Opłatki najbardziej omodlone. Trwa gorący sezon w opłatkarni sióstr sakramentek 

Mało który opłatek, którym łamiemy się w Wigilię jest tak omodlony jak ten wypieczony w klasztorze. Opłatkarnia sióstr Sakramentek na Nowym Mieście w Warszawie pracuje na pełnych obrotach i ciągle prowadzi zbiórkę na modernizację.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Opłatki najbardziej omodlone. Trwa gorący sezon w opłatkarni sióstr sakramentek 
Mało który opłatek, którym łamiemy się w Wigilię jest tak omodlony jak ten wypieczony w klasztorze. Opłatkarnia sióstr Sakramentek na Nowym Mieście w Warszawie pracuje na pełnych obrotach i ciągle prowadzi zbiórkę na modernizację.

Sezon na opłatkarski zaczyna się w pracowni Sióstr benedyktynek Sakramentek już we wrześniu. Zaledwie miesiąc później już pojawiają się duże zamówienia świąteczne od parafii na opłatki, które będą rozprowadzane w kościołach. I podczas gdy w zwykłym czasie wypiekiem opłatków zajmuje się tylko kilka sióstr ze wspólnoty, w gorącym okresie przedświątecznym w akcję włączają się właściwie wszystkie siostry. – Nawet nasze kochane siostry emerytki się angażują, choćby pakując opłatki w obwoluty czy koperty – mówi Matka Maria Blandyna Michniewicz, przeorysza klasztoru Benedyktynek Sakramentek na Nowym Mieście w Warszawie.

 

 

 

Życie każdego wigilijnego opłatka zaczyna się oczywiście od ciasta, od wymieszania dobrej jakości mąki z wodą do odpowiedniej konsystencji. Zaraz potem zaczyna się pieczenie. Dzięki hojności darczyńców, którzy latem dołączyli do zbiórki zorganizowanej przez Siostry, można było zakupić nową maszynę do wypieku i zastąpić ręczne wylewanie łyżeczką ciasta opłatkowego do form – wypiekiem maszynowym. Nadal jednak dalsze etapy produkcji wykonywane są ręcznie, ponieważ ciągle siostry zbierają na zakup maszyny do cięcia już wypieczonych opłatków. 

Aby opłatek był trwały, nie łamał się i nie kruszył, nawet jeśli jest wysyłany pocztą w liście, musi być zahartowany. Siostry świeżo wypieczone opłatki umieszczają w wilżarni, gdzie wypieki są nawilżane i skąd trafiają do suszenia, cięcia a potem pakowania. W ten sposób spod palców pracowitych sióstr wychodzi 1100 opłatków dziennie. 

 

 

Każdy świąteczny opłatek ma również odciśnięty rysunek. Dzięki nowej maszynie wypieki wychodzące od warszawskich sióstr sakramentek mają nowe wzory, które powstały przy współpracy z bratem Mikołajem z Tyńca i nawiązują do ikon o Bożym Narodzeniu. Dodatkowo na obwolutach, w które pakowane są opłatki znajdują się modlitwy i fragment Ewangelii, którymi można się posłużyć rozpoczynając rodzinne spotkanie wigilijne.

 

 

No właśnie, modlitwa. To ona robi zasadniczą różnicę między tym, co wychodzi z opłatkarni prowadzonej przez Siostry, a tym, co opuszcza opłatkarnie komercyjne, których produkty czasem także są do nabycia w kościołach. – Nie jesteśmy po prostu wytwórnią opłatków. Każdej naszej czynności towarzyszy modlitwa, również nieustannie się modlimy wypiekając opłatki, można więc powiedzieć, że są one bardzo omodlone – mówi Matka Maria Blandyna. 

Wymiar duchowy opłatków jest w oczywisty sposób obecny w tym, do czego ich używamy: w dzieleniu się, łamaniu i wzajemnym wypowiadaniu dobrych życzeń. Matka Blandyna zwraca uwagę, że pięknie ten wymiar jest ukazany w modlitwie błogosławieństwa opłatków, którą głosi ksiądz gdy je święci. – Modlimy się wtedy o to, żeby “w znaku łamania się chlebem z innymi dzielić się życzliwością, miłością i pokojem”. Abyśmy dzielili się przede wszystkim tą miłością i pokojem, które dostajemy od przychodzącego Zbawiciela – mówi Matka Blandyna.

 


Opłatki są ciągle dostępne w sprzedaży bezpośrednio u sióstr, na furcie klasztoru na Nowym Mieście w Warszawie. Warto też pamiętać o tym, że to główne źródło utrzymania klasztoru benedyktynek sakramentek. Siostry stale prowadzą zbiórkę na dokończenie modernizacji opłatkarni, tak by mogły pracować jeszcze wydajniej. Zbiórkę można wesprzeć  >>tutaj  

 

 

ad/Stacja7

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >
Z KRAJU

Czas, gdy bezdomni czują się jak ludzie. Wigilia w DA Górka

Najważniejsze dla nich nie jest to jedzenie i paczki, ale fakt, że ktoś poświęca im czas i traktuje jak osoby - mówią studenci z DA Górka organizujący tegoroczną Wigilię dla Ubogich i Bezdomnych w Gdańsku.

Polub nas na Facebooku!

Czas, gdy bezdomni czują się jak ludzie. Wigilia w DA Górka
Najważniejsze dla nich nie jest to jedzenie i paczki, ale fakt, że ktoś poświęca im czas i traktuje jak osoby - mówią studenci z DA Górka organizujący tegoroczną Wigilię dla Ubogich i Bezdomnych w Gdańsku.

Tradycja urządzania takich świątecznych spotkań ma w Duszpasterstwie Górka już długą tradycję i mocno wpisała się w coroczny program wydarzeń w Gdańsku. jest marką tak rozpoznawalną, że sami potrzebujący dopytują młodzież, kiedy i gdzie spotkanie odbędzie się w danym roku.

Wigilia dla Ubogich 2019 odbędzie się w Hali Centrum Stocznia Gdańska 21 grudnia i jak co roku jest to duże przedsięwzięcie logistyczne. Zaangażowanych jest ponad 100 studentów, którzy organizują paczki, posiłek na miejscu i oprawę oraz harcerze, którzy dekorują salę.

Uroczystość wygląda jak zwykła rodzinna kolacja wigilijna: rozpoczyna się czytaniem Ewangelii o Bożym Narodzeniu, potem wszyscy dzielą się opłatkiem i siadają do wspólnego posiłku. Nie brakuje tradycyjnych potraw, jak barszcz, pierogi z kapustą czy postny bigos, oraz paczek z prezentami na zakończenie.

– Do paczek pakujemy artykuły spożywcze o dłuższym terminie, słodycze, rzeczy na zimę , środki czystości. W tym roku w niektórych paczkach znajdą się też maskotki dla dzieci, bo zaczęły na Wigilię przychodzić też gorzej sytuowane rodziny z dziećmi – mówi Karolina Zabrocka, koordynatorka tegorocznej Wigilii w DA Górka. Gośćmi spotkania są nie tylko bezdomni, najczęściej mężczyźni, ale również ubożsi emeryci i biedniejsze rodziny.

 

FOT. Juliusz Chudzikiewicz

 

Według studentów tym, co najbardziej przyciąga potrzebujących na to spotkanie nie są wcale paczki, posiłek, czy wsparcie jakie wtedy dostają, ale to, jak są traktowani. – O tym sami mówią, są szczęśliwi i przejęci, że ktoś poświęca im swój wolny czas, że traktuje ich jak ludzi, chce z nimi rozmawiać i przebywać. Na co dzień tego bowiem nie doświadczają – zauważa Karolina Zabrocka. Dodaje, że to dla ubogich też ważny moment integracji między sobą. Pochodzą z różnych środowisk, czasem znają się z ulicy i wspólna wigilia to czas na rozmowę i pobycie ze sobą w innych okolicznościach niż ulica.

 

FOT. Juliusz Chudzikiewicz

 

Aby wigilia doszła do skutku potrzebna jest hojność. Co roku studentom udaje się pozyskać różnych sponsorów, umożliwiających wynajem sali i zakup jedzenia, ale też włączają się w pomoc zwykli Gdańszczanie. – W pierwszą niedzielę Adwentu w kościele św. Mikołaja rozdawaliśmy losy, na których wypisane były pojedyncze produkty potrzebne do skompletowania paczek świątecznych. Dodatkowo nasi studenci włączali w akcję swoich kolegów z roku lub z pracy – mówi Karolina Zabrocka.

W ubiegłorocznej Wigilii wzięło udział aż 600 potrzebujących, w tym roku młodzież spodziewa się ich nawet więcej.

 

 

ad/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap