video-jav.net

Liban: Polacy pomagają uchodźcom

Polska pomaga syryjskim uchodźcom w Libanie. Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej od czterech lat finansuje syryjskim uciekinierom dach nad głową w północnym Libanie. Pomoc była możliwa dzięki pieniądzom z MSZ a także z międzynarodowych funduszy.

Polub nas na Facebooku!

Jest ich ponad milion. Syryjscy uchodźcy, którzy wyjechali z kraju znaleźli w Libanie schronienie. Tak jak Osama, który z żoną i szóstką dzieci uciekł w 2013 roku z oblężonego miasta Homs. Teraz mieszka w dwupokojowym mieszkaniu w obozie dla palestyńskich uchodźców pod Trypolisem. „Nie możemy wrócić do Syrii, to zbyt niebezpieczne. Tutaj pomagają nam zagraniczne organizacje, takie jak Polska. Moja żona dostaje też pomoc żywnościową z ONZ. Czasami dostajemy też dla niej oferty dorywczej pracy” – mówi mężczyzna w rozmowie ze specjalnym wysłannikiem Polskiego Radia Wojciechem Cegielskim. Osama pomaga w salonie fryzjerskim w Trypolisie. Zarabia 10 dolarów dziennie, ale to za mało, by wyżywić rodzinę i opłacić czynsz za mieszkanie.

 

Polska pomoc trafia nie tylko do muzułmanów, ale także do chrześcijan. Fiodor z żoną i dwójką dzieci uciekał z miejsc, okrążonych przez tzw. Państwo Islamskie w Homs. Najpierw zmieniał miejsca pobytu w samym Homs, ale gdy w 2014 roku zamordowano tam holenderskiego jezuitę Fransa van der Lugta, rodzina zdecydowała, że wyjeżdża z Syrii do Libanu. Dzisiaj wszyscy mieszkają wraz z inną chrześcijańską rodziną w mieszkaniu w Bejrucie.

 

„W Syrii żyliśmy w spokoju, a to, czy ktoś był chrześcijaninem czy muzułmaninem nie miało znaczenia. Mieliśmy dobre relacje z innymi. Ale kiedy wojna się zaczęła, wkrótce potem ludzie zaczęli wzajemnie wytykać się palcami i mówić – ten jest muzułmaninem a ten chrześcijaninem” – mówi Fiodor.

 

Od 2012 roku Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, do niedawna także z pieniędzy MSZ, pomogło trzem tysiącom syryjskich rodzin w Libanie. Dzięki programowi „Cash for Rent” polska organizacja płaci uchodźcom czynsz za mieszkania, domy lub garaże, gdzie mieszkają ci najbiedniejsi.

 

Prezes PCPM Wojciech Wilk argumentuje, że dach nad głową oznacza dla uchodźców przynajmniej namiastkę stabilizacji. Taka pomoc jest też tańzsza i znacznie skuteczniejsza od pomocy dla tych, którzy dostali się do Europy. „Zabezpieczenie uchodźców dachu nad głową kosztuje nie więcej niż 80-100 dolarów miesięcznie. To jest kwota 5-krotnie niższa od kosztów, które należałoby ponosić na przyjmowanie takiego uchodźcy w Polsce. Jest to pomoc lepsza, bo ci ludzie są na Bliskim Wschodzie i kiedyś wrócą do Syrii oraz jest to pomoc tańsza od pomocy dla migrantów w Unii Europejskiej” – wyjaśnia prezes PCPM.

 

Polska i międzynarodowa pomoc dla uchodźców w Libanie to także ulga dla mieszkańcow Libanu. Jak mówi dr Ibrahim Merheb, były burmistrz miasteczka El-Birre na północy kraju, gdzie także pomaga PCPM, sami Libańczycy nie byliby w stanie ponosić kosztów tej pomocy. „To już trwa pięć lat. Libańczycy tutaj w rejonie Akkar są biedni, najbiedniejsi z całego kraju i sami nie są w stanie pomagać. Dzięki Bogu, że ONZ oraz organizacje takie jak polskie PCPM zaczęły tu pracę i bardzo pomogły Syryjczykom” – podkreśla były burmistrz w rozmowie z Polskim Radiem.

 

Wielu syryjskich uchodźców bez międzynarodowej, także polskiej pomocy, nie przetrwałoby w Libanie. Większość z nich jest tam Libanie nielegalnie, bo przeciągająca się wojna sprawiła, że skończyły im się pozwolenia na pobyt. To oznacza m.in. że nie mogą znaleźć pracy.
Syryjska wojna domowa rozpoczęła się przed pięcioma laty i kosztowała życie co najmniej 250 tysięcy osób, choć niektóre źródła twierdzą, że ofiar może być nawet dwa razy więcej. 11 milionów ludzi musiało opuścić swoje domy, z czego co najmniej 4 miliony uciekły z Syrii do krajów ościennych, a część do Europy.


Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Wojciech Cegielski, Kubajat/dyd

Ksiądz z Buenos Aires: Bergoglio po 3 latach taki sam

„Trzy lata na Stolicy Piotrowej nie zmieniły Franciszka. Pozostał takim samym człowiekiem, jakim go pamiętamy ze slumsów Buenos Aires” – wskazuje ks. José Maria di Paolo, który przez długie lata pracował dla najuboższych razem z ówczesnym arcybiskupem Buenos Aires. Argentyński kapłan podkreśla, że ludzie, którym Jorge Bergoglio pomagał, bardzo za nim tęsknią, ale cieszą się zarazem, że teraz służy całemu światu.

Polub nas na Facebooku!

„W ciągu tych trzech lat jako pasterz całego Kościoła kontynuuje proces transformacji, tę drogę duchową, która umacnia wielu katolików, także tych będących daleko. Daje wielką nadzieję tym wszystkim wierzącym, którzy pragnęli Kościoła bliższego ludziom, bliższego ludzkim problemom – mówi Radiu Watykańskiemu ks. José Maria di Paolo.

 

– Myślę, że dla nas kapłanów, którzy pracowaliśmy z kard. Bergoglio, najważniejsze jest to, że pozostał tym samym człowiekiem, z tymi samymi poglądami dotyczącymi migracji, ubóstwa, relatywizmu moralnego, wielkich problemów dotykających współczesnego człowieka. Także kiedy był w Buenos Aires odznaczał się siłą duchową i mocnym poczuciem kościelnej jedności, a zarazem ogromną skromnością. Najwspanialsze świadectwo, jakie możemy dać o nim, to powiedzieć, że Bergoglio jest człowiekiem koherentnym, że pozostał sobą! Dziś mamy tę łaskę, że nie jest tylko w jednej diecezji, ale prowadzi Kościół na świecie” – powiedział argentyński kapłan.


RV / Buenos Aires