video-jav.net

Marsz dla Życia pomaga samotnym matkom

Samotne matki z dziećmi i bezdomni mieszkają w Domu Miłosierdzia Betania w Poczerninie koło Stargardu. To placówka Caritasu Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej, ale patronat nad nią sprawuje Fundacja Małych Stópek, która organizuje Szczeciński Marsz dla Życia. Podczas tej największej w Polsce manifestacji w obronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci będą zbierane również fundusze na podstargardzki dom, w którym aktualnie mieszkają 23 osoby.

Polub nas na Facebooku!

Pani Marta ze swoim dzieckiem trafiła tu trzy lata temu i jak przyznaje, tu jest namiastka domu, a wszyscy tworzą małą wspólnotę. Potrzeba kolejnych ważnych do funkcjonowania przedmiotów.

– Czekamy na nowe meble do kuchni, wreszcie będzie to jakoś funkcjonowało. Jest już pomalowana stołówka, korytarz u panów. Ruszamy, aby wszystko jakoś ogarnąć – dodaje pani Marta i podkreśla, że każdy wie, co do niego należy. Kobiety mają dyżury w kuchni, sprzątają, a mężczyźni wykonują cięższe prace na dworze.

Pan Marek wcześniej był u sióstr kalkucianek w Szczecinie. Teraz od roku mieszka w Domu Betania. – Jest spokój i cisza. Jest trochę pracy, ale wszędzie trzeba robić i wszyscy sobie pomagamy – przyznaje pan Marek, który jak sam o sobie mówi, kiedyś był innym człowiekiem. Kradł, pił, a za sprawą sióstr zmienił swoje życie.

Wśród kolejnych potrzeb domu jest zakup pralki, zmywarki i wyparzarki. Przed niedzielnym Marszem dla Życia będą zbierane także pieluchy dla dzieci z domu w Poczerninie.


KAI pk / Szczecin

Wspomnienia o ks. Jerzym w namiocie Stacji7

Drugie spotkanie w namiocie Stacji7 podczas Targów Wydawców Katolickich upłynęło na wspomnieniach nieznanych faktów z życia bł. ks. Jerzego Popiełuszki. - Wolność to jest świadomość ograniczeń - powiedział Marek Szymański, jeden z uczestników spotkania.

Polub nas na Facebooku!

Kapłana-męczennika jako przewodnika po wolności wspominali ci, którzy go znali i spotkali osobiście: Marek Piotrowski, biorący udział w Mszach za ojczyznę, Marek Szymański, hutnik który spotkał się z ks. Jerzym jako działacz zakładowej Solidarności, historyk Kościoła dr hab. Paweł Skibiński oraz o. prof. Jacek Salij OP, który z ks. Jerzym współpracował.

Oddziaływanie ks. Jerzego na środowisko robotników wspominał Marek Szymański, ówczesny hutnik Huty Warszawa. – Było wiele takich niedobrych zwyczajów, na przykład regularne picie po pracy. Od czasu, gdy zaczęliśmy się spotykać z ks. Jerzym to zaczęło się zmieniać – opowiadał.

Poruszające świadectwo złożył o. Jacek Salij OP. – Cały czas pamiętam jego wrodzoną skromność, którą teraz widzę w perspektywie uczniów z Emaus, którzy “nie rozpoznali Go, choć serce w nich pałało”. Podobnie z ks. Jerzym. Gdy się spotykaliśmy traktował mnie jako kogoś znacznie ważniejszego od siebie, on skromny – ja “habilitowany”. A dziś? Ja jestem kopciuszek, on – wśród chórów anielskich – opowiadał o. Jacek.

Dominikanin przypomniał także rozumienia wolności według myśli europejskiej, które współgrały z tym, czego swoich duchowych wychowanków uczył ks. Jerzy.

Po pierwsze wolność to niepodleganie przemocy, naciskom, brak kajdan i niesprawiedliwych ograniczeń. Po drugie wolność to bycie panem samego siebie: jestem wolny, gdy myślę to, co naprawdę myślę i naprawdę płynie ze mnie, a nie pozwalam innym rządzić mną i przemieniać się w poglądach w ich niewolnika. Po trzecie – wolność to bycie “u siebie”. – Wszystkie te rozumienia były obecne w myśli ks. Jerzego.

Uczestnicy debaty wspominali również, jak bardzo to nauczanie ks. Jerzego pozostało w ludziach i działało po jego śmierci. – Nie da się tego oddać słowami, to było niesamowite doświadczenie choć bardzo trudne – mówił Marek Szymański, ówczesny pracownik Huty Warszawa.

Dr hab. Paweł Skibiński odwoływał się natomiast do zapisków MSW, do których dotarł. – Milicja naprawdę była nastawiona na to, że pogrzeb ks. Jerzego przerodzi się w manifestację przeciwko władzy. Przygotowali się na to, rozstawili dodatkowe samochody nad Wisłą, gotowe wkroczyć do akcji. Ale nic takiego się nie stało. Pomimo napięcia, jakie było w społeczeństwie ci ludzie przeszli spokojnie obok Pałacu Mostowskich, o którym wiedzieli, że tam siedzą mocodawcy wyroku na ks. Jerzego – opowiadał.

Wtórował mu Marek Szymański. – Rzeczywiście, my chcieliśmy się z komuną bić, aż się w nas gotowało, żeby im wszystkim przywalić, ale jednocześnie wszyscy rozumieli, że czegoś zupełnie innego nauczał nas ks. Jerzy, “zło dobrem zwyciężaj” – mówił, więc zamiast wywoływać wojnę domową zdecydowali się w sposób naturalny na niewszczynanie bójek i spokojne rozejście – opowiadał.

– Ludzie poczuli wtedy związek z Kościołem, z Bogiem. To były widoczne owoce tej jego śmierci. I nie wiemy, czy fakt, że zmiana ustroju odbyła się u nas w sposób bezkrwawy nie było również zasługą Jego ofiary – podsumował Marek Piotrowski, uczestnik Mszy za Ojczyznę, które odprawiał ks. Jerzy.

ad/Stacja7