video-jav.net

Salwador wiąże wielkie nadzieje z kanonizacją abp. Romero

Podczas gdy w Watykanie trwa Msza św. wynosząca na ołtarze 7 nowych świętych, w tym arcybiskupa z Salwadoru Oskara Romero, w całym jego rodzinnym kraju trwają czuwania modlitewne. Wierni wiążą też wielkie nadzieje z kanonizacją tego męczennika.

Polub nas na Facebooku!

Jego portrety umieszczone są w wielu miejscach publicznych, także na domach prywatnych. Imieniem przyszłego świętego, który w 38 lat po śmierci czczony jest jako bohater narodowy, nazwano też centralne lotnisko w stolicy kraju, San Salvador.

Aureolę świętego umieszczono już dawno na wielkim portrecie “biskupa ubogich” w kaplicy szpitala La Divina Providencia w San Salvador. Była to kaplica, w której 24 marca 1980 nieznajomy osobnik zastrzelił przy ołtarzu sprawującego liturgię hierarchę. Swoim zaangażowaniem na rzecz praw ludzi ubogich abp Romero wywoływał nienawiść kręgów reakcyjnych w kraju wielkich nierówności społecznych.

W kazaniu na dzień przed śmiercią wzywał do nieposłuszeństwa: “Żaden żołnierz nie ma obowiązku słuchania rozkazu, sprzecznego z prawem Bożym”, mówił zwolennik teologii wyzwolenia. Mimo iż dotychczas nie wyjaśniono przyczyny morderstwa, prawdopodobnie to te słowa ostatecznie spowodowały, że rozkaz zamordowania duchownego wydali wojskowi. Wkrótce rozgorzała okrutna wojna domowa między siłami bezpieczeństwa, prawicowymi szwadronami śmierci i lewackimi ugrupowaniami partyzanckimi, która do 1992 roku pochłonęła ok. 75 tysięcy ofiar śmiertelnych.

W tym konflikcie abp Romero stał się dla polityki postacią symboliczną. Lewicowcy ogłosili go “męczennikiem” i wymieniali jednym tchem z Camilo Torresem, Che Guevarą oraz Salvatore Allende. Dla prawicy stał się zdeklarowanym symbolem wroga. Z tego powodu Kościół długo miał trudności z czczeniem arcybiskupa. Także w Watykan utrzymywał wątpliwości, czy rzeczywiście abp Romero został zamordowany z powodu swoich przekonań religijnych, czy też za politycznym opowiedzeniem się po jednej ze stron konfliktu.

Z czasem jednak wszystko się zmieniło. Państwo przyznało, że za śmierć arcybiskupa odpowiadali wojskowi. Także przedstawiciele prawicy uważają abp Romero za wybitną postać w dziejach kraju. Natomiast w Watykanie pochodzący z Ameryki Łacińskiej papież Franciszek otworzył ostatecznie drogę do wyniesienia na ołtarze arcybiskupa-męczennika. Na jego beatyfikację w San Salvador w maju 2015 przybyły setki tysięcy pielgrzymów z całej Ameryki Łacińskiej, a także przedstawiciele najwyższych władz państwowych.

“Dziś już większość społeczeństwa otacza czcią abp. Romero”, podkreślił biskup pomocniczy San Salvador, 76-letni kard. Gregorio Rosa Chavez. – Przyznają się do niego także ludzie, którzy długi czas go nie rozumieli, dodaje purpurat, który przed laty był sekretarzem abp. Romero, a od chwili śmierci jest “strażnikiem duchowej pamięci” arcybiskupa-męczennika.

Kard. Chavez przyznaje, że kanonizacja abp. Romero była najwyższym celem jego pracy i podkreśla, że “będzie to szansą do ponownego zjednoczenia społeczeństwa Salwadoru”. Jednak apele abp. Romero o większą sprawiedliwość społeczną nie bardzo jeszcze poskutkowały. Większość majątku narodowego znajduje się w posiadaniu 23 rodzin, podczas gdy masy społeczeństwa żyją w skrajnej nędzy. Ponadto Salwador należy do najbardziej niebezpiecznych krajów świata: każdego dnia ludzie padają ofiarą młodzieżowych band przestępców kryminalnych. Według oficjalnych danych w 2016 roku zarejestrowano 5.278 morderstw.

Ale nie wszyscy podzielają nadzieję Kościoła, że kanonizacja abp. Romero będzie silnym impulsem do pojednania w kraju. “Tego naprawdę należałoby życzyć krajowi i jego mieszkańcom, ale to graniczyłoby z cudem w sytuacji nadal głębokiej polaryzacji politycznej w Salwadorze”, podkreśla ambasador Niemiec w tym kraju, Bernd Finke. Także kard. Chavez przyznaje: “Jesteśmy jeszcze bardzo oddaleni od wizji Romero” – mówi i piętnuje “tchórzostwo” oraz “apatię” w Kościele Salwadoru, a księży zachęca, by “z większą pasją” wypełniali swoją posługę kapłańską. – Nie tracimy nadziei, że przesłanie, jakie pozostawił abp. Romero może się przyczynić do rozwiązania problemów w kraju” – apeluje. Jak podkreśla, z upływem czasu zabliźniają się rany, jakich doznał Kościół w Salwadorze na skutek działań junty wojskowych, a kraj przeżywa “duchową rewolucję”.

Kard. Chavez cieszy się, że przy okazji wizyty w Panamie na Światowym Dniu Młodzieży w styczniu 2019 papież Franciszek nawiedzi także grób św. Romero w San Salvador.

KAI/ad

Francuski miliarder kupił katolicki tygodnik

Francuski miliarder Vincent Bolloré kupił tygodnik „France Catholique”. Nowym dyrektorem pisma będzie Aymeric Pourbaix – zapowiedział w Paryżu dziennik katolicki „La Croix”. Pourbaix kierował dotychczas agencją „i.media” w Rzymie, specjalizującą się w informacjach z Watykanu, był też naczelnym redaktorem czasopisma „Famille chrétienne”.

Polub nas na Facebooku!

W rozmowie z dziennikiem nowy naczelny „France Catholique” zapowiedział, że w przyszłym roku zamierza poruszać na łamach pisma szczególnie takie tematy, jak bioetyka czy wybory do Parlamentu Europejskiego oraz komentować je z chrześcijańskiego punktu widzenia. Jako jeden z przyszłych celów tygodnika wymienił „odmłodzenie grona czytelników”.

Według „La Croix” Bolloré uratował „France Catholique” przed „niechybną śmiercią”. We wrześniu br. pismo miało niespełna 10 tys. abonentów. W redakcji pracowało czterech redaktorów na stałych etatach i ok. 20 współpracujących dziennikarzy. Do zmian doszło w środku lata, gdy były dyrektor pisma Frédéric Aimard przygotowywał aktywnie swego następcę. W obliczu wielkich trudności finansowych pisma Bolloré, który był w nich bardzo dobrze zorientowany dzięki Pourbaixowi, zaproponował pomoc, aby uratować tytuł.

Tygodnik powstał w 1924 jako organ Narodowej Federacji Katolickiej, która powstała wówczas dlas przeciwstawienia się Kartelowi Lewicy.

Bolloré ma udziały w różnych koncernach medialnych oraz przedsiębiorstwach transportowych w krajach afrykańskich, jest m.in. akcjonariuszem kontrolnym grupy Vivendi, do której należy Canal+. W 2008 roku znalazł się na pierwszych stronach gazet, gdy po kampanii wyborczej zaprosił byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego na swój jacht.

KAI/ad