na obrzeżach swojego miasta, Jerycha. Nie był postacią anonimową, miał twarz, imię: Bartymeusz, czyli „syn Tymeusza”. Pewnego dnia usłyszał, że obok miał przechodzić Jezus. Istotnie Jerycho było miejscem spotkania ludzi, nieustannie przemierzanym przez pielgrzymów i kupców. Wtedy Bartymeusz stanął w pobliżu: zrobiłby wszystko, żeby spotkać Jezusa. Wielu ludzi czyniło to samo. Przypomnijmy Zacheusza, który wszedł na drzewo. Wielu chciało zobaczyć Jezus. On też.

W ten sposób ów człowiek wkroczył do Ewangelii jako ktoś, kto woła na cały głos. Nie widział, nie wiedział, czy Jezus jest blisko czy daleko, ale rozumiał to z zachowania tłumu, który w pewnym momencie narastał i się przybliżał… Ale był zupełnie sam i nikt o niego się nie troszczył. Co zatem uczynił Bartymeusz? Krzyczał. Stale krzyczał. Użył jedynej broni, jaką dysponował: swojego głosu. Zaczął krzyczeć: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (w. 47). W ten sposób nieustannie krzyczy.

Jego wielokrotne krzyki irytowały, nie były uprzejme i wiele osób go upominało, by zamilkł, aby był grzeczny, aby tego nie robił. Ale Bartymeusz nie milczał, wręcz przeciwnie, krzyczał jeszcze głośniej: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (w. 47). Pojawia się tutaj ów upór ludzi proszących o jakąś łaskę i nieustannie pukają do serca Boga. On krzyczy, dobija się o łaskę. To wyrażenie: „Syn Dawida”, jest bardzo ważne; oznacza „Mesjasza”, jest wyznaniem wiary, które wyszło z ust tego pogardzanego przez wszystkich człowieka.

A Jezus wysłuchał jego wołania. Modlitwa Bartymeusza poruszyła Jego serce, serce Boga, i otwarły się dla niego bramy zbawienia. Jezus kazał go wezwać. Zerwał się, a ci, którzy wcześniej kazali mu milczeć, teraz mimo wszystko prowadzą go do Mistrza. Jezus mówi do Niego, prosi, aby wyraził swoje pragnienie – to jest ważne – i wtedy wołanie staje się prośbą: „żebym przejrzał!” (w. 51).

Jezus mówi mu: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła” (w. 52). Dostrzega w tym biednym, bezbronnym, pogardzanym człowieku całą moc jego wiary, która przyciąga miłosierdzie i moc Boga. Wiara to dwie wzniesione ręce, głos wołający, by błagać o dar zbawienia. Katechizm stwierdza, że „podstawą modlitwy jest pokora” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 2559). Modlitwa rodzi się z ziemi, z humus – z którego po łacinie pochodzi słowo „pokorna”, „pokora”; wypływa z naszego stanu ubóstwa, z naszego nieustannego pragnienia Boga (por. tamże, 2560-2561).

Wiara – widzieliśmy to w postaci Bartymeusza – jest krzykiem; nie-wiara jest tłumieniem tego krzyku, tym co ludzie czynili, aby go uciszyć, nie byli ludźmi wiary, ale on tak, tłumienie tego krzyku jest rodzajem „omerty” – zmowy milczenia. Wiara jest protestem przeciwko żałosnemu stanowi, którego przyczyny nie rozumiemy; nie-wiara jest poprzestawaniem na znoszeniu sytuacji, do której się dostosowaliśmy. Wiara jest nadzieją, że będziemy zbawieni nie-wiara jest przyzwyczajeniem się do gnębiącego nas zła.

Drodzy bracia i siostry, rozpoczynamy ten cykl katechez od krzyku Bartymeusza, ponieważ być może w takiej postaci, jak on wszystko jest już napisane. Bartymeusz był człowiekiem wytrwałym. Wokół niego byli ludzie, którzy tłumaczyli, że błaganie jest bezużyteczne, że jest wykrzykiwaniem bez odpowiedzi, że jest zgiełkiem, który przeszkadzał i na tym koniec, żeby przestał krzyczeć, ale on nie pozostał w milczeniu. I w końcu otrzymał to, czego pragnął.

W sercu człowieka istnieje silniejszy niż wszelkie argumenty przeciwne głos błagający, wszyscy mamy ten głos w naszym wnętrzu. Głos, który wypływa spontanicznie, nikt go nie nakazuje, głos, który zastanawia się nad sensem naszego pielgrzymowania tu na ziemi, zwłaszcza gdy znajdujemy się w mroku: „Jezu, zmiłuj się nade mną! Jezu, zmiłuj się nade mną!” – to piękna modlitwa.

Ale czyż te słowa nie są wyryte w całym stworzeniu? Wszystko przyzywa i błaga, aby tajemnica miłosierdzia znalazła swoje ostateczne wypełnienie. Modlą się nie tylko chrześcijanie: współdzielą oni krzyk modlitwy ze wszystkimi ludźmi. Ale można jeszcze poszerzyć ten horyzont: św. Paweł mówi, że całe stworzenie „jęczy i wzdycha w bólach rodzenia” (Rz 8, 22). Artyści często wyrażają ten milczący krzyk, który nurtuje w każdym stworzeniu i wyłania się przede wszystkim w sercu człowieka, ponieważ człowiek jest „żebrakiem wobec Boga” (por. KKK 2559) – to piękna definicja człowieka „żebrak wobec Boga”. Dziękuję.

Zwracając się na zakończenie audiencji do wszystkich Polaków, papież powiedział:

Pozdrawiam wszystkich Polaków. Drodzy bracia i siostry, pojutrze będziecie obchodzili uroczystość św. Stanisława, biskupa i męczennika, patrona Polski. Od wieków ten wielki Święty pozostaje w pamięci i w duchowości Polaków jako nieugięty obrońca wiary, porządku moralnego i społecznego, opiekun najsłabszych i bezbronnych, pasterz gotowy oddać życie za Chrystusa i za swoje owce. Przez jego wstawiennictwo módlmy się za Kościół w Polsce i za naród polski, aby – w dzisiejszej, trudnej sytuacji światowej spowodowanej pandemią, i w każdym czasie – mógł cieszyć się Bożym błogosławieństwem, pokojem i pomyślnością. Z serca wam błogosławię!

Tłumaczenie: KAI/ad

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Papież modli się za pracujących w mediach

Za mężczyzn i kobiety którzy pracują w mediach modlił się dziś podczas porannej Eucharystii papież Franciszek. W homilii zachęcał zaś, aby nie bać się światła Jezusa, bo "On jest łagodny i przychodzi aby nas ocalić".

Polub nas na Facebooku!

Papież modli się za pracujących w mediach
Za mężczyzn i kobiety którzy pracują w mediach modlił się dziś podczas porannej Eucharystii papież Franciszek. W homilii zachęcał zaś, aby nie bać się światła Jezusa, bo "On jest łagodny i przychodzi aby nas ocalić".

Intencję porannej Mszy w Domu św. Marty w Watykanie papież sformułowań następująco:

Modlimy się dzisiaj za mężczyzn i kobiety, którzy pracują w mediach. W tym czasie pandemii dużo ryzykują, a pracy jest dużo. Niech Pan pomoże im w tym dziele przekazywania prawdy.

Homilię poświęcił rozważaniu dzisiejszej Ewangelii z dnia (J 14,6-14) w której padają słowa Jezusa: “Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca.”

Franciszek zauważa, że ten fragment Ewangelii Jana pokazuje nam intymność, jaka istniała między Jezusem a Ojcem. Jezus robił to, co Ojciec mu powiedział. “I określa swoją misję: „Przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności”. Misją Jezusa jest oświecenie ludzi w ich ciemnościach. To także jest misją apostołów, aby nieść światło, które nie jest z nich, ale od Kogoś innego. Jest to misja Jezusa i apostołów: oświecać, ponieważ świat pogrąża się w ciemności.

Papież zauważył, że jednak dramat Jezusa polegał na tym, że “ludzie bardziej umiłowali ciemność”, zadomowili się w ciemności, przyzwyczaili do niej.  „Nie możemy zaakceptować światła, jesteśmy niewolnikami ciemności. I to będzie walka Jezusa by oświecać, przynosić światło, które sprawia, że ​​widzimy rzeczy takimi, jakie są, takimi jakie są. Swoim światłem Jezus przynosi wolność bo pokazuje prawdę.

– To jest dramat naszego grzechu – mówi papież – grzech zaślepia nas i nie możemy tolerować światła. Mamy chore oczy. A czym są te rzeczy, które bolą nasze oczy wiary i zaślepiają je? To nasze wady, duch światowości, duma. Te trzy rzeczy popychają cię do takiego obcowania z innymi aby zachować bezpieczeństwo w ciemności.  Życie w świetle nie jest łatwe. Światło sprawia, że ​​widzimy w nas tak wiele złych rzeczy, których nie chcemy widzieć: wady, grzechy … Myślimy o naszych wadach, myślimy o naszej dumie, myślimy o naszym ziemskim duchu: te rzeczy nas oślepiają, oddalają nas od światła Jezusa.

Jednak jest z tych ciemności wyjście – mówi papież i przywołuje słowa Jezusa: „Przyszedłem na świat, nie aby go potępić, ale aby go uratować”. – . Sam Jezus, światło, mówi: „Miejcie odwagę: dajcie się oświecić, dajcie się zobaczyć temu, co macie w środku, ponieważ to Ja was poprowadzę, aby was zbawić. Nie potępiam cię. Uratuję cię. To Pan zbawia nas z ciemności, którą mamy w środku, z ciemności życia codziennego, życia społecznego, życia politycznego, życia narodowego, międzynarodowego… tyle jest tych ciemności. I Pan nas zbawia. Ale prosi nas, abyśmy je najpierw zobaczyli, abyśmy mieli odwagę ujrzeć naszą ciemność, aby światło Pana mogło wejść i nas zbawić. Nie bójmy się Pana bo On jest bardzo dobry, jest łagodny, jest blisko nas. Przyszedł nas ocalić. Nie bójmy się światła Jezusa”

ad, Vatican News/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap