Z KRAJU

“W Raporcie nie ma niczego, co wskazywałoby, że Jan Paweł II nie chciał zbadać sprawy McCarricka”

– Stwierdzenie: „Jan Paweł II nie wiedział, bo nie chciał wiedzieć”, rozumiane jako „nie zrobił niczego, żeby poznać prawdę” albo „hamował działania zmierzające do poznania prawdy”, nie znajduje najmniejszego potwierdzenia w Raporcie – czytamy w analizie raportu Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej, przygotowanej przez dominikański Instytut Tomistyczny na prośbę Komisji Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski.

Polub nas na Facebooku!

10 listopada 2020 r. opublikowany został raport dotyczący sposobu reagowania Stolicy Apostolskiej na wykroczenia i przestępstwa dokonane przez Theodore’a Edgara McCarricka. Raport ten, także ze względu na swoją obszerność, rzadko był czytany w całości. W przestrzeni medialnej pojawiło się natomiast wiele odniesień do raportu, nie zawsze ściśle odpowiadających jego treści.

Na prośbę Komisji Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski, Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej wydał analizę raportu, który przygotował dominikański Instytut Tomistyczny. W analizie autorzy najpierw przedstawiają – za Raportem – chronologiczne zestawienie faktów i okoliczności związanych z przebiegiem kariery McCarricka. Następnie przypomniane są uwarunkowania, które wpłynęły na podjęcie przez Jana Pawła II decyzji o nominacji McCarricka na kolejne urzędy. Zakończenie analizy stanowi ustosunkowanie się do podstawowych zarzutów stawianych Janowi Pawłowi II w związku z nominacją byłego kardynała Theodore’a Edgara McCarricka.

Należy pamiętać, że materiały zgromadzone w Raporcie znacznie wykraczają poza faktyczną wiedzę, jaką na temat omawianej sprawy posiadał Jan Paweł II. Do niektórych materiałów Jan Paweł II nie miał w ogóle dostępu, inne były mu streszczane lub przekazywane pisemnie przez najbliższych współpracowników. Dla historycznej oceny postawy Jana Pawła II decydujące znaczenie ma bez wątpienia to, jaką wiedzę posiadał, względnie jakiej się domagał, a także to, jakie decyzje podejmował na podstawie posiadanych informacji. To bowiem wyznacza faktyczny stopień ewentualnych zaniedbań ze strony Papieża – czytamy we wstępie analizy.

Poniżej publikujemy część-zakończenie analizy dotyczącą podsumowania sprawy McCarricka i odniesienia się do oskarżeń stawianych Janowi Pawłowi II. Streszczenie Raportu oraz fakty w nim zawarte można przeczytać w omówieniu TUTAJ.

 

PODSUMOWANIE SPRAWY MCCARRICKA

W momencie podejmowania decyzji o nominacji McCarricka Jan Paweł II miał do dyspozycji, z jednej strony, oskarżający McCarricka list kardynała O’Connora, którego autor sam zresztą wskazywał, że wobec wysuwanych przeciw McCarrickowi zarzutów należy zachować ostrożność.

Papież otrzymywał też informacje od osób odpowiedzialnych za przebieg procesu nominacji, które wyrażały wątpliwości co do prawdziwości oskarżeń, choć jednocześnie sugerowały („w imię roztropności”), by nie mianować McCarricka na żadne nowe urzędy. Z drugiej strony Papież miał do dyspozycji list samego McCarricka, zapewniającego o swojej niewinności, wyniki dochodzenia abpa Montalvo oraz opinie abpa Cacciavillana, które wyraźnie osłabiały doniosłość zarzutów wobec McCarricka; trzeba też wziąć pod uwagę, że cała sprawa dotyczyła postaci powszechnie szanowanej i podziwianej, pracowitej i zaangażowanej; dotyczyła ona kogoś wielokrotnie poddawanego rozmaitym weryfikacjom.

Trzeba stwierdzić, że w sprawie McCarricka Jan Paweł II został wprowadzony w błąd. Papież zaryzykował, decydując się uwierzyć w niewinność McCarricka i mianował go na arcybiskupa Waszyngtonu i kardynała. Jednocześnie należy wziąć pod uwagę szereg okoliczności: w sprawie pedofilii – anonimowość wysuwanych oskarżeń oraz brak dowodów na ich prawdziwość; w sprawie homoseksualizmu – przekonanie osób, którym zlecono poszczególne dochodzenia, że istniejące w tej materii zarzuty należą do przeszłości i są nieudowodnione.

Wszystko to sprawia, że decyzji podjętej przez Jana Pawła II nie można traktować jako pochopnej lub lekkomyślnej, ale należy ją uznać za opierającą się na racjach, które były wnikliwie ważone. Trudno też odmówić Janowi Pawłowi II braku determinacji w weryfikowaniu pojawiających się oskarżeń.

 

GŁÓWNE ZARZUTY WYSUWANE WZGLĘDEM JANA PAWŁA II W ZWIĄZKU ZE SPRAWĄ MCCARRICKA

Na koniec pragniemy ustosunkować się do podstawowych zarzutów wysuwanych wobec Jana Pawła II w kontekście mianowania McCarricka na urząd arcybiskupa Waszyngtonu oraz kardynała.

 

Czy Jan Paweł II „wiedział”?

Taka jest pierwsza linia oskarżenia względem Jana Pawła II. Teza brzmi następująco: chociaż Jan Paweł II wiedział, że McCarrick jest pedofilem, to jednak wyniósł go do najwyższych godności kościelnych. Fakty, o których wiemy z Raportu, nie wskazują na to, by Jan Paweł II o tym wiedział. Po pierwsze zarzuty dotyczące pedofilii miały charakter wyłącznie anonimowy (w przeciwieństwie do zarzutów o homoseksualizm); po drugie odnosiły się do dalekiej przeszłości; zaś po trzecie – co zdecydowanie najistotniejsze – nie udało się ich potwierdzić pomimo dochodzenia zleconego przez Jana Pawła II. Sformułowanie stwierdzenia, że „Jan Paweł II wiedział, że McCarrick jest pedofilem” świadczy więc albo o nieznajomości Raportu, albo o świadomym kłamstwie.

 

Czy Jan Paweł II „tuszował” pedofilię McCarricka?

W powiązaniu z omówioną wcześniej linią oskarżenia pojawia się pogląd, że mianowanie McCarricka było wręcz próbą tuszowania pedofilii. Jest to zarzut absurdalny i głęboko niesprawiedliwy. Po pierwsze, jak już zauważono, Jan Paweł II nie wiedział, że McCarrick jest pedofilem. Nie można „tuszować” czegoś, o czym się nie wie. Po drugie należy zapytać o to, na czym w ogóle polega „tuszowanie”. Zgodnie ze słownikową definicją, „tuszować to czynić coś niewidocznym lub trudnym do zauważenia”. Czy ktoś chcący „zatuszować” postępki pedofila czyni go arcybiskupem Waszyngtonu, na którym to urzędzie każde słowo winowajcy będzie analizowane przez dziennikarzy, a jego życie będzie dokładnie „prześwietlane”? Zauważmy, że z Raportu jednoznacznie wynika, iż współpracownicy Jana Pawła II, mimo swych wątpliwości co do prawdziwości zarzutów, sugerowali, że wyniesienie McCarricka spowoduje ponowne pojawienie się tych oskarżeń w przestrzeni publicznej. Jeśli tak, to decyzja Jana Pawła II była raczej (oczywiście nieświadomym) „wystawieniem na światło” podwójnego życia McCarricka, nie zaś jego ukryciem, co przecież należy do istoty „tuszowania”. Należy więc oddalić zarzut o „tuszowanie” jako niemający pokrycia w faktach przekazanych w Raporcie, a przy tym po prostu nonsensowny.

 

Czy Jan Paweł II „nie wiedział, bo nie chciał wiedzieć”?

To kolejna linia oskarżenia. Warto zaznaczyć, że jest ona całkowicie sprzeczna z liniami wcześniej omówionymi. Musimy wybrać: Papież albo „wiedział i tuszował”, albo „nie wiedział, bo nie chciał wiedzieć”. Odnieśmy się do tej drugiej możliwości. Czy Jan Paweł II nie chciał się dowiedzieć, jak sprawy rzeczywiście się mają? Warto przypomnieć wcześniejsze ustalenia:

– po otrzymaniu informacji na temat listu kardynała O’Connora, Papież poprosił wieloletniego nuncjusza w USA, abpa Cacciavillana, o wydanie opinii na temat listu.

– otrzymawszy opinię od abpa Cacciavillana Jan Paweł II polecił przeprowadzić kolejne dochodzenie aktualnemu nuncjuszowi, abpowi Montalvo. Poprosił go, aby dochodzenie odbyło się bez pośpiechu. W poleceniu przekazanym przez abpa Re znajduje się zdanie, że sprawę należy zbadać „ze względu na prawdę”. Nie wiemy, czy Jan Paweł II wypowiedział dokładnie takie słowa, czy też stanowią one dopowiedzenie autorstwa samego abpa Re, chcącego w ten sposób podkreślić, że dochodzenie nie ma związku z planowanymi w najbliższym czasie decyzjami personalnymi.

– papież osobiście zapoznał się z konkluzjami dochodzenia przeprowadzonego przez abpa Montalvo oraz z podsumowującym dochodzenie memorandami autorstwa abpa Cacciavillana oraz abpa Re.

Wszystko wskazuje na to, że Jan Paweł II ufał swoim doradcom, a także nuncjuszowi w USA, który miał przeprowadzi swe dochodzenie w sposób rzetelny. W Raporcie nie ma niczego, co wskazywałoby, że Jan Paweł II nie chciał zbadać sprawy McCarricka lub że blokował jakiekolwiek procedury. Wspomniane powyżej dochodzenie zostało wszczęte na wyraźną prośbę Papieża. Stwierdzenie: „Jan Paweł II nie wiedział, bo nie chciał wiedzieć”, rozumiane jako „nie zrobił niczego, żeby poznać prawdę” albo „hamował działania zmierzające do poznania prawdy”, nie znajduje najmniejszego potwierdzenia w Raporcie.

 

Analiza raportu Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej została przygotowana przez dominikański Instytut Tomistyczny na prośbę Komisji Nauki Wiary KEP.

 

KAI, zś/Stacja7

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Z KRAJU

O. Michał Tomaszek i o. Zbigniew Strzałkowski. Patron starań o nowe życie i “lekarz dusz”

Dokładnie 5 lat temu na ołtarze zostali wyniesieni Męczennicy z Pariacoto, wśród których byli polscy franciszkanie - o. Michał Tomaszek i o. Zbigniew Strzałkowski. "Ta decyzja Kościoła była niesamowicie trafna. Pan Bóg dokładnie wie jakich świętych potrzebuje świat w danym momencie swojego istnienia" - mówi br. Jan Hruszowiec OFMConv., promotor kultu męczenników z Pariacoto.

Polub nas na Facebooku!

Łukasz Kaczyński, KAI: Dziś 5. rocznica beatyfikacji polskich męczenników z Pariacoto. Jakie emocje Bratu towarzyszą?

O. Jan Hruszowiec OFMConv.: Obserwując ostatnie 5 lat jestem przekonany, że ta decyzja Kościoła była niesamowicie trafna. Mam wewnętrzną radość, bo wyniesienie na ołtarze misjonarzy Michała Tomaszka i Zbigniewa Strzałkowskiego było nam współczesnym bardzo potrzebne. Pan Bóg dokładnie wie jakich świętych potrzebuje świat w danym momencie swojego istnienia. I jak mogą oni pomóc w tych problemach, z którymi borykamy się na co dzień.

 

W czym zatem pomagają błogosławieni męczennicy franciszkańscy z Pariacoto współczesnemu człowiekowi?

Chciałbym po pierwsze zauważyć, że charyzmaty, którymi Bóg obdarza człowieka za życia, nie znikają po jego śmierci. Tak jest w przypadku o. Michała – za życia on był bardzo bliski dzieciom i młodzieży, miał do nich wielkie serce. Również po śmierci o dzieciach nie zapomina, gdyż mamy bardzo wiele świadectw, w których małżonkowie wskazują, że nawet po 10 latach bezskutecznych starań o potomstwo za wstawiennictwem o. Michała dzieją się cuda w tej kwestii. Naszemu współbratu za życia bardzo droga była też sprawa pro-life i może być on patronem wszelkich starań o nowe życie, jak i działań w jego obronie, które zwłaszcza w ostatnim czasie są bardzo potrzebne. Z kolei o. Zbigniewa na misjach nazywano „doktorkiem”, gdyż bardzo wiele uwagi poświęcał chorym i cierpiącym. Od nich także mamy liczne świadectwa dowodzące, że również z nieba o. Zbigniew wstawia się za nimi. I po śmierci nie jest tylko „doktorkiem” ciała, ale też dusz – piszą do nas egzorcyści z całego świata, którzy przyznają, że przyzywanie pomocy o. Zbigniewa pomaga także ludziom opętanym przez złego.

 

 

A czym w kanonie świętych wyróżniają się razem?

Wspólnie o. Michał i o. Zbigniew są patronami krucjaty różańcowej w obronie przed terroryzmem, czyli naszej franciszkańskiej akcji skierowanej do wiernych, którzy widząc współczesne zagrożenie terroryzmem, pragną modlić się o pokój na świecie oraz za wszystkich poszkodowanych w wyniku działań terrorystycznych. Wszystko zaczęło się od Polaków mieszkających w Belgii, którzy tworzyli grupy różańcowe, obierając sobie za patronów naszych współbraci, ponieważ zginęli oni śmiercią męczeńską z rąk terrorystów. Można wprost odczytać, że to był palec Boży. Oficjalnie krucjata rozpoczęła się 5 maja 2016 r. i jest prowadzona pod patronatem polskich męczenników z Pariacoto. To dzieło nadal prężnie się rozwija. I pomimo tego, że współcześni ludzie nie lubią się deklarować, to w krucjacie na stałe na chwilę obecną modli się ponad 1600 osób.

 

Czy widać jakieś wymierne efekty tej modlitwy?

Kiedyś zadzwonił do mnie człowiek związany z zagranicznymi służbami wywiadowczymi. Przyznał, że jest człowiekiem bardzo wierzącym i w ramach swojej pracy wyszukuje informacje, które mogłyby wskazywać na potencjalne ryzyko zamachów terrorystycznych. Dodał, że do maja 2016 r. jego praca nie przynosiła dużych efektów – wiele spraw się wymknęło, często on i jego współpracownicy nie potrafili wychwycić zaszyfrowanych informacji. Ale coś się potem zmieniło i znacznie więcej potencjalnych zamachów zostało udaremnionych. Tego człowieka zaintrygowało to do tego stopnia, że zaczął szukać przyczyny tej zmiany. I wyszukując w komputerze różnych haseł, dotarł do naszej krucjaty różańcowej w obronie przed terroryzmem. Jak mi powiedział, nie ma wątpliwości, że ten widoczny skok skuteczności w jego pracy to dzieło o. Zbigniewa i o. Michała. Myślę, że to, co ważne to również fakt, że ludzi zaczynają widzieć, że terroryzm to nie tylko światowe zamachy, ale także, że jest to zjawisko, które w postaci złości i nienawiści może pojawić się w domu, na przykład ze strony małżonka czy nawet siebie samego. A męczennicy z Pariacoto naprawdę przychodzą z wielką łaską pokoju w serca – wystarczy zaprosić ich do swojego życia.

CZYTAJ: Cztery kule za Jezusa

 

Aby osoby o. Zbigniewa i o. Michała były coraz lepiej znane, powstało Biuro Promocji Kultu Męczenników z Pariacoto, które jest niezwykle aktywne.

Tak, nie da się ukryć, że staramy się, by nasi błogosławieni współbracia mogli pomóc swoim wstawiennictwem jak największej liczbie wiernych. Na chwilę obecną przeprowadziliśmy 337 akcji wyjazdowych, czyli tzw. misyjnych dni męczenników. W przeciągu tych 5 lat od ich beatyfikacji rozdaliśmy już ponad 415 tys. obrazków z relikwiami 2 stopnia tych franciszkańskich misjonarzy, a także powstało 22 tys. książek, jak i przygotowano blisko 76 tys. różańców z relikwiami drugiego stopnia. Natomiast relikwie 1 stopnia męczenników z Pariacoto w tym momencie znajdują się już w 416 miejscach na świecie, w tym w 243 w Polsce. Dzięki działalności naszego biura w tym roku uruchomiono ostatnio też specjalny kanał na YouTube zatytułowany „MichaliZbigniew”, gdzie publikowane są archiwalne i bieżące filmy z materiałami związanymi z franciszkanami z Pariacoto. Bardzo ciekawym jest, że odkrywane coraz to nowsze nagrania czy zdjęcia przybliżające nam o. Zbigniewa i o. Michała już nie tylko jako zakonników wyniesionych na ołtarze, ale również zwykłych ludzi, którzy swoją codziennością zmierzali do świętości.

 

Dlaczego warto poznać franciszkańskich męczenników z Pariacoto?

Myślę, że wielkim szokiem dla ludzi jest fakt, że to są błogosławieni naszej epoki, którzy żyli nie tak dawno i pokazują, że świętość nie jest odległa, ale możliwa dla każdego. Myślę, że zaproszenie o. Zbigniewa i o. Michała do swojej codzienności bardzo mocno weryfikuje nasze koncepcje życiowe zgodnie z wolą Bożą. Męczennicy z Pariacoto uczą przede wszystkim wytrwałości w wierze, ale również tego, że pochodzące od Boga pogoda i spokój ducha, mogą towarzyszyć człowiekowi mimo najtrudniejszych przeciwności w codzienności. Wiele osób mówi, że to męczennicy, którzy się uśmiechają, co zresztą widać często na ich zdjęciach. To ważne niewerbalne przesłanie, które moim zdaniem mówi: bracie i siostro, nieważne w jak trudnej sytuacji jesteś, bo jeśli przeżywasz ją z Bogiem, to dasz sobie radę z wszystkim!

 

KAI, zś/Stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap