Kard. Krajewski: ostrzelano nas, pierwszy raz w życiu nie wiedziałem, gdzie mam uciekać

W czasie wizyty kard. Konrada Krajewskiego na Ukrainie doszło do ostrzału miejsca, w którym - wraz z biskupami - udzielał pomocy humanitarnej. "Pierwszy raz w życiu nie wiedziałem, gdzie mam uciekać" - relacjonuje jałmużnik papieski.

fot. Paulina Guzik @Guzik_Paulina/Twitter

Kard. Krajewski, który po raz czwarty odwiedził Ukrainę od rozpoczęcia wojny, jest specjalnym wysłannikiem papieża Franciszka. Papieski jałmużnik odwiedza tereny, na których trwają działania wojenne. W imieniu papieża przywozi nie tylko pomoc humanitarną, ale również modlitwę i duchowe wsparcie zarówno dla tych, którzy walczą na froncie broniąc Ukrainy, jak i tych, którzy starają się – pomimo wojny – jakoś żyć.

Pojechaliśmy na granicę z Biskupem Janem z Zaporoża i biskupem Andrzejem z Kościoła Protestanckiego – opowiada kard. Krajewski o swojej sobotniej wizycie na linii frontu. Załadowaliśmy samochód żywnością i pojechaliśmy przekraczając wszystkie strefy, aż do samej granicy, gdzie trwa wojna, gdzie są tereny okupowane. Przestrzegano nas, że trzeba tam działać bardzo szybko – zostawić żywność ludziom, którzy są poinformowani, w którym miejscu mają stać i czekać – dodaje.

Kard. Krajewski relacjonuje, że dwukrotnie udało się zostawić ludziom żywność, za trzecim razem jednak doszło do ostrzału. Mówiono nam, że na tamtych terenach jest bardzo dużo ludzi, którzy zdradzają i przesyłają komórką namiary, że coś takiego ma miejsce. Niestety ostrzelano nas. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałem, gdzie mam uciekać. Dobrze, że był z nami żołnierz ukraiński, bo oprócz uciekania trzeba wiedzieć też, gdzie uciekać. On nam pokazał, gdzie uciekać i schroniliśmy się, kiedy obok nas leciały rakiety – tłumaczy.

Reklama
Reklama

Jak dodaje, w wielkim strachu udało się dostarczyć żywność w trzy miejsca, rozdać różańce od papieża i udzielić błogosławieństwa ludziom. Różańce dawaliśmy też napotkanym żołnierzom, którzy natychmiast je wyjmowali i – nie ważne jakiego wyznania byli – wszyscy zakładali je sobie na szyję – dodaje.

Trochę zawstydził mnie biskup protestancki, który na początku nie tyle zajmował się rozdawaniem żywności – choć w tym celu przyjechaliśmy – ale zbierał wszystkich i mówił im: „Słuchajcie jutro dzień jest nie pewny, dzisiaj też. Możemy za chwilę zginąć. Powierzmy się Bogu!” Prosił wszystkich o powtarzanie modlitwy. Wszyscy powtarzaliśmy jego słowa zawierzenia Bogu, wypraszania modlitwy za wstawiennictwem naszych świętych. Biskup protestancki uczył mnie jak należy zaufać Bogu. Ta jego modlitwa była naszą modlitwą – dzieli się kard. Krajewski.

Reklama
Reklama

Jak dodaje, po powrocie do Zaporoża okazało się, że w czasie pobytu księży biskupów na linii frontu miasto było bombardowane.

ZOBACZ TEŻ: Kard. Krajewski modlił się w miejscu masowych grobów w Iziumie. Wstrząsająca relacja biskupa

kh, KAI/Stacja7

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę